Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

Międzynarodowy Kongres Badań Psychicznych w Warszawie 1923

Drugi Międzynarodowy Kongres Badań Psychicznych, zorganizowany w Warszawie latem 1923 roku, był chwilą, w której polskie środowisko metapsychiczne, skupione wokół Prospera Szmurły, po raz pierwszy wystąpiło jako gospodarz i partner międzynarodowej nauki psychicznej, a pokazy Ossowieckiego i Guzika uczyniły stolicę odrodzonego państwa jednym z jej laboratoriów.

Kate i Maggie Fox, dziewiętnastowieczne media
Kate i Maggie Fox, dziewiętnastowieczne media

Ruch szukający uznania

Po pierwszej wojnie światowej badania nad zjawiskami nazywanymi psychicznymi lub metapsychicznymi przeżywały ożywienie. Wojna pozostawiła miliony rodzin w żałobie, a zainteresowanie kontaktem ze zmarłymi wzrosło w całej Europie. Jednocześnie środowiska, które od czasów założenia londyńskiego Society for Psychical Research w 1882 roku starały się badać mediumizm i telepatię metodami naukowymi, dążyły do odróżnienia się od popularnego spirytyzmu. Chciały, by ich dziedzina została uznana za gałąź nauki, a nie za wyznanie.

Instrumentem tego dążenia stały się kongresy międzynarodowe. Pierwszy odbył się w Kopenhadze w 1921 roku z inicjatywy duńskiego działacza Carla Vetta. Zgromadził badaczy z kilku krajów i ustalił, że spotkania będą się odbywać regularnie, w kolejnych stolicach. Wybór Warszawy jako miejsca drugiego kongresu był gestem znaczącym. Polska dopiero co odzyskała niepodległość, a jej stolica nie należała do tradycyjnych ośrodków nauki psychicznej, takich jak Londyn, Paryż czy Monachium. Zarazem polskie środowisko miało w tej dziedzinie poważny dorobek, związany z badaniami Juliana Ochorowicza, zmarłego w 1917 roku, i z kilkoma mediami, o których słyszano już na Zachodzie.

Dla zagranicznych badaczy Warszawa miała jeszcze jedną zaletę: była miastem, w którym media nie zostały jeszcze „zużyte” przez wielokrotne badania i publiczne kontrowersje. Na Zachodzie najgłośniejsze postacie mediumizmu albo nie żyły, albo zostały skompromitowane, albo odmawiały współpracy z badaczami. Polska wydawała się rezerwuarem nowych przypadków, które można było obserwować z bliska, w warunkach ustalonych wspólnie z gospodarzami. Ta perspektywa, nieco kolonizatorska w swoim tonie, przyciągała do stolicy uczonych bardziej niż sama renoma miejscowych towarzystw, i gospodarze doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

Gospodarze i organizacja

Gospodarzem kongresu było warszawskie środowisko badań psychicznych, którego najbardziej aktywnym przedstawicielem był Prosper Szmurło. Szmurło od lat zajmował się zjawiskami mediumicznymi, organizował seanse i kontakty z badaczami zagranicznymi, a po wojnie stał na czele polskiego stowarzyszenia, które za cel stawiało sobie naukowe badanie mediumizmu. To jego energii i kontaktom kongres zawdzięczał w dużej mierze swój przebieg. Szmurło pełnił rolę organizatora, gospodarza i pośrednika między delegatami a polskimi mediami, które miały zostać przedstawione gościom.

Zorganizowanie międzynarodowego spotkania w Warszawie w 1923 roku nie było łatwe. Kraj zmagał się z hiperinflacją, a komunikacja z Europą Zachodnią, choć możliwa, wymagała długich podróży koleją. Organizatorzy musieli zapewnić delegatom zakwaterowanie, sale obrad, tłumaczenia i program towarzyski, a ponadto przygotować warunki do seansów eksperymentalnych, które od początku miały być jednym z najważniejszych punktów programu. Językiem obrad był przede wszystkim francuski, wówczas główny język międzynarodowej wymiany naukowej w tej dziedzinie, co sprzyjało badaczom z Francji i krajów romańskich.

