Freud i niepokojąca kwestia telepatii
Zygmunt Freud przez całe dojrzałe życie wahał się między odrzuceniem okultyzmu jako zagrożenia dla naukowej reputacji psychoanalizy a ostrożnym, coraz otwartszym uznaniem telepatii, a jego teksty z lat 1921–1933 i spór z Ernestem Jonesem odsłaniają napięcia, których ruch psychoanalityczny wolał nie pokazywać publicznie.

Czarna fala błota
W autobiograficznych Wspomnieniach, snach, myślach Carl Gustav Jung przytoczył rozmowę, która miała się odbyć w Wiedniu na początku ich znajomości. Freud poprosił go wówczas, by obiecał, że nigdy nie porzuci teorii seksualnej, bo stanowi ona dogmat i bastion przeciw „czarnej fali błota” – okultyzmu. Słowa te znamy wyłącznie z relacji Junga, spisanej po pół wieku i po bolesnym zerwaniu, więc należy je czytać ostrożnie. Dobrze jednak oddają jedno z najgłębszych zmartwień Freuda: obawę, że psychoanaliza, i tak oskarżana o nienaukowość, zostanie wrzucona do jednego worka ze spirytyzmem, magnetyzmem i wróżbiarstwem.
Ta obawa miała realne podstawy. Na przełomie wieków granica między badaniem nieświadomości a badaniem zjawisk psychicznych była nieostra. Hipnoza, od której Freud zaczynał, należała do repertuaru zarówno lekarzy, jak i magnetyzerów scenicznych. Pojęcia podświadomości i rozszczepienia świadomości rozwijano równolegle w klinikach psychiatrycznych i w kręgach badaczy mediumizmu. Psychoanaliza, aby zdobyć uznanie, musiała się od tego sąsiedztwa odciąć albo przynajmniej wyraźnie zaznaczyć dystans.
Jednocześnie sam Freud nie był wolny od fascynacji tym, co niewytłumaczalne. W 1909 roku, podczas wizyty Junga w Wiedniu, w gabinecie Freuda doszło do zdarzenia, które obaj zapamiętali odmiennie: Jung twierdził, że przewidział głośny trzask w regale z książkami, a Freud w liście napisanym wkrótce potem przyznawał się do chwilowego wrażenia, które jednak rozwiał, analizując okoliczności. W tym samym okresie Freud dzielił się z Sándorem Ferenczim rozważaniami o liczbach, które go prześladowały, i o własnych przesądach dotyczących daty śmierci. Ferenczi, bardziej od mistrza otwarty na zjawiska psychiczne, przekazywał mu też relacje z wizyt u jasnowidzących.
Członek Towarzystwa Badań Psychicznych
W 1911 roku Freud został członkiem korespondentem londyńskiego Towarzystwa Badań Psychicznych. Rok później opublikował w jego Proceedings krótki artykuł po angielsku o pojęciu nieświadomości w psychoanalizie, napisany na prośbę Towarzystwa. Tekst nie dotyczył telepatii ani żadnych zjawisk okultystycznych; był wykładem podstawowych założeń teorii psychoanalitycznej. Sam fakt publikacji w tym miejscu był jednak wymowny. Towarzystwo, skupiające wielu wybitnych uczonych, było dla Freuda jednym z nielicznych brytyjskich środowisk, które poważnie interesowały się jego pracami, a on nie widział powodu, by tej życzliwości odrzucać.
W 1921 roku amerykański badacz zjawisk psychicznych Hereward Carrington zaprosił Freuda do współpracy przy planowanym piśmie poświęconym tym zagadnieniom. Freud odmówił, ale w liście z odpowiedzią zawarł zdanie, które później wielokrotnie cytowano: gdyby miał przeżyć życie jeszcze raz, poświęciłby się raczej badaniom psychicznym niż psychoanalizie. Wyjaśniał jednocześnie, że nie chce, by jego nazwisko było kojarzone z okultyzmem, ponieważ zaszkodziłoby to sprawie, której poświęcił życie. Ten list dobrze streszcza jego dwoistą postawę: prywatną ciekawość i publiczną powściągliwość.
