The Gates Ajar i literatura pocieszenia
Powieść Elizabeth Stuart Phelps The Gates Ajar z 1868 roku utrwaliła w Ameryce po wojnie secesyjnej obraz nieba jako domu, w którym zmarli czekają na bliskich, a ten czuły, domowy język zaświatów stał się wspólną mową żałoby dla spirytyzmu i liberalnego protestantyzmu.

Kraj pełen pustych krzeseł
Wojna secesyjna zabrała życie setkom tysięcy żołnierzy, a ich śmierć niemal zawsze następowała daleko od domu. Rodziny dowiadywały się o niej z list poległych, z listów kolegów, czasem po tygodniach niepewności. Ciała często nie wracały, a pogrzeb bez trumny był doświadczeniem szczególnie okrutnym w kulturze, która przywiązywała ogromną wagę do „dobrej śmierci” w otoczeniu bliskich. Pytanie, gdzie są teraz zmarli synowie, mężowie i bracia, przestało być kwestią teologiczną i stało się sprawą codzienną, zadawaną w milionach domów.
Tradycyjna odpowiedź kalwińskiej Nowej Anglii nie przynosiła wielu z nich ulgi. Niebo opisywano tam przede wszystkim jako miejsce kontemplacji Boga, w którym ludzkie przywiązania tracą znaczenie wobec chwały Stwórcy. Pytanie o ponowne spotkanie z bliskimi zbywano lub odsuwano jako niestosowne wobec majestatu wieczności. Wielu żałobników czuło, że ta teologia jest pod względem logicznym nienaganna, ale nie ma nic do powiedzenia matce, która chce wiedzieć, czy jej syn ją jeszcze pamięta.
W tę lukę wkroczyła literatura. Nie była to literatura teologiczna w ścisłym sensie, lecz powieści, wiersze, poradniki i opowiadania, które opisywały zaświaty z perspektywy uczuć i codzienności. Najbardziej wpływowym przykładem tego nurtu okazała się książka młodej pisarki z Andover w stanie Massachusetts.
Córka seminarium
Elizabeth Stuart Phelps urodziła się w 1844 roku w rodzinie, która należała do intelektualnej elity ortodoksyjnego kongregacjonalizmu. Jej ojciec, Austin Phelps, był profesorem w Andover Theological Seminary, jednej z twierdz nowoangielskiej teologii. Matka, również pisarka, zmarła, gdy dziewczynka miała osiem lat, a córka przyjęła później jej imię i nazwisko. Młoda Phelps wychowywała się więc w świecie, w którym doktryna była przedmiotem codziennych rozmów, a jednocześnie od wczesnych lat znała doświadczenie straty.
Wojna uczyniła to doświadczenie powszechnym. Biografowie wiążą powstanie powieści ze śmiercią młodego mężczyzny, z którym Phelps była blisko związana i który poległ w 1862 roku. Sama autorka pisała po latach, że chciała przemówić do kobiet, które w czasie wojny straciły najbliższych i nie znajdowały pocieszenia w kazaniach. Książkę pisała przez kilka lat, a wydała ją w 1868 roku, gdy miała dwadzieścia cztery lata.
Kontekst domowy był tu istotny także w innym sensie. Kultura amerykańskiej klasy średniej połowy stulecia uczyniła dom miejscem niemal sakralnym, sferą kobiecej władzy moralnej, wychowania i pobożności. Gdy żałobniczki wyobrażały sobie niebo jako dom, nie trywializowały go, lecz przenosiły na nie najwyższą wartość, jaką znały z własnego życia. Wizja Phelps trafiała dlatego w gotowe już wyobrażenia, nadając im autorytet opowieści i teologiczne uzasadnienie.
Ciotka Winifred i niebo z fortepianem
Fabuła The Gates Ajar jest prosta, a jej forma – dziennik prowadzony przez główną bohaterkę – pozwala czytelnikowi towarzyszyć jej żałobie z bliska. Mary Cabot traci na wojnie ukochanego brata Roya. Nie potrafi się modlić, a pociechy, jakie słyszy od miejscowego pastora i od pobożnego diakona, tylko pogłębiają jej rozpacz. Mówią jej o poddaniu się woli Bożej, o tym, że zmarły jest teraz zajęty chwaleniem Boga, i że nie powinna przywiązywać się do ziemskich uczuć. Mary słucha ich z coraz większym poczuciem buntu.
