Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

Zimny odczyt i psychologia przekonania o mediumizmie

Analiza „zimnego odczytu”, przedstawiona przez psychologa Raya Hymana w 1977 r., wraz z doświadczeniem Bertrama Forera z 1948 r. pokazała, że trafność przekazów mediów mentalnych można wyjaśnić współpracą klienta, ogólnikowością wypowiedzi i ludzką skłonnością do odnajdywania siebie w opisach, bez zakładania świadomego oszustwa.

William Mumler z domniemaną postacią ducha
William Mumler z domniemaną postacią ducha

Medium, które nie dotyka stołu

Historia spirytyzmu zna dwa zasadnicze rodzaje mediów. Media fizyczne wytwarzały zjawiska materialne: pukania, ruchy przedmiotów, materializacje, głosy z trąbki. Media mentalne nie poruszały niczego; przekazywały słowa. W stanie skupienia lub transu mówiły o zmarłych bliskich klienta, podawały imiona, opisywały wygląd, przywoływały wspomnienia, przekazywały pocieszenie lub radę. W XX w., gdy mediumizm fizyczny utracił wiarygodność po serii demaskacji, to właśnie forma mentalna stała się dominująca, zarówno w kościołach spirytystycznych, jak i w prywatnych gabinetach, a pod koniec stulecia w telewizji.

Wobec mediów mentalnych dawne metody krytyki okazywały się bezradne. Nie było tu tkaniny do wyrwania, tabliczki do podmiany, stopy unoszącej stół. Pozostawała rozmowa i jej skutek: klient wychodził przekonany, że medium wiedziało o nim rzeczy, których nie mogło znać. Wyjaśnienie tego przekonania wymagało nie iluzjonisty, lecz psychologa. Najbardziej wpływowe ujęcie przyniosło połączenie dwóch prac, oddzielonych blisko trzema dziesięcioleciami: klasowego doświadczenia Bertrama Forera i artykułu Raya Hymana o zimnym odczycie.

Doświadczenie Forera

W 1948 r. amerykański psycholog Bertram R. Forer przeprowadził ze swoimi studentami proste doświadczenie. Poprosił ich o wypełnienie kwestionariusza osobowości, a po tygodniu wręczył każdemu indywidualnie opis jego charakteru, rzekomo sporządzony na podstawie odpowiedzi. Studenci ocenili w skali od zera do pięciu, jak trafnie opis ich charakteryzuje. Średnia ocen przekroczyła cztery, czyli była bardzo wysoka. Wówczas Forer ujawnił, że wszyscy otrzymali dokładnie ten sam tekst, złożony w większości z twierdzeń zaczerpniętych z popularnej książki astrologicznej. Opis zawierał zdania w rodzaju: masz wielką potrzebę, by inni cię lubili i podziwiali; bywasz krytyczny wobec siebie; masz znaczny niewykorzystany potencjał. Wyniki opublikował w 1949 r. w artykule o tytule mówiącym o „złudzeniu osobistego potwierdzenia”.

Siła tych zdań polega na tym, że są prawdziwe niemal dla każdego, a jednocześnie brzmią jak opis indywidualny. Wiele z nich ma budowę dwustronną: jesteś czasem towarzyski, a czasem wolisz samotność; zewnętrznie zdyscyplinowany, wewnętrznie bywasz niespokojny. Czytelnik wybiera tę połowę, która do niego pasuje, i nie zauważa, że druga pasowałaby równie dobrze. W 1956 r. psycholog Paul Meehl nadał zjawisku nazwę efektu Barnuma, od nazwiska amerykańskiego showmana, któremu przypisywano powiedzenie, że jego przedstawienia mają „coś dla każdego”. Nazwy „efekt Forera” i „efekt Barnuma” funkcjonują dziś zamiennie. Późniejsze powtórzenia doświadczenia w różnych krajach i z różnymi grupami badanych dawały podobne wyniki, a ich autorzy zauważali, że akceptację opisu zwiększa przekonanie, iż powstał on specjalnie dla danej osoby, oraz autorytet tego, kto go przedstawia.

