Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

Harry Houdini i Magician Among the Spirits

Harry Houdini zamienił osobistą żałobę po matce w trwającą kilkanaście lat kampanię przeciwko oszukańczym mediom, w której zawodowa wiedza iluzjonisty o mechanice złudzenia stała się narzędziem publicznej edukacji, książką A Magician Among the Spirits i wystąpieniem przed Kongresem.

„Houdini makes spirit hands” – Houdini odtwarza seansowe „ręce duchów”, fotografie z 1923 roku, Biblioteka Kongresu – domena publiczna
„Houdini makes spirit hands” – Houdini odtwarza seansowe „ręce duchów”, fotografie z 1923 roku, Biblioteka Kongresu – domena publiczna · Wikimedia Commons

Śmierć Cecilii Weiss i pytanie bez odpowiedzi

Erik Weisz, urodzony w 1874 roku w Budapeszcie syn rabina, który jako dziecko trafił z rodziną do Stanów Zjednoczonych, był w latach dziesiątych XX wieku najsłynniejszym artystą estradowym świata. Jego numerem rozpoznawczym było uwalnianie się z kajdan, kaftanów bezpieczeństwa, skrzyń zanurzonych w wodzie i cel więziennych. Prywatnie łączyła go z matką, Cecilią Weiss, więź tak silna, że biografowie zgodnie uznają ją za oś jego życia uczuciowego. Gdy w lipcu 1913 roku matka zmarła, a on sam przebywał w drodze do Europy, wiadomość ta złamała go w sposób, z którego – jak pisał – nigdy się w pełni nie podniósł.

Z tej straty wyrosło pytanie, które dla wielu współczesnych mu ludzi znajdowało odpowiedź w spirytyzmie: czy zmarłych da się jeszcze usłyszeć. Houdini przyznawał, że odwiedzał media w nadziei na kontakt z matką. Ta deklaracja jest ważna, bo odróżnia jego późniejszą postawę od chłodnego sceptycyzmu racjonalisty, który z góry odrzuca możliwość życia pozagrobowego. Houdini nie zaczynał od tezy, że duchów nie ma. Zaczynał od pragnienia, by istniały, i od rozczarowania, że to, co mu pokazywano, było tym samym rzemiosłem, które sam uprawiał na scenie.

Iluzjonista jako ekspert od oszustwa

Właśnie zawodowe kompetencje uczyniły z niego przeciwnika szczególnego rodzaju. Uczony przyrodnik, zaproszony na seans, obserwował zjawiska z założeniem, że ma do czynienia z uczciwymi uczestnikami, i szukał ewentualnych anomalii przyrody. Iluzjonista wiedział, że kierowanie uwagą, praca w ciemności, pomocnicy, przygotowane rekwizyty i umiejętność uwolnienia ręki z uchwytu sąsiada należą do podstawowego warsztatu sceny. Houdini wielokrotnie twierdził, że naukowcy są najłatwiejszą widownią dla sprawnego oszusta, bo ich wykształcenie nie obejmuje sztuki wprowadzania w błąd.

Do tej wiedzy dochodziło doświadczenie osobiste, o którym Houdini mówił później z zażenowaniem. W latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, gdy wraz z żoną Bess występował w objazdowych trupach i pokazach medycznych na amerykańskiej prowincji, zdarzało mu się prowadzić pokazy stylizowane na seanse: przekazywał „wiadomości od zmarłych”, opierając się na informacjach zebranych wcześniej o mieszkańcach miasteczka. Widok ludzi płaczących ze wzruszenia nad tym, co sam wymyślił, miał go – według jego późniejszych relacji – skłonić do porzucenia tego numeru. Nie ma powodu przeceniać tej anegdoty, ale tłumaczy ona, dlaczego w jego kampanii tak mocno brzmiał motyw krzywdy wyrządzanej osobom w żałobie: znał ten mechanizm od strony wykonawcy.

To przekonanie miało zarówno siłę, jak i granice. Siła polegała na tym, że Houdini potrafił odtworzyć wiele klasycznych efektów seansowych: pismo na tabliczkach, poruszanie przedmiotów, dźwięki instrumentów w zamkniętej przestrzeni. Granica – na tym, że umiejętność odtworzenia efektu nie dowodzi jeszcze, jak został wytworzony w konkretnym przypadku. Houdini rozumiał tę różnicę w praktyce, dlatego jego kampania łączyła pokazy z wizytami w gabinetach mediów, często incognito, i ze zbieraniem relacji świadków. W ostatnich latach życia zatrudniał też współpracowników, wśród nich Rose Mackenberg, którzy pod przybranymi nazwiskami odwiedzali seanse i spisywali to, co tam usłyszeli.

