Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

The Psychic Mafia i wyznania Lamara Keene'a

Wyznania M. Lamara Keene'a, ogłoszone w 1976 r. w książce The Psychic Mafia, opisują amerykański mediumizm połowy XX w. nie jako zbiór indywidualnych talentów, lecz jako zorganizowaną sieć oszustów, którzy w obozach spirytystycznych wymieniali się kartotekami klientów i chronili nawzajem przed demaskacją.

Kate i Maggie Fox, dziewiętnastowieczne media
Kate i Maggie Fox, dziewiętnastowieczne media

Medium, które odeszło z zawodu

M. Lamar Keene przez kilkanaście lat, od końca lat pięćdziesiątych do pierwszej połowy lat siedemdziesiątych XX w., pracował jako zawodowe medium w Stanach Zjednoczonych. Według własnej relacji zaczynał jako młody człowiek zafascynowany spirytyzmem, który szybko odkrył, że to, co na seansach uchodzi za działanie duchów, jest w większości wytwarzane przez ludzi. Zamiast się wycofać, nauczył się rzemiosła, prowadził własny kościół spirytystyczny na Florydzie, występował w obozach i zyskał opinię jednego z najzdolniejszych mediów materializacyjnych i trąbkowych swojego pokolenia. W pewnym momencie, jak pisał, uznał, że nie może dłużej żyć z oszukiwania ludzi pogrążonych w żałobie, i porzucił zawód.

Swoją historię opowiedział kanadyjskiemu dziennikarzowi i autorowi książek o zjawiskach paranormalnych, Allenowi Spraggettowi. Książka The Psychic Mafia, opracowana we współpracy z nim, ukazała się w 1976 r. nakładem nowojorskiego wydawnictwa St. Martin's Press. Tytuł był świadomie prowokacyjny. Słowo „mafia” sugerowało, że autor nie opisuje pojedynczych przypadków oszustwa, lecz strukturę: organizację z hierarchią, zasadami lojalności i karami dla tych, którzy łamią milczenie.

Udział Spraggetta nadawał książce dodatkową wagę. Dziennikarz ten przez lata pisał o zjawiskach paranormalnych z wyraźną sympatią, prowadził programy radiowe i telewizyjne na ten temat i nie mógł być uznany za zawodowego przeciwnika spirytyzmu. Jego zaangażowanie w spisanie wyznań oszusta sugerowało, że materiał uznał za wiarygodny w istotnych punktach. Zarazem jednak forma relacji spisanej przez pośrednika oznacza, że tekst jest w pewnym stopniu opracowaniem redakcyjnym, a nie bezpośrednim zapisem słów Keene'a. Czytelnik ma do czynienia z opowieścią uporządkowaną dla szerokiej publiczności, w której dramatyzm odgrywał rolę obok dokumentacji.

Camp Chesterfield

Najważniejszym miejscem w opowieści Keene'a jest Camp Chesterfield w stanie Indiana, jeden z najstarszych i najbardziej znanych amerykańskich obozów spirytystycznych, prowadzony przez stowarzyszenie spirytystów tego stanu. Obozy tego typu, powstające od drugiej połowy XIX w., były miejscami letnich zgromadzeń, nabożeństw, wykładów i seansów; z czasem niektóre zamieniły się w całoroczne osady, w których zamieszkiwały media przyjmujące klientów w swoich domach. Chesterfield w połowie XX w. słynął z mediów fizycznych: materializacji, seansów z trąbką, „aportów” przedmiotów, a także z odczytów na podstawie zamkniętych karteczek.

Keene opisuje obóz jako miejsce, w którym zawodowe media działały we wzajemnej zależności. Klient przyjeżdżający do Chesterfield odwiedzał zazwyczaj kilka mediów, uczestniczył w nabożeństwach i seansach grupowych, a wrażenie, że różni ludzie, niezależnie od siebie, wiedzą o nim i jego zmarłych rzeczy prawdziwe, potęgowało przekonanie o autentyczności zjawisk. Według Keene'a ta niezależność była pozorna. Media przekazywały sobie informacje o gościach, a wiedza zebrana przez jedno z nich mogła wkrótce pojawić się w ustach innego.

