Daniel Dunglas Home i medium bez ciemnego gabinetu
Seanse Daniela Dunglasa Home’a przy zapalonych lampach, spór z Brewsterem, doświadczenia Williama Crookesa z akordeonem i wagą oraz krytyka ciemnych gabinetów pokazują, jak XIX-wieczne badania zjawisk psychicznych zderzały świadectwo dżentelmenów z wymogami kontrolowanego protokołu.

Seans bez zasłony jako program
W dziejach spirytyzmu Daniel Dunglas Home (1833–1886) zajmuje miejsce szczególne nie dlatego, że jego zjawiska były bardziej spektakularne niż zjawiska innych mediów, lecz dlatego, że odbywały się w innych warunkach. Większość mediów fizycznych jego epoki pracowała w całkowitej ciemności albo z gabinetu, czyli zasłoniętej wnęki lub szafy, w której medium przebywało ukryte przed uczestnikami. Home siedział przy stole razem z innymi, często przy zapalonym gazie, świecach lub ogniu z kominka, i pozwalał trzymać się za ręce i nogi. Jego biografia salonowa, od dworu w Tuileries po noc w Ashley House, to osobna historia; tutaj interesuje nas pytanie metodologiczne, jakie postawił swoim praktykowaniem: czy seans w świetle był testem, czy tylko inną formą inscenizacji.
Pytanie to ma dwie strony. Dla zwolenników brak gabinetu był argumentem rozstrzygającym, ponieważ wykluczał najprostsze oszustwa, za pomocą których demaskowano inne media. Dla krytyków światło w salonie Home’a było pojęciem względnym. Relacje uczestników mówią o przyciemnionym gazie, o półmroku, o momentach, w których proszono o wygaszenie lamp, i o stole przykrytym obrusem, pod którym działo się najwięcej. Brak zasłony nie oznaczał braku warunków; oznaczał, że warunki były mniej widoczne. Właśnie dlatego Home stał się dla XIX-wiecznych badaczy przypadkiem granicznym: najlepszym, jaki mieli, i zarazem pokazującym, jak trudno o czysty eksperyment z udziałem człowieka, który współdecyduje o przebiegu doświadczenia.
Do tego dochodził warunek, który zwolennicy uważali za oczywisty, a krytycy za zasadniczy. Home, podobnie jak wielu spirytystów, twierdził, że zjawiska wymagają kręgu życzliwego i zharmonizowanego, a obecność osób wrogo nastawionych może je osłabić lub całkiem zatrzymać. Takie założenie było spójne z jego rozumieniem daru jako czegoś, czym nie rozporządza, ale w praktyce oznaczało, że skład uczestników seansu podlegał selekcji. Badacz, który chciał zobaczyć zjawiska, musiał najpierw zostać przyjęty do kręgu, a więc w jakimś stopniu zaakceptować jego reguły. Każda późniejsza dyskusja o kontroli warunków zaczynała się od tego pierwotnego kompromisu.
Brewster, Brougham i spór o stopy
Pierwszy publiczny spór o naturę zjawisk Home’a wybuchł już w 1855 roku, wkrótce po jego przybyciu do Londynu. W hotelu Coxa przy Jermyn Street odwiedzili go szkocki fizyk sir David Brewster, znany badacz optyki, oraz lord Brougham, były lord kanclerz. Podczas seansu stół miał się unosić i poruszać bez widocznego kontaktu. Brewster miał początkowo przyznać, że nie potrafi wyjaśnić tego, co widział, lecz później w listach do prasy utrzymywał, że ruchy mogły zostać wywołane stopami i kolanami medium pod stołem. Zwolennicy Home’a przypominali jego wcześniejsze słowa, Brewster zaś odpowiadał, że zdanie o niemożności wyjaśnienia nie było przyznaniem autentyczności.
Spór ten zapowiadał wzór, który powtarzał się przez następne trzy dekady. Uczony obecny na seansie pozostawał w nim zarazem świadkiem i uczestnikiem towarzyskiego zdarzenia, a jego późniejsze wypowiedzi rozpatrywano nie jako protokół, lecz jako słowo dżentelmena, które można zestawiać z innymi słowami. Rozstrzygnięcie zależało od tego, czyj autorytet okaże się mocniejszy w oczach czytelników gazet. Pytanie o kontrolę warunków – kto widział nogi medium, gdzie stała lampa, kto przykrył stół – pojawiało się dopiero w drugiej kolejności.
