William Jackson Crawford i dźwignie psychiczne z Belfastu
Belfastski inżynier William Jackson Crawford tłumaczył lewitacje stołu w kręgu rodziny Goligherów działaniem niewidzialnych „prętów psychicznych”, mierzonych wagami i dynamometrami, lecz późniejsze posiedzenia Edmunda Fourniera d'Albe ujawniły, że za zjawiskami stało zwykłe oszustwo, którego mechanik nie dostrzegł.

Wykładowca mechaniki w domowym kręgu
William Jackson Crawford był wykładowcą mechaniki w Miejskim Instytucie Technicznym w Belfaście i doktorem nauk ścisłych. Zawodowo zajmował się wytrzymałością materiałów, rozkładem naprężeń, działaniem belek i dźwigni, czyli wiedzą, która w czasach pierwszej wojny światowej miała bardzo praktyczne zastosowania. Około 1915 r. zaczął uczęszczać na seanse prowadzone w prywatnym domu rodziny Goligherów w Belfaście. Krąg tworzyli ojciec, kilkoro jego dzieci i krewni, a medium była najstarsza z córek, Kathleen, wówczas nastolatka. Seanse odbywały się wieczorami przy czerwonym świetle; uczestnicy siadali w kręgu, trzymając się za ręce, a w środku stał lekki stolik. W trakcie posiedzeń słychać było pukania, które odpowiadały na pytania, a stolik unosił się w powietrze i zawisał nad podłogą.
Crawford podszedł do tych zjawisk jak do problemu inżynierskiego. Nie pytał przede wszystkim, czy duchy istnieją, choć uczestnicy byli przekonani, że kontaktują się ze zmarłymi, i on sam z czasem to przekonanie podzielił. Interesowało go, jaką drogą przenoszona jest siła, która podnosi stolik, w jakim punkcie jest przyłożona i gdzie znajduje się jej podpora. Dla mechanika ciało unoszące się w powietrzu nie może po prostu wisieć. Coś musi je podtrzymywać, a reakcja tej siły musi przenosić się na jakiś inny element układu.
Ważenie medium
Najważniejszą metodą Crawforda było ważenie. Sadzał Kathleen na krześle umieszczonym na wadze i obserwował wskazania podczas lewitacji stolika. Według jego zapisów, gdy stolik wznosił się nad podłogą, ciężar medium wzrastał o wartość zbliżoną do ciężaru stolika, a gdy stolik opadał, wracał do poprzedniego poziomu. Gdy stolik był natomiast przyciskany do podłogi tak, że kilka osób nie mogło go podnieść, waga medium malała. Crawford stosował też wagi sprężynowe i dynamometry, mierzył nacisk na podłogę pod stolikiem, porównywał wyniki z różnych posiedzeń, rysował wykresy i schematy sił. Zależności, które otrzymywał, układały się w sposób, jaki znał z mechaniki belek obciążonych na końcu.
Warto zauważyć, czego w tym programie pomiarowym brakowało. Crawford mierzył bardzo dokładnie skutki, ale niemal wcale nie kontrolował warunków, w jakich powstawały. Medium siedziało w półmroku, otoczone członkami rodziny, z nogami poza zasięgiem wzroku obserwatorów, a jedynym zabezpieczeniem był łańcuch trzymanych rąk, który niczego nie mówił o stopach. Badacz ufał kręgowi, uważał jego członków za ludzi prostych i szczerych, i ta ufność była dla niego założeniem wstępnym, a nie hipotezą do sprawdzenia. Dokumentacja jego seansów jest bogata w liczby, a uboga w opisy tego, co uczestnicy robili z ciałem w chwili zjawiska. Z punktu widzenia późniejszej krytyki właśnie ta asymetria – precyzja pomiaru przy braku kontroli – rozstrzyga o wartości całego materiału.
