Phantasms of the Living i badania telepatii
Wydane w 1886 roku Phantasms of the Living Gurneya, Myersa i Podmore’a nie było księgą o duchach, lecz próbą krytyki świadectwa, która zamieniała zjawy osób umierających w halucynacje prawdziwe, wyjaśniane telepatią między żywymi.

Towarzystwo z Cambridge
W lutym 1882 roku w Londynie powstało Society for Psychical Research, z inicjatywy fizyka Williama Barretta i grupy spirytystów, którzy pragnęli poddać zjawiska seansowe zorganizowanemu badaniu. Wkrótce jednak inicjatywę przejęło środowisko związane z Trinity College w Cambridge: filozof Henry Sidgwick, który został pierwszym prezesem, jego żona Eleanor Sidgwick, poeta i inspektor szkolny Frederic Myers oraz Edmund Gurney, muzyk, filozof estetyki i niedoszły lekarz. Łączyło ich przekonanie, że kryzys wiary religijnej, wywołany przez darwinizm i krytykę biblijną, wymaga odpowiedzi empirycznej. Jeśli istnieją fakty świadczące o niezależności umysłu od ciała, należy je zbadać metodami nauki, a nie przyjmować na wiarę lub odrzucać z góry.
Program SPR obejmował kilka komitetów: do badania transmisji myśli, mesmeryzmu, nawiedzonych domów i zjawisk fizycznych. Najtrwalszy owoc przyniosła jednak praca komitetu literackiego, zbierającego spontaniczne świadectwa ludzi, którzy twierdzili, że doświadczyli czegoś niezwykłego. Z tej pracy wyrosło dzieło, które stało się kamieniem węgielnym nowej dziedziny. Wbrew obiegowemu wyobrażeniu Phantasms of the Living nie było książką o duchach, lecz próbą zbudowania epistemologii świadectwa, w której opowieść o zjawie zostaje przekształcona w dane, a widmo w halucynację wywołaną przez przekaz myśli między żywymi.
Dla Sidgwicka, autora The Methods of Ethics z 1874 roku, stawka była również filozoficzna. Nie potrafił w pełni pogodzić racjonalnego egoizmu z moralnością skierowaną na dobro ogółu i rozważał, czy dopiero perspektywa życia po śmierci mogłaby nadać etyce spójność. Badania psychiczne nie były dla niego hobby, lecz próbą rozstrzygnięcia pytania, od którego zależał sens moralnego wysiłku. Takie motywacje tłumaczą, dlaczego środowisko SPR przykładało tak wielką wagę do krytyki świadectw: zbyt łatwe uznanie dowodów byłoby równie zdradą prawdy jak ich lekceważenie.
Słowo „telepatia” i problem spontanicznych przypadków
Myers zaproponował słowo „telepatia” w 1882 roku, by określić przekazywanie wrażeń z jednego umysłu do drugiego niezależnie od uznanych kanałów zmysłowych. Wcześniej używano wyrażeń takich jak transfer myśli lub czytanie w myślach, które kojarzyły się z występami scenicznymi. Nowe słowo, utworzone z greckich wyrazów oznaczających odległość i doznanie, miało brzmieć neutralnie i naukowo. Pierwsze eksperymenty SPR koncentrowały się na zgadywaniu kart i rysunków, między innymi z udziałem sióstr Creery, córek duchownego z Buxton, oraz pary Smith i Blackburn z Brighton, którzy wykonywali pokazy przekazywania obrazów.
Te wczesne doświadczenia okazały się kompromitujące. Siostry Creery przyłapano w 1887 roku na posługiwaniu się kodem sygnałów, a Douglas Blackburn wiele lat później publicznie oświadczył, że wraz ze Smithem oszukiwał badaczy. Gurney i Myers zdawali sobie sprawę z ryzyka eksperymentów z udziałem osób, które mogły mieć interes w oszustwie. Właśnie dlatego tak dużą wagę przywiązywali do przypadków spontanicznych, opisywanych przez zwykłych ludzi bez korzyści finansowej. Ich zdaniem masa niezależnych, starannie sprawdzonych relacji mogła przynieść silniejszy dowód niż pojedyncze laboratoryjne próby.
