Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

Pani Hayden i przybycie spirytyzmu do Anglii

Wizyta amerykańskiego medium Marii Hayden w Londynie na przełomie 1852 i 1853 roku zaszczepiła na angielskim gruncie praktykę seansów z pukaniem duchów, wywołała satyryczną burzę w prasie i przyniosła najbardziej zaskakujące nawrócenie epoki: wiekowego socjalisty Roberta Owena.

Kate i Maggie Fox, dziewiętnastowieczne media
Kate i Maggie Fox, dziewiętnastowieczne media

Medium z Bostonu

Spirytyzm nowoczesny narodził się w 1848 roku w stanie Nowy Jork, w domu sióstr Fox, i przez pierwsze lata pozostawał zjawiskiem amerykańskim. Pukania, stoliki i alfabety rozprzestrzeniały się po miastach Nowej Anglii i Środkowego Zachodu, tworząc sieć kręgów, mediów zawodowych i czasopism. Europa słyszała o nich głównie z gazet, które traktowały całą sprawę jako kolejną osobliwość młodej republiki, obok kultów przebudzeniowych, frenologii i mesmeryzmu wędrownych wykładowców.

Maria B. Hayden była żoną Williama R. Haydena, bostońskiego dziennikarza i wydawcy. Jako medium specjalizowała się w tej formie komunikacji, która była wówczas najbardziej rozpowszechniona: duchy odpowiadały na pytania pukaniem, a uczestnik posiedzenia wskazywał kolejno litery alfabetu, czekając, przy której rozlegnie się stuk. W ten sposób, litera po literze, składano słowa i zdania. Metoda była powolna, ale miała dla uczestników wielką siłę przekonywania, bo to oni sami trzymali alfabet i zdawało się, że medium nie może kierować wynikiem.

Jesienią 1852 roku Haydenowie przybyli do Londynu. Towarzyszył im wykładowca nazwiskiem Stone, popularyzator tak zwanej elektrobiologii, czyli jednej z odmian mesmerycznych pokazów sugestii. Połączenie nie było przypadkowe. Mesmeryzm miał w Anglii długą historię, własne czasopisma i lekarzy, którzy się nim zajmowali, i to właśnie w tym środowisku amerykańskie medium mogło spodziewać się pierwszych słuchaczy.

Seanse za gwineę

Pani Hayden przyjmowała gości w wynajętym mieszkaniu i pobierała opłatę za posiedzenie. Według przekazów wynosiła ona gwineę od osoby, co stawiało seanse w zasięgu klasy średniej i wyższej, lecz poza możliwościami robotników. Taki model, znany już w Ameryce, był w Anglii nowością i od początku budził podejrzenia. Dla krytyków opłata świadczyła, że chodzi o przedsięwzięcie zarobkowe, dla zwolenników była zwykłym wynagrodzeniem za czas i trud, jak u każdego wykładowcy czy lekarza.

Do mieszkania Haydenów przychodzili przedstawiciele londyńskiego świata intelektualnego, ludzie ciekawi nowinki, sceptycy szukający okazji do zdemaskowania oszustwa i ci, którzy po utracie bliskich szukali pocieszenia. Szczególnie znane są seanse, w których uczestniczyli matematyk Augustus De Morgan i jego żona Sophia. Pani Hayden odwiedzała ich w domu, a wyniki posiedzeń wywarły na obojgu głębokie wrażenie. Sophia De Morgan stała się później jedną z najważniejszych autorek angielskiego spirytyzmu, a jej książka From Matter to Spirit z 1863 roku ukazała się z przedmową męża, który zachowywał postawę ostrożną, lecz nie odrzucał możliwości, że obserwowane zjawiska mają przyczynę nieznaną nauce.

To spotkanie dobrze pokazuje, jaki rodzaj odbiorcy pozyskała pani Hayden. Nie byli to ludzie skłonni do egzaltacji, ale osoby wykształcone, przyzwyczajone do rozumowania, którym metoda alfabetu wydawała się trudna do sfałszowania. Ich zainteresowanie nadało spirytyzmowi w Anglii od początku charakter salonowy i intelektualny, odmienny od ludowego i przebudzeniowego tła, z którego wyrósł w Ameryce.

