Victor Hugo i stoliki z Jersey
Seanse stolikowe w Marine Terrace na Jersey, prowadzone w latach 1853–1855, były dla wygnanego Victora Hugo zarazem formą żałoby po utopionej córce Léopoldine i pracownią wizji poetyckiej, a doktryny spisywane przy stoliku przeniknęły do Kontemplacji i do wielkich poematów kosmicznych jego późnego okresu.

Wygnaniec w domu nad morzem
Po zamachu stanu Ludwika Napoleona w grudniu 1851 roku Victor Hugo opuścił Francję i po krótkim pobycie w Brukseli osiadł w sierpniu 1852 roku na Jersey, brytyjskiej wyspie w Kanale La Manche. Zamieszkał z rodziną w Marine Terrace, surowym domu przy plaży w Saint-Clément, wystawionym na wiatry i fale. Byli z nim żona Adèle, synowie Charles i François-Victor, młodsza córka Adèle, a także Auguste Vacquerie, brat Charlesa Vacquerie, męża Léopoldine. Opodal mieszkała Juliette Drouet, wieloletnia towarzyszka poety. Wokół domu krążyła wspólnota proskrybowanych republikanów, którzy podobnie jak Hugo czekali na upadek cesarstwa.
Wygnanie miało dla Hugo podwójne oblicze. Było upokorzeniem i stratą pozycji, lecz także wyzwoleniem: daleko od paryskiego życia literackiego i od obowiązków parlamentarzysty poeta zyskał samotność, morze i czas. W pierwszym okresie pisał przede wszystkim Kary, gwałtowny zbiór satyr na Napoleona III wydany w 1853 roku. Gdy ten tom był gotów, w życie domu wkroczyła praktyka, która na ponad dwa lata zajęła wieczory całej rodziny.
Delphine de Girardin i pierwsza noc przy stoliku
We wrześniu 1853 roku przyjechała na Jersey z wizytą Delphine de Girardin, pisarka, dawna przyjaciółka Hugo i żona wydawcy Émile'a de Girardin. Moda na wirujące stoliki, przybyła z Ameryki, ogarnęła wówczas Europę, a pani de Girardin była jej zapaloną adeptką. Przywiozła ze sobą przekonanie, że okrągły stolik o trzech nogach, na którym uczestnicy kładą dłonie, może odpowiadać na pytania stukami odpowiadającymi literom alfabetu. Pierwsze próby nie przyniosły rezultatu, a gospodarze odnosili się do nich z pobłażliwością.
Jedenastego września 1853 roku stolik miał jednak „przemówić”. Na pytanie, kto jest obecny, ułożył imię zmarłej córki. Léopoldine utonęła wraz z mężem w Sekwanie pod Villequier 4 września 1843 roku, kilka miesięcy po ślubie; Hugo dowiedział się o jej śmierci z gazety, będąc w podróży. Dziesięć lat później, prawie dokładnie w rocznicę katastrofy, rodzina siedziała w ciemnym salonie i słuchała pytań zadawanych zmarłej przez matkę i brata. Według zapisu duch zapewniał, że jest szczęśliwy i widzi cierpienie najbliższych. Trudno przecenić znaczenie tej chwili dla poety, który przez dekadę nie zdołał opublikować cyklu wierszy poświęconych córce.
Pani de Girardin wyjechała po kilku dniach, ale seanse trwały dalej. Głównym medium, czyli osobą, przy której stolik odpowiadał najchętniej, był najczęściej Charles Hugo. Sam poeta rzadko kładł ręce na blacie; wolał zadawać pytania i rozważać odpowiedzi. Uczestnikami bywali także inni wygnańcy, wśród nich Théophile Guérin czy Jules Allix.
Protokoły i ich goście
Od początku rodzina sporządzała zapisy seansów: daty, obecnych, pytania i dyktowane litera po literze odpowiedzi. Część z nich spisywał sam Hugo, inne Vacquerie i członkowie rodziny. Zbiór ten długo pozostawał w rękopisach. Obszerne wyjątki ogłosił w 1923 roku Gustave Simon w książce Chez Victor Hugo. Les tables tournantes de Jersey, a pełniejsze wydanie, opracowane przez Patrice'a Boivina, ukazało się w 2014 roku pod tytułem Le Livre des tables. Lektura tych protokołów jest dziwnym doświadczeniem: mieszają się w nich banały, tyrady, aforyzmy i fragmenty wierszy o wyraźnie hugoliańskiej fakturze.
