Owoce oświaty – Tołstoj kpi ze spirytyzmu
Komedia Lwa Tołstoja Owoce oświaty, ukończona pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku i wydana w 1891 roku, przedstawia spirytyzm moskiewskiej arystokracji jako ślepą plamkę ludzi wykształconych, a jego śmieszność obnaża przez zestawienie z praktycznym rozsądkiem chłopów, którzy przyszli do pańskiego domu w sprawie ziemi.

Komedia z domowej sceny
Tołstoj nie uchodził za dramatopisarza z powołania. Był autorem wielkich powieści, a w latach osiemdziesiątych XIX wieku przede wszystkim moralistą, który porzucił literaturę „pańską” na rzecz pism religijnych i opowiadań dla ludu. Teatr zajmował go sporadycznie. Mimo to w tym właśnie okresie powstały jego dwa najbardziej znane dramaty: posępna Potęga ciemności i lekka, satyryczna komedia, która przyjęła ostatecznie tytuł Owoce oświaty.
Pierwsze szkice komedii pochodzą z połowy lat osiemdziesiątych, lecz decydujący impuls przyszedł z domu. Pod koniec 1889 roku dzieci pisarza i młodzież z ich kręgu postanowiły przygotować przedstawienie w Jasnej Polanie. Szukano tekstu, a Tołstoj wyciągnął z szuflady niedokończony utwór, przerobił go i dokończył specjalnie na tę okazję. Domowa premiera odbyła się w ostatnich dniach grudnia 1889 roku. Grali członkowie rodziny, przyjaciele i goście; widownię tworzyli krewni, sąsiedzi i służba, w tym chłopi z okolicznych wsi.
Ta okoliczność wpisała się w sens samej sztuki. Komedia o panach, którzy w swoim salonie urządzają seanse, a o ziemię dla chłopów nie dbają, była grana w pańskim domu przed publicznością, w której zasiadali także chłopi. Śmiech po obu stronach rampy miał więc nieco inną barwę, a pisarz, który od kilku lat próbował żyć prostym życiem, mógł w ten sposób skierować satyrę również przeciw własnemu środowisku.
Państwo Zwiezdincewowie i ich zabawy
Akcja toczy się w moskiewskim domu Leonida Fiodorowicza Zwiezdincewa, zamożnego właściciela ziemskiego, który całą energię poświęca spirytyzmowi. W jego salonie odbywają się seanse, a gośćmi są ludzie podzielający te zainteresowania, z profesorem Krugoswietłowem na czele, uczonym, który wygłasza wykłady o „energii psychicznej” i jej przenoszeniu. Zwiezdincew oczekuje przyjazdu sławnego medium, a gdy ten zawodzi, gotów jest uznać zdolności mediumiczne u pierwszej osoby, która się nawinie.
Domownicy mają własne obsesje. Żona, Anna Pawłowna, nie wierzy w duchy, ale żyje w panicznym strachu przed bakteriami, nieustannie poszukuje źródeł zarażenia i wyrzuca z domu każdego, kto mógłby przynieść chorobę. Syn, Wasilij Leonidycz, to próżniak zajęty psami, wyścigami i rozrywkami. Córka, Betsy, uważa się za nowoczesną i obnosi się z modnymi poglądami. Tołstoj nie ogranicza więc satyry do spirytyzmu: wyśmiewa szerzej całą kulturę zamożnej warstwy, która modną medycynę, modną naukę i modne zabobony przyjmuje z tą samą bezkrytyczną gorliwością.
W tej galerii spirytyzm zajmuje jednak miejsce centralne, bo dostarcza fabule mechanizmu. Seans jest bowiem zdarzeniem, w którym los ludzi zależy od tego, co powie „duch” – a więc od tego, kto zdoła nim pokierować.
Chłopi z guberni kurskiej
Do domu Zwiezdincewa przybywa trzech chłopów z guberni kurskiej. Mają do pana konkretną sprawę: rok wcześniej, jak twierdzą, obiecał im sprzedać ziemię na raty, a teraz przywieźli pieniądze i chcą podpisania umowy. Czekają w przedpokoju i w kuchni, są odsyłani z miejsca na miejsce, nikt nie ma dla nich czasu. Anna Pawłowna boi się, że przynieśli zarazę. Pan ma ważniejsze zajęcia, bo przygotowuje seans. Wyraźnie widać, że ich sprawa, dla nich kwestia przeżycia, dla państwa jest drobnostką.
