Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

Mówczynie transowe i kobiecy głos w XIX-wiecznej Ameryce

Według historyczki Ann Braude spirytyzm był jedyną religią XIX-wiecznej Ameryki, która konsekwentnie oddawała kobietom mównicę, a stan transu, przedstawiany jako bierne posłuszeństwo duchom, paradoksalnie uprawomocniał ich publiczne wystąpienia w kulturze zakazującej kobietom przemawiania.

Cora L. V. Scott (Hatch), mówczyni transowa, rycina Alexandra Haya Ritchiego, około 1857 – domena publiczna
Cora L. V. Scott (Hatch), mówczyni transowa, rycina Alexandra Haya Ritchiego, około 1857 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Kobieta na mównicy

W połowie XIX wieku publiczne wystąpienie kobiety przed mieszanym audytorium było w Stanach Zjednoczonych czymś głęboko podejrzanym. Kazalnice w większości wyznań pozostawały zamknięte dla kobiet, a ideał kobiecości, utrwalony w literaturze poradnikowej i kazaniach, kazał im ograniczyć się do domu, wychowania dzieci i dyskretnego wpływu moralnego. Kobieta, która stawała przed tłumem i mówiła na tematy publiczne, ryzykowała, że zostanie uznana za nieskromną, ekscentryczną albo wręcz niemoralną. Te nieliczne, które to robiły, przeważnie w ruchach reformatorskich, spotykały się z drwinami i oporem.

Na tym tle zjawisko, które pojawiło się w latach pięćdziesiątych XIX wieku, musiało budzić zdziwienie. W salach koncertowych, ratuszach i namiotach całego kraju zaczęły występować młode kobiety, często bardzo młode, które przez godzinę lub dłużej przemawiały do tłumów na tematy filozoficzne, religijne i społeczne. Robiły to w stanie transu, z zamkniętymi oczami, twierdząc, że przez nie mówią duchy. Słuchacze płacili za wstęp, prasa relacjonowała wystąpienia, a niektóre z mówczyń stały się prawdziwymi gwiazdami.

Ann Braude, amerykańska historyczka religii, poświęciła temu zjawisku książkę Radical Spirits: Spiritualism and Women’s Rights in Nineteenth-Century America (1989), która zmieniła sposób, w jaki historycy postrzegają spirytyzm. Zamiast traktować go jako zbiór oszustw lub ciekawostek, Braude pokazała, że był on istotnym środowiskiem kształtowania się amerykańskiego ruchu na rzecz praw kobiet. Jej teza była śmiała: spirytyzm był jedyną religią swojej epoki, która systematycznie traktowała kobiety jako równe mężczyznom w sprawach religijnych i dawała im dostęp do przywództwa.

Paradoks bierności

Kluczem do zrozumienia tego zjawiska jest stan transu. Mówczyni transowa nie twierdziła, że wyraża własne poglądy. Przeciwnie, podkreślała, że jest tylko narzędziem, przez które przemawia wyższa inteligencja: zmarły mędrzec, duch opiekuńczy, czasem cała grupa duchów. Jej własna osobowość miała być w czasie wystąpienia uśpiona lub odsunięta. Słuchacze nie mieli słuchać kobiety, lecz głosu, który przez nią przechodził.

Ta konstrukcja doskonale pasowała do ówczesnego ideału kobiecości. Kobiety miały być bierne, wrażliwe, uduchowione, podatne na wpływy, a zarazem moralnie czystsze od mężczyzn. Właśnie te cechy, które w innych dziedzinach wykluczały je z życia publicznego, czyniły je w oczach spirytystów idealnymi medium. Bierność stawała się kwalifikacją, a wrażliwość zdolnością. Kobieta, która nie mogła przemawiać we własnym imieniu, mogła przemawiać w imieniu duchów, i nikt nie mógł jej zarzucić nieskromności, bo sama niczego nie twierdziła.

Braude podkreśla, że mamy tu do czynienia z prawdziwym paradoksem. Trans, który na pierwszy rzut oka potwierdzał tradycyjne wyobrażenie kobiety jako istoty pozbawionej własnej woli, w praktyce otwierał jej drogę do jednej z najbardziej publicznych ról, jakie istniały. Mówczynie transowe podróżowały po kraju, zarabiały pieniądze, zdobywały sławę i wpływ, przemawiały na tematy polityczne i religijne przed tysiącami ludzi. Ich bierność była kostiumem, w którym mogły robić rzeczy wymagające wielkiej odwagi i sprawności.

