Revelations of a Spirit Medium i warsztat oszusta
Anonimowa książka Revelations of a Spirit Medium, wydana w 1891 r. w St. Paul i przypomniana w 1922 r. przez Harry'ego Price'a i Erica Dingwalla, pozostaje wyjątkowym zapisem rzemiosła seansowego opisanego od wewnątrz, przez człowieka, który sam przez lata zarabiał jako medium.

Książka, której miało nie być
Pod koniec XIX w. literatura demaskatorska o spirytyzmie była już obfita. Pisali ją iluzjoniści, dziennikarze, duchowni i uczeni, a jej wspólną cechą było spojrzenie z zewnątrz: autor siedział przy stole jako gość, coś zauważył, coś odtworzył na scenie, coś wywnioskował. Revelations of a Spirit Medium, opublikowana w 1891 r. przez wydawnictwo Farrington w St. Paul w stanie Minnesota, różniła się od tej literatury zasadniczo. Jej autor, podpisany jedynie jako „A. Medium”, deklarował, że sam przez wiele lat prowadził seanse za pieniądze, i opisywał z perspektywy wykonawcy, jak to się robi.
Książka zniknęła szybko z obiegu. W tradycji jej czytelników utrwaliła się opowieść, że nakład wykupywali spirytyści i zawodowe media, by nie dopuścić do rozpowszechnienia instrukcji, które psuły im interes. Nie ma dokumentów pozwalających tę historię potwierdzić, ale pewne jest, że po kilkunastu latach egzemplarze stały się rzadkością, poszukiwaną przez kolekcjonerów i badaczy. Także tożsamość autora nie została ustalona. Proponowano różne nazwiska, żadne jednak nie zostało przekonująco udowodnione, a sam tekst zawiera niewiele szczegółów biograficznych, które pozwalałyby go zidentyfikować. Anonimowość była zresztą zrozumiała: człowiek, który przyznawał się do lat oszustw i zdradzał tajemnice kolegów po fachu, miał powody, by nie podpisywać się nazwiskiem.
Kontekst, w którym książka powstała, tłumaczy jej charakter. Amerykański spirytyzm lat osiemdziesiątych XIX w. był już rozległym rynkiem usług. Działały letnie obozy spirytystyczne, takie jak Lily Dale w stanie Nowy Jork czy Onset Bay w Massachusetts, w których dziesiątki mediów przyjmowały klientów jednocześnie. Media podróżowały od miasta do miasta, ogłaszając się w lokalnej prasie i w pismach ruchu, a dobre imię zdobyte w jednym miejscu otwierało drzwi w kolejnym. Konkurencja sprzyjała specjalizacji i doskonaleniu efektów, a autor „Revelations” opisuje świat, w którym umiejętności przekazywano sobie jak w każdym innym rzemiośle.
Wydanie Price'a i Dingwalla
W 1922 r. książkę przypomnieli dwaj brytyjscy badacze zjawisk psychicznych, Harry Price i Eric John Dingwall. Price był wówczas na początku kariery, która miała uczynić go najbardziej medialną postacią brytyjskich badań nad nawiedzeniami i mediumizmem; Dingwall, antropolog i bibliofil, zajmował się historią magii i iluzji oraz pracował dla Towarzystwa Badań Psychicznych. Ich wydanie, opublikowane w Londynie, przywracało tekst w pełnym brzmieniu i opatrywało go przypisami, bibliografią literatury przedmiotu, słowniczkiem terminów i indeksem.
Aparat redakcyjny był nie mniej ważny niż sam tekst. Price i Dingwall porównywali opisy z „Revelations” z innymi źródłami, wskazywali, które techniki były znane wcześniej, a które po raz pierwszy zostały opisane w tej książce, i umieszczali całość w kontekście historii mediumizmu fizycznego. Słowniczek tłumaczył żargon seansowy, który dla czytelnika lat dwudziestych XX w. był już częściowo niezrozumiały. Bibliografia czyniła z wydania narzędzie badawcze, a nie tylko ciekawostkę. Późniejsze losy obu redaktorów były różne: Dingwall pozostał na długo wpływowym, sceptycznie nastawionym historykiem zjawisk paranormalnych, Price natomiast stał się postacią sporną, której własne metody i relacje bywały po jego śmierci ostro krytykowane. Te kontrowersje nie dotyczą jednak samego wydania z 1922 r., które zachowało wartość niezależnie od dalszej kariery Price'a. Dla obu redaktorów książka miała wartość praktyczną: pokazywała badaczom, czego szukać, gdy siadali przy stole z nowym medium. Było to szczególnie istotne w latach powojennych, gdy liczba mediów i klientów wzrosła po stratach pierwszej wojny światowej.