Z tych pomiarów zbudował teorię prętów psychicznych, psychic rods. Zakładał, że z ciała medium wychodzą niewidzialne w czerwonym świetle struktury z subtelnej materii, które sięgają do stolika i przenoszą siłę. W jednym wariancie działały jak wspornik, czyli belka utwierdzona w ciele medium i dźwigająca ciężar na wolnym końcu; wtedy ciężar stolika obciążał medium, co tłumaczyło wzrost wskazań wagi. W innym wariancie pręt opierał się o podłogę, a medium nie odczuwało obciążenia. Crawford sporządzał rysunki tych hipotetycznych konstrukcji, opisywał ich sztywność, zakres i sposób łączenia się ze stolikiem. Teoria była wewnętrznie spójna, nadawała obserwacjom język inżynierii i mogła robić wrażenie na czytelnikach, którzy widzieli w niej przejście od opowieści seansowych do ścisłej nauki.
Pierwsze wyniki ogłosił w 1916 r. w książce The Reality of Psychic Phenomena, a dalsze w Experiments in Psychical Science z 1919 r. Książki zyskały uznanie w kręgach spirytystycznych i wśród części badaczy zjawisk psychicznych, w tym sir Williama Barretta, który odwiedził krąg i wyrażał przekonanie o autentyczności zjawisk. Tytuł pierwszej publikacji streszczał ambicję autora: chodziło o wykazanie realności zjawisk, a nie o wyjaśnienie ich w kategoriach ruchów nieświadomych czy błędu obserwacji.
Barwnik, glina i fotografie
W kolejnych latach Crawford rozszerzał eksperymenty o próby utrwalenia samej struktury, która miała wychodzić z medium. Ustawiał na drodze domniemanego pręta naczynia z miękką gliną lub kitem, w którym miały pozostać odciski. Pozostawały, ale ich faktura przypominała splot materiału, z którego wykonano pończochy medium. Crawford odnotował to podobieństwo i wyjaśnił je w duchu swojej teorii: pręt psychiczny miał przy formowaniu się owijać się tkaniną albo przejmować jej wzór. Podobnie postąpił z barwnikiem. Gdy umieszczał na drodze pręta proszek lub roztwór barwiący, ślady znajdowano później na pończochach i butach Kathleen, a Crawford interpretował to jako dowód, że substancja pręta wraca do ciała medium, zabierając ze sobą barwnik.
W tych interpretacjach widać mechanizm, który jest istotą całej historii. Każdy wynik, który w zwykłym rozumowaniu wskazywałby na udział stóp medium, był przez Crawforda wchłaniany do teorii jako kolejna cecha prętów psychicznych. Hipoteza nie była przez to fałszowalna: zawsze dało się dopowiedzieć jakąś własność subtelnej materii, która tłumaczyła, dlaczego ślady wyglądają dokładnie tak, jak wyglądałyby ślady nogi. Inżynier, który w laboratorium natychmiast odrzuciłby model niezgodny z pomiarem, w kręgu Goligherów dopasowywał model do każdego pomiaru.
W 1920 r. Crawford wykonał serię fotografii przy błysku magnezji, które miały przedstawić strukturę wychodzącą z medium. Zdjęcia ukazywały białawą, mętną substancję, rozciągającą się od dolnej części ciała Kathleen w stronę stolika. Dla zwolenników były one wizualnym potwierdzeniem teorii, dla krytyków – obrazem tkaniny umieszczonej w odpowiednim miejscu. Część tego materiału ukazała się pośmiertnie w trzeciej książce Crawforda, The Psychic Structures at the Goligher Circle, wydanej w 1921 r.
Śmierć badacza
Latem 1920 r. Crawford odebrał sobie życie. Wiadomość wstrząsnęła środowiskiem spirytystycznym i badaczy zjawisk psychicznych, a jej okoliczności od razu stały się przedmiotem domysłów. Przekaz o jego ostatnich słowach głosi, że zapewniał, iż praca z kręgiem Goligherów nie miała związku z jego decyzją i że wierzy w realność badanych zjawisk, a przyczyną było załamanie psychiczne niezwiązane z badaniami. Trudno dziś ustalić, w jakim stopniu ta deklaracja odpowiada rzeczywistości. Ostrożność nakazuje nie przypisywać śmierci Crawforda podejrzeniom co do uczciwości kręgu, bo nie ma źródeł, które by to potwierdzały, a późniejsze spekulacje w tym kierunku są jedynie spekulacjami. Pewne jest tylko, że Crawford zmarł, nie dowiedziawszy się, co inni badacze znajdą w Belfaście po nim. Jego tragiczny koniec sprawił zarazem, że krytyka kręgu przez długi czas wydawała się części zwolenników brakiem szacunku dla zmarłego, co utrudniało rzeczową dyskusję o samych wynikach.
