Charles Richet i laboratorium ektoplazmy
Noblista Charles Richet, twórca pojęć metapsychiki, ektoplazmy i kryptestezji, próbował opisać materializacje językiem fizjologii, by oddzielić fakty od spirytystycznej interpretacji, lecz jego neutralny słownik użyczał seansom autorytetu nauki, której warunków eksperymentu nigdy w pełni nie kontrolował.

Fizjolog z Sorbony
Charles Richet, urodzony w Paryżu w 1850 roku, syn wybitnego chirurga Alfreda Richeta, należał do elity francuskiej medycyny akademickiej. Od 1887 roku kierował katedrą fizjologii na wydziale medycznym w Paryżu, redagował „Revue scientifique” i publikował prace z zakresu termoregulacji, toksykologii i surowicy. W 1902 roku wraz z Paulem Portierem opisał zjawisko, które nazwał anafilaksją: gwałtowną, czasem śmiertelną reakcję organizmu na ponowne podanie substancji, która przy pierwszym kontakcie była nieszkodliwa. Za to odkrycie otrzymał w 1913 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny. Był ponadto pisarzem, pacyfistą, pionierem lotnictwa i autorem tekstów eugenicznych, które dziś czyta się z zakłopotaniem.
Ta biografia nie jest tłem, lecz warunkiem zrozumienia jego badań psychicznych. Richet wchodził do salonu seansowego jako fizjolog, przynosząc ze sobą instrumenty, nawyki opisu i przekonanie, że każde zjawisko, nawet najdziwniejsze, jest funkcją organizmu. Jego projekt można streścić jako próbę przeniesienia seansu do laboratorium, ale w praktyce działo się raczej odwrotnie: to laboratorium zostało przeniesione do pokoju seansowego, ze wszystkimi ograniczeniami, jakie narzucały mu warunki ustalone przez medium. Właśnie w tym przesunięciu tkwi sedno sprawy. Neutralny słownik Richeta miał oddzielić fakty od religijnej interpretacji, lecz jednocześnie nadawał scenie seansowej powagę nauki, której ona sama nie potrafiła zapewnić.
Warto zauważyć, że samo odkrycie anafilaksji wyrosło z obserwacji czegoś nieoczekiwanego. Psy, którym podano niewielką dawkę toksyny z ukwiałów, nie reagowały, gdy dawkę powtórzono, wzmocnieniem odporności, lecz gwałtownym wstrząsem. Richet nadał temu zjawisku nazwę, opisał je i włączył do fizjologii, zanim rozumiano jego mechanizm immunologiczny. Ten sam gest, polegający na nazwaniu anomalii i uczynieniu jej przedmiotem systematycznej obserwacji, powtarzał później wobec zjawisk seansowych. Różnica polegała na tym, że w laboratorium fizjologii mógł powtarzać doświadczenie według własnego planu, a w pokoju medium już nie. Pod pseudonimem Charles Epheyre publikował też opowiadania, w których motywy hipnozy i rozszczepienia osobowości pojawiały się w formie literackiej.
Od somnambulizmu do Eusapii Palladino
Zainteresowanie Richeta stanami niezwykłymi sięgało lat siedemdziesiątych. W 1875 roku, jeszcze jako student, opublikował studium o sztucznie wywołanym somnambulizmie, przyczyniając się do przywrócenia hipnozy jako tematu godnego uwagi medycyny, zanim podjęli go Charcot i szkoła z Nancy. W 1884 roku ogłosił w „Revue philosophique” artykuł o mentalnej sugestii i rachunku prawdopodobieństwa, w którym stosował statystykę do zgadywania kart. Był to jeden z pierwszych przypadków ilościowego podejścia do zagadnienia, które Brytyjczycy nazywali już wtedy telepatią.
Przełomem okazały się jednak sesje z Eusapią Palladino, neapolitańską medium o niezwykłej sile fizycznej sugestii. Richet uczestniczył w seansach w Mediolanie w 1892 roku, a w 1894 roku zaprosił ją na należącą do niego wyspę Roubaud u wybrzeży Prowansji. Obecni byli tam Oliver Lodge, Frederic Myers i polski psycholog Julian Ochorowicz. Izolacja wyspy miała wykluczyć wspólników, a kontrola rąk i nóg medium była przedmiotem drobiazgowych protokołów. Uczestnicy byli przekonani, że widzieli ruchy przedmiotów bez kontaktu. Rok później, w Cambridge, Richard Hodgson wykazał jednak, że Palladino potrafi uwolnić jedną rękę i oszukiwać kontrolerów, co otworzyło trwający dekady spór o to, czy u tego samego medium mogą współistnieć trik i zjawisko autentyczne.