Wykład dla Komitetu i sen o bliźniętach
Jesienią 1921 roku Freud przygotował tekst przeznaczony dla wąskiego grona swoich najbliższych współpracowników, tak zwanego Komitetu, który zebrał się wówczas w górach Harzu. Rękopis, znany jako Psychoanalyse und Telepathie, nie został przez Freuda opublikowany. Ukazał się dopiero w 1941 roku, po jego śmierci, w tomie zbiorowego wydania dzieł.
W tekście tym Freud przedstawił kilka przypadków zaczerpniętych ze swojej praktyki. Dotyczyły one głównie przepowiedni wróżbitów i grafologów, z którymi stykali się jego pacjenci. Przepowiednie te zazwyczaj się nie spełniały, ale Freud zwrócił uwagę na coś innego: ich treść zdumiewająco trafnie odpowiadała nieświadomym życzeniom i lękom osób, które przyszły po radę. Wróżbita mówił jakby nie o przyszłości, lecz o tym, czego klient pragnął lub obawiał się, nie zdając sobie z tego sprawy. Freud zasugerował, że może tu chodzić o bezpośrednie przeniesienie myśli z nieświadomości jednej osoby do świadomości drugiej.
Ważne jest, w jaki sposób to sformułował. Nie twierdził, że wróżbici widzą przyszłość, i nie przyjmował żadnej teorii duchów. Proponował raczej, że psychoanaliza, dzięki znajomości nieświadomych życzeń, może pomóc oddzielić w przekazach okultystycznych to, co ewentualnie prawdziwe, od tego, co jest wytworem wyobraźni. Według niego telepatia, jeśli istnieje, byłaby zjawiskiem psychologicznym, a nie dowodem na istnienie świata nadprzyrodzonego. Uważał, że psychoanaliza może ją badać lepiej niż ktokolwiek inny, ponieważ umie odczytywać przekształcenia, jakim treści psychiczne podlegają w drodze z nieświadomości do świadomości.
W 1922 roku Freud opublikował w piśmie „Imago” artykuł Traum und Telepathie, przygotowany pierwotnie jako wykład dla Wiedeńskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego. Tym razem tekst trafił do druku, choć jego ton był wyraźnie ostrożny. Freud zapewniał czytelników, że nie zamierza zajmować stanowiska w sprawie realności telepatii, a jedynie zbadać, jak ewentualny przekaz telepatyczny mógłby zostać przetworzony przez mechanizm snu.
Główny przypadek dotyczył mężczyzny, któremu przyśniło się, że jego druga żona urodziła bliźnięta. W rzeczywistości bliźnięta urodziła w tym czasie jego córka z pierwszego małżeństwa, przebywająca daleko od niego. Freud nie rozstrzygał, czy była to telepatia, czy przypadek. Pokazał natomiast, że jeżeli taka wiadomość rzeczywiście dotarła do śniącego, to sen potraktował ją dokładnie tak, jak traktuje każde inne wrażenie dnia: przekształcił ją, przesunął na inną osobę i podporządkował nieświadomemu życzeniu, w tym przypadku życzeniu, by matką była córka zamiast żony. Telepatia nie zmieniałaby więc niczego w teorii snu; byłaby tylko jeszcze jednym źródłem materiału, który sen opracowuje.
Ten tok rozumowania pozwalał Freudowi zachować jednocześnie zainteresowanie zjawiskiem i spójność własnej teorii. W kolejnych latach wracał do tematu, najpierw w uzupełnieniach do teorii snu z 1925 roku, w których osobny fragment poświęcił okultystycznemu znaczeniu snów, a następnie w trzydziestym wykładzie Nowego cyklu wykładów wprowadzających do psychoanalizy z 1933 roku, zatytułowanym „Sen i okultyzm”. Tam właśnie jego stanowisko przybrało najbardziej przychylną postać: Freud pisał, że coraz trudniej mu odrzucić możliwość przenoszenia myśli i że skłania się do jej przyjęcia.
Spór z Ernestem Jonesem
Tę ewolucję z niepokojem obserwował Ernest Jones, walijski psychoanalityk, który kierował ruchem w krajach anglojęzycznych i był później autorem wielotomowej biografii Freuda. Jones uważał, że wszelkie publiczne wypowiedzi Freuda na temat telepatii szkodzą psychoanalizie, zwłaszcza w Anglii, gdzie dopiero zdobywała szacunek środowisk medycznych. Kiedy w połowie lat 20. Ferenczi zamierzał przedstawić na kongresie psychoanalitycznym referat o przenoszeniu myśli, a Freud wydawał się go popierać, Jones zaprotestował.
