Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

Michael Faraday i wirujące stoliki

Latem 1853 r. Michael Faraday prostym przyrządem z tektury i dźwigni wykazał, że stoliki obracają się pod nieświadomym naciskiem dłoni uczestników, i dał wzór wyjaśnienia, które tłumaczy zjawisko bez oskarżania kogokolwiek o oszustwo.

Przyrząd Michaela Faradaya do wykazania efektu ideomotorycznego przy wirowaniu stolików, „The Illustrated London News”, 16 lipca 1853 – domena publiczna
Przyrząd Michaela Faradaya do wykazania efektu ideomotorycznego przy wirowaniu stolików, „The Illustrated London News”, 16 lipca 1853 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Moda, która przyszła zza oceanu

Wiosną 1853 r. salony Londynu, Paryża i miast niemieckich ogarnęła zabawa, którą prasa nazywała po angielsku table-turning, a po francusku tables tournantes. Kilka osób siadało wokół lekkiego stołu, kładło na blacie rozpostarte dłonie, tworząc łańcuch, i czekało. Po kwadransie lub godzinie stół zaczynał drgać, przesuwać się, wreszcie obracać, czasem tak gwałtownie, że uczestnicy musieli za nim biec. Zjawisko dotarło do Europy wraz z wieściami o amerykańskim ruchu spirytystycznym, który od pukań w domu sióstr Fox w 1848 r. rozwinął się w sieć kręgów i seansów. Dla jednych wirujący stół był dowodem działania zmarłych, dla innych objawem nieznanej siły – elektryczności, magnetyzmu zwierzęcego, „fluidu” wydzielanego przez ludzkie ciało.

Właśnie ta druga grupa wyjaśnień skierowała uwagę publiczności ku Michaelowi Faradayowi. Był wówczas najsłynniejszym eksperymentatorem Wielkiej Brytanii, odkrywcą indukcji elektromagnetycznej, profesorem Royal Institution i autorem teorii pola, która miała dopiero znaleźć matematyczny wyraz u Maxwella. Jeśli stoły poruszała elektryczność lub magnetyzm, to on, bardziej niż ktokolwiek, powinien umieć to wykryć. Faraday otrzymywał listy z prośbą o opinię, a znajomi zapraszali go na seanse. W czerwcu 1853 r. postanowił sprawę zbadać, nie w laboratorium, lecz w towarzystwie osób, które same twierdziły, że stoły pod ich dłońmi się obracają.

Uczciwi świadkowie jako punkt wyjścia

Istotą postawy Faradaya było założenie, które łatwo przeoczyć: przyjął, że uczestnicy, z którymi pracował, mówią prawdę o tym, co czują. W swoich relacjach podkreślał, że byli to ludzie poważni i godni zaufania, przekonani, że nie pchają stołu, lecz że to stół ciągnie ich ręce. Nie szukał ukrytych linek ani wspólników. Pytał o coś innego: czy siła, która porusza blat, pochodzi spoza ciał siedzących przy nim ludzi, czy też z ich mięśni, działających poza zasięgiem świadomej woli.

Pierwsze próby miały wykluczyć hipotezy fizyczne. Faraday zestawiał pod dłońmi różne materiały – szkło, miedź, glinę, ołów, tekturę, gumę, drewno – i stwierdzał, że stół obraca się równie chętnie niezależnie od tego, czy są przewodnikami, czy izolatorami. Gdyby działała elektryczność, wybór substancji nie mógłby być obojętny. Nie wykrył też żadnego przyciągania ani odpychania, które dałoby się uchwycić galwanometrem czy igłą magnetyczną. Wynik negatywny był ważny, ale niewystarczający; pozostawało pokazać, skąd ruch rzeczywiście się bierze.

Faraday miał przy tym świadomość, że stoi przed problemem innego rodzaju niż te, z którymi spotykał się przy cewkach i magnesach. Przedmiotem badania nie był sam stół, lecz układ złożony z drewna, kilku par rąk i kilku umysłów nastawionych na określony wynik. Każdy element tego układu mógł być źródłem siły, ale tylko jeden – ludzkie oczekiwanie – był niewidoczny dla przyrządów. Potrzebny był więc aparat, który nie mierzyłby nowej energii, tylko rozstrzygał, kto pierwszy ustępuje, a kto pierwszy naciska. Takie sformułowanie pytania już samo w sobie przesuwało dyskusję z obszaru spekulacji o fluidach na teren zwykłej mechaniki, w której kierunek siły da się odczytać z przemieszczenia ciał. Faraday nie potrzebował żadnej teorii psychologicznej, by zaprojektować doświadczenie; wystarczyło mu pojęcie tarcia i przekonanie, że to, co ciało robi, zostawia ślad niezależny od tego, co jego właściciel o tym myśli.

