Patience Worth i Pearl Curran z Saint Louis
Powieści, wiersze i aforyzmy „Patience Worth”, dyktowane od 1913 roku przez Pearl Curran z Saint Louis, tworzą najbardziej zagadkowy dorobek twórczości automatycznej w dziejach spirytyzmu; dziś rozpatruje się go przede wszystkim jako przypadek dysocjacji o niezwykłej mocy literackiej.

Wieczór przy tablicy
Pearl Lenore Curran (1883–1937) była w 1913 roku żoną urzędnika z Saint Louis, kobietą z klasy średniej, która wcześniej uczyła się śpiewu i gry na fortepianie, ale nie miała ani wykształcenia uniwersyteckiego, ani literackich ambicji. Nie interesowała się szczególnie ani historią Anglii, ani poezją. Do tablicy ouija zasiadała z przyjaciółką, Emily Grant Hutchings, raczej z ciekawości towarzyskiej niż z przekonań religijnych. Przez wiele miesięcy wieczory te nie przynosiły niczego niezwykłego.
Według zachowanych relacji 8 lipca 1913 roku wskaźnik ułożył zdanie, które otworzyło całą historię: „Many moons ago I lived. Again I come. Patience Worth my name”. Wkrótce nowa rozmówczyni przedstawiła się jako angielska kobieta żyjąca w XVII wieku, pochodząca z Dorsetu, która miała wyemigrować do Ameryki i tam zginąć. Żadnej historycznej postaci odpowiadającej temu opisowi nie udało się zidentyfikować. Sama Patience odpowiadała zresztą na pytania o szczegóły swojej biografii żartem albo zagadką, jakby nie uważała ich za istotne.
Istotna była natomiast mowa. Od pierwszych tygodni przekazy różniły się od typowych wiadomości ouija, krótkich, banalnych, często pocieszających. Patience mówiła zawiłym, archaizującym angielskim, pełnym inwersji, dawnych form czasownikowych i słów wyszłych z użycia, a zarazem błyskotliwym, ironicznym, zdolnym do ciętej riposty. Z czasem przekazy przybrały formę wierszy, przypowieści, dialogów, wreszcie całych powieści. Curran dyktowała je na głos, a jej mąż lub inni obecni zapisywali tekst.
Dorobek, który trudno zlekceważyć
Skala tej twórczości jest zdumiewająca. W ciągu około dwudziestu lat Patience Worth miała podyktować kilka powieści, tysiące wierszy, sztuki, krótkie opowiadania i niezliczone aforyzmy, łącznie miliony słów. Najbardziej znaną książką jest The Sorry Tale (1917), obszerna powieść o czasach Jezusa, opowiedziana z perspektywy postaci pobocznych, z wieloma szczegółami życia codziennego Palestyny pod rzymskim panowaniem. Inne wydane tytuły to Hope Trueblood (1918), osadzona w wiktoriańskiej Anglii, i Telka, długi poemat w archaicznej angielszczyźnie, a także The Pot upon the Wheel (1921).
Wcześniej, w 1916 roku, Casper Yost, redaktor dziennika „St. Louis Globe-Democrat”, wydał książkę Patience Worth: A Psychic Mystery, która rozsławiła przypadek w całych Stanach Zjednoczonych. Utwory przypisywane Patience przyjmowano z zainteresowaniem, a niektóre recenzje były bardzo przychylne; jej wiersze trafiały do antologii, a powieści oceniano jako poważne osiągnięcie literackie, choć wymagające od czytelnika cierpliwości. Inni krytycy uważali ten styl za męczący i sztuczny, a sam przypadek za literacką ciekawostkę.
Sposób powstawania tekstów zdumiewał świadków bardziej niż ich treść. Curran mogła przerwać dyktowanie powieści, wdać się w rozmowę z gośćmi, a potem wrócić do zdania w miejscu, w którym je przerwała. Potrafiła równocześnie układać dwa różne utwory, przechodząc od jednego do drugiego na prośbę obecnych. Na żądanie gości improwizowała wiersze na zadane tematy, niekiedy w ciągu kilkudziesięciu sekund. Z czasem przestała w ogóle potrzebować tablicy i mówiła tekst wprost, jakby czytała go z wewnętrznej kartki.
