Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

John Murray Spear i mechaniczny mesjasz z Lynn

Zbudowana w 1854 roku na wzgórzu High Rock w Lynn „Nowa Siła Napędowa” Johna Murraya Speara, maszyna, która według wskazówek duchów miała ożyć i odmienić ludzkość, stanowi skrajny przykład spirytystycznej utopii technicznej, w której reforma społeczna, elektryczność i objawienie złączyły się w jednym urządzeniu.

Kate i Maggie Fox, dziewiętnastowieczne media
Kate i Maggie Fox, dziewiętnastowieczne media

Kaznodzieja reformy

John Murray Spear urodził się w 1804 roku w Bostonie i otrzymał imiona po Johnie Murrayu, jednym z założycieli amerykańskiego uniwersalizmu. Sam został duchownym tego wyznania, głoszącego powszechne zbawienie i odrzucającego wieczne potępienie. Przez lata był typowym przedstawicielem reformatorskiej Nowej Anglii: działał w ruchu abolicjonistycznym, angażował się w sprawę pokoju, a szczególnie znany stał się z pracy na rzecz więźniów i przeciwko karze śmierci. W latach czterdziestych został pobity przez przeciwników abolicji, co wzmocniło jego reputację człowieka gotowego płacić za przekonania.

Na początku lat pięćdziesiątych Spear, podobnie jak wielu bostońskich reformatorów, zetknął się z nowym ruchem spirytystycznym. Szybko sam zaczął doświadczać stanów transowych, pisać automatycznie i przekazywać polecenia, które przypisywał zmarłym. Jego dotychczasowe zaangażowanie społeczne nie zniknęło, lecz przybrało nową formę. Skoro duchy wielkich reformatorów, uczonych i wynalazców nadal żyją i pragną pomagać ludziom, to praca na rzecz lepszego świata może być prowadzona pod ich bezpośrednim kierownictwem. Spear uznał się za narzędzie takiego kierownictwa.

Najbardziej wnikliwym biografem Speara jest John Benedict Buescher, autor książki The Remarkable Life of John Murray Spear: Agitator for the Spirit Land (2006). Jego praca pozwala odtworzyć przebieg wydarzeń na podstawie ówczesnej prasy i korespondencji, oddzielając je od późniejszych anegdot, które z historii maszyny uczyniły ulubioną ciekawostkę autorów piszących o dziwactwach XIX wieku.

Stowarzyszenie Elektryzatorów

Według przekazów Speara po drugiej stronie istniał zorganizowany „Kongres” duchów, podzielony na wyspecjalizowane stowarzyszenia, z których każde zajmowało się inną dziedziną ludzkiego życia. Były wśród nich ciała odpowiedzialne za zdrowie, edukację, rolnictwo, prawo, rządy i sprawy społeczne. Ich nazwy brzmiały w angielszczyźnie Speara jak urzędowe neologizmy, utworzone od rzeczowników przez dodanie końcówki oznaczającej wykonawcę: duchy uzdrawiające, wychowujące, elektryzujące. Szczególne miejsce zajmowało w tym systemie Stowarzyszenie Elektryzatorów, które miało kierować postępem technicznym.

W skład tego stowarzyszenia wchodzić mieli, według przekazów, zmarli uczeni i wynalazcy, a wśród nich często wymieniano ducha Benjamina Franklina, który dla amerykańskiej wyobraźni był patronem zarówno elektryczności, jak i republikańskiej cnoty. Ta konstrukcja nie była dziełem przypadku. W połowie XIX wieku elektryczność uchodziła za siłę na pograniczu materii i ducha, za ukrytą energię życia, która może wyjaśniać zarówno działanie nerwów, jak i tajemnicę myśli. Mesmeryzm, galwanizm i spirytyzm używały wspólnego słownika fluidów, prądów i biegunowości. Spear wyprowadził z tego słownika wniosek praktyczny: skoro zmarli rozumieją elektryczność lepiej niż żywi, mogą podyktować projekt maszyny, która ją wykorzysta w sposób dotąd nieznany.

