Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

Stefan Ossowiecki – jasnowidz z Warszawy

Stefan Ossowiecki zajmuje w dziejach badań psychicznych miejsce szczególne jako „czysty” jasnowidz, u którego nie obserwowano zjawisk fizycznych, a którego zdolności sprawdzali Gustave Geley i Charles Richet; jego legenda z lat okupacji przerosła jednak to, co rzeczywiście zostało udokumentowane w protokołach doświadczeń.

Stefan Ossowiecki, inżynier i jasnowidz, w swoim mieszkaniu, 1932, Narodowe Archiwum Cyfrowe – domena publiczna
Stefan Ossowiecki, inżynier i jasnowidz, w swoim mieszkaniu, 1932, Narodowe Archiwum Cyfrowe – domena publiczna · Wikimedia Commons

Inżynier z Moskwy

Stefan Ossowiecki urodził się w 1877 roku w Moskwie, w zamożnej polskiej rodzinie ziemiańsko-przemysłowej. Wykształcenie techniczne zdobył w Petersburgu, w Instytucie Technologicznym, i z zawodu był inżynierem chemikiem. Przed pierwszą wojną światową prowadził życie człowieka interesu i światowca, a zarazem – jak sam później opowiadał – od dzieciństwa doświadczał wrażeń, których nie umiał wytłumaczyć: widział barwne aury wokół ludzi, przeczuwał zdarzenia, odczytywał treść zamkniętych listów. Relacje o tym okresie pochodzą jednak niemal wyłącznie od niego samego i jego otoczenia, spisane po latach, gdy był już sławny.

Rewolucja bolszewicka zastała go w Rosji. Ossowiecki był aresztowany i więziony, a opowieści o tym, jak w celi przewidział los współwięźniów albo jak dzięki swoim zdolnościom uniknął egzekucji, stały się częścią jego późniejszej legendy. Po wydostaniu się z Rosji osiadł w Warszawie, gdzie w niepodległej Polsce prowadził działalność gospodarczą i szybko stał się znaną postacią życia towarzyskiego. Jego talent jasnowidzenia przyciągał najpierw prywatne kręgi, a następnie uwagę badaczy z zagranicy.

Jasnowidzenie bez stolika i bez transu

Ossowiecki różnił się od większości mediów badanych w pierwszych dekadach XX wieku. Nie organizował seansów w ciemności, nie wywoływał stuków, lewitacji ani materializacji, nie twierdził, że przemawiają przez niego duchy zmarłych. Pracował przy świetle, często w otoczeniu znajomych, rozmawiając i paląc papierosy. Opisywał swój stan jako wyjątkowe skupienie, w którym znika zwykłe poczucie otoczenia, a pojawiają się obrazy i wrażenia dotyczące przedmiotu, osoby lub zdarzenia. Zjawiska te nazywano wówczas kryptestezją, lucydnością, metagnomią albo jasnowidzeniem, w zależności od szkoły.

Ta „czystość” miała dla badaczy duże znaczenie. Zjawiska fizyczne, takie jak unoszenie przedmiotów czy wyłanianie się ektoplazmy, wymagały zaciemnienia i były szczególnie podatne na oszustwo. Jasnowidzenie w świetle dziennym wydawało się łatwiejsze do kontrolowania: wystarczyło przygotować tekst lub rysunek, zamknąć go w nieprzejrzystej kopercie, zapieczętować i sprawdzić, czy badany potrafi odtworzyć jego treść. Ossowiecki zgadzał się na takie warunki, a jego chęć współpracy budziła zaufanie także u tych, którzy wobec mediów fizycznych byli sceptyczni.

Charakterystyczne było również to, jak opisywał swoje wrażenia. Nie podawał gotowej odpowiedzi od razu, lecz krążył wokół niej, wymieniał szczegóły okoliczności powstania listu, nastrój piszącego, kolor papieru, czasem zupełnie nieistotne drobiazgi, aż w końcu dochodził do treści. Badacze zauważali, że trafienia mieszały się z błędami i że pewne elementy odtwarzał dokładnie, inne zaś zniekształcał. Ten rys utrudniał prostą ocenę, ale paradoksalnie przemawiał za autentycznością: oszust dysponujący znajomością treści koperty raczej nie popełniałby błędów tego rodzaju.