Przełom przynosi przyjazd ciotki, Winifred Forceythe, wdowy przybyłej z Kansas z małą córeczką. Winifred jest kobietą głębokiej wiary, ale jej wiara ma zupełnie inny charakter. Opowiada Mary o niebie jako miejscu rozpoznawalnym, zamieszkanym przez konkretnych ludzi, którzy zachowują swoje osobowości, pamięć i miłość. Zmarli nie znikają w bezosobowym chórze; czekają na tych, których kochali, interesują się ich losem, a może nawet są przy nich niewidzialnie obecni. W niebie Winifred są domy, ogrody, rozmowy, praca i radość. Jest tam miejsce na muzykę i na sztukę – Mary, która kocha muzykę, usłyszy, że będzie mogła grać na fortepianie. Jest miejsce dla dzieci, które dostaną to, co kochały na ziemi.
Phelps nie wymyśliła tej wizji z niczego. Czerpała z tradycji sięgającej Swedenborga, z pobożności metodystycznej, z romantycznej poezji i z szerokiego nurtu chrześcijańskiego sentymentalizmu. Jej zasługą było jednak to, że opisała ją z takim konkretem, tak blisko codziennego życia nowoangielskiego domu, że czytelniczki mogły ją sobie wyobrazić. Winifred argumentuje przy tym biblijnie, przytacza teksty, polemizuje z pastorem, a nie odwołuje się do objawień. W powieści nie ma seansów ani mediów. Jej niebo przychodzi przez lekturę Pisma i przez rozumowanie serca.
Sukces i oburzenie
Książka stała się jednym z największych sukcesów wydawniczych epoki. Sprzedawała się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii, była tłumaczona na inne języki i przez dekady pozostawała w obiegu. Jej tytuł wszedł do potocznej mowy, a w kulturze funeralnej końca stulecia zaczęto nim nazywać nawet kompozycje kwiatowe w kształcie uchylonej bramy, układane na trumnach. Czytelniczki pisały do autorki tysiące listów, opowiadając o własnych stratach i dziękując za pociechę.
Reakcja duchowieństwa była podzielona. Część pastorów, zwłaszcza w kręgach ortodoksyjnych, przyjęła powieść z oburzeniem. Zarzucano jej materializm, sprowadzanie nieba do rozmiarów mieszczańskiego salonu, lekceważenie centralnej roli Boga i ośmielanie kobiet do samodzielnego interpretowania Pisma wbrew autorytetowi teologów. Krytykowano również samo to, że młoda kobieta, córka profesora seminarium, ośmieliła się w powieści kwestionować kazanie pastora. Inni duchowni, zwłaszcza sympatyzujący z liberalnymi nurtami protestantyzmu, dostrzegali w książce trafną diagnozę duszpasterskiej porażki i przyjmowali jej przesłanie z sympatią.
Na drugim krańcu sporu stała parodia. Mark Twain zaczął pisać satyrę na ten typ wyobrażeń o zaświatach już w latach sześćdziesiątych XIX wieku, a jej fragment wydał dopiero w 1909 roku jako Extract from Captain Stormfield's Visit to Heaven. Jego niebo jest biurokratyczne, ogromne i zupełnie niedomowe, a bohater szybko odkrywa, że harfy i aureole są męczące. Twain nie atakował Phelps osobiście, ale jego tekst pokazuje, jak mocno The Gates Ajar wpłynęło na wyobraźnię, skoro wymagało odpowiedzi nawet po czterdziestu latach.
