Era Manifestacji u shakerów
Fala wizji, przekazów i „darów” od duchów, która od 1837 roku ogarnęła wspólnoty shakerów, z pieśniami, tańcami, rysunkami i całymi księgami objawień, była bezpośrednią zapowiedzią amerykańskiego spirytyzmu i wyprzedziła o ponad dekadę wydarzenia w Hydesville.
Wspólnota czekająca na znaki
Zjednoczone Stowarzyszenie Wierzących w Drugie Pojawienie się Chrystusa, nazywane powszechnie shakerami, wywodziło się z grupy angielskich entuzjastów religijnych, którzy w 1774 roku przybyli do Ameryki pod przewodnictwem Ann Lee. Wyznawcy uważali ją za kobiece wcielenie ducha Chrystusa i nazywali Matką Ann. Wspólnoty shakerów żyły w celibacie, wspólnocie dóbr i surowej dyscyplinie, a ich nabożeństwa obejmowały taniec i drżenie ciała, od którego wzięła się nazwa ruchu. W pierwszej połowie XIX wieku istniało kilkanaście osad, od Maine po Kentucky i Ohio, z ośrodkiem w New Lebanon, później nazywanym Mount Lebanon, w stanie Nowy Jork.
Do lat trzydziestych pokolenie, które pamiętało Matkę Ann i jej pierwszych towarzyszy, wymarło. Wspólnoty były zamożne i dobrze zorganizowane, ale przywódcy obawiali się, że dobrobyt i rutyna osłabiają pierwotny zapał. W tej atmosferze pojawiło się zjawisko, które shakerzy nazwali Pracą Matki Ann, a historycy określają jako Erę Manifestacji. Trwało, z różnym natężeniem, mniej więcej do połowy lat pięćdziesiątych XIX wieku i objęło niemal wszystkie wspólnoty ruchu.
Dziewczęta z Watervliet
Początek przypadł na sierpień 1837 roku w Watervliet, najstarszej osadzie shakerów, w pobliżu Albany. Grupa dziewcząt wychowywanych we wspólnocie zaczęła doświadczać stanów transowych: wirowały, padały na ziemię, opisywały podróże do niebiańskich krain i spotkania z aniołami oraz z Matką Ann. Przekazywały słowa, które przypisywały duchom, śpiewały nieznane pieśni i opowiadały, co widziały. Starsi członkowie wspólnoty, początkowo zaniepokojeni, uznali w końcu te zjawiska za autentyczne nawiedzenie z nieba.
Zjawisko szybko rozprzestrzeniło się na inne wspólnoty. W każdej z nich pojawiali się „instrumenty”, czyli członkowie – często młodzi i często kobiety – przez których przemawiały duchy. Przekazywali pouczenia, napomnienia, obietnice i „dary”: duchowe przedmioty, które wręczano sobie w czasie nabożeństw gestem, choć fizycznie nie istniały. Mogły to być kosze owoców, korony, szaty, lampy, miecze, gołębice. Członkowie wspólnoty przyjmowali je z należnym szacunkiem i opisywali w zapiskach, a ich znaczenie było alegoryczne, związane z cnotami, łaską i nagrodą wierności.
Duchami odwiedzającymi shakerów byli nie tylko Matka Ann i pierwsi starsi. Pojawiały się postacie biblijne, aniołowie, a także duchy zmarłych z różnych epok i narodów: Indianie, Afrykanie, mieszkańcy dalekich krajów, sławni ludzie z historii. Według przekazów przychodzili oni do shakerów, by w zaświatach nawrócić się na prawdziwą wiarę. Instrumenty mówiły ich głosami, naśladowały ich mowę i gesty, a nabożeństwa przybierały niekiedy postać barwnych widowisk. Kontakt ze zmarłymi nieznajomymi, nawracanymi po śmierci, był jednym z najbardziej znamiennych rysów całej fali.