Odpowiedź Freuda, zawarta w liście do Jonesa z 1926 roku, należy do najczęściej przywoływanych dokumentów tego sporu. Freud przyznał, że jego przekonanie o telepatii jest jego sprawą prywatną, podobnie jak jego żydostwo i namiętność do palenia, i że temat telepatii nie ma istotnego związku z psychoanalizą. Zapewniał zarazem, że nie zamierza się wycofywać ze swojego zdania. W ten sposób próbował rozdzielić dwie sfery: naukę, za którą odpowiadał jako założyciel ruchu, i osobiste przekonania, do których rościł sobie prawo jak każdy człowiek.
Rozdzielenie to nie było jednak przekonujące. Freud przecież sam publikował teksty o telepatii, a jego stanowisko miało dla uczniów wagę autorytetu. Jones, opisując później ten okres w biografii, starał się przedstawić zainteresowania okultystyczne mistrza jako dziwactwo marginalne, wynikające ze skłonności do przesądów, z którymi Freud walczył przez całe życie. Inni badacze uważają, że takie ujęcie umniejsza rzeczywistą powagę, z jaką Freud traktował ten problem.
Niepokój jako metoda
Postawa Freuda wobec telepatii jest pouczająca nie dlatego, że rozstrzyga cokolwiek o samym zjawisku, ale dlatego, że pokazuje, jak twórca nowej dyscypliny godził ciekawość z polityką naukową. W eseju Das Unheimliche z 1919 roku Freud wywodził jedno ze źródeł niesamowitości z dawnych przekonań animistycznych, takich jak wiara we wszechmoc myśli, które człowiek nowoczesny uważa za przezwyciężone, a które w pewnych sytuacjach nagle odzyskują dawną moc. Wcześniej, w Totem und Tabu z 1913 roku, opisał tę samą wszechmoc myśli jako cechę myślenia magicznego, wspólną dla ludów pierwotnych, dzieci i neurotyków. Można powiedzieć, że telepatia była dla niego dokładnie takim niesamowitym tematem: czymś, co rozum odrzucał jako przesąd, a co uparcie powracało w doświadczeniu klinicznym.
Freud nie dał się przekonać do spirytyzmu i nigdy nie uznał, że przez media przemawiają zmarli. Pozostał materialistą w sprawach duszy i krytykiem religii. Telepatia była dla niego czymś innym: hipotetycznym, prymitywnym sposobem komunikacji między umysłami, który mógł zostać w toku ewolucji wyparty przez mowę, a który niekiedy jeszcze się ujawnia. Ta interpretacja pozwalała mu włączyć zjawisko do naturalistycznego obrazu człowieka. Wskazywał nawet na analogię z owadami żyjącymi w społecznościach, u których koordynacja zachowań zbiorowości zdaje się przebiegać bez widocznych sygnałów, i sugerował, że podobny mechanizm mógł istnieć u przodków człowieka. Hipoteza ta była spekulatywna i sam Freud przedstawiał ją jako przypuszczenie, ale dobrze pokazuje kierunek jego myślenia: zamiast wyjaśniać zjawisko psychiczne przez świat nadprzyrodzony, próbował znaleźć mu miejsce w biologii i historii gatunku.
Warto też pamiętać o osobistym tle tych rozważań. W latach 20. Freud był człowiekiem ciężko doświadczonym: stracił córkę Sophie, zmarłą w 1920 roku, a wkrótce potem wnuka, i zmagał się z chorobą nowotworową. Nie ma podstaw, by twierdzić, że te przeżycia skłoniły go do poszukiwania kontaktu ze zmarłymi, ponieważ niczego takiego nie robił. Mogły jednak zmienić jego wrażliwość na pytania, które wcześniej odsuwał.
Napięcie między Freudem a Jonesem nie zniknęło wraz z ich śmiercią. Psychoanaliza po Freudzie w większości odsunęła telepatię na margines, ale co jakiś czas powracała do niej w pracach analityków zainteresowanych zjawiskami przeniesienia i przeciwprzeniesienia, w których pacjent i terapeuta zdają się wiedzieć o sobie więcej, niż zostało powiedziane. Pytanie, które Freud postawił z wahaniem, pozostało otwarte, a jego wahanie samo w sobie stało się częścią historii ruchu psychoanalitycznego.