Tektura, cement i źdźbło jako wskaźnik

Pomysł rozstrzygający był w swej prostocie charakterystyczny dla Faradaya. Na blacie stołu układał stos kilku arkuszy tektury, sklejonych ze sobą miękkim, lepkim cementem, który pozwalał warstwom przesuwać się względem siebie pod lekkim naciskiem, a potem wracać do równowagi. Na krawędziach przeciągał ołówkiem pionową kreskę przez wszystkie warstwy. Uczestnicy kładli dłonie na wierzchnim arkuszu i czekali na ruch stołu jak zwykle. Rozumowanie było następujące: jeśli to stół pierwszy rusza i pociąga za sobą ręce, dolne warstwy powinny wyprzedzić górne; jeśli to ręce pchają, górna warstwa przesunie się przed pozostałymi.

Po seansie kreska wyglądała jak schodki, a ich kierunek był jednoznaczny. Górny arkusz wysuwał się przed dolne, to znaczy dłonie wyprzedzały stół. Ruch zaczynał się w mięśniach, a nie w drewnie. Siedzący nie potrafili tego jednak zauważyć, bo przesunięcia były drobne i narastały stopniowo.

Druga wersja aparatu uczyniła to widocznym w trakcie samego doświadczenia. Faraday połączył dwie deski – dolną, spoczywającą na stole, i górną, na której leżały ręce – układem wałeczków, tak że górna mogła się lekko przesuwać. Ruch względny przekazywany był na długi pionowy wskaźnik osadzony na dźwigni, w opisie wspominany jako źdźbło lub lekki pręcik, który wzmacniał najmniejsze przemieszczenie. Gdy wskaźnik był zasłonięty, stół obracał się jak dawniej, a zapis zdradzał nacisk dłoni. Gdy uczestnicy mogli patrzeć na wskaźnik i widzieli, że ich ręce zaczynają pchać, ruch ustawał. Kiedy mieli przed oczami informację o własnym nieświadomym działaniu, przestawali je wykonywać, choć nie odczuwali wcześniej żadnego zamiaru, który mogliby świadomie wstrzymać. Faraday zauważył przy tym, że osoby najbardziej oczekujące obrotu wywierały najsilniejszy nacisk, a te, które zachowywały chłodny sceptycyzm, poruszały stół najsłabiej.

Listy do „The Times” i „Athenaeum”

Wyniki ogłosił w dwóch tekstach. Krótszy list, datowany na koniec czerwca 1853 r., ukazał się w „The Times” 30 czerwca; obszerniejszy opis, zatytułowany „Experimental Investigation of Table-Moving”, wydrukowało „Athenaeum” 2 lipca. W liście do dziennika Faraday nie krył irytacji, że w ogóle musi zabierać głos w sprawie, którą uważał za rozstrzygalną przez każdego cierpliwego obserwatora. Większe wrażenie zrobił na nim jednak stan umysłu publiczności niż sam stół: łatwość, z jaką wykształceni ludzie sięgali po nieznane siły, zanim sprawdzili znane.

Tekst w „Athenaeum” jest wzorem naukowej prozy wyjaśniającej. Opisuje aparaty tak dokładnie, że każdy mógł je odtworzyć, oddziela to, co zaobserwowano, od tego, co wywnioskowano, i podaje zasadę ostrożności: wnioski dotyczą tylko tych przypadków, które zbadano, a autor nie twierdzi, że rozstrzyga wszystkie doniesienia o ruchomych sprzętach. Faraday odmówił też dalszej korespondencji na ten temat, uznając, że powiedział wszystko, co dało się powiedzieć na podstawie doświadczenia. Rok później, w maju 1854 r., wrócił do sprawy pośrednio w wykładzie Observations on Mental Education, wygłoszonym w Royal Institution. Mówił tam o braku dyscypliny sądzenia, o skłonności do przyjmowania hipotez zgodnych z oczekiwaniem i o konieczności wychowania umysłu do wstrzymywania się od wniosków. Wirujące stoły posłużyły mu za przykład, nie za przedmiot kpiny.