Gabinet, sznury i ubrania
Znaczna część książki dotyczy mediumizmu fizycznego, czyli seansów, w których duchy miały się objawiać przez ruch przedmiotów, dźwięki, dotyk i materializacje. Autor opisuje szczegółowo pracę z gabinetem, zasłoniętą wnęką lub szafą, w której medium siedziało w czasie seansu, rzekomo w transie. Gabinet był sceną, na której wszystko, co widziała publiczność, mogło zostać przygotowane bez jej wiedzy. Opisy wiązania medium sznurami przez gości, mające zapewnić, że nie może się ruszać, uzupełnione są wyjaśnieniami, jak z takich więzów się uwolnić i jak do nich wrócić, zanim zapalą się światła. Były to techniki pokrewne sztuce eskapologów, znane w środowisku iluzjonistów, lecz w seansie podane jako dowód nadzwyczajności.
Przy materializacjach autor opisuje użycie tkanin bardzo cienkich i lekkich, dających się zwinąć do niewielkich rozmiarów i ukryć w ubraniu, a w półmroku tworzących wrażenie świetlistej, niematerialnej postaci. Ubrania medium bywały specjalnie szyte, z ukrytymi kieszeniami i fałdami. Postaci duchów mogły być odgrywane przez samo medium, przez wspólnika lub przez kogoś, kto wchodził do pomieszczenia niezauważony. Istotnym elementem był dobór oświetlenia i odległości, z której widzowie oglądali zjawy, oraz zakazy, którymi medium otaczało seans: nie wolno dotykać ducha, nie wolno nagle zapalać światła, bo to może zaszkodzić medium. Reguły przedstawiane jako ochrona zdrowia lub delikatnych sił były w istocie zabezpieczeniem przed wykryciem.
Trąbki i głosy w ciemności
Osobne miejsce zajmują seanse z trąbką, czyli lekkim stożkiem z blachy lub tektury, przez który miały mówić duchy. W ciemności trąbka unosiła się w powietrzu, przemieszczała po pokoju, dotykała uczestników i przemawiała różnymi głosami. Znaki namalowane farbą świecącą pozwalały gościom śledzić jej ruch i utwierdzały ich w przekonaniu, że przedmiot porusza się sam. Autor wyjaśnia, jak medium, poruszając się bezszelestnie w ciemności, przenosi trąbkę ręką lub za pomocą wysięgnika, jak zmienia głos, jak korzysta z faktu, że w ciemności ludzie bardzo źle oceniają odległość i kierunek źródła dźwięku. Wiele opisów dotyczy też zwyczajnych zjawisk, takich jak pukania, dotknięcia, pojawianie się kwiatów, pisanie na tabliczkach, wykonywanych za pomocą prostych przyrządów i odpowiedniego zachowania.
W tych partiach książki szczególnie ciekawe jest to, jak autor łączy technikę z psychologią. Sztuczka sama w sobie jest niewiele warta, jeśli publiczność nie jest do niej przygotowana. Seans zaczyna się od śpiewu, modlitwy, oczekiwania; uczestnicy trzymają się za ręce, co zarazem buduje wspólnotę i unieruchamia ich dłonie. Medium bacznie obserwuje gości, wybiera tych, którzy wydają się najbardziej podatni, i dostosowuje do nich przebieg posiedzenia. Najsceptyczniejszych sadza w miejscach, gdzie mniej widać, a najbardziej przekonanych tam, gdzie dzieje się najwięcej. Gdy któryś z gości okazuje się zbyt dociekliwy, seans bywa przerywany pod pretekstem złych warunków albo „nieprzychylnych wibracji”, a winą za niepowodzenie obarcza się jego nieufność. W ten sposób sama wątpliwość zostaje włączona w system wyjaśnień, który chroni medium przed demaskacją.