Obrady toczyły się na przełomie sierpnia i września. Program obejmował referaty o zjawiskach fizycznych i psychicznych, o metodologii doświadczeń, o historii i stanie badań w poszczególnych krajach. Oprócz posiedzeń plenarnych odbywały się dyskusje w mniejszych grupach. Prasa warszawska poświęcała kongresowi sporo uwagi, a jego obecność w mieście stała się wydarzeniem towarzyskim, które przyciągało ciekawość także osób dalekich od metapsychiki.

Goście z Paryża, Monachium i Londynu

Lista uczestników pokazywała, że Warszawa zdołała przyciągnąć czołowe postacie dziedziny. Najbardziej prestiżowym gościem był Charles Richet, francuski fizjolog, laureat Nagrody Nobla z 1913 roku za badania nad anafilaksją, który rok wcześniej ogłosił obszerny Traité de métapsychique i był uznawanym autorytetem w tej dziedzinie. Jego obecność nadawała obradom powagę, a jego wypowiedzi były uważnie słuchane i cytowane.

Z Monachium przybył baron Albert von Schrenck-Notzing, lekarz i badacz zjawisk fizycznych, znany z wieloletnich doświadczeń z mediami materializacyjnymi i z obszernych publikacji na ich temat. Schrenck-Notzing reprezentował nurt, który przywiązywał szczególną wagę do fotografii i rejestracji zjawisk, i był zainteresowany możliwością obserwowania polskich mediów fizycznych. Z Londynu przyjechał Eric Dingwall, oficer badawczy Society for Psychical Research, przedstawiciel bardziej sceptycznego, anglosaskiego podejścia, znany z wnikliwego wykrywania oszustw. Obecni byli także inni badacze z kilku krajów, w tym z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i krajów skandynawskich.

Takie zestawienie uczestników oznaczało, że na kongresie stykały się różne kultury badawcze. Francuska metapsychika, skłonna przyjmować realność zjawisk i budować ich teorię, spotykała się z niemieckim zamiłowaniem do dokumentacji i z brytyjskim sceptycyzmem. Polscy gospodarze stali pośrodku: ich tradycja, ukształtowana przez Ochorowicza, łączyła odrzucenie spirytystycznej interpretacji z przekonaniem o realności zjawisk mediumicznych. Kongres stał się więc miejscem nie tylko wymiany informacji, ale także konfrontacji metod i założeń.

Polskie media przed międzynarodowym audytorium

Szczególne znaczenie miały pokazy doświadczalne, w których delegaci mogli osobiście zetknąć się z polskimi mediami. Dwie postacie zwróciły największą uwagę. Pierwszą był Stefan Ossowiecki, jasnowidz, którego zdolności badał wcześniej Gustave Geley. Na kongresie przeprowadzono z nim doświadczenie z zapieczętowanym pakietem, przygotowanym w Londynie przez Dingwalla, którego wynik delegaci uznali za uderzający. Dla wielu uczestników był to najmocniejszy argument, jaki przywieźli z Warszawy.

Drugą postacią był Jan Guzik, warszawskie medium fizyczne, przy którym w ciemności obserwowano dotknięcia, przesunięcia przedmiotów i zjawiska świetlne. Seanse z Guzikiem budziły więcej kontrowersji, bo dotyczyły zjawisk, przy których oszustwo było łatwiejsze, a kontrola trudniejsza. Część delegatów była pod wrażeniem, inni wyrażali zastrzeżenia, a dyskusje o warunkach kontroli powracały w kuluarach. Zestawienie obu mediów pokazywało zarazem dwie strony polskiej metapsychiki: zjawiska psychiczne, łatwiejsze do zbadania w świetle dziennym, i zjawiska fizyczne, wymagające zaciemnienia i budzące więcej wątpliwości.

Uczestnicy mieli też okazję zapoznać się z dorobkiem polskich badaczy w referatach i rozmowach. Wspominano Ochorowicza, jego doświadczenia z Eusapią Palladino i Stanisławą Tomczyk, które przyniosły polskiej szkole rozgłos jeszcze przed wojną. Pamięć o nim była dla gospodarzy źródłem dumy i legitymizacji: pokazywała, że polska tradycja badań nie jest dziełem przypadku, lecz ma swoją historię.