Keene relacjonuje też, że sklepy i zaplecza obozu dostarczały mediom rekwizytów: tkanin do materializacji, farb świecących, przedmiotów przeznaczonych na „aporty”. Nie jest to stwierdzenie, które można dziś zweryfikować w szczegółach, i trzeba je traktować jako świadectwo jednego uczestnika. Wpisuje się jednak w obraz, który od dawna wyłaniał się z demaskacji mediów fizycznych w tym samym środowisku.

Keene poświęca sporo miejsca własnej praktyce seansowej i jej teatralnej stronie. Opisuje, jak w zupełnej ciemności przesuwał trąbkę, modulował głos, by przemówić jako zmarły ojciec lub dziecko, i jak dobierał „przewodników duchowych”, którzy mieli się stale pojawiać na jego seansach i budować z klientami więź. Przewodnik był postacią ważną: miał własny charakter, sposób mówienia, upodobania, a stali uczestnicy traktowali go niemal jak członka rodziny. Takie postaci ułatwiały medium prowadzenie seansu, bo ich zachowanie mogło tłumaczyć zarówno sukcesy, jak i niepowodzenia. Keene przyznaje, że praca ta wymagała nie tyle zręczności, ile talentu scenicznego i znajomości ludzi, a zwłaszcza umiejętności rozpoznania, czego klient najbardziej pragnie usłyszeć.

„Blue book” i kartoteki klientów

Najbardziej charakterystycznym elementem książki jest opis kartotek klientów, które Keene nazywa wspólnym mianem „blue book”. Były to zapiski, w których media notowały wszystko, czego dowiedziały się o osobach przychodzących na seanse: imiona zmarłych bliskich, przyczyny śmierci, choroby, relacje rodzinne, kłopoty finansowe, nazwiska dawnych przyjaciół, przezwiska z dzieciństwa. Część informacji pochodziła z rozmów prowadzonych przez wspólników przed seansem, część z odczytywanych potajemnie karteczek z pytaniami, część z dokumentów, gazet i nekrologów. Według Keene'a kartoteki nie były prywatną własnością pojedynczego medium. Wymieniano się nimi, sprzedawano je, przekazywano przy zmianie miejsca pracy.

Skutek takiej wymiany jest łatwy do wyobrażenia. Wdowa, która raz odwiedziła medium w Chesterfield, mogła po latach usiąść na seansie w zupełnie innym mieście i usłyszeć od kogoś, kogo nigdy nie widziała, imię swojego męża i szczegół z jego ostatnich dni. Dla niej był to dowód, którego nie dało się podważyć. Dla medium była to rutyna oparta na zapisie w zeszycie. Nikt z obecnych nie miał powodu łączyć tych dwóch wizyt, odległych w czasie i przestrzeni, a sama odległość wzmacniała wrażenie, że wiedza musi pochodzić z zaświatów. Im bardziej klient był zaangażowany, im częściej wracał i im więcej opowiadał, tym bogatsza stawała się jego karta i tym bardziej imponujące były kolejne „przekazy”.

W tym miejscu wyznania Keene'a przesuwają obraz mediumizmu w sposób zasadniczy. Popularne wyobrażenie medium, zarówno u zwolenników, jak i u krytyków, zakładało jednostkę: osobę obdarzoną szczególnym darem albo wyjątkowo zręcznego oszusta. Keene opisuje zamiast tego środowisko, w którym talent indywidualny był mniej ważny niż dostęp do wspólnych zasobów. Media, które miały dobre kontakty, dobrze prowadzone notatki i zaufanych wspólników, odnosiły sukces niezależnie od zdolności aktorskich. Kontakt ze zmarłymi okazywał się w tej perspektywie usługą świadczoną przez sieć. Zmienia to także rozumienie odpowiedzialności. Pojedynczy oszust może być wytłumaczony słabością charakteru, ale sieć wymaga uczestników, którzy wiedzą o sobie nawzajem i świadomie korzystają ze wspólnego zasobu. Keene sugeruje, że w Chesterfield i podobnych miejscach wiedza o tym mechanizmie nie była tajemnicą dla wtajemniczonych, a jedynie dla klientów, którzy płacili za iluzję wyjątkowości każdego przekazu.