Sam Ossowiecki podkreślał, że jasnowidzenie kosztuje go wiele sił. Po udanych próbach bywał wyczerpany, skarżył się na bóle głowy i potrzebę odpoczynku, a w okresach choroby, zmęczenia lub zdenerwowania jego zdolności słabły albo zanikały zupełnie. Przyznawał też, że nie potrafi wywołać ich na zawołanie i że obecność osób nieżyczliwych lub atmosfera pośpiechu potrafią całkowicie unicestwić wynik. Takie zastrzeżenia, powtarzane przez wiele badanych mediów, krytycy traktowali jako wygodną furtkę na wypadek porażki. Zwolennicy widzieli w nich natomiast dowód, że chodzi o zdolność psychiczną zależną od stanu organizmu, podobnie jak pamięć czy natchnienie artystyczne, a nie o mechaniczną sztuczkę, którą można powtarzać bez końca.

Zalakowane listy i protokoły Geleya

Najważniejsze serie doświadczeń przeprowadził z Ossowieckim Gustave Geley, francuski lekarz i dyrektor paryskiego Institut Métapsychique International. Geley przyjeżdżał do Warszawy na początku lat dwudziestych, a eksperymenty prowadził także w Paryżu. Testy polegały w zasadzie na tym samym schemacie: osoba trzecia przygotowywała kartkę z tekstem lub rysunkiem, którego badany nie mógł znać, i zamykała ją w kilku warstwach papieru, a następnie w kopercie zaklejonej i opieczętowanej. Ossowiecki trzymał kopertę w dłoniach, po czym opisywał lub rysował jej zawartość. Po zakończeniu sprawdzano, czy pieczęcie są nienaruszone, i dopiero wtedy kopertę otwierano.

Protokoły, które Geley ogłosił w „Revue Métapsychique”, odnotowują liczne trafienia, w tym dokładne odtworzenie zdań i rysunków. Geley był przekonany, że ma do czynienia z prawdziwym, wyjątkowo silnym jasnowidzem. Podobną opinię wyrażał Charles Richet, laureat Nagrody Nobla z fizjologii, który sam brał udział w niektórych próbach i powoływał się na Ossowieckiego w swoich pracach o metapsychice jako na przykład zjawiska, którego nie da się wyjaśnić zwykłymi środkami.

Trzeba jednak zachować proporcje. Doświadczenia z lat dwudziestych nie spełniały standardów późniejszej parapsychologii eksperymentalnej. Nie stosowano statystycznej oceny trafień ani ścisłych procedur ślepej próby, a w niektórych relacjach brak jest szczegółów dotyczących tego, kto i kiedy miał dostęp do kopert. Krytycy zwracali uwagę, że przy długich sesjach, w obecności wielu osób, istnieje ryzyko podświadomego podpowiadania lub wyciągania wniosków z reakcji obecnych. Badacze tamtej doby byli świadomi części tych problemów, ale nie wszystkie potrafili rozwiązać. Należy też pamiętać, że Geley i Richet byli zdeklarowanymi zwolennikami realności zjawisk metapsychicznych, co nie podważa ich uczciwości, lecz każe czytać ich relacje jako świadectwa ludzi zaangażowanych, a nie neutralnych arbitrów. Wyniki Ossowieckiego nie zostały nigdy powtórzone w warunkach, które zadowoliłyby zdecydowanych sceptyków, a jego kariera eksperymentalna przypadła na czas, gdy metody badawcze w tej dziedzinie dopiero się kształtowały. Dla jednych jest to powód, by uznać całą sprawę za nierozstrzygniętą; dla innych – dowód, że cenny materiał przepadł z braku odpowiednich narzędzi.

Koperta Dingwalla

Najczęściej przytaczanym eksperymentem jest test przygotowany przez Erica Dingwalla, oficera badawczego londyńskiego Society for Psychical Research, znanego z krytycznego nastawienia do mediów. Dingwall przygotował w Londynie zapieczętowany pakiet, który miał zostać przedłożony Ossowieckiemu w Warszawie. W środku znajdował się rysunek przedstawiający flagę i butelkę, data oraz zdanie w języku francuskim o winnicach Renu, Mozeli i Burgundii. Pakiet zabezpieczono w sposób, który miał wykluczyć otwarcie bez śladu.

Według protokołu Ossowiecki po dłuższym namyśle narysował butelkę i coś w rodzaju flagi, podał cyfry daty i odtworzył fragmenty francuskiego zdania, w tym nazwy regionów winiarskich. Dingwall, który był obecny przy otwarciu pakietu, uznał, że wynik jest godny uwagi i trudny do wytłumaczenia w zwykły sposób, choć sam pozostał ostrożny w ogólnych wnioskach. Ten eksperyment stał się później jednym z najczęściej przywoływanych argumentów na rzecz jasnowidzenia w literaturze parapsychologicznej, właśnie dlatego, że jego autorem był sceptyk.