Dziennik Adare’a i forma protokołu
Najbliższą protokołowi formą, jaką przyniosły seanse Home’a przed doświadczeniami Crookesa, były zapiski młodego wicehrabiego Adare’a, syna hrabiego Dunraven. W latach 1867–1869 Adare uczestniczył w kilkudziesięciu posiedzeniach z Home’em, zwykle w małym gronie przyjaciół, i po wielu z nich spisywał relację, w której podawał datę, miejsce, nazwiska obecnych, warunki oświetlenia i kolejność zjawisk. Część relacji poświadczali swoimi podpisami inni uczestnicy. Całość wydrukowano prywatnie jako Experiences in Spiritualism with D. D. Home, z uwagami wstępnymi ojca autora, w nakładzie przeznaczonym dla wąskiego kręgu. Do tych zapisków należy także relacja z nocy w Ashley House, która stała się osobną legendą biografii medium.
Wartość dziennika polega na jego systematyczności, a słabość leży tam, gdzie w sporze z Brewsterem. Autor był zarazem uczestnikiem, przyjacielem i entuzjastą, a relacja pisana tej samej nocy, choć wolna od późniejszych przekształceń pamięci, nie była wolna od oczekiwań. Adare notował to, co wydało mu się ważne, i w jego zapisie zjawiska następują po sobie z logiką, której nie da się sprawdzić bez niezależnego obserwatora. Podpisy innych obecnych potwierdzały zgodność relacji z ich wspomnieniem, nie zaś warunki, w jakich zjawiska powstały. Mimo to dziennik pokazuje przesunięcie, które później podjęli badacze: od słowa dżentelmena przytaczanego w gazecie do dokumentu o stałej formie, który można zestawiać z innymi dokumentami.
Society for Psychical Research przedrukowało te zapiski w 1924 roku na łamach swoich „Proceedings”, ze wstępem sir Olivera Lodge’a, co samo w sobie mówi wiele o ich późniejszym statusie. Dla pokolenia, które budowało metodę na ankietach i stenogramach, relacje Adare’a były archiwum przypadku, którego nie dało się już powtórzyć, bo jego bohater nie żył od blisko czterdziestu lat. Odpowiedź zupełnie innego rodzaju, literacką, dał wcześniej Robert Browning w monologu Mr. Sludge, „The Medium” z 1864 roku, który wymaga jednak osobnego omówienia.
Crookes, akordeon i „siła psychiczna”
Najpoważniejszą próbą przeniesienia Home’a do warunków zbliżonych do laboratorium były doświadczenia Williama Crookesa, chemika, odkrywcy talu i członka Royal Society, w przyszłości jej prezesa. W latach 1870–1871 Crookes prowadził w swoim domu w Londynie serię sesji z Home’em, w których obok niego uczestniczyli między innymi astronom William Huggins i prawnik Edward William Cox. Wyniki opisał w 1871 roku w kierowanym przez siebie „Quarterly Journal of Science”.
Dwa doświadczenia stały się szczególnie znane. W pierwszym akordeon umieszczono w drucianej klatce pod stołem; Home trzymał instrument jedną ręką za koniec przeciwny klawiaturze, a akordeon miał się rozciągać i grać melodie. W drugim mahoniowa deska jednym końcem spoczywała na stole, a drugim była zawieszona na wadze sprężynowej; gdy Home dotykał palcami końca opartego na stole, waga miała wskazywać wzrost ciężaru. Crookes uznał, że wyniki dowodzą istnienia nieznanej siły związanej z organizmem medium, którą wraz z Coxem nazwał siłą psychiczną. Z punktu widzenia metody ważne jest, że próbował zastąpić świadectwo odczytem przyrządu: wskazanie wagi miało być niezależne od wrażeń obecnych.
Ograniczenia tej próby były widoczne od początku. Sesje odbywały się w prywatnym domu, w obecności przyjaciół, medium decydowało o rytmie i nastroju, a zjawiska występowały wtedy, gdy były gotowe wystąpić. Nie było niezależnych obserwatorów spoza kręgu sprzyjającego, nie powtórzono doświadczeń w innym miejscu i z innym zespołem. Crookes przedstawił swoje prace Royal Society, lecz sekretarze towarzystwa odmówili ich ogłoszenia. W 1874 roku Crookes ogłosił jeszcze w tym samym piśmie obszerniejsze Notes of an Enquiry into the Phenomena Called Spiritual, w których uporządkował obserwowane przez siebie zjawiska w kategorie, od ruchów ciężkich przedmiotów po unoszenie się ludzi, i wielokrotnie powoływał się na sesje z Home’em. Tekst ten był bardziej katalogiem obserwacji niż raportem z kontrolowanych prób, co krytycy natychmiast wytknęli.