Pieśni, święte góry i zamknięte nabożeństwa
Era Manifestacji przyniosła ogromną liczbę nowych pieśni. Shakerzy uważali je za dary otrzymane od duchów: instrumenty śpiewały je w transie, a inni członkowie spisywali melodie i słowa. Wiele z tych pieśni miało tekst w „nieznanych językach”, przypisywanych duchom z dalekich ludów, inne były prostymi, ciepłymi zwrotkami o miłości, pokorze i pokoju. Najbardziej znaną pieśnią shakerów, Simple Gifts, przypisywaną Josephowi Brackettowi z wspólnoty w Alfred w Maine, datuje się na 1848 rok, czyli na okres, gdy fala natchnienia była wciąż żywa.
W latach czterdziestych polecenia duchów doprowadziły do utworzenia we wspólnotach świętych miejsc na wzgórzach, nazywanych „górami” lub „ziemiami świątecznymi”. Każda osada otrzymała nowe, duchowe imię i miejsce, w którym kilka razy w roku odprawiano uroczyste nabożeństwa pod gołym niebem. Członkowie wspólnoty przychodzili tam w procesji, przyjmowali dary, ucztowali duchowym pokarmem, którego nie było, i tańczyli. W tym samym czasie, ze względu na rosnące zainteresowanie obcych, wiele wspólnot zamknęło swoje nabożeństwa dla zwiedzających. Nawiedzenie stało się sprawą wewnętrzną, niedostępną dla ciekawskich.
Nawiedzenie miało też wymiar pokutny i porządkowy. Wśród darów pojawiały się polecenia dotyczące oczyszczenia wspólnoty, wykonywane w formie obrzędowej. Najbardziej znany jest tak zwany dar zamiatania: członkowie, prowadzeni przez instrumenty, przechodzili przez budynki osady, symbolicznie wymiatając z nich grzech, nieporządek i niewierność. Inne przekazy wytykały konkretne przewinienia, napominały członków z imienia, nakazywały wyznanie win lub zmianę zwyczajów, na przykład w sprawie jedzenia i picia. Duchy nie były więc tylko gośćmi z nieba, lecz także surowymi wizytatorami, przez których starsi mogli wzmocnić dyscyplinę. Ta funkcja kontrolna tłumaczy, dlaczego przywódcy tak długo wspierali całe zjawisko, i zarazem, dlaczego zaczęli się go obawiać, gdy przekazy zwróciły się przeciw nim samym.
Święta księga z Canterbury
Era Manifestacji wydała także teksty o ambicjach kanonicznych. Najważniejszym z nich jest A Holy, Sacred and Divine Roll and Book; from the Lord God of Heaven, to the Inhabitants of Earth, opublikowane w 1843 roku w Canterbury w New Hampshire. Głównym instrumentem, przez którego przekazy spisano, był Philemon Stewart z New Lebanon. Księga zawierała objawienia przypisywane Bogu i aniołom, wezwania do pokuty skierowane do całej ludzkości, a także świadectwa członków wspólnoty, którzy potwierdzali autentyczność przekazów.
Shakerzy rozesłali egzemplarze księgi do władców i rządów różnych państw, uznając, że jej przesłanie dotyczy całego świata. Ten gest dobrze pokazuje, jak bardzo w tamtych latach wspólnota czuła się wybranym narzędziem objawienia, przez które niebo zwraca się do ludzkości. Inne wspólnoty wydały lub spisały podobne zbiory, choć żaden nie dorównał rozmachem księdze z Canterbury. Z czasem jednak sami shakerzy zaczęli patrzeć na te teksty z dystansem, a część przywódców uznała, że przypisano im zbyt wielki autorytet.
Rysunki duchowe i drzewa Hanny Cohoon
Najtrwalszym artystycznie dziedzictwem Ery Manifestacji są tak zwane rysunki duchowe, czyli rysunki-dary. Powstały w liczbie kilkuset, głównie w latach czterdziestych i pięćdziesiątych, przede wszystkim w Mount Lebanon i Hancock w Massachusetts. Ich autorami byli członkowie wspólnoty, w większości kobiety, którzy uważali się nie za artystów, lecz za pośredników przekazujących obrazy otrzymane od duchów. Rysunki przedstawiały drzewa, owoce, korony, gwiazdy, ptaki, niebiańskie budowle, często w towarzystwie tekstów opisujących, od kogo i komu dar został przekazany.
