Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Spirytyzm i mediumizm

Mr. Sludge, the Medium – Browning przeciw Home'owi

Monolog Mr. Sludge, „the Medium” z tomu Dramatis Personae z 1864 roku jest literacką anatomią oszusta, w której Robert Browning przetworzył osobistą niechęć do Daniela Dunglasa Home'a i długi, bolesny spór z żoną, Elizabeth Barrett Browning, gotową wierzyć w autentyczność seansów.

Robert Browning, fotografia Elliott & Fry, lata 1880–1884 – domena publiczna
Robert Browning, fotografia Elliott & Fry, lata 1880–1884 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Wieczór w Ealing

Latem 1855 roku Browningowie przebywali w Londynie, przerywając na kilka miesięcy swoje florenckie życie. Daniel Dunglas Home, młody szkocko-amerykański medium, którego sława właśnie rosła w angielskich salonach, zatrzymał się wówczas w domu Johna Rymera, prawnika z Ealing pod Londynem. Tam, w lipcu 1855 roku, poeta i poetka wzięli udział w seansie, który na trwałe zaważył na ich wzajemnych relacjach w tej sprawie. Przy stole doszło do zjawisk, jakie Home zwykł prezentować: stukania, poruszania się mebli, dotknięć przypisywanych niewidzialnym dłoniom. Kulminacją był wieniec, który – jak relacjonowali uczestnicy – uniósł się spod blatu i spoczął na głowie Elizabeth.

Dla niej było to doświadczenie poruszające. W listach do rodziny, zwłaszcza do siostry Henrietty, opisała przebieg wieczoru z ciepłem i z przekonaniem, że widziała coś, czego nie da się wytłumaczyć zwykłym oszustwem. Browning wyniósł z seansu zupełnie inne wrażenie. Uznał całość za sprytnie przygotowane przedstawienie, podejrzewał, że Home posługiwał się stopami i rękami ukrytymi pod stołem, a samą atmosferę czułostkowego zachwytu odebrał jako upokarzającą. Gdy medium odwiedziło później Browningów w ich londyńskim mieszkaniu, doszło do sceny, o której w różnych wersjach opowiadali potem świadkowie i sam Home: poeta okazał gościowi demonstracyjny chłód, graniczący z wrogością.

Wersja krążąca w kręgu Home'a, którego wspomnienia Incidents in My Life ukazały się w 1863 roku, sugerowała, że Browning był po prostu zazdrosny, ponieważ wieniec trafił na głowę jego żony, a nie na jego własną. Ta anegdota jest zbyt zręczna, by brać ją za dobrą monetę, ale dobrze pokazuje, jak szybko spór przeniósł się z poziomu faktów na poziom charakterów. Dla obu stron chodziło już nie o to, co wydarzyło się pod stołem w Ealing, lecz o to, kto jest człowiekiem uczciwym.

Spór w małżeństwie

Spirytyzm był w małżeństwie Browningów tematem drażliwym przez kolejne lata. Elizabeth, wychowana w surowej religijności i przez długie lata unieruchomiona chorobą, z otwartością przyjmowała możliwość kontaktu z zaświatami. We Florencji obracała się w kręgu Anglików i Amerykanów, wśród których seanse były modą i przedmiotem poważnych rozmów; należał do niego między innymi rzeźbiarz Hiram Powers, zainteresowany zjawiskami mediumicznymi. Przez pewien czas bliską przyjaciółką poetki była Amerykanka Sophia Eckley, która sama przypisywała sobie zdolności mediumiczne, a której rzetelność – jak Elizabeth z goryczą stwierdziła po kilku latach – okazała się wątpliwa.

Robert odnosił się do tego wszystkiego z narastającą irytacją, ale unikał otwartego konfliktu, wiedząc, jak głęboko żona przeżywa te sprawy. Z korespondencji wyłania się obraz dwojga ludzi, którzy kochają się i szanują, a zarazem nie potrafią porozumieć się w jednym, istotnym punkcie. Elizabeth zarzucała mężowi zamknięcie umysłu, on jej – łatwowierność wobec ludzi, których moralnej wartości nie umiała ocenić. Spór dotyczył więc nie tylko zjawisk, lecz także zaufania do świadectwa i do własnej intuicji.

