Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

Markiz de Puységur i odkrycie sztucznego somnambulizmu

Gdy w 1784 roku markiz de Puységur zobaczył, że magnetyzowany chłop Victor Race zapada w spokojny sen, w którym mówi płynniej niż na jawie i zdaje się „widzieć” rzeczy ukryte, odkrył stan, który na kolejne stulecie stał się psychologicznym wzorcem transu, łącznie z transem mediów.

Portret Armanda de Chastenet, markiza de Puységur (1751–1825), szkoła francuska XVIII wieku – domena publiczna
Portret Armanda de Chastenet, markiza de Puységur (1751–1825), szkoła francuska XVIII wieku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Arystokrata w szkole Mesmera

Armand-Marie-Jacques de Chastenet, markiz de Puységur, urodził się w 1751 roku w jednej z najstarszych rodzin wojskowej arystokracji francuskiej. Był oficerem artylerii, człowiekiem oświeconym, zainteresowanym nauką i filantropią, właścicielem dóbr Buzancy w pobliżu Soissons. Wraz z braćmi należał do grona uczniów Franza Antona Mesmera, wiedeńskiego lekarza, który od końca lat siedemdziesiątych XVIII wieku zdobywał w Paryżu ogromną popularność dzięki nauce o magnetyzmie zwierzęcym.

Mesmer twierdził, że wszechświat przenika subtelny fluid, a choroby wynikają z zaburzeń jego przepływu w ciele. Lekarz-magnetyzer miał przywracać równowagę za pomocą ruchów rąk, dotyku i specjalnych urządzeń, z których najsłynniejszym był baquet, kadź z prętami, wokół której siadali pacjenci. Kuracje mesmerowskie przebiegały często gwałtownie: pacjenci przeżywali tak zwane kryzysy, czyli konwulsje, płacz, krzyki i omdlenia, które uchodziły za oznakę uzdrowienia. Paryskie salony traktowały te seanse jako modną sensację, a środowiska medyczne – jako szarlatanerię.

Puységur, podobnie jak inni zamożni uczniowie, zapłacił za wtajemniczenie w nauki Mesmera i został członkiem Société de l'Harmonie, stowarzyszenia, które miało je przechowywać i rozpowszechniać. Wiosną 1784 roku wyjechał do swojego majątku z zamiarem leczenia chłopów z okolicznych wsi. To, co tam zobaczył, kazało mu zakwestionować samo pojęcie kryzysu, na którym opierała się praktyka mistrza.

Victor Race i sen magnetyczny

Jednym z pierwszych pacjentów Puységura był Victor Race, dwudziestotrzyletni chłop z rodziny od pokoleń związanej z majątkiem, cierpiący na zapalenie płuc. Gdy Puységur zaczął go magnetyzować, Victor nie wpadł w konwulsje. Zamiast tego zasnął spokojnie, ale był to sen szczególny: pacjent mówił, odpowiadał na pytania, poruszał się, a nawet wykonywał polecenia. Jego zachowanie wyraźnie różniło się od zwykłego. Prosty, nieśmiały chłopak przemawiał płynnie, w sposób, który Puységur opisywał jako bardziej rozumny i wyrobiony niż na jawie.

Victor w tym stanie potrafił, jak twierdził Puységur, opisywać przebieg własnej choroby, przewidywać jej rozwój i wskazywać sposoby leczenia. Zdawał się także odgadywać myśli magnetyzera i reagować na jego niewypowiedziane polecenia. Po przebudzeniu niczego nie pamiętał. Puységur, zdumiony, zaczął powtarzać doświadczenie z innymi pacjentami i odkrył, że wielu z nich zapada w podobny stan. Nazwał go somnambulizmem magnetycznym lub sztucznym, nawiązując do zjawiska lunatyzmu, w którym śpiący człowiek chodzi i działa jak przytomny.

Odkrycie miało dwa wymiary. Pierwszy był praktyczny: zamiast gwałtownych kryzysów Puységur proponował łagodny sen, w którym pacjent może współpracować z lekarzem. Drugi był teoretyczny i znacznie bardziej brzemienny w skutki. W somnambulizmie ujawniała się bowiem jakby druga osobowość, inna od codziennej, obdarzona wyższą inteligencją i zdolnościami poznawczymi, które wydawały się przekraczać zwykłe granice. Victor we śnie był, w pewnym sensie, kimś innym niż Victor na jawie, a między obiema postaciami istniała przegroda niepamięci.

