Alfred Russel Wallace – darwinista wśród spirytystów
Alfred Russel Wallace, współodkrywca doboru naturalnego, nie widział w spirytyzmie ucieczki od nauki, lecz jej rozszerzenie: zjawiska seansowe traktował jako empiryczny argument, że ludzki umysł przekracza to, co mógł wytworzyć ślepy mechanizm ewolucji, i bronił tej tezy z uporem przyrodnika.

Przyrodnik, który nie zmienił metody
W powszechnej pamięci Wallace funkcjonuje jako ten drugi: człowiek, który w 1858 roku, chory na malarię na jednej z wysp Archipelagu Malajskiego, przesłał Karolowi Darwinowi szkic teorii zaskakująco zbieżnej z tą, nad którą Darwin pracował od dwóch dekad. Wspólne wystąpienie obu badaczy w Towarzystwie Linneuszowskim w Londynie otworzyło drogę do opublikowania O powstawaniu gatunków w następnym roku. Wallace przez całe życie odnosił się do Darwina z szacunkiem, a własną wykładnię ewolucji nazwał później po prostu Darwinism. Ten sam człowiek był zarazem jednym z najbardziej zdeklarowanych obrońców spirytyzmu w wiktoriańskiej Anglii.
Dla wielu współczesnych, a i dla części późniejszych historyków, ta kombinacja wydawała się niespójna, niemal bolesna. Wallace sam jednak nie widział w niej sprzeczności. Do zjawisk seansowych podchodził z tą samą postawą, z jaką przez lata zbierał chrząszcze i motyle w Amazonii i na Archipelagu Malajskim: obserwował, notował, porównywał świadectwa i wyciągał wnioski z faktów, niezależnie od tego, czy pasowały do panującego poglądu. Jeśli fakty istnieją, nauka musi je przyjąć – taka była jego dewiza, i stosował ją konsekwentnie także tam, gdzie koledzy po fachu wzruszali ramionami.
Jego zainteresowania sięgały zresztą wcześniej. Jako młody nauczyciel w Leicester w połowie lat czterdziestych XIX wieku eksperymentował z mesmeryzmem i był przekonany, że wywoływał u swoich uczniów zjawiska, których ówczesna medycyna nie chciała uznać. To doświadczenie nauczyło go nieufności wobec oficjalnych wyroków: skoro uczeni lekarze zaprzeczali temu, co widział na własne oczy, mogli się mylić także w innych sprawach.
Od stolika do broszury
Na seanse zaczął uczęszczać w 1865 roku, po powrocie z tropików, gdy był już uznanym przyrodnikiem. Początkowo spotykał się z mediami zawodowymi, potem organizował posiedzenia we własnym kręgu. Szczególną rolę odegrała młoda kobieta, Agnes Nichol, którą poznał w domu swojej siostry. W jej obecności – według relacji Wallace'a – działy się rzeczy dla niego niewytłumaczalne, w tym pojawianie się świeżych kwiatów w zamkniętym pokoju, co spirytyści nazywali aportem. Agnes Nichol, po ślubie znana jako pani Guppy, stała się później jednym z najsłynniejszych mediów londyńskich, a otaczające ją opowieści przybrały postać niemal legendarną. Wallace bronił jej rzetelności i uważał ją za medium, którego zdolności poznał z bliska, w warunkach, które sam uznawał za wiarygodne.
W 1866 roku wydał niewielką broszurę The Scientific Aspect of the Supernatural, w której przekonywał, że zjawiska nadprzyrodzone, w tym spirytystyczne, zasługują na badanie naukowe i że odrzucanie ich a priori jest sprzeczne z duchem nauki. Rozesłał ją kolegom, licząc na zainteresowanie; odzew był skromny i chłodny. Wallace nie zniechęcił się. Uważał, że historia nauki zna wiele przypadków, w których uczeni wyśmiewali odkrycia, później powszechnie przyjęte, i przywoływał jako przykład losy mesmeryzmu i zjawisk hipnotycznych, długo odrzucanych przez autorytety medyczne.