Carpenter, Royal Society i granice protokołu
Najostrzejsza odpowiedź przyszła ze strony fizjologa Williama Benjamina Carpentera, który w październiku 1871 roku opublikował w „Quarterly Review” anonimowy artykuł o spirytyzmie i jego „nowych zwolennikach”. Carpenter atakował nie tyle szczegóły aparatury, ile kwalifikacje badaczy: jego zdaniem specjalista od chemii czy astronomii nie był przygotowany do obserwacji zjawisk, w których decydującą rolę odgrywają uwaga, oczekiwanie i sugestia. Rozwijał tu swoją koncepcję nieświadomego działania mięśni, której używał wcześniej do wyjaśniania wirujących stolików. Crookes odpowiadał polemicznie, a spór szybko przeniósł się z pytań o wyniki na pytania o kompetencje i dobre imię.
Równolegle, w latach 1869–1871, kwestią zjawisk spirytystycznych zajmował się komitet London Dialectical Society. Home uczestniczył w niektórych jego posiedzeniach, lecz według sprawozdania wyniki sesji z jego udziałem były skromne. Ten epizod rzadziej pojawia się w apologetycznych opowieściach o medium, choć jest metodologicznie pouczający: w warunkach zbiorowego, sformalizowanego komitetu Home nie powtórzył tego, co przypisywano mu w zaprzyjaźnionych salonach.
Zestawienie tych sporów pokazuje, gdzie przebiegała prawdziwa granica. Nie chodziło jedynie o to, czy zjawiska są prawdziwe, lecz o to, jaki rodzaj wiedzy może o tym rozstrzygać: świadectwo osób godnych zaufania, odczyt instrumentu w rękach uczonego czy powtarzalne doświadczenie pod nadzorem niezależnych komisji. Home znajdował się na styku wszystkich trzech porządków i żaden z nich nie zamknął sprawy.
Lights and Shadows of Spiritualism i krytyka ciemnych seansów
Kontrast z innymi mediami wyostrzyły dalsze badania samego Crookesa. W latach 1873–1874 obserwował on młodą medium Florence Cook i materializowaną postać nazywaną Katie King, która wychodziła z gabinetu, gdzie miała spoczywać uśpiona medium. Opisy Crookesa wywołały skandal i podejrzenia, że uczony dał się oszukać. Zestawienie obu przypadków pokazuje dwa modele mediumizmu: domowy, w którym medium siedzi wśród uczestników, i teatralny, w którym znika za zasłoną, by powrócić jako duch.
Home sam opowiedział się po stronie pierwszego modelu. W 1877 roku wydał Lights and Shadows of Spiritualism, książkę, w której zaatakował praktyki innych mediów: seanse w całkowitej ciemności, używanie gabinetów, materializacje i sztuczki zawodowych oszustów, które opisywał z dużą znajomością rzeczy. Domagał się, by zjawiska odbywały się w świetle i w warunkach pozwalających uczestnikom widzieć medium. Część spirytystów uznała książkę za zdradę ruchu, inni za dowód uczciwości autora. Z perspektywy historyka jest ona przede wszystkim aktem autodefinicji: medium, którego nigdy powszechnie nie uznano za przyłapane na oszustwie, broniło swojej wyjątkowości, odcinając się od reszty środowiska i przejmując język sceptyków.
Późniejsza historiografia sceptyczna, od Franka Podmore’a na przełomie XIX i XX wieku po Trevora Halla i jego książkę The Enigma of Daniel Home z 1984 roku, wskazywała, że brak publicznej demaskacji nie jest równoznaczny z brakiem manipulacji, a warunki seansów Home’a, choć jaśniejsze od gabinetowych, pozostawiały wiele możliwości dla zręczności i sugestii. Zwolennicy odpowiadali, że w ciągu trzydziestu lat działalności nikt nie wskazał konkretnego mechanizmu oszustwa. Oba stanowiska opierają się w końcu na tym samym materiale – relacjach uczestników i nielicznych protokołach – i dlatego żadne nie może rościć sobie pełnej pewności. Trwałym dziedzictwem Home’a okazało się nie rozstrzygnięcie, lecz pytanie, które pozostawił badaczom zjawisk psychicznych: jak zbadać zdarzenie, którego warunki współtworzy ten, kogo się bada.