Wiąz w Buzancy

Wkrótce pacjentów było tak wielu, że Puységur nie był w stanie magnetyzować wszystkich osobiście. Rozwiązanie znalazł w nauce Mesmera, zgodnie z którą fluid można przekazywać przedmiotom. Na placu we wsi rósł stary wiąz. Puységur „namagnetyzował” go i polecił zawiesić na gałęziach sznury, które pacjenci owijali wokół chorych części ciała. Chłopi z okolicy przychodzili pod drzewo, siadali na kamiennych ławkach w kręgu i trzymali się sznurów lub za ręce, tworząc łańcuch, przez który miał płynąć fluid.

Pod wiązem w Buzancy odbywały się sceny, które Puységur opisywał z entuzjazmem. Pacjenci zapadali w sen magnetyczny, niektórzy wskazywali, kto z obecnych potrzebuje jakiego leczenia, a sam magnetyzer krążył między nimi i budził ich dotknięciem. Drzewo stało się symbolem nowej praktyki, a obraz chłopów zgromadzonych w kręgu pod jego gałęziami przeszedł do historii magnetyzmu jako jedna z jego najbardziej charakterystycznych scen. Łączyła ona oświeceniową filantropię z czymś, co dla późniejszych czytelników przypominało raczej obrzęd niż zabieg medyczny.

Ciekawe jest również, jak Puységur rozumiał swoją rolę. Kładł nacisk na wolę i dobre intencje magnetyzera, które uważał za warunek skuteczności, bardziej niż na fizyczny fluid. W jego zapiskach powracają sformułowania o wierze i woli jako sile działającej. To przesunięcie od fizyki fluidu ku psychologii relacji było jednym z najważniejszych kroków w dziejach magnetyzmu, choć sam Puységur nie porzucił teorii fluidu.

Z tym przesunięciem wiązało się pojęcie, które magnetyzerzy nazywali rapport, czyli szczególną więzią między magnetyzerem a somnambulikiem. Uśpiony pacjent słyszał zwykle tylko tego, kto go uśpił, reagował na jego słowa i gesty, a innych obecnych zdawał się nie dostrzegać, dopóki magnetyzer nie wprowadził ich w ten sam związek przez dotknięcie. Więź ta miała charakter wyłączny i asymetryczny, a zarazem budziła pytania o granice wpływu jednej woli na drugą. Później, w praktyce spirytystycznej, analogiczną rolę zaczęła pełnić relacja między medium a jego duchem przewodnikiem, który decydował, kto i kiedy może przemówić.

Komisja królewska i Mémoires

Wydarzenia w Buzancy zbiegły się w czasie z najpoważniejszym kryzysem mesmeryzmu. W 1784 roku Ludwik XVI powołał dwie komisje do zbadania magnetyzmu zwierzęcego. W skład pierwszej, złożonej z członków Akademii Nauk i Wydziału Medycyny, weszli między innymi Benjamin Franklin, Antoine Lavoisier, astronom Jean Sylvain Bailly i lekarz Joseph-Ignace Guillotin. Druga komisja złożona była z członków Towarzystwa Królewskiego Medycyny. Badania prowadzono nie u samego Mesmera, lecz u jego ucznia Charles'a Deslona.

Komisarze przeprowadzili serię pomysłowych doświadczeń, w których badani nie wiedzieli, czy są magnetyzowani, albo sądzili, że są, gdy w rzeczywistości nikt na nich nie działał. Wynik był jednoznaczny: efekty zależały od tego, co badani sądzili, a nie od rzeczywistego oddziaływania. Raport ogłoszony w 1784 roku stwierdzał, że fluid nie istnieje, a zjawiska przypisywane magnetyzmowi wynikają z wyobraźni, naśladownictwa i dotyku. Osobny, poufny raport dla króla zwracał uwagę na zagrożenia dla moralności, jakie niosły kontakty magnetyzera z pacjentkami.

Puységur nie zgodził się z tą oceną. W tym samym roku opublikował Mémoires pour servir à l'histoire et à l'établissement du magnétisme animal, w których opisał swoje doświadczenia z Buzancy, przypadek Victora i praktykę pod wiązem. Książka ta stała się podstawowym tekstem nowego nurtu. W kolejnych latach Puységur kontynuował badania, współtworzył stowarzyszenie magnetyzerów w Strasburgu, które szybko stało się jednym z najważniejszych ośrodków ruchu, i wydawał kolejne prace. Rewolucja przerwała jego działalność, a sam markiz spędził pewien czas w więzieniu, ale po jej zakończeniu powrócił do magnetyzmu i zmarł w 1825 roku.