Najbardziej znaną autorką jest Hannah Cohoon (1788–1864) z Hancock. Jej Drzewo życia z 1854 roku, przedstawiające drzewo o zielonych liściach w kształcie łusek i czerwono-zielonych owocach, stało się jednym z symboli amerykańskiej sztuki ludowej. Cohoon dołączała do swoich rysunków opisy: zapisała, że widziała to drzewo w wizji, że zostało jej pokazane przez ducha, i że starała się je oddać jak najwierniej. Inne jej prace, takie jak Drzewo światła czy Altana z drzew morwowych, mają podobny charakter: są jednocześnie świadectwem wizji, znakiem wiary i darem dla wspólnoty.
Motyw drzewa nie był przypadkowy. W języku biblijnym, na którym shakerzy wychowywali się od dzieciństwa, drzewo życia rośnie zarówno w raju z Księgi Rodzaju, jak i w niebiańskim Jeruzalem z Apokalipsy, gdzie rodzi owoce przez cały rok, a jego liście służą uzdrowieniu narodów. Dla wspólnoty, która uważała się za zalążek odnowionego świata, w którym drugie pojawienie się Chrystusa już się dokonało, drzewo życia było obrazem jej własnego powołania. Rysunek nie ilustrował więc dalekiej obietnicy, lecz rzeczywistość, którą członkowie wierzyli, że już współtworzą, a jego staranne, symetryczne wykonanie odzwierciedlało ład, który cenili w życiu codziennym.
Badaczka Sally Promey w książce Spiritual Spectacles (1993) analizowała rysunki duchowe jako szczególny system wizualny, w którym obraz nie jest przedstawieniem, lecz zapisem doświadczenia. Rysunki te pozostają cennym świadectwem, ponieważ pozwalają zobaczyć, jak w praktyce wyglądała komunikacja z zaświatami, zanim przybrała formy znane z późniejszego spirytyzmu. Shakerzy nie mieli seansów przy stoliku ani pukania, ale mieli instrumenty, przekazy od zmarłych i materialne zapisy ich darów.
Zapowiedź spirytyzmu i koniec fali
Około 1850 roku fala manifestacji zaczęła słabnąć, a w połowie dekady w większości wspólnot się zakończyła. Przywódcy coraz ostrożniej podchodzili do przekazów, które bywały niespójne, wywoływały spory i podważały autorytet starszych. Niektórzy instrumenty wykorzystywali swoją pozycję do zdobywania wpływów. Część przekazów zapowiadała jednak, że duchy, które odwiedzały shakerów, opuszczą ich i udadzą się do świata zewnętrznego. Gdy pod koniec lat czterdziestych w Hydesville w stanie Nowy Jork zaczęła się historia pukających duchów, a wkrótce spirytyzm stał się zjawiskiem masowym, niektórzy shakerzy uznali, że zapowiedź się spełniła.
Najbardziej znanym rzecznikiem tego poglądu był Frederick Evans, starszy z Mount Lebanon, który w drugiej połowie XIX wieku utrzymywał kontakty ze spirytystami i głosił, że ruch ten jest przedłużeniem objawień doświadczonych wcześniej we wspólnotach. Nie wszyscy shakerzy podzielali jego entuzjazm, ale związek był realny. Era Manifestacji pokazała w małej skali niemal wszystkie elementy przyszłego spirytyzmu: przekazy od zmarłych, trans jako stan komunikacji, rolę młodych kobiet jako pośredniczek, przekonanie, że zmarli mogą się nawracać i rozwijać w zaświatach, a także problem odróżnienia autentycznych przekazów od fałszywych.
Różnice były równie wyraźne. U shakerów kontakt z zaświatami był osadzony w zamkniętej wspólnocie religijnej, kontrolowany przez starszych i podporządkowany jej teologii. Spirytyzm przeniósł te same zjawiska w świat otwarty: do domów, salonów i sal wykładowych, gdzie każdy mógł być medium i nikt nie miał monopolu na interpretację. Era Manifestacji nie była więc jeszcze spirytyzmem, ale stanowiła jego bezpośrednią zapowiedź, która pokazała, że w Ameryce lat trzydziestych i czterdziestych istniało już środowisko gotowe przyjąć przekonanie, że zmarli mówią do żywych.