Satyra i podejrzenia

Reakcja prasy była szybka i w większości drwiąca. Publicysta George Henry Lewes, filozof i krytyk, związany wówczas z tygodnikiem „The Leader”, odwiedził panią Hayden i postanowił sprawdzić metodę alfabetu. Zadawał pytania absurdalne i obserwował, jak medium reaguje na jego nieświadome sygnały przy wskazywaniu liter. Otrzymane odpowiedzi, równie absurdalne jak pytania, opisał następnie w prasie, wyśmiewając łatwowierność uczestników. Jego argument polegał na tym, że medium nie musi znać odpowiedzi, wystarczy, że obserwuje wahania i tempo pytającego, który sam, nie wiedząc o tym, zdradza, przy której literze spodziewa się stuku.

W podobnym tonie wypowiadało się czasopismo „Household Words”, wydawane przez Charlesa Dickensa, które w tym okresie zamieszczało teksty ironicznie traktujące modę na pukające duchy. Dickens był człowiekiem wrażliwym na zjawiska psychiczne, sam interesował się mesmeryzmem, ale do zawodowych mediów odnosił się z otwartą niechęcią. Satyra w jego piśmie wpisywała przybycie spirytyzmu w szerszą krytykę amerykańskiej kultury szarlatanerii i reklamy, która w oczach wiktoriańskiego mieszczaństwa uosabiała wulgarność Nowego Świata.

Ta kampania nie zatrzymała jednak zainteresowania. Paradoksalnie, rozgłos, który zapewniały kpiny, przyciągał do mieszkania pani Hayden kolejnych gości. Każdy artykuł prasowy był dla części czytelników zachętą do sprawdzenia, czy zjawisko rzeczywiście jest tak śmieszne, jak opisywali je krytycy.

Argument Lewesa zasługuje na uwagę, bo w zalążku zawiera wyjaśnienie, które później rozwinęła psychologia. Człowiek przesuwający palcem po alfabecie i oczekujący konkretnej odpowiedzi zwalnia przy właściwej literze, zatrzymuje oddech, zmienia wyraz twarzy. Uważne medium, nawet nie oszukując w pełni świadomie, może na te znaki reagować. Z tego punktu widzenia odpowiedzi duchów są w znacznej mierze echem oczekiwań pytającego, co tłumaczyłoby zarówno ich trafność w sprawach znanych uczestnikom, jak i ich bezradność wobec pytań, na które nikt w pokoju nie znał odpowiedzi. Zwolennicy pani Hayden odpowiadali, że otrzymywali informacje, których nie mogli znać, i że sceptycy, przychodząc z zamiarem ośmieszenia, sami niszczyli warunki potrzebne do komunikacji. Ten wzór polemiki, w którym każda strona uważa doświadczenie drugiej za skażone, miał się powtarzać przy każdej kolejnej kontrowersji.

Obrońca w środowisku mesmerystów

Najważniejszym obrońcą amerykańskiego medium w środowisku medycznym był John Ashburner, londyński lekarz, zwolennik mesmeryzmu i tłumacz prac Karla von Reichenbacha o tak zwanej sile ódycznej. Ashburner uczestniczył w seansach pani Hayden i uznał je za autentyczne. Publicznie występował w jej obronie, polemizując z krytykami i podkreślając, że zjawiska należy badać, a nie wyśmiewać. Jego stanowisko miało znaczenie, ponieważ był to człowiek z wykształceniem medycznym i doświadczeniem w obserwacji stanów transowych.

Zaangażowanie Ashburnera pokazuje, jak blisko leżały wówczas w Anglii mesmeryzm i spirytyzm. Lekarze, którzy w latach czterdziestych przekonali się do realności transu magnetycznego i jasnowidzenia somnambulicznego, byli naturalnymi odbiorcami tezy, że w stanach takich możliwy jest także kontakt z inteligencjami spoza świata żywych. Ashburner rozwijał później swoje poglądy w pracach łączących teorię magnetyzmu zwierzęcego ze spirytyzmem.

Środowisko mesmerystów nie było jednak jednolite. Część z nich odnosiła się do pukających duchów z rezerwą, obawiając się, że kompromitacja mediów zaszkodzi także ich własnej, wciąż walczącej o uznanie dziedzinie. Spór o panią Hayden był więc również sporem wewnątrz londyńskiej medycyny heterodoksyjnej o to, gdzie przebiega granica między badaniem a łatwowiernością.