Galeria rozmówców przypomina panteon zbudowany przez samą wyobraźnię poety. Przy stoliku zjawiali się Szekspir, Ajschylos, Molier, Dante, Racine, Galileusz, Jezus i Mahomet, a obok nich byty alegoryczne: Dramat, Krytyka, Idea, Śmierć, Ocean, Biała Dama, Lew Androklesa. Szekspir dyktował podobno ciągi francuskiego tekstu dramatycznego, a na prośbę o przekład na angielski odpowiadał wymijająco. Szczególne miejsce zajmowała Ombre du Sépulcre, Ciemność grobu, istota przemawiająca tonem groźnym i proroczym, wzywająca poetę do pracy i zapowiadająca nadejście nowej religii.
Hugo zdawał sobie sprawę, że odpowiedzi stolika brzmią niepokojąco podobnie do jego własnego stylu. Zanotowano jego zastrzeżenie, że nie będzie wplatał w swoje dzieła wierszy podyktowanych przez duchy, by nie pomieszać tego, co własne, z tym, co obce. Pytanie o źródło przekazów pozostawił otwartym: zjawiska nie przypisywał ani prostemu oszustwu syna, ani wyłącznie podświadomości uczestników, lecz uznawał je za znak, że świat niewidzialny może przenikać do widzialnego. Dla współczesnego czytelnika najbardziej przekonująca jest hipoteza, że stolik oddawał rodzinie jej własne myśli, a zwłaszcza myśli ojca, w uporządkowanej i wzmocnionej postaci.
Laboratorium wizji
Seanse nie ograniczały się do pocieszenia. Z czasem zmieniły się w rodzaj nocnego seminarium, na którym poeta poddawał próbie idee nurtujące go od dawna: los dusz po śmierci, sens cierpienia, pochodzenie zła, powołanie poety jako proroka ludu. Pytania stawiane duchom bywały rozbudowane i filozoficzne, a odpowiedzi notowano z pietyzmem należnym objawieniu. Hugo rozmawiał z Ciemnością grobu o karze i przebaczeniu, z Ajschylosem o tragedii, z Galileuszem o gwiazdach, z Jezusem o nowym chrześcijaństwie bez kościelnej hierarchii. W ten sposób stolik stał się narzędziem, które pozwalało mu prowadzić dialog z tradycją, ucieleśnioną w wielkich zmarłych, i jednocześnie słyszeć własne myśli wypowiadane cudzym głosem.
Takie ujęcie seansów jako laboratorium nie jest jedynie interpretacją późniejszych badaczy. Sam Hugo wierzył, że poeta jest istotą pośredniczącą, „echem dźwięcznym” w samym środku wszechrzeczy, jak ujął to w wierszu otwierającym Liście jesienne z 1831 roku. Wizja ta zapowiadała w pewnym sensie praktykę z Jersey: jeśli twórca jest instrumentem, przez który przemawia świat, to stolik mógł się wydawać zewnętrzną, rodzinną wersją tego samego natchnienia. Różnica polegała na tym, że natchnienie, dotąd intymne, stało się zjawiskiem obserwowanym przez kilka osób, protokołowanym i poddanym dyskusji.
Z tej perspektywy szczególnie ciekawe są chwile, w których poeta spierał się z duchami, odrzucał ich sformułowania albo przypominał im, że sam doszedł do podobnych myśli wcześniej. Zdarzało się, że zapisywał wiersze własne powstałe przed danym seansem, jakby chciał udokumentować pierwszeństwo przed głosem z zaświatów. Te gesty zdradzają człowieka, który nie oddał się biernie dyktatowi, lecz traktował go jako partnera, a niekiedy rywala. Laboratorium działało więc w obie strony: dostarczało obrazów i zarazem skłaniało autora, by bronił niezależności swojego słowa.