Obecność Ochorowicza na wyspie Roubaud nie była przypadkowa. Polski psycholog, związany wcześniej z uniwersytetem we Lwowie i od lat osiadły we Francji, należał do najbardziej dociekliwych badaczy Palladino, a później prowadził w Wiśle obserwacje Stanisławy Tomczyk, opisywane jako przykłady telekinezy. Środowisko badaczy zjawisk psychicznych było w tym czasie prawdziwie międzynarodowe: protokoły krążyły między Paryżem, Londynem, Warszawą i Neapolem, a ten sam uczony mógł w ciągu jednego roku uczestniczyć w seansach w kilku krajach. Richet stał w centrum tej sieci, korzystając z autorytetu katedry i z osobistych przyjaźni.
Villa Carmen i narodziny ektoplazmy
Słowo „ektoplazma”, utworzone z greckich wyrazów oznaczających to, co zewnętrzne, i to, co uformowane, przypisuje się właśnie Richetowi. Miało oznaczać substancję wydzielaną przez ciało medium, z której rzekomo kształtują się materializacje. Termin pochodził z języka biologii komórki, gdzie ektoplazmą nazywano zewnętrzną warstwę cytoplazmy, i ta zbieżność nie była przypadkowa: przenosiła zjawisko seansowe w obszar fizjologii, sugerując, że chodzi o nieznany jeszcze proces organiczny.
Najsłynniejszym epizodem związanym z tym pojęciem były seanse w Villa Carmen w Algierze w 1905 roku. Medium była młoda Marthe Béraud, córka oficera, a gospodarzami generał Noël i jego żona. Pojawiała się tam postać nazywana Bien Boa, w hełmie i z brodą, którą Richet fotografował i badał, odnotowując nawet, że wydychane przez nią powietrze zmętniało roztwór wody barytowej, co miało dowodzić obecności dwutlenku węgla, a więc oddechu. Wkrótce jednak arabski stangret z posiadłości oświadczył, że to on odgrywał ducha, a krytycy wskazywali na fotografie, na których widać było ślady przebrania. Richet bronił swoich obserwacji, ale epizod stał się dla przeciwników metapsychiki wzorcowym przykładem naiwności uczonego.
Marthe Béraud powróciła później pod pseudonimem Eva C. jako medium badane przez Juliette Bisson i niemieckiego lekarza Alberta von Schrenck-Notzinga, który w 1914 roku opublikował Materialisationsphänomene. Fotografie przedstawiające rzekomą ektoplazmę ujawniały niekiedy płaskie, wycięte twarze i zagniecenia przypominające papier, co nasiliło podejrzenia. Historia ta pokazuje, jak termin ukuty przez fizjologa szybko zaczął żyć własnym życiem, służąc jako etykieta dla zjawisk, których status pozostawał co najmniej wątpliwy.
Metapsychika jako nazwa i program
W 1905 roku, będąc prezesem Society for Psychical Research, Richet zaproponował w przemówieniu słowo métapsychique na określenie nauki o zjawiskach mechanicznych lub psychicznych, które wydają się wynikać z działania nieznanych sił inteligentnych. Nazwa była wzorowana na metafizyce, ale miała mówić o faktach, nie o spekulacji. Jej głównym zadaniem było odcięcie się od spirytyzmu. Richet konsekwentnie odrzucał hipotezę, że zjawiska seansowe pochodzą od zmarłych, i uważał ją za przedwczesną, a często szkodliwą, ponieważ przyjmowała gotową odpowiedź w miejsce pytania.
W 1919 roku przemysłowiec Jean Meyer ufundował w Paryżu Institut Métapsychique International, którym kierował lekarz Gustave Geley, a Richet objął funkcję honorowego prezesa. Instytut prowadził badania z udziałem mediów takich jak Franek Kluski, którego seanse w Warszawie i Paryżu miały pozostawiać parafinowe odlewy dłoni. Uznawano je za jeden z mocniejszych dowodów materializacji, choć krytycy wskazywali, że nie wykluczono możliwości ich wcześniejszego przygotowania. Placówka była instytucjonalnym odpowiednikiem programu Richeta: miejscem, w którym metapsychika miała uzyskać laboratorium, budżet i czasopismo, „Revue métapsychique”.