Spór o nazwę i o hipotezę

W tle obrad toczył się spór, który dotyczył samej tożsamości dziedziny. Badacze angielscy mówili o psychical research, Francuzi za Richetem o metapsychice, Niemcy coraz częściej o parapsychologii. Różnice nazw nie były kwestią gustu. Każdy termin niósł inny program: brytyjskie „badania psychiczne” akcentowały ostrożną, empiryczną kontrolę, francuska metapsychika aspirowała do miana nowej nauki o siłach ukrytych w człowieku, a parapsychologia sytuowała zjawiska na obrzeżach psychologii akademickiej. Warszawscy gospodarze, wychowani na terminologii Ochorowicza, wnosili do tej rozmowy własne pojęcia i własne doświadczenia.

Jeszcze bardziej zasadnicza była kwestia interpretacji. Spór między hipotezą spirytystyczną, przypisującą zjawiska duchom zmarłych, a hipotezą animistyczną, szukającą ich źródła w nieznanych zdolnościach żywych ludzi, przewijał się przez całą historię ruchu. Większość uczestników warszawskiego kongresu deklarowała dystans wobec interpretacji spirytystycznej i podkreślała, że celem jest ustalenie faktów, a nie potwierdzenie wiary. W praktyce granica była jednak płynna: wśród słuchaczy nie brakowało spirytystów, a niektóre referaty, choć formułowane językiem naukowym, wyraźnie sprzyjały hipotezie przetrwania osobowości po śmierci.

Polska nauka akademicka zachowywała wobec kongresu dystans. Psychologowie i lekarze uniwersyteccy na ogół nie angażowali się w obrady, a ich nieobecność była dla organizatorów dotkliwa, bo dziedzina zabiegała przede wszystkim o uznanie środowisk uniwersyteckich. Także Kościół katolicki patrzył na praktyki mediumiczne nieufnie. Kongres rozgrywał się więc w przestrzeni pośredniej, między salonem a laboratorium, co odpowiadało ówczesnemu położeniu całej metapsychiki.

Echa i znaczenie

Kongres nie rozstrzygnął żadnego z głównych sporów dotyczących natury zjawisk mediumicznych, czego zresztą nikt nie oczekiwał. Jego znaczenie polegało na czym innym. Po pierwsze, utrwalił instytucję międzynarodowych kongresów badań psychicznych, które odbywały się następnie w Paryżu w 1927 roku i w kolejnych miastach. Po drugie, umieścił polskie środowisko na mapie tej dziedziny. Nazwiska polskich mediów i badaczy pojawiały się odtąd w publikacjach francuskich, niemieckich i angielskich, a kontakty nawiązane w Warszawie owocowały dalszymi doświadczeniami i wymianą korespondencji.

Po trzecie, kongres ujawnił napięcia, które w następnych latach miały się pogłębić. Ta sama dekada przyniosła głośne demaskacje i negatywne raporty akademickich komisji, a rozdźwięk między zwolennikami metapsychiki a uniwersytecką psychologią i fizjologią stawał się coraz wyraźniejszy. Warszawskie obrady były jednym z ostatnich momentów, w których badacze o tak różnym nastawieniu mogli spotkać się w atmosferze względnej zgody co do tego, że zjawiska te zasługują na poważne badanie.

Z perspektywy historii idei kongres można czytać również jako epizod w dziejach kulturalnej samoświadomości odrodzonej Polski. Organizatorom zależało nie tylko na nauce, lecz także na pokazaniu, że Warszawa jest stolicą europejską, zdolną przyjąć wybitnych gości i uczestniczyć w najnowszych debatach. Metapsychika, dziedzina znajdująca się na obrzeżach oficjalnej nauki, okazała się paradoksalnie jedną z płaszczyzn, na których młode państwo mogło zaistnieć w międzynarodowym dyskursie intelektualnym. Wieczory z jasnowidzem i z medium fizycznym, przyjmowane przez Richeta, Schrenck-Notzinga i Dingwalla, stały się w ten sposób częścią opowieści o tym, jak Polska wracała na mapę Europy – na jej mniej oczywistych, ale wcale nie peryferyjnych ścieżkach.

Ostatecznie warszawskie obrady zachowały się w pamięci przede wszystkim dzięki temu, co zobaczono poza salą posiedzeń. To pokazy, a nie referaty, zapewniły kongresowi miejsce w literaturze przedmiotu. Świadczy to o specyfice całej dziedziny: jej argumenty zależały od doświadczeń, które trzeba było przeżyć i zaprotokołować, a każde spotkanie badaczy było zarazem próbą ich zdolności obserwacji, odporności na sugestię i umiejętności wspólnego ustalania faktów.