Ważnym elementem tej strategii był sposób zbierania materiału. SPR zamieszczało w prasie apele o nadsyłanie relacji, a następnie rozsyłało korespondentom szczegółowe pytania o godzinę, miejsce, stan zdrowia i obecność innych osób. Gurney odbywał też podróże, by osobiście rozmawiać ze świadkami. Taka praca była żmudna i kosztowna, wymagała tysięcy listów i ogromnej dyscypliny archiwalnej, a jej efektem był zbiór, jakiego wcześniej nie zgromadził nikt badający podobne zjawiska.
Dwa tomy, setki przypadków
Phantasms of the Living ukazało się w 1886 roku w dwóch obszernych tomach, liczących łącznie ponad tysiąc trzysta stron. Na stronie tytułowej widniały nazwiska Gurneya, Myersa i Franka Podmore’a, ale większość tekstu napisał Gurney, a Myers dodał wstęp i notę o możliwym wyjaśnieniu teoretycznym. Książka zawierała ponad siedemset przypadków, w których osoba widziała, słyszała lub czuła obecność kogoś bliskiego w chwili, gdy ten przeżywał kryzys, zwykle śmierć, w odległym miejscu. Klasycznym przykładem była matka widząca syna, który w tym samym czasie ginął na morzu, albo przyjaciel słyszący głos wołający jego imię w chwili zgonu znajomego.
Kluczowe znaczenie miała procedura. Autorzy starali się zdobywać relacje z pierwszej ręki, korespondowali ze świadkami, prosili o potwierdzenia od innych osób, sprawdzali daty w aktach zgonu i nekrologach. Przyjęli, że zjawa i kryzys muszą się zbiegać w czasie w granicach dwunastu godzin, by przypadek uznać za zbieżny. Odrzucali relacje oparte na pogłosce, a te, które zachowali, dzielili według stopnia pewności. Ta metoda była nowatorska i do dziś zasługuje na uwagę historyków nauki, ponieważ łączyła praktykę dziennikarską, prawniczą krytykę świadectw i elementarną statystykę.
Materiał został uporządkowany według rodzaju doświadczenia. Osobno omawiano sny, wrażenia słuchowe, dotykowe i wzrokowe, a także przypadki, w których uczestnik nie widział niczego, lecz nagle odczuwał silny, nieuzasadniony niepokój. Szczególne trudności sprawiały przypadki zbiorowe, gdy zjawę dostrzegało jednocześnie kilka osób. Hipoteza telepatii zakładała przekaz od jednego umysłu do drugiego, więc obecność wielu świadków wymagała dodatkowych założeń, na przykład zarażenia telepatycznego między obecnymi. Autorzy otwarcie przyznawali, że te przypadki pozostają słabym punktem ich teorii.
Halucynacja prawdziwa
Najbardziej oryginalnym pojęciem książki była „halucynacja prawdziwa”, czyli veridical hallucination. Gurney przyjmował, że zjawa nie jest obiektywną istotą widzialną dla każdego, lecz obrazem wytworzonym przez umysł odbiorcy. Wyjątkowość tych przypadków polegała na tym, że halucynacja odpowiadała rzeczywistemu zdarzeniu, o którym odbiorca nie mógł wiedzieć. Wyjaśnieniem miała być telepatia: umysł osoby przeżywającej kryzys wysyłał impuls, który u odległego odbiorcy przybierał postać wizji, głosu lub dotyku.
Ta konstrukcja przekształcała ducha w zjawisko psychologiczne. Zjawa umierającego nie była już dowodem przetrwania po śmierci, ponieważ pojawiała się, gdy osoba jeszcze żyła lub właśnie umierała, a więc mogła zostać wyjaśniona jako działanie żywego umysłu. Stąd tytuł: widma osób żyjących. Paradoksalnie najbardziej ambitne dzieło wczesnej parapsychologii zaczynało od ograniczenia zakresu, wyłączając z analizy zjawy osób zmarłych dawno, a więc te, które dla spirytystów miały największe znaczenie. Gurney i Myers uważali, że trzeba najpierw ustalić istnienie telepatii między żywymi, zanim przejdzie się do pytania o kontakt ze zmarłymi.
Gurney opierał się przy tym na ówczesnej medycznej literaturze o halucynacjach, dyskutowanej przez psychiatrów francuskich i brytyjskich. Uznawał, że halucynacje zdarzają się ludziom zdrowym, a nie wyłącznie chorym psychicznie, i że ich treść może być kształtowana przez czynniki zewnętrzne wobec świadomości. Takie założenie pozwalało traktować zjawę nie jako objaw obłędu ani jako widzenie obiektywnego ducha, lecz jako zjawisko psychologiczne, które może mieć nieznaną przyczynę. Było to przesunięcie zasadnicze, ponieważ wprowadzało opowieść o duchach do słownika psychologii.