Od pacjenta do jasnowidza

Znaczenie odkrycia Puységura wykraczało daleko poza medycynę. Uczniowie i naśladowcy szybko zauważyli, że niektórzy somnambulicy wykazują zdolności, które nazwano jasnowidzeniem: opisywali wnętrze ciała, diagnozowali choroby innych osób, mówili o wydarzeniach odległych w czasie i przestrzeni, czytali zamknięte listy. Pojawiła się postać „jasnowidzącej somnambuliczki” – zwykle młodej kobiety, która w transie stawała się wyrocznią i doradczynią. W pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku takie osoby przyjmowały pacjentów we Francji i Niemczech, a magnetyzerzy prowadzili z nimi długie rozmowy o naturze duszy.

Z czasem w relacjach somnambulików zaczęli się pojawiać zmarli. Niektórzy w transie twierdzili, że rozmawiają z duchami, otrzymują od nich wskazówki lub odwiedzają ich w innym świecie. Tu leży bezpośredni związek między odkryciem z Buzancy a późniejszym mediumizmem. Trans magnetyczny dostarczył modelu stanu, w którym człowiek traci zwykłą świadomość, a w jego miejsce pojawia się inna osobowość lub inny głos, obdarzony wiedzą przekraczającą możliwości osoby na jawie. Gdy w połowie XIX wieku media zaczęły przemawiać w transie głosami zmarłych, publiczność i badacze rozpoznawali w tym zjawisko dobrze znane z praktyki magnetycznej, nawet jeśli interpretowano je inaczej.

Historycy psychologii, tacy jak Henri Ellenberger w The Discovery of the Unconscious (1970), Adam Crabtree w From Mesmer to Freud (1993) i Alan Gauld w A History of Hypnotism (1992), uznają Puységura za postać kluczową dla dziejów nauki o nieświadomości. W sztucznym somnambulizmie widzą prototyp hipnozy, w niepamięci po przebudzeniu – zapowiedź pojęcia dysocjacji, a w osobowości ujawniającej się we śnie – zapowiedź późniejszych badań nad osobowością wieloraką. Z tej samej perspektywy można powiedzieć, że Puységur dostarczył schematu, który zarówno psychologia, jak i spirytyzm wypełniły własną treścią.

Dwie drogi jednego odkrycia

Odkrycie Puységura otworzyło więc dwie drogi interpretacji. Pierwsza prowadziła ku psychologii: stan somnambuliczny był w niej przejawem ukrytych władz samego umysłu, a druga osobowość – częścią psychiki pacjenta, zwykle niedostępną. Na tej drodze leżą późniejsze badania nad hipnozą, prace lekarzy francuskiej szkoły z drugiej połowy XIX wieku i początki psychologii głębi. Druga droga prowadziła ku metafizyce: trans był w niej bramą do świata duchowego, a głos przemawiający przez somnambulika mógł należeć do istoty z zewnątrz.

Sam Puységur nie był spirytystą w późniejszym sensie i nie przypisywał zjawisk z Buzancy duchom zmarłych. Jego wyjaśnienia odwoływały się do woli, fluidu i wrodzonych zdolności duszy, która uwolniona od zmysłów może poznawać więcej. Ale właśnie ta otwartość interpretacyjna sprawiła, że jego odkrycie stało się wspólnym dziedzictwem ludzi o bardzo różnych przekonaniach. Lekarze, filozofowie, romantycy, teozofowie i spirytyści sięgali po ten sam wzór: człowiek zapada w sen, a w tym śnie mówi coś, czego na jawie nie mógłby powiedzieć.

W tym sensie wiąz w Buzancy jest jednym z punktów, z których wyrasta nowoczesna wyobraźnia transu. Victor Race, chłop pikardyjski, który we śnie przemawiał płynniej niż jego pan, pozostał anonimowym pacjentem, ale jego przypadek stał się punktem odniesienia dla kilku pokoleń badaczy i praktyków. Nie zostawił po sobie żadnego tekstu. Zostawił stan, w którym inni mieli odnaleźć zarówno ukryte głębie umysłu, jak i głosy zza grobu.