Elektryzatorzy nie mieli w zamyśle budować zwykłego silnika. Ich dzieło miało być źródłem nowej, uniwersalnej siły, która uwolni ludzkość od znoju i otworzy erę harmonii. Maszyna miała przy tym być żywa, nie w sensie przenośnym, lecz dosłownie: miała otrzymać życie, rozwijać się i działać jak organizm. Spear i jego współpracownicy mówili o niej jako o nowym mesjaszu, zapowiadającym zbawienie, które przyjdzie przez technikę uświęconą przez duchy.

Sama nazwa przedsięwzięcia brzmiała w uszach współczesnych znajomo. „Siła napędowa” była jednym z kluczowych pojęć epoki kolei i fabryk, a poszukiwanie nowego, tańszego i czystszego źródła ruchu zajmowało zarówno poważnych inżynierów, jak i niezliczonych wynalazców perpetuum mobile. Na początku lat pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych głośno było o próbach napędzania pojazdów elektromagnesami, jak lokomotywa Charlesa Graftona Page'a, wypróbowana w 1851 roku. Elektryczny napęd wydawał się więc w zasięgu ręki, choć żadne z ówczesnych urządzeń nie mogło konkurować z parą. Projekt Speara wpisywał się w tę atmosferę oczekiwania, przenosząc ją jednak w inny wymiar: zamiast udoskonalenia baterii i magnesów obiecywał siłę płynącą ze sfery duchów.

Budowa na High Rock

Prace rozpoczęto w 1854 roku na wzgórzu High Rock w Lynn w stanie Massachusetts, na posesji należącej do rodziny Hutchinsonów, znanej w całym kraju grupy śpiewaczej związanej z ruchami reformy. Miejsce miało swoje znaczenie: wzniesienie górujące nad miastem wydawało się odpowiednie dla dzieła łączącego niebo i ziemię. Spear i niewielka grupa współpracowników przez wiele miesięcy budowali urządzenie według instrukcji przekazywanych w transie.

Zachowane opisy przedstawiają maszynę jako zestaw elementów metalowych i drewnianych, z płytami i kulami z różnych metali, przewodami i magnesami, rozmieszczonymi według zasady odpowiedniości między częściami urządzenia a organami ciała. Materiały miały być dobierane ze względu na ich rzekome właściwości duchowe i elektryczne, a sama konstrukcja przypominała raczej ołtarz albo instrument niż silnik. Środki na budowę pochodziły od sympatyków, a koszt przedsięwzięcia szacowano wówczas na kilka tysięcy dolarów, co było sumą znaczną.

Najważniejszym źródłem do tej historii jest spirytystyczna gazeta „New Era”, prowadzona przez Simona Crosby'ego Hewitta, jednego z najbliższych współpracowników Speara. Hewitt drukował na jej łamach relacje z budowy, przekazy Elektryzatorów i objaśnienia sensu przedsięwzięcia, a jego teksty z entuzjazmem ogłaszały nadejście nowej epoki. Bez tych relacji wiedza o maszynie byłaby znacznie uboższa, ale trzeba pamiętać, że pisał je zwolennik, dla którego urządzenie było dziełem objawionym.

Reakcje pozostałej części ruchu były w najlepszym razie powściągliwe. Wielu spirytystów, którzy chętnie wierzyli w pukanie duchów i przekazy transowe, uważało przedsięwzięcie z Lynn za kompromitujące, ponieważ dawało przeciwnikom gotowy materiał do drwin. Prasa niespirytystyczna istotnie podchwyciła historię i przedstawiała ją jako dowód, że nowa wiara prowadzi do obłędu. Spór o maszynę był zatem także sporem o granice ruchu: o to, czy przekazy duchów można traktować jako instrukcje działania w świecie materialnym, czy raczej jako pociechę i naukę moralną. Spear i Hewitt nie mieli wątpliwości, że chodzi o to pierwsze.

Matka maszyny

Najbardziej niezwykłym epizodem tej historii jest rola kobiety, nazywanej w przekazach „Mary”, a przez badaczy identyfikowanej z Sarą Newton, żoną Alonza E. Newtona, redaktora pisma „New England Spiritualist”. Ponieważ maszyna miała być organizmem, potrzebowała narodzin. Zgodnie z poleceniami duchów kobieta ta miała zostać jej matką: zbliżyć się do urządzenia i przez kilka godzin przeżywać stan opisywany jako bóle porodowe, w którym jej siła życiowa miała przejść do konstrukcji.