Dla Elizabeth zjawiska mediumiczne nie były zresztą ciekawostką oderwaną od jej przekonań religijnych. Czytała Swedenborga i interesowała się jego wizją świata duchów jako przedłużenia świata ludzkiego; seanse wydawały się jej doświadczalnym potwierdzeniem intuicji, które wcześniej znała z lektury. Spirytyzm nie zastępował jej chrześcijaństwa, lecz miał je uzupełniać, przybliżając to, co w kazaniach pozostawało abstrakcyjne. Trudno się dziwić, że sceptycyzm męża odbierała chwilami jako lekceważenie czegoś, co dotykało samego rdzenia jej wiary. Robert z kolei, choć sam był człowiekiem głęboko religijnym, uważał, że prawdziwa wiara nie potrzebuje stukających stolików i że szukanie dowodów w półmroku salonu jest raczej jej osłabieniem niż wzmocnieniem.

Śmierć Elizabeth w czerwcu 1861 roku zmieniła sytuację. Browning wrócił do Anglii, przez pewien czas nie publikował, a gdy w 1864 roku ogłosił Dramatis Personae, czytelnicy znaleźli w tomie długi monolog o medium przyłapanym na oszustwie. Data powstania utworu nie jest ustalona z pełną pewnością; część badaczy przypuszcza, że Browning pracował nad nim jeszcze za życia żony. Pewne jest, że wydał go dopiero wtedy, gdy nie mógł jej już zranić.

Monolog oszusta

Sam utwór liczy ponad półtora tysiąca wersów i należy do najdłuższych monologów dramatycznych Browninga. Mówi w nim tytułowy Sludge, amerykański medium, którego bogaty protektor, Hiram H. Horsefall, przyłapał właśnie w swoim bostońskim domu na fałszowaniu seansu. Nie słyszymy głosu Horsefalla; jego gniew, groźby i milczenie odtwarzamy tylko z reakcji mówiącego. Sludge najpierw błaga o litość, płaszczy się, obiecuje poprawę, prosi, by sprawa nie wyszła na jaw. Następnie, gdy zyskuje pewność, że protektor nie wyda go policji, przechodzi do coraz śmielszej obrony.

Ta obrona jest najciekawszą częścią poematu. Sludge twierdzi, że oszustwo zrodziło się niemal samo, z oczekiwań ludzi, którzy chcieli wierzyć i nagradzali każdy znak z zaświatów. Opisuje, jak dziecięce zmyślenia, chwalone przez dorosłych, stopniowo przeradzały się w zawód. Przekonuje, że jego klienci byli współautorami mistyfikacji: sami podsuwali mu informacje, sami interpretowali niejasne odpowiedzi na swoją korzyść, sami przemilczali niepowodzenia. Wreszcie wchodzi w rejestr niemal teologiczny, sugerując, że skoro świat pełen jest niewytłumaczalnych zbiegów okoliczności, a ludzie i tak wierzą w opatrzność, jego drobne kłamstwa mogą być narzędziem większej prawdy. Wielokrotnie zaznacza też, że nie wszystko w jego praktyce było fałszem i że zdarzały mu się chwile, których sam nie rozumiał.

Siła tej przemowy bierze się w dużej mierze z jej języka. Browning pisze wierszem białym, lecz łamie go potocznymi zwrotami, wtrąceniami, urwanymi zdaniami i amerykańskimi kolokwializmami, które mają oddać mowę człowieka sprytnego, ale niewykształconego. Sludge nieustannie zmienia ton: raz jest płaczliwy, raz poufały, raz wyniosły. Przechodzi od anegdoty do aforyzmu, od samoponiżenia do pouczania protektora. Czytelnik ma wrażenie, że obserwuje umysł pracujący na żywo, szukający kolejnych wyjść z sytuacji, w której się znalazł, i coraz bardziej zachwycony własną wymową. Ta dramaturgia jest bliższa scenie niż liryce i wyjaśnia, dlaczego utwór tak dobrze nadaje się do głośnej lektury.

Browning nie pozwala czytelnikowi łatwo odrzucić tych argumentów. Sludge jest odrażający, ale inteligentny; jego cynizm miesza się z autentycznym wglądem w psychologię wiary. W ostatnich wersach, gdy otrzymawszy pieniądze i pozwolenie na odejście zostaje sam, porzuca maskę skruchy, przeklina protektora i zapowiada, że w innym mieście wróci do dawnego procederu. To zakończenie odbiera mu resztki sympatii, ale nie unieważnia tego, co powiedział wcześniej o ludziach, którzy chcieli być oszukiwani.