Lojalność i milczenie

Keene twierdził, że sieć ta miała własne zasady, przypominające kodeks organizacji przestępczej. Media chroniły się nawzajem przed demaskacją, ostrzegały przed podejrzanymi gośćmi, przekazywały sobie wiadomości o dziennikarzach i badaczach. Odstępstwa nie były tolerowane. Według relacji autora po jego odejściu z zawodu i zapowiedzi ujawnienia kulis spotykały go groźby, a raz doszło do zdarzenia, które uważał za zamach na swoje życie. Brak niezależnych źródeł potwierdzających te szczegóły, ale sam fakt, że Keene tak przedstawiał swoją sytuację, mówi wiele o tym, jak postrzegał świat, który opuścił.

Książka opisuje też psychologię tego środowiska. Keene nie przedstawia swoich dawnych kolegów wyłącznie jako cynicznych naciągaczy. Pisze o mediach, które same w pewnym stopniu wierzyły w świat duchów i uważały, że oszustwo jest jedynie sposobem na „wzmocnienie” zjawisk, które czasem pojawiają się naprawdę, a czasem trzeba im pomóc. Pisze o pocieszeniu, jakie seanse przynosiły klientom, i o tym, że część z nich nie chciała poznać prawdy, nawet gdy była im przedstawiana. Zarazem opisuje pieniądze: datki, opłaty za prywatne posiedzenia, prezenty i zapisy testamentowe, które w niektórych przypadkach osiągały znaczne sumy. Najcenniejszymi klientami byli w jego relacji ludzie zamożni i samotni, którzy wracali regularnie i z czasem zaczynali podejmować za radą „duchów” decyzje majątkowe. Kartoteka pozwalała rozpoznać takie osoby wcześnie i poświęcić im szczególną uwagę. Ta ekonomiczna strona mediumizmu, rzadko poruszana w relacjach zwolenników, jest w książce przedstawiona bez złudzeń i stanowi jeden z najbardziej przygnębiających jej wątków.

Wartość i granice świadectwa

Wyznania byłego medium są źródłem z natury trudnym. Keene pisał z perspektywy człowieka, który zerwał z dawnym środowiskiem i miał powody, by przedstawić je w najczarniejszych barwach; mógł też, jak każdy autor wspomnień, upraszczać i dramatyzować. Książka nie podaje dokumentów, które pozwoliłyby sprawdzić każdy opisany przypadek, a niektóre nazwiska są w niej pominięte. Spirytystyczne wspólnoty zareagowały na nią w sposób przewidywalny: jedni uznali ją za oszczerstwo, inni za opis patologii, która nie dotyczy prawdziwego spirytyzmu. Trzeba przy tym pamiętać, że znaczna część zorganizowanego ruchu spirytystycznego w Stanach Zjednoczonych od dawna odcinała się od mediumizmu fizycznego właśnie z powodu powtarzających się skandali.

Mimo tych zastrzeżeń The Psychic Mafia zajmuje w historii krytyki spirytyzmu miejsce trwałe. Książka była wielokrotnie wznawiana, w tym w 1997 r. przez wydawnictwo Prometheus Books, i stała się lekturą obowiązkową dla iluzjonistów, dziennikarzy i badaczy zajmujących się mediumizmem. Jej najważniejszym wkładem jest nie lista sztuczek, które w dużej mierze były znane wcześniej, lecz opis organizacji społecznej oszustwa. Pokazuje, że skuteczność mediów w uzyskiwaniu „trafień” mogła wynikać nie z ich osobistych umiejętności, lecz z obiegu informacji między nimi.

Z tej perspektywy wyznania Keene'a pozwalają inaczej spojrzeć na argument, który zwolennicy mediumizmu przez dziesięciolecia uważali za najmocniejszy: zgodność przekazów otrzymywanych od różnych, rzekomo niezależnych mediów. Jeżeli media korzystały ze wspólnych kartotek, ta zgodność przestaje świadczyć o czymkolwiek poza sprawnością sieci. Wniosek ten nie rozstrzyga o istnieniu zjawisk paranormalnych w ogóle i nie dotyczy każdego medium, lecz odbiera siłę dowodową całej kategorii świadectw. Keene, który przez lata był jednym z węzłów tej sieci, pokazał, jak ona działała od środka – i dlatego jego książka mówi więcej o społecznej naturze przekonania niż o pojedynczych oszustwach.