Chłopi przyglądają się pańskim zwyczajom z mieszaniną zdumienia i rozbawienia. Nie rozumieją, dlaczego dorośli ludzie siedzą w ciemnym pokoju i czekają na stukanie, dlaczego tak boją się „mikrobów” i dlaczego ich własna sprawa nie może być załatwiona w kilka minut. Ich uwagi, pełne chłopskiego humoru, stanowią najostrzejszy komentarz do życia panów. Jeden z nich narzeka, że u nich na wsi kurę nie ma gdzie wypuścić, bo ziemi jest tak mało, a tu ludzie zajmują się rozmowami z duchami.
Kontrast nie jest przypadkowy. Tołstoj, który w tych latach przeżywał głęboki kryzys religijny i moralny, uważał kwestię ziemi za najważniejszy problem Rosji, a prawdziwą mądrość szukał u ludzi pracujących fizycznie. Chłopi w jego sztuce nie są idealizowanymi świętymi. Są przebiegli, chytrzy, liczą pieniądze, ale ich myślenie jest zakorzenione w konkretnej rzeczywistości: ziemi, pracy, chleba. Spirytyzm salonu jawi się na tym tle jako rozrywka ludzi, którzy nie muszą myśleć o chlebie.
Tę samą myśl Tołstoj rozwijał w tych latach w pismach publicystycznych. W traktacie Cóż więc mamy czynić?, ukończonym w połowie lat osiemdziesiątych, zarzucał nauce i sztuce swojej epoki, że służą przede wszystkim zaspokajaniu potrzeb ludzi bogatych i bezczynnych, a ich przedstawiciele żyją z pracy chłopów, nie dając im w zamian niczego, czego naprawdę potrzebują. Profesor Krugoswietłow jest sceniczną ilustracją tego oskarżenia. Jego uczoność jest prawdziwa w tym sensie, że posługuje się terminami, cytuje autorytety i buduje teorie, ale cała ta praca krąży wokół spraw nieistniejących, podczas gdy rzeczywisty problem stoi w przedpokoju w łapciach.
Tania pociąga za sznurki
Rozwiązanie przynosi pokojówka Tania, sprytna dziewczyna ze wsi, narzeczona młodego Siemiona, syna jednego z przybyłych chłopów, zatrudnionego w domu jako służący, którego pan postanawia wypróbować jako medium. Tania rozumie, co się dzieje w domu, lepiej niż ktokolwiek z państwa. Gdy dowiaduje się o kłopotach chłopów, wymyśla podstęp. Podczas wieczornego seansu, w ciemności, chowa się w pokoju i za pomocą drobnych sztuczek – stukania, poruszania przedmiotów, dotykania uczestników – produkuje zjawiska, które Zwiezdincew bierze za przejawy duchów. Siemion, udający trans zgodnie z jej poleceniami, staje się w oczach pana medium o wyjątkowej mocy.
Kulminacją jest moment, w którym „duch” podsuwa Zwiezdincewowi umowę sprzedaży ziemi i ołówek, a pan, przekonany o nadprzyrodzonym charakterze tego znaku, podpisuje dokument. Profesor Krugoswietłow wygłasza po seansie uczony komentarz, w którym tłumaczy wszystko teorią przenoszenia energii, a każdy szczegół, będący dziełem Tani, staje się dla niego dowodem naukowym. Tołstoj ośmiesza w ten sposób nie tylko łatwowierność, ale także pseudonaukowy język, którym spirytyzm próbował się uwiarygodnić.
Oszustwo wychodzi ostatecznie na jaw, ale za późno, by je odwrócić, a chłopi odjeżdżają z umową w ręku. Komedia kończy się zwycięstwem rozsądku nad „oświatą”, a raczej zwycięstwem tych, którzy rozumieją świat, nad tymi, którzy go sobie wymyślili. Tytuł, w którym słowo „oświata” brzmi ironicznie, wskazuje, kogo autor ma na myśli. Owoce oświaty to właśnie seanse, strach przed bakteriami i pseudonaukowe wykłady – wytwory wykształcenia, które oderwało się od życia.