Osobne miejsce w tej spuściźnie zajmują rozmowy z gośćmi, skrupulatnie notowane przez Curranów. Patience nie była w nich łagodną duszą pocieszającą żałobników, jak większość komunikatorów epoki, lecz rozmówczynią wymagającą, skłonną do kpiny z pytań naiwnych i do moralizujących przypowieści. Odpowiadała pytaniem na pytanie, posługiwała się obrazami z życia wiejskiego, przędzalnictwa, kuchni i ogrodu, a przy tym nieustannie wracała do tematów boskiej opatrzności, cierpienia i pokory. Ta mieszanina pobożności i ironii nadawała jej postaci wyrazistość, której brakowało wielu bardziej konwencjonalnym przekazom, i sprawiała, że goście zapamiętywali ją jako osobę, a nie jako głos.
Badanie Waltera Franklina Prince’a
Najpoważniejszą próbą oceny przypadku była książka Waltera Franklina Prince’a The Case of Patience Worth (1927), wydana przez Boston Society for Psychic Research. Prince, duchowny episkopalny i doświadczony badacz psychiczny, znany z krytycznego nastawienia wobec wielu mediów, przeprowadził z Curran rozmowy, przejrzał zapisy, zbadał jej biografię i przeanalizował język tekstów. Jego wnioski były zaskakująco ostrożne, ale zarazem dalekie od sceptycyzmu.
Prince doszedł do przekonania, że oszustwo jest w tym przypadku praktycznie wykluczone, bo nie sposób wskazać, kto mógłby przygotować takie ilości tekstu, a sama Curran nie dysponowała wiedzą, którą zdawały się zakładać utwory. Rozważał następnie hipotezę podświadomości: że Patience Worth jest częścią osobowości Curran, rozwiniętą w ukryciu i zdolną do twórczości, jakiej jej świadoma część nie potrafiła. Uznał jednak, że jeśli to wyjaśnienie jest trafne, to pojęcie podświadomości trzeba rozumieć znacznie szerzej, niż przyjmowała ówczesna psychologia. Nie rozstrzygnął, czy przypadek wskazuje na istnienie odrębnej istoty.
Równolegle przypadek rozpatrywali psychologowie akademiccy. W 1919 roku Charles E. Cory ogłosił w „Psychological Review” artykuł, w którym potraktował Patience jako wtórną osobowość Curran, ukształtowaną w procesie dysocjacji i wyposażoną w zdolności, które jej główna osobowość zablokowała. Ta interpretacja stała się z czasem dominującą w literaturze psychologicznej, choć sama nie wyjaśniała, skąd w umyśle przeciętnej mieszkanki Saint Louis wzięło się słownictwo, z którego korzystała Patience.
Zagadka języka
Najczęściej przywoływanym argumentem w sprawie Patience Worth jest jej angielszczyzna. Już wcześni komentatorzy zauważyli, że w jej tekstach pojawia się wyjątkowo wysoki odsetek słów pochodzenia staroangielskiego, a stosunkowo niewiele latynizmów, i że niektóre użyte słowa i formy były tak rzadkie, że trzeba było szukać ich w specjalistycznych słownikach dialektów. Dla zwolenników było to świadectwo prawdziwego pochodzenia z dawnej Anglii.
Bliższa analiza pokazała jednak obraz bardziej złożony. Język Patience nie odpowiadał żadnemu konkretnemu dialektowi ani okresowi; łączył elementy z różnych epok i regionów, a niekiedy przypominał raczej literacką stylizację na archaiczność niż autentyczną mowę XVII-wiecznej wieśniaczki. Różne teksty różniły się zresztą stylem: Telka była znacznie bardziej archaiczna niż The Sorry Tale, a ta z kolei inna niż Hope Trueblood. Uderzało też, że kobieta z Dorsetu z XVII wieku miała tak rozległą wiedzę o życiu w rzymskiej Palestynie i w wiktoriańskiej Anglii.
Trzeba też pamiętać, że Curran żyła w kulturze, w której archaizująca angielszczyzna była obecna na co dzień, przede wszystkim w Biblii króla Jakuba, czytanej w domach i kościołach, a także w popularnych powieściach historycznych i balladach. Część idiomu Patience mogła mieć to właśnie źródło. Nie tłumaczy to jednak rzadkich słów dialektalnych, na które zwracali uwagę badacze.