Nawrócenie Roberta Owena

Najbardziej zaskakującym skutkiem wizyty amerykańskiego medium było przystąpienie do spirytyzmu Roberta Owena. Owen, urodzony w 1771 roku, przemysłowiec z New Lanark, twórca wspólnot spółdzielczych i jeden z ojców brytyjskiego socjalizmu, był przez całe życie znany jako zdecydowany przeciwnik religii objawionej. Uważał, że charakter człowieka kształtują okoliczności, a nauki kościelne o grzechu i karze są źródłem nieszczęścia ludzkości. W kręgach postępowych uchodził za wzorcowego racjonalistę.

W 1853 roku, mając ponad osiemdziesiąt lat, Owen uczestniczył w seansach z panią Hayden i doszedł do przekonania, że rozmawia z duchami zmarłych. Wśród rozmówców, z którymi miał się kontaktować, wymieniał postacie znane z jego życia i z historii, w tym księcia Kentu, ojca królowej Wiktorii, który za życia wspierał jego przedsięwzięcia. Swoje nowe przekonania ogłosił publicznie w tym samym roku na łamach wydawanego przez siebie pisma, Rational Quarterly Review, a następnie w kolejnych publikacjach, w tym w serii zeszytów zatytułowanej The New Existence of Man upon the Earth.

Dla Owena spirytyzm nie był zaprzeczeniem dotychczasowych poglądów, lecz ich dopełnieniem. Uważał, że duchy potwierdzają jego program przebudowy społeczeństwa i zapowiadają nadejście nowej epoki powszechnej harmonii. Zachował krytycyzm wobec Kościołów i nie przyjął chrześcijańskiej ortodoksji. Mimo to jego zwolennicy i przeciwnicy z obozu sekularystycznego przyjęli zwrot z konsternacją, a niektórzy tłumaczyli go podeszłym wiekiem i osłabieniem umysłu. Owen nie wycofał się jednak z nowych przekonań aż do śmierci w 1858 roku.

Trwałe skutki krótkiej wizyty

Pani Hayden opuściła Anglię w 1853 roku i powróciła do Stanów Zjednoczonych. Według późniejszych relacji porzuciła działalność zawodowego medium i zajęła się medycyną. Jej pobyt w Londynie trwał zatem niespełna rok, lecz jego skutki okazały się trwałe. Nie założyła żadnej organizacji ani pisma, nie zostawiła po sobie doktryny i nie zabiegała o uczniów, a mimo to jej nazwisko otwiera niemal każdą historię spirytyzmu na Wyspach. Pokazała Anglikom, jak wygląda seans, i nauczyła ich metody, którą mogli stosować bez obecności zawodowego medium. Wkrótce po jej wyjeździe w londyńskich domach i na prowincji zaczęły się odbywać prywatne posiedzenia przy stolikach, a spirytyzm zaczął żyć własnym życiem.

Jej wizyta ustaliła też podstawowe linie sporu, które miały towarzyszyć angielskiemu spirytyzmowi przez następne dziesięciolecia. Po jednej stronie stali sceptycy w rodzaju Lewesa, tłumaczący zjawiska nieświadomymi sygnałami i oszustwem, po drugiej obserwatorzy tacy jak De Morganowie i Ashburner, przekonani, że coś niezwykłego rzeczywiście zachodzi. Pośrodku znalazła się publiczność, która chciała zobaczyć sama. Ta publiczność, a nie zwycięzcy prasowych polemik, zdecydowała o przyszłości ruchu, bo to ona zakładała domowe kręgi, kupowała broszury i zapraszała kolejnych amerykańskich gości, którzy w następnych latach przypływali do Liverpoolu i Londynu w ślad za panią Hayden.

Nawrócenie Owena zapowiadało z kolei zjawisko, które miało się okazać jednym z najciekawszych rysów brytyjskiego spirytyzmu: jego związek z radykalizmem społecznym. Wielu dawnych owenistów, sekularystów i działaczy robotniczych znalazło w nowej wierze kontynuację swoich nadziei na postęp i braterstwo. Amerykańskie medium, które przyjechało do Londynu z alfabetem i obietnicą rozmowy ze zmarłymi, otworzyło tym samym drzwi nie tylko do salonów, lecz także do kręgów, w których marzono o przebudowie świata.