Nie znaczy to, że były cyniczkami, które świadomie wykorzystywały konwencję. Większość z nich najprawdopodobniej szczerze wierzyła, że w transie przemawia przez nie ktoś inny. Dla historyka idei ważniejsze od rozstrzygania tej kwestii jest zauważenie, że kulturowa forma transu pozwalała im robić coś, czego nie mogłyby zrobić inaczej, i że sama ta forma nie była przypadkowa, lecz odpowiadała ograniczeniom, jakie kultura nakładała na kobiety.

Dwie drogi: Cora L. V. Scott i Achsa Sprague

Najbardziej znaną z mówczyń transowych była Cora L. V. Scott (1840–1923), znana później pod kolejnymi nazwiskami mężów jako Cora Hatch, Cora Tappan i wreszcie Cora L. V. Richmond. Urodziła się w zachodniej części stanu Nowy Jork, a dzieciństwo spędziła m.in. w Wisconsin. Według relacji jej zdolności mediumiczne ujawniły się, gdy była jeszcze dzieckiem, a już jako nastolatka przemawiała publicznie. W drugiej połowie lat pięćdziesiątych przyciągała tłumy w Nowym Jorku i innych dużych miastach.

Szczególną cechą jej wystąpień było to, że temat przemówienia wybierało często samo audytorium. Komisja złożona z publiczności, nierzadko z udziałem sceptyków, ustalała temat na miejscu, a młoda kobieta, po wejściu w trans, przemawiała na niego przez dłuższy czas w uporządkowany, wymowny sposób. Ta procedura miała świadczyć o tym, że przemówienia nie były przygotowane wcześniej. Dla słuchaczy, którzy widzieli przed sobą dziewczynę bez formalnego wykształcenia, rozprawiającą o astronomii, teologii czy fizjologii, był to dowód nadzwyczajnego pochodzenia jej słów.

Kariera Cory Scott pokazuje także ciemniejsze strony tego zjawiska. Jej pierwszy mąż, Benjamin Hatch, był zarazem jej menedżerem i w znacznym stopniu kontrolował jej działalność i dochody; małżeństwo zakończyło się rozwodem i publicznymi oskarżeniami. Młode mówczynie, występujące w podróży i zależne od opiekunów, były narażone na wyzysk, a forma transu, która przyznawała im głos, nie chroniła ich przed tymi, którzy decydowali o ich trasach i kontraktach. Cora Richmond przez wiele lat kierowała później spirytystyczną wspólnotą w Chicago i należała do grona założycieli ogólnokrajowego stowarzyszenia spirytystów, utworzonego w 1893 roku.

Zupełnie inną drogę przeszła Achsa W. Sprague (1827–1862) z Vermontu. W przeciwieństwie do Cory Scott nie była cudownym dzieckiem. Pracowała jako nauczycielka, a potem przez kilka lat była przykuta do łóżka przez ciężką chorobę stawów. Według jej własnej relacji wyzdrowiała dzięki duchom i w podziękowaniu poświęciła się działalności mówczyni transowej. Od połowy lat pięćdziesiątych podróżowała po Nowej Anglii i innych stanach, wygłaszając setki przemówień.

Przypadek Sprague dobrze ilustruje osobisty wymiar tego zjawiska. Dla kobiety, która przez lata była niezdolna do pracy, spirytyzm oznaczał nie tylko uzdrowienie, ale i powołanie: nowe życie, w którym mogła podróżować, uczyć, przekonywać, zarabiać na siebie. Sprague interesowała się także reformą więziennictwa i zdrowia, co odpowiadało szerszemu zainteresowaniu ruchu sprawami społecznymi. Zmarła młodo, w 1862 roku, a po jej śmierci wydano tom jej poezji, The Poet, and Other Poems.

Obok niej występowało wiele innych kobiet, z których część pozostała znana tylko w lokalnej pamięci. Lizzie Doten z Massachusetts zasłynęła jako poetka transowa, wydając Poems from the Inner Life (1863), utwory, które przypisywała duchom zmarłych poetów, w tym Edgara Allana Poe. Każda z tych kobiet miała własną drogę, ale łączyło je to, że w spirytyzmie znalazły przestrzeń, której nie dawała im żadna inna wspólnota religijna.