Moskiewski kontekst
Satyra Tołstoja nie była wymierzona w wymyślonego przeciwnika. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku spirytyzm był w Rosji, zwłaszcza w Petersburgu i Moskwie, modą rozpowszechnioną w kręgach arystokracji i inteligencji. Seanse odbywały się w salonach, a zagraniczne media przyjeżdżały na występy, gromadząc wpływowych słuchaczy. Wśród zwolenników znajdowali się również ludzie nauki, co dodawało ruchowi powagi, którą Tołstoj odbierał jako szczególnie irytującą.
Pisarz zetknął się z tym środowiskiem także osobiście, choć jego stosunek do seansów był od początku nieprzychylny. Już w Annie Kareninie wprowadził postać francuskiego jasnowidza Landau, który w salonie hrabiny Lidii Iwanowny wpływa na decyzje Karenina w sprawie rozwodu; scena ta pokazuje, jak mistyczna moda może stać się narzędziem manipulacji w sprawach najbardziej osobistych. Owoce oświaty rozwijają ten motyw w tonie farsy, ale zachowują jego zasadniczą diagnozę: mistycyzm salonowy nie jest dla Tołstoja religią, lecz jej karykaturą.
Konstrukcja sztuki wspiera tę diagnozę. Cztery akty przenoszą akcję między salonem, przedpokojem i kuchnią, a zmiana przestrzeni jest zarazem zmianą perspektywy. W salonie mówi się o duchach, energii i bakteriach, w kuchni – o ziemi, pieniądzach i weselu. Służba porusza się między obu światami i dlatego widzi więcej niż państwo, którzy nie zaglądają za drzwi. Ten prosty zabieg sceniczny sprawia, że widz ogląda seans z obu stron naraz: jako uroczyste wydarzenie duchowe i jako dziecinną zabawę, którą kilka sprytnych osób wykorzystuje w słusznej sprawie.
Ta różnica jest kluczowa dla zrozumienia jego postawy. Tołstoj był człowiekiem głęboko religijnym, ale jego religia polegała na etyce: miłości bliźniego, niestosowaniu przemocy, prostocie życia. Wszystko, co odwracało uwagę od tych zadań – obrzędy, cudowne zjawiska, nadprzyrodzone objawienia – uważał za oszustwo albo samooszustwo. Spirytyzm był w jego oczach szczególnie szkodliwy, bo przyjmował postać duchowości, a zarazem uwalniał ludzi od jej obowiązków. Zamiast zająć się sprawą chłopów czekających w kuchni, pan rozmawia z duchami w salonie.
Od Jasnej Polany do teatrów
Komedia szybko przekroczyła granice domowej sceny. Już w 1891 roku wystawiło ją w Moskwie amatorskie Towarzystwo Sztuki i Literatury, a reżyserem przedstawienia był młody Konstanty Stanisławski, który zagrał zarazem rolę Zwiezdincewa. Dla przyszłego twórcy Moskiewskiego Teatru Artystycznego była to jedna z pierwszych poważnych prac reżyserskich. Sztuka weszła następnie na sceny zawodowe, w tym do moskiewskiego Teatru Małego, i przez lata utrzymywała się w repertuarze.
Inscenizatorzy szybko odkryli, że role chłopów i służby dają aktorom więcej materiału niż role państwa. Widzowie zapamiętywali przede wszystkim kuchenne sceny, jędrny język przybyszów z Kurska i spryt Tani, podczas gdy salon Zwiezdincewa wydawał się z każdym przedstawieniem coraz bardziej nierzeczywisty. Teatr potwierdzał w ten sposób intencję autora lepiej niż jakikolwiek komentarz.
Popularność komedii wynikała w dużej mierze z jej humoru, który pozwalał publiczności śmiać się z samej siebie. Ale pod lekką formą kryła się poważna myśl, znana z innych pism Tołstoja z tego okresu: kultura wyższych warstw, z całym swoim wykształceniem, nauką i wyrafinowaniem, zgubiła prosty sens życia, który chłopi zachowali. Spirytyzm był dla autora jedynie najbardziej widowiskowym objawem tego zagubienia – jednym z wielu owoców oświaty, która nie dała ludziom mądrości.