Współpracownicy Richeta nie zawsze podzielali jego ostrożność. Gustave Geley w książce De l’inconscient au conscient z 1919 roku widział w materializacjach dowód twórczej mocy podświadomego dynamizmu, który kształtuje organizm i może wychodzić poza jego granice. Była to wizja filozoficzna, bliska witalizmowi i ewolucjonizmowi duchowemu, daleka od sceptycyzmu fizjologa. Richet akceptował pracę Geleya jako badacza, ale sam unikał podobnych konstrukcji. Napięcie to pokazuje, że neutralna metapsychika była w praktyce wspólnym szyldem dla bardzo różnych ambicji metafizycznych.
Traktat i kryptestezja
Syntezą tych działań stał się Traité de métapsychique z 1922 roku, obszerny podręcznik dzielący zjawiska na metapsychikę subiektywną i obiektywną. Do pierwszej należały poznanie bez udziału zmysłów, przeczucia i ostrzeżenia o odległych zdarzeniach, do drugiej telekineza, materializacje i ektoplazma. Na określenie zdolności poznawania rzeczy niedostępnych zmysłom Richet ukuł termin cryptesthésie, czyli ukryta wrażliwość. Wybór słowa był znamienny. Nie mówił o duchu ani o duszy, lecz o nieznanym jeszcze zmyśle, który kiedyś zostanie opisany tak, jak opisano wcześniej elektryczność czy magnetyzm. Ten sam motyw powraca w tytule późniejszej książki Notre sixième sens z 1928 roku.
Traktat spotkał się z ostrą krytyką. Środowisko naukowe zarzucało autorowi, że jego katalog przypadków przyjmuje relacje bez należytej weryfikacji i miesza dobrze udokumentowane obserwacje z anegdotami. Spirytyści z kolei, z Arthurem Conanem Doyle’em na czele, uważali, że Richet zatrzymuje się w pół drogi, odmawiając wniosku, do którego prowadzą jego własne fakty. Pozycja między dwoma obozami była jednak dokładnie tym, czego Richet chciał. Metapsychika miała być przestrzenią zawieszonego sądu, w której zjawisko mogło zostać uznane za realne bez rozstrzygania o jego sensie metafizycznym.
Granice laboratoryjnej metafory
Ostatecznie laboratorium ektoplazmy pozostało w dużej mierze metaforą. Fizjolog mógł mierzyć temperaturę, ważyć medium, analizować oddech postaci i fotografować materializacje, ale nie mógł ustalać warunków eksperymentu. Ciemność lub czerwone światło, gabinet, łańcuch rąk i nastrój zgromadzenia były wymaganiami medium, a każda próba ich zmiany groziła ustaniem zjawisk. W tej sytuacji instrumenty nauki rejestrowały przede wszystkim to, na co pozwalał inscenizacyjny porządek seansu. Richet zdawał sobie z tego sprawę i wielokrotnie podkreślał, że oszustwo jest zawsze możliwe, lecz wierzył, że wielokrotne, niezależne obserwacje kompetentnych świadków ostatecznie przeważą nad pojedynczymi zdemaskowaniami.
Zmarł w Paryżu w grudniu 1935 roku, nie doczekawszy uznania metapsychiki przez naukę akademicką. Jego spuścizna jest jednak instruktywna dla historyka idei. Pokazuje, że neutralny język ma swoją cenę: odcinając zjawiska od religijnej interpretacji, Richet jednocześnie użyczył im autorytetu noblisty i słownika fizjologii, które same w sobie stawały się argumentem. Ektoplazma, słowo z mikroskopowej biologii, przeniesiona do zaciemnionego salonu, stała się jednym z najtrwalszych symboli epoki, w której nauka i pragnienie przekroczenia śmierci próbowały porozumieć się wspólnym, choć niedoskonałym językiem.
Ta sama wiara w autorytet nauki miała u Richeta również ciemną stronę. W książce La Sélection humaine, wydanej w 1919 roku, opowiadał się za programem eugenicznym i wyrażał poglądy rasistowskie, typowe dla części ówczesnej elity naukowej, ale nawet wtedy budzące sprzeciw. Nie ma potrzeby wiązać tych poglądów bezpośrednio z metapsychiką. Łączy je jednak przekonanie, że uczony ma prawo przekształcać i klasyfikować ludzkie doświadczenie bez większej refleksji nad własnymi założeniami. Historyk idei nie może pominąć tej zbieżności, oceniając postać, która dla wielu wciąż jest symbolem odwagi intelektualnej.