Wspólny język dwóch światów
Szczególnie interesujące jest to, że domowa wizja nieba zbliżyła do siebie dwa środowiska, które formalnie pozostawały sobie obce. Spirytyści amerykańscy od lat pięćdziesiątych XIX wieku opisywali zaświaty bardzo podobnie: jako krainę ciągłego rozwoju, w której zmarli zachowują osobowość, pamiętają bliskich i chętnie się z nimi kontaktują. Ich „Summerland”, upowszechniony przez Andrew Jacksona Davisa, miał ogrody, szkoły i rodziny. Liberalni protestanci, którzy nigdy nie zasiedliby przy stoliku, coraz chętniej mówili o niebie w kategoriach ponownego spotkania i rozwoju duszy, a nie wyłącznie adoracji.
The Gates Ajar dostarczyło obu stronom wspólnego słownika. Powieść była na tyle chrześcijańska, by mogli ją czytać członkowie Kościołów, i na tyle bliska spirytystycznemu obrazowi świata, by spirytyści widzieli w niej potwierdzenie swoich intuicji. Sama Phelps nie uważała się za spirytystkę i z rezerwą odnosiła się do praktyk mediumicznych. Mimo to jej powieść przyczyniła się do tego, że granica między kościelną pociechą a spirytystycznym przekazem stała się w wyobraźni czytelników płynna.
Phelps wróciła do tematu jeszcze kilkakrotnie. W Beyond the Gates (1883) opisała zaświaty z perspektywy bohaterki, która sama przekracza próg śmierci i poznaje życie po drugiej stronie. W The Gates Between (1887) narratorem uczyniła zmarłego lekarza, który musi przejść przez proces oczyszczenia i nauczyć się miłości, zanim połączy się z rodziną. Ostatnia część cyklu, Within the Gates (1901), miała formę dramatu. Kontynuacje cieszyły się mniejszym powodzeniem, ale potwierdziły, że autorka traktowała swoją wizję nie jako jednorazowy pomysł, lecz jako przemyślaną teologię literacką.
Poza cyklem o zaświatach Phelps prowadziła długą i bogatą karierę literacką. Pisała powieści o pracy kobiet w fabrykach, o małżeństwie i o kobiecym powołaniu artystycznym, angażowała się w sprawy praw kobiet i w ruch przeciwko wiwisekcji. W 1888 roku poślubiła znacznie młodszego od siebie Herberta Dickinsona Warda i od tej pory publikowała jako Elizabeth Stuart Phelps Ward. Ta szersza twórczość pokazuje, że pocieszenie nie było dla niej ucieczką od świata, lecz częścią programu, w którym doświadczenie kobiet miało zyskać głos także w sprawach publicznych.
Spór krytyków
W XX wieku The Gates Ajar stało się przedmiotem żywej debaty historyków literatury i kultury. Ann Douglas w głośnej książce The Feminization of American Culture (1977) potraktowała literaturę pocieszenia jako objaw słabnięcia surowej teologii nowoangielskiej i jej zastępowania przez sentymentalną kulturę konsumpcji, w której niebo stało się przedłużeniem mieszczańskiego domu. Jej ocena była surowa: widziała w tym zubożenie myśli religijnej i jej podporządkowanie emocjonalnym potrzebom czytelniczek, a zarazem sojusz kobiet i liberalnych duchownych, którzy tracili wpływy w życiu publicznym.
Inne badaczki, wśród nich Jane Tompkins, zakwestionowały tę perspektywę, wskazując, że sentymentalna literatura miała własną siłę i własny program kulturowy, a jej pogardliwa ocena wynika z kryteriów wypracowanych przez krytyków ceniących przede wszystkim literaturę męską i intelektualną. Z tej perspektywy powieść Phelps jawi się jako akt teologicznego oporu: kobieta przejmuje prawo do interpretowania Pisma, by przemówić do innych kobiet w sprawie, w której zawiodła instytucja.
Obie interpretacje widzą w The Gates Ajar coś więcej niż czułostkową opowieść o niebie. Książka uchwyciła moment, w którym masowa żałoba wymusiła zmianę religijnego języka, a granica między Kościołem a spirytyzmem zaczęła przebiegać nie przez doktrynę, lecz przez wyobrażenie domu, w którym zmarli wciąż czekają przy otwartych drzwiach.