Doświadczenie Forera nie dotyczyło mediów. Było demonstracją przeznaczoną dla studentów psychologii, którzy mieli się nauczyć ostrożności wobec testów osobowości i wobec własnej skłonności do akceptowania pochlebnych diagnoz. Jego znaczenie dla zrozumienia mediumizmu ujawniło się dopiero wtedy, gdy ktoś połączył je z praktyką rozmowy twarzą w twarz.

Hyman i chiromancja

Ray Hyman, psycholog z Uniwersytetu Oregonu, miał w tej sprawie doświadczenie osobiste. W młodości dorabiał jako chiromanta i po pewnym czasie zaczął wierzyć, że odczytywanie linii dłoni naprawdę działa, ponieważ klienci regularnie potwierdzali trafność jego wypowiedzi. Według jego relacji przełom nastąpił, gdy znajomy mentalista, Stanley Jaks, zasugerował mu eksperyment: przez pewien czas mówić klientom dokładnie przeciwieństwo tego, co według podręcznika wskazują linie ich dłoni. Hyman ku swojemu zaskoczeniu stwierdził, że klienci byli równie zadowoleni i równie przekonani o trafności odczytu. Linie dłoni nie miały więc znaczenia; znaczenie miała rozmowa.

W 1977 r. Hyman opublikował w piśmie „The Zetetic”, wkrótce przemianowanym na „Skeptical Inquirer”, artykuł „Cold Reading”: How to Convince Strangers that You Know All About Them. Termin cold reading, zaczerpnięty z żargonu mentalistów, oznaczał odczyt „na zimno”, czyli bez wcześniejszego przygotowania i bez informacji zebranych o kliencie. Jest to przeciwieństwo odczytu „na gorąco”, hot reading, opartego na danych zgromadzonych przed spotkaniem. Hyman pokazał, że zimny odczyt nie jest jedną sztuczką, lecz zestawem technik, które razem tworzą sytuację, w której klient sam dostarcza większość informacji i sam ocenia je jako trafienia.

Pierwszym elementem są twierdzenia typu barnumowskiego, które zapewniają wrażenie trafności od samego początku. Drugim jest obserwacja: wiek, ubiór, sposób mówienia, obrączka, akcent, napięcie ciała, reakcje na poszczególne słowa. Doświadczony praktyk dostrzega, kiedy klient przytakuje, kiedy się wycofuje, kiedy jego oczy wilgotnieją. Trzecim elementem jest statystyka: pewne imiona, przyczyny śmierci, kształty relacji rodzinnych są znacznie częstsze od innych, a medium, które mówi o starszym mężczyźnie zmarłym na serce, ma dużą szansę trafić w niemal każdej grupie słuchaczy.

Najważniejszym elementem jest jednak dialog. Medium nie wygłasza odczytu, lecz zadaje pytania ukryte pod postacią twierdzeń: „czuję tu literę J – czy to coś dla pani znaczy?”. Klient odpowiada, uzupełnia, poprawia, a medium wplata odpowiedzi w dalszy ciąg przekazu tak, że brzmią jak jego własne odkrycia. Chybienia są pomijane albo reinterpretowane jako dotyczące kogoś innego z rodziny lub przyszłości; trafienia są podkreślane i powtarzane. Po kilkunastu minutach klient pamięta przede wszystkim to, co się zgadzało, a nie to, ile razy medium musiało zgadywać.

Hyman zwracał uwagę także na postawę samego praktyka. Pewność siebie, spokojny ton i przekonanie o własnym darze wzmacniają skłonność klienta do współpracy; wahanie ją osłabia. Ważne jest też ramowanie spotkania: klient, któremu z góry powiedziano, że przekaz bywa symboliczny, a duchy mówią niejasno, sam przejmuje zadanie tłumaczenia i nie oczekuje precyzji. Jeżeli odczyt zawodzi, winę można przypisać słabemu połączeniu, zmęczeniu medium albo blokadzie klienta. Taka rama sprawia, że sesja jest odporna na porażkę, a sukces zawsze przypisuje się zdolnościom medium.