Krytyka Peirce’a i spis halucynacji
Książka wywołała ożywioną dyskusję. Najpoważniejszą krytykę sformułował amerykański filozof i logik Charles Sanders Peirce, który w 1887 roku w czasopiśmie amerykańskiego odpowiednika SPR polemizował z Gurneyem. Peirce wskazywał na zawodność pamięci, tendencję do retrospektywnego dopasowania szczegółów i trudność oszacowania, jak często takie zbieżności zdarzają się przypadkiem. Gurney odpowiadał rzeczowo, przyznając znaczenie problemu, ale bronił swoich obliczeń. Wymiana ta jest jednym z pierwszych przykładów sporu o statystykę i świadectwo w badaniach nad zjawiskami paranormalnymi.
Aby odpowiedzieć na zarzut dotyczący prawdopodobieństwa, SPR podjęło w latach 1889–1894 tak zwany spis halucynacji, Census of Hallucinations. Ankieterzy pytali kilkanaście tysięcy osób, czy kiedykolwiek doświadczyły wrażenia widzenia lub słyszenia kogoś nieobecnego, nie mając fizycznej przyczyny. Raport z 1894 roku, przygotowany pod kierunkiem Henry’ego Sidgwicka, stwierdzał, że zjawy zbieżne ze śmiercią zdarzają się znacznie częściej, niż wynikałoby to z przypadku. Krytycy wskazywali jednak na zniekształcenia pamięci i dobór relacji, a sam wynik nie przekonał szerokiego środowiska naukowego.
Później Frank Podmore w dwutomowym Modern Spiritualism z 1902 roku przedstawił historię ruchu, w której przeważało wyjaśnienie zjawisk oszustwem, sugestią i zawodnością pamięci, choć sam nie odrzucał całkowicie hipotezy telepatii. Jego droga od współautora Phantasms of the Living do roli najbardziej krytycznego historyka spirytyzmu dobrze pokazuje, że metoda krytyki świadectwa, raz uruchomiona, mogła prowadzić w różnych kierunkach.
Dziedzictwo i nierozstrzygnięte pytania
Edmund Gurney zmarł w czerwcu 1888 roku w hotelu w Brighton po przedawkowaniu chloroformu, którego używał przy nerwobólach. Okoliczności jego śmierci do dziś budzą dyskusje, a niektórzy badacze wiązali je z rozczarowaniem po ujawnieniu oszustw w eksperymentach, choć brak na to rozstrzygających dowodów. Myers rozwinął natomiast teorię podświadomego „ja” w pośmiertnie wydanym dziele Human Personality and Its Survival of Bodily Death z 1903 roku, przechodząc od telepatii między żywymi do hipotezy przetrwania.
Phantasms of the Living pozostaje pomnikiem epoki, w której wiktoriańscy intelektualiści próbowali pogodzić religijne pragnienia z wymaganiami empiryzmu. W 1918 roku Eleanor Sidgwick wydała skróconą wersję dzieła, co świadczy o jego trwałej pozycji w historii SPR. Wartość książki nie polega na tym, że ostatecznie dowiodła telepatii, bo tego nie dokonała, lecz na tym, że pokazała, jak można traktować opowieść o niezwykłym doświadczeniu poważnie, nie przyjmując jej bezkrytycznie. Zamiana widma w halucynację, a halucynacji w daną do porównań, była aktem intelektualnej odwagi, która wyznaczyła kierunek badań psychicznych na kolejne dziesięciolecia.
Książka zainteresowała także Williama Jamesa, który współtworzył amerykańskie towarzystwo badań psychicznych i przez lata korespondował z brytyjskimi kolegami. James cenił w pracy Gurneya przede wszystkim powagę, z jaką traktowano doświadczenie zwykłych ludzi, i sam później badał medium Leonorę Piper. Gurney zaś pozostawił po sobie również dzieło z innej dziedziny, The Power of Sound z 1880 roku, filozoficzną rozprawę o muzyce, co przypomina, że badania psychiczne były dla tego pokolenia częścią szerszej kultury intelektualnej, a nie odrębnym zajęciem ekscentryków.