Warto zauważyć, czego te przemówienia dotyczyły. Nie były to przede wszystkim przekazy od zmarłych krewnych, lecz wykłady o naturze duszy, o postępie ludzkości, o harmonii praw przyrody i moralności, o krytyce dogmatów o wiecznym potępieniu. Mówczynie transowe pełniły w gruncie rzeczy funkcję kaznodziejek i popularyzatorek filozofii, a ich audytoria traktowały je jak wędrownych wykładowców. Właśnie ta tematyka sprawiała, że ich obecność na mównicy była tak znacząca: kobiety zabierały głos nie w sprawach uważanych za kobiece, lecz w sprawach najogólniejszych.

Spirytyzm i prawa kobiet

Braude zwraca uwagę na symboliczną zbieżność dat. W 1848 roku, w tym samym zachodnim regionie stanu Nowy Jork, odbyła się konwencja w Seneca Falls, uznawana za początek zorganizowanego ruchu na rzecz praw kobiet w Ameryce, i miały miejsce wydarzenia w Hydesville, od których spirytyści liczyli początek swojego ruchu. Ta zbieżność nie dowodzi związku przyczynowego, ale wskazuje na wspólne podłoże: atmosferę reformatorską, w której kwestionowano tradycyjne autorytety, zarówno kościelne, jak i społeczne.

Według Braude oba ruchy łączyło znacznie więcej niż czas i miejsce narodzin. Wiele działaczek na rzecz praw kobiet było spirytystkami lub sympatyzowało z ruchem, a spirytystyczne konwencje regularnie przyjmowały rezolucje popierające równouprawnienie kobiet, w tym prawo wyborcze. Mówczynie transowe występowały na zgromadzeniach reformatorskich, a ich sukcesy stanowiły żywy dowód, że kobiety są zdolne do publicznego przemawiania. Każda z nich, nawet jeśli mówiła w imieniu duchów, przyzwyczajała publiczność do widoku kobiety na mównicy.

Spirytyzm sprzyjał też emancypacji przez swoją teologię. Odrzucał autorytet duchownych i instytucji kościelnych, a każdemu człowiekowi przyznawał możliwość bezpośredniego kontaktu ze światem duchowym. W takim systemie nie było miejsca dla męskiego monopolu na urzędy religijne, bo nie było samych urzędów w tradycyjnym sensie. Medium było medium niezależnie od płci, a ponieważ uważano, że kobiety są bardziej wrażliwe, właśnie one dominowały w tej roli.

Granice emancypacji

Teza Braude spotkała się z uznaniem, ale także z pytaniami. Czy trans rzeczywiście był narzędziem emancypacji, czy raczej utrwalał wyobrażenie kobiety jako istoty pozbawionej własnego rozumu, przez którą przemawiają inni? Mówczynie transowe nie mogły przecież przypisywać sobie swoich osiągnięć: każda wymowna mowa, każda błyskotliwa riposta była zasługą ducha, a nie kobiety. W tym sensie konwencja transu dawała im głos, ale odbierała autorstwo.

Sama Braude dostrzegała to napięcie. Zauważała, że z czasem niektóre kobiety zaczęły występować bez transu, przemawiając we własnym imieniu, i że dla części z nich trans był etapem przejściowym, prowadzącym do pełnego publicznego głosu. Spirytyzm stworzył środowisko, w którym kobiety mogły nauczyć się przemawiać, zdobyć doświadczenie i pewność siebie, a potem wykorzystać je w innych dziedzinach. Mównica, raz zdobyta, nie musiała już być zastrzeżona dla duchów.

Historia mówczyń transowych jest więc historią o tym, jak ograniczenia mogą stać się zasobem. Kultura, która odmawiała kobietom głosu, pozwalała im mówić pod warunkiem, że nie będą mówić same. Kobiety przyjęły ten warunek i wykorzystały go w sposób, którego jego twórcy nie przewidzieli. Niezależnie od tego, czy przez Corę Scott i Achsę Sprague rzeczywiście przemawiały duchy, przemawiały przez nie z pewnością tęsknoty, ambicje i przekonania kobiet ich epoki, które nie miały innego sposobu, by je wypowiedzieć.