Granice doboru naturalnego
Najbardziej doniosłe intelektualnie było połączenie spirytyzmu z teorią ewolucji. W kwietniu 1869 roku Wallace opublikował w Quarterly Review obszerną recenzję prac geologa Charlesa Lyella, w której zawarł tezę wywołującą konsternację Darwina. Twierdził mianowicie, że dobór naturalny nie wystarcza do wyjaśnienia pewnych cech człowieka. Mózg tzw. ludów pierwotnych – posługiwał się terminologią swojej epoki – jest według niego niemal równy mózgowi Europejczyka, a przecież ich sposób życia nie wymaga zdolności do matematyki, muzyki czy abstrakcyjnej filozofii. Dobór naturalny wytwarza zaś cechy użyteczne dla przetrwania, nie zapasy na przyszłość. Skoro człowiek posiada zdolności przekraczające bieżące potrzeby, musiała działać inna przyczyna.
Wallace wskazał tę przyczynę ostrożnie, lecz jednoznacznie: wyższa inteligencja, kierująca rozwojem człowieka ku celom, których sam dobór nie mógłby osiągnąć. W rozwiniętej postaci argument pojawił się w ostatnim eseju zbioru Contributions to the Theory of Natural Selection z 1870 roku, zatytułowanym The Limits of Natural Selection as Applied to Man. Obok mózgu Wallace wymieniał tam także inne cechy: brak owłosienia ciała, budowę dłoni, narządy mowy, wreszcie zmysł moralny.
Reakcja Darwina była szczera i dramatyczna. W liście do Wallace'a wyraził nadzieję, że ten „nie zamordował zbyt doszczętnie” ich wspólnego dziecka, czyli teorii doboru naturalnego. Na marginesie swojego egzemplarza recenzji miał podobno postawić stanowcze, wielokrotnie podkreślone „nie”. Dla Darwina człowiek był w pełni częścią przyrody i wszystkie jego zdolności, łącznie z moralnymi, dawały się wyprowadzić z tych samych mechanizmów co cechy zwierząt. Rozwinął to stanowisko w O pochodzeniu człowieka (1871).
Dla Wallace'a natomiast spirytyzm stanowił brakujące ogniwo argumentu. Jeżeli seanse dowodzą istnienia duchowych inteligencji zdolnych oddziaływać na materię, to hipoteza wyższej inteligencji kierującej rozwojem człowieka przestaje być spekulacją teologiczną, a staje się wnioskiem opartym na doświadczeniu. Wallace nie opierał się na objawieniu ani na autorytecie Kościoła, którego zresztą nie cenił; opierał się na tym, co uważał za fakty empiryczne. Właśnie dlatego jego stanowisko różniło się od teologii naturalnej Williama Paleya: nie wywodził Boga z harmonii przyrody, lecz duchowy wymiar człowieka z obserwacji przy stoliku.
Obrona cudów i współczesnego spirytyzmu
Swoje poglądy zebrał w książce On Miracles and Modern Spiritualism, wydanej w 1875 roku. Złożyły się na nią trzy teksty: polemika z argumentami Davida Hume'a i historyka Williama Lecky'ego przeciw wiarygodności cudów, rozszerzona wersja broszury z 1866 roku oraz A Defence of Modern Spiritualism, artykuł opublikowany rok wcześniej w Fortnightly Review. Wallace podważał w nich przede wszystkim Hume'owską zasadę, zgodnie z którą żadne świadectwo nie może uzasadnić wiary w cud, gdyż jednolite doświadczenie ludzkości przemawia przeciw niemu. Zauważał, że doświadczenie nie jest wcale jednolite – liczni świadkowie, w tym ludzie wykształceni i krytyczni, relacjonowali zjawiska, które Hume uznawał za niemożliwe. Odrzucanie ich świadectw tylko dlatego, że dotyczą rzeczy niezwykłych, uważał za błędne koło.
Książka zawierała też gorącą obronę zjawisk, które dla innych były dowodem łatwowierności. Wallace opisał między innymi fotografię wykonaną przez fotografa spirytystycznego Fredericka Hudsona, na której – jak twierdził – rozpoznał rysy swojej zmarłej matki, niepodobne do żadnego portretu, jakim dysponował. Fotografia duchowa była już wówczas otoczona podejrzeniami, a zarzuty wobec Hudsona krążyły w prasie. Wallace uważał jednak, że jego własne rozpoznanie wyklucza oszustwo, i nie dał się przekonać do zmiany zdania.