Carpenter i pojęcie ruchu ideomotorycznego

Wyjaśnienie Faradaya zyskało nazwę dzięki fizjologowi Williamowi Benjaminowi Carpenterowi. Już w marcu 1852 r., zanim moda na stoły dotarła do Anglii, Carpenter wygłosił w Royal Institution wykład o wpływie sugestii na ruchy mięśni niezależne od woli i wprowadził termin ideo-motor. Miał na myśli to, że idea zajmująca uwagę – oczekiwanie, że wahadełko zacznie kreślić koła, że różdżka drgnie nad wodą – może sama przechodzić w ruch, z pominięciem świadomej decyzji. Carpenter analizował w tym duchu stany mesmeryczne, różdżkarstwo i wahadełka, a później włączył wirujące stoły do swych prac o „nieświadomym mózgowaniu”, rozwiniętych w Principles of Mental Physiology z 1874 r.

Doświadczenie Faradaya i teoria Carpentera wzajemnie się uzupełniały. Fizyk dostarczył pomiaru, który wskazywał źródło siły, fizjolog – mechanizmu, który wyjaśniał, dlaczego uczestnicy szczerze przeczą, że cokolwiek robią. We Francji podobną drogą poszedł chemik Michel Eugène Chevreul, który już w latach trzydziestych XIX w. badał wahadełko i w 1854 r. wydał książkę o różdżce, wahadle i stołach, wiążąc je z nieuświadomionym ruchem mięśni. Zbieżność tych wyników z różnych krajów i dyscyplin nadała wyjaśnieniu wagę, której nie miałby pojedynczy eksperyment.

Wyjaśnienie, które nie oskarża

Zwolennicy spirytyzmu przyjęli wyniki Faradaya z oburzeniem albo z obojętnością. Podnoszono, że badał jedynie powolne obroty, a nie unoszenie się stołów czy pukania z odpowiedziami na pytania, i że wątpliwe, by tektura z klejem uchwyciła subtelną siłę duchową. Część zarzutów była zasadna w tym sensie, że Faraday rzeczywiście nie badał wszystkich rodzajów zjawisk, o których donoszono, i sam to zaznaczał. Gdy kilka lat później zapraszano go na seanse Daniela Dunglasa Home'a, stawiał warunki, których nie przyjęto, i spotkanie nie doszło do skutku. Spór o fizyczny mediumizm toczył się dalej bez niego.

Mimo to ślad, jaki pozostawił, jest trwały i dotyczy metody, nie samego stołu. Faraday pokazał, że można wyjaśnić zjawisko, nie traktując jego uczestników ani jak oszustów, ani jak głupców. Uczciwy człowiek może z pełnym przekonaniem relacjonować, że nie pcha, i jednocześnie pchać. Nie ma w tym sprzeczności moralnej, jest tylko granica introspekcji: świadomość nie obejmuje całej pracy mięśni, a oczekiwanie potrafi sterować ciałem bez wiedzy tego, kto oczekuje. Takie ujęcie przesunęło ciężar dyskusji z pytania „kto kłamie?” na pytanie „jak działa obserwator?”. Było to ujęcie łagodniejsze i zarazem bardziej radykalne, bo podważało pewność świadectwa także u ludzi najbardziej szanowanych.

Z tego powodu doświadczenie z 1853 r. stało się punktem odniesienia dla późniejszej psychologii eksperymentalnej i dla badań nad ruchami nieświadomymi, od automatycznego pisma po wahadełka w gabinetach. Wzór był prosty: najpierw wykluczyć siły fizyczne, potem zmierzyć kierunek działania, wreszcie pokazać uczestnikom ich własny ruch i sprawdzić, czy zjawisko znika. Dla historyka spirytyzmu epizod ten ma jeszcze jeden wymiar. Wirujące stoły były dla wielu pierwszym osobistym kontaktem z tym, co brali za świat duchów, i doświadczeniem nierzadko poruszającym. Faraday nie odebrał im tego przeżycia, odebrał mu jedynie zewnętrzną przyczynę. Pytanie, co znaczy dla człowieka gest, którego nie rozpoznaje jako swojego, pozostało otwarte i to ono w gruncie rzeczy nadal czyni ten epizod interesującym.