Przyjaźń z Doyle'em i seans w Atlantic City

Najbardziej znanym rozdziałem tej historii jest relacja z Arthurem Conanem Doyle'em. Obaj poznali się w 1920 roku, gdy Houdini występował w Wielkiej Brytanii, i przez pewien czas łączyła ich serdeczna, choć od początku nierówna przyjaźń. Doyle uważał Houdiniego za człowieka obdarzonego nieświadomymi zdolnościami mediumicznymi, zdolnymi wyjaśnić jego niewiarygodne ucieczki; Houdini z kolei cenił Doyle'a, ale nie podzielał jego przekonań i nie ukrywał tego w prywatnej korespondencji.

Do przełomu doszło w czerwcu 1922 roku w Atlantic City. Lady Jean Doyle przeprowadziła dla Houdiniego seans pisma automatycznego, podczas którego zapisała kilkanaście stron rzekomo podyktowanych przez jego matkę. Przekaz był napisany po angielsku i rozpoczynał się od znaku krzyża. Houdini zwrócił później uwagę, że Cecilia Weiss, żona rabina, nie posłużyłaby się chrześcijańskim symbolem, że angielskim właściwie nie władała, a dzień seansu wypadał w jej urodziny, o których wiadomość milczała. Choć w chwili spotkania zachował się uprzejmie, wkrótce dał publicznie do zrozumienia, że nie uważa tego kontaktu za autentyczny.

Dla Doyle'ów było to dotkliwe zakwestionowanie dobrej wiary bliskiej osoby. Spór przeniósł się do prasy, a obaj mężczyźni wymieniali coraz ostrzejsze listy i wypowiedzi. Zerwanie przyjaźni miało znaczenie wykraczające poza biografię: stało się dla opinii publicznej skrótem całego konfliktu, w którym autor Sherlocka Holmesa reprezentował wiarę, a magik z wodewilu – sceptycyzm opierający się na wiedzy praktyka.

Księga przeciw duchom

W 1924 roku wydawnictwo Harper & Brothers opublikowało A Magician Among the Spirits. Książka jest próbą historii spirytyzmu napisaną z perspektywy człowieka sceny, a jej rozdziały prowadzą czytelnika przez kolejne epizody, od sióstr Fox, przez braci Davenport i Daniela Dunglasa Home'a, po media wówczas aktywne. Houdini opisuje w niej techniki związywania i uwalniania się, metody pisania na tabliczkach, sposoby fabrykowania fotografii, a także psychologiczne mechanizmy seansu, w którym oczekiwania uczestników wypełniają luki w obserwacji.

Osobny rozdział dotyczy Doyle'a i jest napisany z szacunkiem dla jego uczciwości, a zarazem z bezlitosną krytyką jego łatwowierności. Houdini przedstawia go jako człowieka, którego prawość czyni bezbronnym wobec ludzi pozbawionych skrupułów. Nie ma w tym tonie drwiny, raczej smutek z powodu przyjaciela, który według autora padł ofiarą żałoby i dobrej wiary. Książka nie jest dziełem badawczym w ścisłym sensie, korzysta bowiem z gotowych źródeł i z anegdot, których nie zawsze da się sprawdzić, ale pozostaje jednym z najważniejszych świadectw demaskatorskiej literatury dwudziestolecia. Houdini zgromadził przy tym ogromny księgozbiór poświęcony magii i spirytyzmowi, który po jego śmierci przekazano Bibliotece Kongresu.

Książka miała poprzedniczkę w Miracle Mongers and Their Methods z 1920 roku, poświęconej połykaczom ognia, ludziom odpornym na trucizny i innym estradowym „cudotwórcom”. Już tam Houdini traktował nadzwyczajność jako problem techniczny, który da się rozłożyć na elementy. W A Magician Among the Spirits metoda ta została zastosowana do materii znacznie bardziej drażliwej, bo dotykającej przekonań religijnych i najgłębszych uczuć. Autor zdawał sobie z tego sprawę i kilkakrotnie zastrzegał, że nie występuje przeciw wierze w nieśmiertelność duszy, a jedynie przeciw ludziom, którzy czerpią z niej zysk.