Charakterystyczne było też to, że Wallace nie uważał opisywanych zjawisk za nadprzyrodzone w ścisłym sensie. Duchy zmarłych, w jego ujęciu, należały do przyrody tak samo jak elektryczność czy magnetyzm, tyle że do jej słabo jeszcze poznanej dziedziny. Cud nie był dla niego zawieszeniem praw natury, lecz działaniem praw dotąd nieznanych. Takie rozumienie pozwalało mu przedstawiać spirytyzm jako naukę eksperymentalną, a nie religię, i odpierać zarzut, że porzucił przyrodoznawstwo na rzecz wiary. Przeciwnicy odpowiadali, że przenosząc duchy do przyrody, zatarł granicę, której nauka potrzebuje do sprawdzania własnych twierdzeń.
Ta postawa wróciła w 1876 roku, gdy amerykańskie medium Henry Slade, znane z pisma na tabliczkach, zostało w Londynie oskarżone o oszustwo przez młodego zoologa Raya Lankestera. Wallace wystąpił w sądzie jako świadek obrony, podkreślając swoje doświadczenia z mediami i przekonanie o realności zjawisk. Po stronie oskarżenia znalazł się, choć dyskretnie, sam Darwin, który wsparł finansowo inicjatywę Lankestera. Dwaj twórcy teorii doboru naturalnego stanęli więc po przeciwnych stronach sali sądowej, choć tylko jeden z nich zrobił to otwarcie.
Heretyk z przekonania
Spirytyzm był tylko jednym z wielu frontów, na których Wallace występował przeciw opinii większości. Był zwolennikiem nacjonalizacji ziemi, sympatykiem socjalizmu, przeciwnikiem obowiązkowych szczepień przeciw ospie, krytykiem imperializmu i wiktoriańskiego kultu postępu. W starości ogłosił prace, w których argumentował, że Ziemia zajmuje we wszechświecie miejsce wyjątkowe i że cała przyroda zdradza ślady zamysłu – rozwinął to w Man's Place in the Universe (1903) i The World of Life (1910). We wszystkich tych sprawach postępował podobnie: wybierał pozycję niepopularną, bronił jej długo, powoływał się na fakty i przypisywał przeciwnikom uprzedzenie.
Oceniając jego spirytyzm, łatwo popaść w jedną z dwóch skrajności. Pierwsza widzi w nim słabość geniusza, chwilę, w której wielki przyrodnik dał się oszukać sprytnym mediom. Druga czyni zeń proroka, który przejrzał ograniczenia materializmu wcześniej niż inni. Obie pomijają rzecz najciekawszą: Wallace dostrzegł rzeczywiste pytanie teoretyczne, którego Darwin nie rozstrzygnął w sposób przekonujący dla wszystkich – mianowicie pytanie, jak dobór naturalny mógł wytworzyć zdolności, których wartość przystosowawcza w chwili ich powstania była niejasna. Późniejsza biologia znalazła na nie odpowiedzi, odwołując się między innymi do doboru płciowego, ewolucji kulturowej i ubocznych skutków rozrostu mózgu. W czasach Wallace'a odpowiedzi te nie były gotowe.
Spirytyzm dostarczał mu sposobu wypełnienia luki, i to sposobu zgodnego z jego przekonaniem, że prawda wynika z obserwacji, a nie z tradycji. Słabość jego stanowiska nie leżała w pytaniu, lecz w źródle odpowiedzi. Seanse, które uważał za laboratorium ducha, nie spełniały warunków, jakich wymagał od siebie przy badaniu motyli: powtarzalności, kontroli i niezależności obserwatorów. Wallace był tego częściowo świadomy, lecz uznawał, że nagromadzenie świadectw równoważy niedostatki pojedynczych obserwacji. Właśnie w tym punkcie przyrodnik i spirytysta rozchodzili się w nim najwyraźniej – nie w wierze w duchy, lecz w różnej miarze, jaką przykładał do faktów, które chciał uznać, i tych, które były mu obojętne.
Wallace zmarł w 1913 roku, nie zmieniwszy zdania w żadnej z głównych kwestii. Pozostał człowiekiem, dla którego teoria ewolucji i rzeczywistość ducha nie wykluczały się, lecz tworzyły jedną, choć niedokończoną, wizję przyrody: świata zdolnego do samoorganizacji, w którym jednak umysł ludzki nie był wyłącznie jej produktem ubocznym.