Fournier d'Albe w Belfaście
W 1921 r. do kręgu Goligherów zaproszono Edmunda Edwarda Fourniera d'Albe, fizyka, popularyzatora nauki i wynalazcę optofonu, urządzenia zamieniającego druk na dźwięki dla niewidomych. Fournier d'Albe był wcześniej życzliwie nastawiony do badań psychicznych, przetłumaczył na angielski prace niemieckiego badacza materializacji i nie przybywał do Belfastu z gotowym wyrokiem. Uczestniczył w serii posiedzeń w ciągu kilku miesięcy i starannie notował ich przebieg. Wyniki opisał w książce The Goligher Circle, wydanej w 1922 r.
Jego wnioski były negatywne i konkretne. Zjawiska, które obserwował, były słabsze niż te opisywane przez Crawforda, a sposób ich wytwarzania dawał się przy uważnym obserwowaniu rozpoznać. Fournier d'Albe relacjonował, że widział, jak medium posługuje się stopą, by podnosić i przesuwać przedmioty, a substancja przedstawiana jako materia psychiczna wyglądała na zwykły muślin. Zwracał uwagę, że krąg odrzucał propozycje zaostrzonej kontroli i że warunki seansu, z czerwonym światłem i trzymaniem się za ręce, sprzyjały oszustwu, nie wymagając wcale wielkiej zręczności. Konkluzja była prosta: zjawiska z Belfastu można wyjaśnić działaniem samej Kathleen, ewentualnie przy wiedzy innych członków rodziny.
Zwolennicy Crawforda zarzucali Fournierowi d'Albe, że jego obecność zakłóciła atmosferę kręgu i osłabiła zjawiska, a jego obserwacje są subiektywne. Tego rodzaju odpowiedź była typowa dla sporów o mediumizm fizyczny, ale w tym przypadku trudno ją było utrzymać w świetle materiału samego Crawforda. Glina z odciskami pończoch, barwnik na butach i fotografie tkaniny pasowały do wniosku Fourniera d'Albe lepiej niż do teorii prętów psychicznych.
Inżynieria bez kontroli
Historia Crawforda nie jest opowieścią o człowieku łatwowiernym. Jest opowieścią o kompetencji użytej w niewłaściwym miejscu. Crawford umiał mierzyć siły i wiedział, jak interpretować wskazania wagi, ale jego wiedza nie obejmowała tego, co w badaniach seansowych najważniejsze: zabezpieczenia przed oszustwem i świadomości, że przedmiot badania może aktywnie się ukrywać. Pomiar wzrostu ciężaru medium podczas lewitacji jest zgodny z jego teorią, ale jest też dokładnie tym, czego należałoby się spodziewać, gdyby medium podnosiło stolik nogą, opierając się na krześle. Precyzja przyrządów nie zastępuje pytania, co właściwie mierzą. Po publikacji książki Fourniera d'Albe nazwisko Crawforda przestało być w środowisku badaczy argumentem na rzecz realności zjawisk fizycznych, choć w literaturze spirytystycznej jego pręty psychiczne długo jeszcze funkcjonowały jako rzekomo udowodniony mechanizm lewitacji.
Książki Crawforda pozostają ciekawym dokumentem epoki, w której badacze z różnych dziedzin próbowali przełożyć zjawiska seansowe na język własnych dyscyplin. Wykresy i schematy z Belfastu pokazują, że wierność metodzie formalnej nie chroni przed błędem, gdy podstawowe założenie – że to, co się dzieje, nie jest wytwarzane przez uczestników – nie zostało sprawdzone. Dźwignie psychiczne były konstrukcją intelektualnie spójną, zbudowaną wokół zjawiska, które z dużym prawdopodobieństwem miało pochodzenie całkowicie zwyczajne.