Relacje zwolenników twierdziły, że po tym akcie w maszynie zaobserwowano lekkie poruszenia, które uznano za pierwsze oznaki życia. Krytycy, nawet życzliwi wobec spirytyzmu, nie dostrzegli niczego, co odpowiadałoby zapowiedziom. Z perspektywy historyka idei epizod ten jest jednak wymowny. Pokazuje, jak głęboko w myśleniu Speara technika była przeniknięta metaforyką płci i rodzenia. Nowy świat nie miał zostać po prostu skonstruowany, lecz zrodzony, a mechaniczny mesjasz, podobnie jak ten z ewangelii, potrzebował ludzkiej matki. W ruchu, w którym kobiety odgrywały kluczową rolę jako media, przypisanie jednej z nich roli źródła życia maszyny było konsekwentne, choć dla obserwatorów z zewnątrz brzmiało groteskowo.

Zniszczenie w Randolph

Gdy maszyna nie spełniła oczekiwań w Lynn, duchy miały polecić przeniesienie jej w inne miejsce, gdzie warunki elektryczne byłyby korzystniejsze. Urządzenie przewieziono do Randolph w zachodniej części stanu Nowy Jork. Tam jego historia zakończyła się gwałtownie: miejscowi przeciwnicy spirytyzmu zniszczyli je, rozbijając konstrukcję. Szczegóły tego wydarzenia znane są głównie z relacji zwolenników Speara, dla których akt przemocy potwierdzał, że świat nie dorósł jeszcze do daru duchów.

Rozbicie maszyny nie zakończyło działalności Speara. W kolejnych latach zaangażował się w zakładanie wspólnoty Harmonia w Kiantone w stanie Nowy Jork, prowadził wędrówki misyjne, a jego przekazy dotyczyły coraz szerszego zakresu spraw: od reformy rządów po nowe zasady małżeństwa. Jego poglądy na związki i wolność uczuć budziły w samym ruchu spirytystycznym coraz większy niepokój, a wielu dawnych sojuszników zdystansowało się od niego. Mechaniczny mesjasz pozostał jednak epizodem, z którym jego nazwisko łączono najczęściej, zarówno w kpinach przeciwników, jak i w późniejszej historiografii.

Utopia techniki w spirytystycznym wydaniu

Łatwo potraktować historię z Lynn jako anegdotę o łatwowierności, ale takie odczytanie pomija jej sens historyczny. Projekt Speara był skrajną, lecz logiczną konsekwencją kilku przekonań szeroko rozpowszechnionych w ruchu spirytystycznym połowy XIX wieku. Pierwszym była wiara w postęp, rozumiany jako proces zarówno moralny, jak i techniczny. Drugim było przekonanie, że zmarli kontynuują swoją pracę i mogą przekazywać żywym wiedzę wyższą od ziemskiej. Trzecim – utożsamienie sił duchowych z subtelnymi siłami natury, zwłaszcza z elektrycznością i magnetyzmem.

Gdy te przekonania połączyć, maszyna podyktowana przez duchy staje się czymś niemal oczywistym. Jeśli Franklin po śmierci wie więcej o elektryczności niż za życia, a jego celem jest dobro ludzkości, to dlaczego miałby nie przekazać projektu? Spear różnił się od innych spirytystów nie tyle odmiennymi założeniami, ile gotowością, by wyciągnąć z nich wniosek dosłowny i materialny. W tym sensie jego maszyna jest cennym świadectwem: unaocznia granicę, za którą spirytystyczna metafora energii przestawała być językiem religijnej nadziei, a stawała się planem konstrukcyjnym.

Historia Nowej Siły Napędowej należy przy tym do szerszych dziejów amerykańskich utopii technicznych, w których maszyna miała przynieść nie tylko wygodę, lecz także zbawienie społeczne. Wyróżnia ją to, że w miejscu inżyniera stoi medium, a w miejscu patentu – objawienie. Maszyna z Lynn nie zadziałała, ale wyraziła w materialnej postaci marzenie, które w łagodniejszych formach towarzyszyło całemu ruchowi: o świecie, w którym granica między nauką, reformą i komunią ze zmarłymi przestaje istnieć.