Ważnym rysem książki jest jej publiczne przeznaczenie. Houdini pisał dla szerokiego odbiorcy, często tego samego, który kupował bilety na seanse. Wierzył, że znajomość metod oszustwa jest formą ochrony, szczególnie dla ludzi pogrążonych w żałobie, którym media obiecywały rozmowę z bliskimi w zamian za pieniądze. Edukacja była dla niego nie tylko argumentem przeciw spirytyzmowi jako doktrynie, lecz także obroną przed konkretną krzywdą.

Wystąpienie przed Kongresem w 1926 roku

Najbardziej polityczną odsłoną kampanii były przesłuchania w Kongresie Stanów Zjednoczonych w maju 1926 roku. Rozpatrywano wtedy projekt ustawy zakazującej odpłatnego wróżbiarstwa, przepowiadania przyszłości i pośrednictwa w kontaktach ze zmarłymi na terenie Dystryktu Kolumbii, popierany w Izbie Reprezentantów przez Sola Blooma, a w Senacie przez Royala Copelanda. Houdini był jednym z głównych rzeczników projektu i przez kilka dni składał wyjaśnienia przed komisją, demonstrując sztuczki i opowiadając o swoich śledztwach.

Przesłuchania miały burzliwy przebieg. Na salę przybyli liczni spirytyści, astrolodzy i media, protestujący przeciw ograniczeniu wolności religijnej, a wymiana zdań bywała tak gwałtowna, że relacje prasowe opisywały je bardziej jak widowisko niż jak pracę parlamentarną. Przeciwnicy zarzucali Houdiniemu, że atakuje religię, a nie oszustwo, i że jego definicja szarlatanerii obejmuje każdą praktykę duchową, której nie rozumie. Houdini odpowiadał, że nie zamierza zabraniać nikomu wiary, lecz pobierania opłat za obietnice, których nie sposób dotrzymać.

Projekt ostatecznie nie został uchwalony. Sam epizod ukazuje jednak, jak daleko Houdini przesunął spór od salonu seansowego ku sferze publicznej. Spirytyzm przestał być w jego ujęciu tylko kwestią światopoglądu, a stał się sprawą ochrony konsumentów i porządku prawnego. W tym przesunięciu tkwiła zarazem słabość kampanii: granica między religią a usługą okazała się trudna do prawnego wyznaczenia, a oskarżenia o nietolerancję trafiały do części opinii publicznej.

Spuścizna demaskatora

Houdini zmarł 31 października 1926 roku w Detroit, kilka miesięcy po przesłuchaniach. Jego antyspirytystyczna działalność trwała więc stosunkowo krótko, choć w ostatnich latach wypełniała coraz większą część jego publicznych występów; programy objazdowe z lat 1925–1926 zawierały osobną część poświęconą odtwarzaniu efektów seansowych. Nie zdążył dokończyć kolejnych projektów pisarskich, a niektóre szkice pozostały w rękopisach.

Ocena jego roli zmienia się w zależności od perspektywy. Dla historyków badań psychicznych był sprawnym, choć niekiedy nieostrożnym polemistą, który zbyt łatwo uogólniał i chętnie korzystał z efektu medialnego. Dla historyków iluzjonistyki stał się patronem tradycji sceptycznej, którą w drugiej połowie XX wieku podjęli kolejni magicy zajmujący się demaskowaniem paranormalnych pretensji. Dla historyka idei najważniejsze wydaje się jednak to, że Houdini nie występował przeciwko pytaniu o życie pozagrobowe, lecz przeciw handlowi odpowiedziami na nie. Jego krucjata wyrastała z żałoby, która nie znalazła pocieszenia w ciemnym pokoju seansowym, i z przekonania, że uczciwość wobec zmarłych wymaga odrzucenia fałszywych głosów, nawet jeśli brzmią czule. W tym sensie A Magician Among the Spirits jest nie tylko podręcznikiem demaskacji, ale i osobliwym dokumentem wierności: syn, który nie usłyszał matki, postanowił przynajmniej nie pozwolić, by ktoś inny przemawiał w jej imieniu.