Warto jednak zaznaczyć, że przekazy o tym doświadczeniu bywają w różnych publikacjach upiększane. W popularnych opracowaniach pojawiają się wersje, w których Ossowiecki odtworzył zawartość „bezbłędnie”, co nie odpowiada ostrożniejszym relacjom samych uczestników. Także w tym przypadku legenda zaczęła żyć własnym życiem, wyprzedzając źródła.

Psychometria przeszłości i wojenne lata

W latach trzydziestych Ossowiecki zajął się nowym rodzajem doświadczeń. Etnolog Stanisław Poniatowski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, przedstawiał mu prehistoryczne przedmioty, głównie narzędzia kamienne, i prosił o opisanie ludzi, którzy się nimi posługiwali. Ossowiecki snuł obszerne wizje życia ludów epoki kamienia: ich wyglądu, zwyczajów, mieszkań, polowań. Poniatowski starannie protokołował te sesje i porównywał je z ówczesną wiedzą archeologiczną, uznając niektóre zbieżności za niezwykłe. Materiały te nie zostały w pełni opublikowane przed wojną, a część uległa rozproszeniu. Ich wartość dowodowa jest z natury rzeczy ograniczona, bo wizje dotyczące odległej przeszłości trudno zweryfikować.

W tym okresie ukazała się również wspomnieniowa książka jasnowidza Świat mego ducha i wizje przyszłości, w której przedstawiał własne rozumienie swoich zdolności. Ossowiecki interpretował je w duchu religijnym i spirytualistycznym: wierzył w nieśmiertelność duszy i w jedność świata duchowego, choć nie przyjmował doktryny spirytystów o kontaktach z duchami przez media.

Okupacja niemiecka nadała jego postaci nowe znaczenie. Według licznych relacji Ossowiecki przyjmował w swoim mieszkaniu tłumy ludzi szukających wiadomości o bliskich zaginionych, aresztowanych lub wywiezionych. Na podstawie fotografii czy listów miał wskazywać, czy dana osoba żyje i gdzie się znajduje, i robił to bez wynagrodzenia. Relacje te są w większości ustne lub spisane po wojnie przez świadków, którzy nie prowadzili żadnej kontroli trafności odpowiedzi. Mogą świadczyć o jego ofiarności i o roli, jaką odgrywał w życiu udręczonego miasta, ale nie tworzą materiału porównywalnego z protokołami Geleya.

Śmierć w sierpniu 1944 i narodziny legendy

Ossowiecki zginął w pierwszych dniach powstania warszawskiego w sierpniu 1944 roku, zamordowany przez Niemców w czasie masowych egzekucji ludności cywilnej. Okoliczności jego śmierci przekazywane są w różnych wersjach, a ciała nie odnaleziono. Ten ostatni fakt stał się zalążkiem jednej z najtrwalszych opowieści: jasnowidz miał przewidzieć, że zginie gwałtowną śmiercią i że jego zwłoki nie zostaną pochowane. Trudno ustalić, kiedy i od kogo pochodzi ta przepowiednia, i czy nie została dopisana post factum.

Po wojnie postać Ossowieckiego obrosła anegdotami, w których jego zdolności przybierały wymiary niemal cudowne. Opowiadano o odnalezionych skarbach, rozwiązanych zagadkach kryminalnych, trafnych prognozach politycznych. W powojennej Polsce, gdzie badania psychiczne nie miały instytucjonalnego oparcia, pamięć o nim przetrwała głównie w obiegu nieoficjalnym i w środowiskach zainteresowanych ezoteryką.

Historyk może dziś wskazać dwie warstwy tej spuścizny. Pierwszą stanowią protokoły doświadczeń z lat dwudziestych i trzydziestych, prowadzone przez badaczy o międzynarodowej renomie; są one niedoskonałe metodologicznie, ale konkretne i możliwe do krytycznej analizy. Drugą jest legenda, wyrosła z wdzięczności ludzi, którym pomagał, z tragizmu jego śmierci i z potrzeby, by w okupowanej Warszawie istniał ktoś widzący więcej niż inni. Obie warstwy mówią coś prawdziwego, lecz o różnych rzeczach: pierwsza o granicach nauki psychicznej międzywojnia, druga o tym, jak wojenne miasto przechowywało nadzieję.