Żałoba, która znalazła formę
Najprostszy sens seansów jest psychologiczny. Śmierć Léopoldine była dla Hugo raną, której nie zabliźniła ani działalność polityczna, ani romanse, ani podróże. Wiersze o córce powstawały od lat czterdziestych, lecz poeta nie umiał nadać im ostatecznego kształtu. Rozmowy przy stoliku stworzyły rytuał, w którym zmarła odzywała się i pocieszała, a przez to umożliwiły przejście od milczącej rozpaczy do mowy. Nie trzeba przyjmować spirytystycznej interpretacji, by dostrzec, że te wieczory pełniły funkcję zbliżoną do obrzędu żałobnego.
Owocem tej przemiany były Kontemplacje, wydane w 1856 roku, już po przeniesieniu się poety na Guernsey. Zbiór ma budowę dwuczęściową: Autrefois i Aujourd'hui, dawniej i dziś, a granicą między nimi jest data śmierci Léopoldine. Księga czwarta, Pauca meae, zawiera wiersze poświęcone córce, w tym słynne Demain, dès l'aube, w którym poeta wyrusza o świcie do jej grobu. Ton tej części nie jest spirytystyczny w sensie doktrynalnym, ale rodzi się z doświadczenia, że więź ze zmarłą nie została zerwana.
Warto zauważyć, że wiele wierszy Pauca meae opatrzono datami wcześniejszymi niż ich rzeczywiste powstanie lub przesuniętymi tak, by układały się w opowieść o żałobie przeżywanej rok po roku. Hugo budował z nich autobiografię duchową, w której ból po stracie prowadzi stopniowo do kontemplacji i zgody. Seanse dostarczyły tej autobiografii brakującego ogniwa: przekonania, że zmarła nie zniknęła w nicości, lecz przeszła w inny stan istnienia, z którego może patrzeć na żyjących. Zbiór, który poeta nazwał „pamiętnikami duszy”, jest więc w pewnej mierze również pamiątką po nocach w Marine Terrace, nawet jeśli słowo „stolik” w nim nie pada.
Bouche d'ombre i metafizyka późnego Hugo
Wpływ seansów na myśl Hugo widać jednak najwyraźniej nie w lirykach żałobnych, lecz w wizjach kosmologicznych. Ostatni utwór Kontemplacji, rozległy poemat Ce que dit la Bouche d'ombre, wykłada przez usta tajemniczej „Paszczy cienia” doktrynę, której rysy pojawiają się w protokołach. Wszechświat jest w niej w całości ożywiony i świadomy; dusze zstępują w hierarchii bytów zależnie od winy, zamieszkując zwierzęta, rośliny i kamienie, a cały porządek zmierza ku ostatecznemu przebaczeniu, w którym nawet zło zostanie odkupione. Jest to synteza wątków gnostyckich, neoplatońskich i pitagorejskich, przetworzona przez osobisty idiom poety i, jak można przypuszczać, wzmocniona głosami Ciemności grobu.
Ta sama metafizyka zasila dzieła pisane na Guernsey, lecz wydane dopiero po śmierci Hugo: niedokończone poematy La Fin de Satan i Dieu. W pierwszym upadły anioł zostaje ostatecznie przywrócony światłu, w drugim duch ludzki wędruje przez kolejne koncepcje boskości, od ateizmu po czyste światło. Zarówno rozmach tych projektów, jak i ich przekonanie o powszechnym zbawieniu można czytać jako dalszy ciąg nocnych rozmów z Jersey, przeniesionych z protokołu do wiersza.
Seanse ustały jesienią 1855 roku. Złożyło się na to kilka przyczyn: załamanie psychiczne Julesa Allixa, które wystraszyło rodzinę, zmęczenie uczestników i wreszcie wydalenie Hugo z Jersey przez władze wyspy po sporze o publikację wygnańczego pisma krytykującego królową Wiktorię. Poeta przeniósł się na Guernsey, do Hauteville House, gdzie spędził resztę wygnania aż do 1870 roku. Stolik pozostał w pamięci rodziny, a jego wpływ w literaturze. Gdy w 1923 roku ogłoszono pierwsze obszerne fragmenty protokołów, krytycy przekonali się, że za monumentalną kosmologią późnego Hugo stoi coś więcej niż lektury i temperament: dwuletnie, uporczywe ćwiczenie w słuchaniu głosów, które poeta przyjmował jako dar, a potomni odczytują jako niezwykły zapis twórczej wyobraźni rozmawiającej sama z sobą.