Home w masce Sludge'a

Współcześni nie mieli wątpliwości, kogo Browning przedstawił. Sludge nie jest portretem w ścisłym sensie: Home był Szkotem wychowanym w Ameryce, a nie Amerykaninem z Bostonu, nie dał się nigdy przyłapać w sposób opisany w poemacie i sam stanowczo odrzucał oskarżenia o oszustwo. Mimo to wiele szczegółów – amerykańska proweniencja, życie na koszt zamożnych opiekunów, powodzenie wśród kobiet, zręczność w budowaniu nastroju – wskazywało na pierwowzór aż nazbyt wyraźnie. Sam Browning w późniejszych rozmowach i listach nie ukrywał, że myślał o Homie, i przez resztę życia wypowiadał się o nim z niezmienną pogardą.

Literacka zemsta okazała się skuteczna, choć nie w taki sposób, jakiego mógłby się spodziewać autor. Home pozostał popularny w kręgach spirytystycznych, a jego reputacja jako medium, którego nigdy nie zdemaskowano publicznie, przetrwała poemat. Za to w szerszej kulturze angielskiej nazwisko Sludge stało się synonimem szarlatana, a sam utwór przez dekady funkcjonował jako najświetniejsze literackie studium psychologii fałszywego medium, cytowane przez sceptyków znacznie częściej niż jakiekolwiek rozprawy naukowe.

Zwolennicy Home'a odpowiadali na poemat na dwa sposoby. Jedni uznawali go za niegodny poety paszkwil, wymierzony w człowieka, który nie mógł się bronić w tym samym medium. Inni podkreślali, że poeta nie przedstawił żadnych dowodów, a wiersz, nawet znakomity, nie jest protokołem z seansu i nie może zastąpić świadectwa. Ten drugi argument miał swoją wagę, bo rzeczywiście ani wieczór w Ealing, ani późniejsze spotkania nie dostarczyły poecie niczego więcej niż silnego przekonania. Spór o Mr. Sludge stał się w ten sposób sporem o prawa literatury do sądzenia ludzi.

Literatura jako narzędzie demaskacji

Poemat Browninga warto czytać w szerszym kontekście wiktoriańskiego sporu o spirytyzm. W latach sześćdziesiątych XIX wieku debata toczyła się głównie w prasie i w salonach; poważne badania prowadzone przez uczonych miały dopiero nadejść. Literatura pełniła więc funkcję, której nie mogła jeszcze pełnić nauka. Pozwalała rozważać motywy, mechanizmy samooszukiwania i społeczne warunki sukcesu medium bez konieczności rozstrzygania, czy konkretne zjawiska były prawdziwe.

Właśnie dlatego Mr. Sludge nie jest prostą satyrą. Browning, mistrz monologu dramatycznego, zawsze interesował się postaciami mówiącymi w obronie spraw wątpliwych: zazdrosnymi książętami, zdegenerowanymi duchownymi, artystami usprawiedliwiającymi własną przeciętność. Sludge dołącza do tej galerii jako człowiek, który zna prawdę o sobie, a jednak potrafi zbudować wokół niej wywód tak gęsty, że słuchacz zaczyna wątpić w oczywistość własnego oburzenia. Poeta pyta w ten sposób nie tyle o to, czy duchy istnieją, ile o to, dlaczego tak wielu ludzi pragnęło, by medium mówiło prawdę.

W tym sensie monolog jest również cichym dialogiem z nieżyjącą żoną. Elizabeth nie pojawia się w nim ani razu, a Sludge nie przypomina żadnej z kobiet z jej kręgu. Jednak pytanie, które poemat stawia – co sprawia, że dobrzy, inteligentni ludzie powierzają swoje najgłębsze tęsknoty komuś takiemu jak on – było pytaniem, które Browning zadawał sobie przez całe małżeństwo. Odpowiedź, którą daje, nie jest pogardliwa wobec wierzących. Jest gorzka wobec tych, którzy ich wiarę zamieniają w źródło dochodu, i przenikliwa wobec mechanizmów, dzięki którym tęsknota za zmarłymi tak łatwo staje się towarem.