Te obserwacje nie obalają zagadki, lecz ją przesuwają. Zamiast pytać, czy Patience była prawdziwą XVII-wieczną Angielką, należy pytać, jak ktoś mógł wytworzyć tak spójny, choć sztuczny, idiom literacki. Stylizacja archaizująca jest umiejętnością, którą pisarze ćwiczą latami. Że osiągnęła ją osoba bez przygotowania literackiego, płynnie i w wielkiej skali, pozostaje faktem wymagającym wyjaśnienia, niezależnie od tego, czy przyjmiemy tezę o duchu, czy o ukrytym talencie.
Dysocjacja i twórczość
Współczesne interpretacje przypadku Patience Worth koncentrują się na pojęciu dysocjacji, rozumianej jako zdolność umysłu do rozdzielania procesów, które zwykle działają razem, tak że część aktywności przebiega poza świadomą kontrolą i bywa doświadczana jako cudza. Zjawisko to jest dobrze znane w psychologii, od transu hipnotycznego po rzadkie stany rozszczepienia osobowości. Pisanie automatyczne i dyktowanie w podobnych stanach mieszczą się w tym spektrum.
W tej perspektywie Patience Worth jest czymś w rodzaju persony twórczej, której Curran, z różnych powodów, nie mogła przyjąć jako własnej. Kobieta wychowana w przekonaniu o swojej przeciętności, bez dostępu do kultury literackiej, mogła stworzyć sobie postać, która pisała za nią, a zarazem zwalniała ją z odpowiedzialności za ambicję. Takie odczytanie nie umniejsza osiągnięcia, a w pewnym sensie je podkreśla: zdolność, która w innych warunkach mogła stać się pisarstwem pod własnym nazwiskiem, ujawniła się w formie przekazu.
Ciekawe są tu szczegóły biografii. W 1916 roku Curranowie adoptowali dziewczynkę, którą nazwali Patience Worth Wee, według zachowanych relacji na prośbę samej Patience. Po śmierci męża w 1922 roku Pearl przeżywała trudności finansowe, a zainteresowanie jej przypadkiem stopniowo słabło. Przeniosła się do Kalifornii i zmarła w 1937 roku. Patience przestała mówić razem z nią. W relacjach z ostatnich lat zauważano, że przekazy stały się rzadsze, a sama Curran nie zabiegała już o rozgłos.
Przypadek wolny od sensacji
W historii spirytyzmu przypadek Patience Worth zajmuje szczególne miejsce, bo trudno w nim znaleźć elementy, które zwykle obniżają wiarygodność takich historii. Nie ma tu ciemnego pokoju ani zjawisk fizycznych, nie ma demaskacji, nie ma też obietnic dowodu przetrwania, bo sama Patience nie przywiązywała do tego większej wagi. Jest natomiast obszerny, sprawdzalny dorobek literacki, który można czytać i analizować niezależnie od opinii o jego pochodzeniu. To właśnie sprawia, że przypadek pozostaje otwarty.
Kolejni badacze, od Irvinga Litvaga, autora biografii Singer in the Shadows (1972), po filozofa Stephena Braude’a, który omawiał przypadek w kontekście sporu o przetrwanie, zwracali uwagę, że Patience Worth podważa łatwe podziały. Nie mieści się w schemacie oszustwa, ale nie daje się też łatwo przyjąć jako dowód obecności zmarłej. Jest raczej przypomnieniem, jak mało wiemy o potencjale umysłu, który w określonych warunkach potrafi wytworzyć dzieło, o którego istnieniu jego właściciel nie miał pojęcia.
W tym sensie Pearl Curran z Saint Louis i jej przybrana rozmówczyni stanowią jeden z najlepszych przykładów tego, czym badania nad zjawiskami mediumicznymi mogą być, gdy zostawią na boku pytanie o duchy. Pytanie o źródło twórczości, o granice osobowości, o to, ile w człowieku mieści się głosów, które nie należą do jego codziennego „ja”, jest bowiem pytaniem dotyczącym każdego z nas. Archaiczna mowa Patience brzmi jak dobiegająca z dawnych wieków, ale zagadka, którą zostawiła, należy do współczesnej psychologii.