Sieć informacji
Najbardziej niepokojąca część „Revelations” dotyczy nie efektów fizycznych, lecz wiedzy, jaką medium okazywało o zmarłych i ich rodzinach. To ona najmocniej przekonywała klientów, bo trudno było ją wytłumaczyć zręcznością rąk. Autor wyjaśnia, że wiedza ta była zbierana metodycznie. Medium przybywające do nowego miasta odwiedzało cmentarze i spisywało z nagrobków nazwiska, daty i relacje rodzinne. Czytało nekrologi w lokalnych gazetach, rozmawiało z ludźmi w hotelach i sklepach, korzystało z plotek. Wspólnicy przysłuchiwali się rozmowom gości przed seansem. Informacje były notowane i przechowywane, a media podróżujące z miasta do miasta przekazywały je sobie nawzajem.
Ten ostatni element jest szczególnie istotny dla historii zjawiska. Książka sugeruje, że oszustwo mediumiczne nie było wyłącznie sprawą pojedynczych spryciarzy, lecz praktyką opartą na wymianie danych między wykonawcami. Klient, który odwiedzał kolejne media w różnych miejscowościach i za każdym razem słyszał od nich trafne szczegóły, mógł uznać to za niezależne potwierdzenie kontaktu z zaświatami, podczas gdy w rzeczywistości otrzymywał te same informacje z tego samego źródła.
Autor opisuje też sposoby pozyskiwania wiedzy w trakcie samego posiedzenia. Popularną formą seansu było odpowiadanie na pytania zapisane przez gości na złożonych karteczkach, które miały pozostać zamknięte. Zręczna podmiana kartki, odczytanie jej ukradkiem w czasie, gdy uwaga była skierowana gdzie indziej, i zwrócenie oryginału pozwalały medium przemawiać do autora pytania tak, jakby znało jego myśli. Połączenie wcześniej zebranych danych z informacjami zdobytymi na bieżąco dawało efekt, wobec którego nawet ostrożni uczestnicy tracili pewność. Właśnie w tych fragmentach książka pokazuje, że oszustwo mediumiczne było w gruncie rzeczy pracą informacyjną, w której techniki sceniczne odgrywały rolę pomocniczą.
Wyznanie jako dokument
Pozostaje pytanie o wiarygodność samego świadectwa. Anonimowy autor, który przyznaje się do oszustwa, nie jest świadkiem bezstronnym; mógł przesadzać, łączyć własne doświadczenia z cudzymi, upraszczać, dodawać efekty, by książka lepiej się sprzedawała. Price i Dingwall zdawali sobie z tego sprawę i nie traktowali tekstu jako dowodu, że wszystkie media oszukiwały. Wskazywali raczej, że opisane techniki są wykonalne, zgodne z tym, co znaleziono przy demaskacjach, i że ich znajomość powinna być warunkiem wstępnym każdego poważnego badania.
Książka ma też wymiar moralny, który wyróżnia ją na tle literatury demaskatorskiej. Autor przedstawia swoją przeszłość jako błąd, opisuje, jak stopniowo wciągał się w zawód, i nie oszczędza ani siebie, ani klientów, którzy sami domagali się coraz silniejszych wrażeń. Opis relacji między medium a publicznością ukazuje rynek, na którym popyt na pocieszenie i dowód nieśmiertelności tworzył presję na coraz bardziej spektakularne zjawiska. W ten sposób Revelations of a Spirit Medium jest zarazem podręcznikiem technik, socjologicznym szkicem środowiska i dokumentem ludzkiej słabości – po obu stronach stołu. Dla historyka spirytyzmu pozostaje źródłem trudnym, wymagającym krytycznej lektury, ale bez porównania cenniejszym niż setki relacji gości, bo oddaje głos temu, kto wiedział, co dzieje się w ciemności.