Hyman podkreślał, że ta struktura nie wymaga od medium świadomego oszustwa. Chiromanta, który wierzy w linie dłoni, i medium, które wierzy w głosy zmarłych, mogą stosować te same techniki intuicyjnie, nie zdając sobie sprawy, że to klient prowadzi ich do trafień. Ich przekonanie umacnia się z każdą udaną sesją, tak jak umocniło się kiedyś przekonanie samego Hymana. Z tego względu jego analiza była w gruncie rzeczy łagodniejsza od wielu wcześniejszych demaskacji: nie oskarżała, lecz opisywała mechanizm, w którym obie strony rozmowy mogą działać w dobrej wierze.

Przekonanie jako wspólne dzieło

Kluczowe pojęcie, które wyłania się z tych badań, to subiektywne potwierdzenie. Klient nie ocenia przekazu jak niezależny sędzia. Przychodzi z potrzebą: z żalem po stracie, z niepewnością, z pragnieniem, by usłyszeć, że zmarły jest spokojny. Jest gotów nadać sens każdemu zdaniu, które da się powiązać z jego doświadczeniem, i robi to w sposób twórczy. Litera J może oznaczać imię dziadka, nazwę ulicy, miesiąc ślubu. Wspomnienie wody może odnosić się do wakacji nad jeziorem albo do rury, która pękła tydzień przed pogrzebem. Im bogatsze życie emocjonalne klienta, tym więcej znaczeń może odnaleźć.

Po zakończeniu sesji działa jeszcze pamięć. Relacja klienta, opowiadana później znajomym, zawiera przede wszystkim najbardziej uderzające trafienia, często wzmocnione i uporządkowane, a pomija długie fragmenty niejasnych pytań. Badacze wielokrotnie porównywali nagrania sesji z relacjami uczestników i stwierdzali, że w relacjach medium mówi rzeczy konkretniejsze, niż mówiło naprawdę. Przekonanie o mediumizmie jest więc nie tyle przyjęciem cudzej wiedzy, ile wspólnym wytworem rozmowy i pamięci.

Zwolennicy mediumizmu mentalnego odpowiadali, że wyjaśnienie to nie obejmuje przypadków, w których medium podawało szczegóły bardzo konkretne, niemożliwe do odgadnięcia i podane bez pytań. Spór o takie przypadki skłonił badaczy do projektowania doświadczeń, w których klient nie widzi medium ani z nim nie rozmawia, a następnie ocenia kilka odczytów, nie wiedząc, który był przeznaczony dla niego. W takich warunkach zimny odczyt nie ma na czym się oprzeć. Wyniki tych badań są przedmiotem dyskusji, a część z nich, jak praca Ciarána O'Keeffe'a i Richarda Wisemana z 2005 r., nie wykazała trafności wyższej od przypadku. Sama konieczność takiej procedury jest jednak świadectwem siły wyjaśnienia Hymana: bez odcięcia rozmowy nie sposób odróżnić daru od współpracy.

Telewizja i widownia

W drugiej połowie XX w. zimny odczyt znalazł nową scenę. Telewizyjne programy z udziałem mediów, które rozpowszechniły się zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych w latach dziewięćdziesiątych, łączyły dawną formę seansu kościelnego z widowiskiem studyjnym. Medium zwracało się do publiczności, rzucało imię lub szczegół, a ktoś z sali rozpoznawał w nim swoją historię. Duża widownia sprzyjała technice, bo im więcej osób słucha, tym większa szansa, że przypadkowy szczegół do kogoś pasuje. Krytycy wskazywali też, że montaż programów mógł eliminować dłuższe fragmenty chybień, pozostawiając na ekranie głównie trafienia, co dla widza w domu tworzyło obraz znacznie bardziej imponujący niż przebieg nagrania.

Analiza Hymana i doświadczenie Forera nie dowodzą, że kontakt ze zmarłymi jest niemożliwy. Pokazują natomiast, że zjawisko, które przekonuje klientów mediów mentalnych, ma wyjaśnienie dostępne bez takiego założenia. Dla historii spirytyzmu oznacza to zmianę perspektywy podobną do tej, jaka dokonała się wcześniej wobec mediów fizycznych: przedmiotem badania staje się nie tylko medium, ale także człowiek, który go słucha, z jego żałobą, nadzieją i zdolnością do nadawania sensu. Właśnie dlatego zimny odczyt, choć opisany przez sceptyków, mówi o ludzkim pragnieniu kontaktu z utraconymi coś, czego nie potrafiłaby powiedzieć żadna demaskacja.