Fartuch z jagnięcej skóry i ikonografia stroju loży
Fartuch wolnomularski przeszedł drogę od ciężkiej skóry chroniącej kamieniarza przed odpryskami do malowanych i haftowanych jedwabi XVIII i XIX wieku, ale przez wszystkie przemiany mody zachował jeden sens nadany mu w loży: biel jagnięcej skóry jako znak niewinności i czystości postępowania.

Skóra na placu budowy
Na średniowiecznych miniaturach przedstawiających budowę katedr i wież widać ludzi w długich fartuchach, sięgających od piersi do kolan, przewiązanych w pasie rzemieniem. Kamieniarz obrabiający blok dłutem i młotkiem potrzebował osłony przed odpryskami, pyłem i ostrymi krawędziami, a najlepszym materiałem była skóra, gruba i wytrzymała. Fartuch był więc najzwyklejszą częścią stroju roboczego, podobnie jak skórzane rękawice, które w niektórych dokumentach cechowych również wymienia się wśród rzeczy przysługujących robotnikom.
Gdy w XVII i na początku XVIII wieku do lóż zaczęli wstępować ludzie niezwiązani z rzemiosłem – szlachta, kupcy, duchowni, uczeni – przejęli z dawnego świata pracy właśnie ten element ubioru. Wybór był naturalny. Fartuch najbardziej jednoznacznie odróżniał murarza od innych zawodów, a zarazem nie wymagał żadnych umiejętności, by go nosić. Przybyszowi z salonu pozwalał na czas zebrania stać się symbolicznie robotnikiem, a więc wejść w rolę, której cała obrzędowość loży nadawała sens.
Najstarsze przedstawienia wolnomularzy spekulatywnych pokazują fartuchy bardzo długie, z białej skóry, z klapą podnoszoną na pierś i wiązane sznurkami. Na rycinach z pierwszej połowy XVIII wieku, a także w satyrycznych scenach, takich jak Noc Williama Hogartha z 1738 roku, w której pijany mason wraca do domu ulicami Londynu, fartuch jest wciąż przedmiotem dużym i niemal roboczym. Dopiero z upływem dziesięcioleci zaczął się skracać, zaokrąglać i zmieniać w ozdobny emblemat noszony na stroju wieczorowym.
Biały, starszy niż złote runo
Kluczowe znaczenie fartucha zostało sformułowane w obrzędzie ucznia, gdy kandydat po raz pierwszy otrzymuje go od przełożonego loży. W formułach angielskich i amerykańskich, utrwalonych w wykładach z końca XVIII wieku, mówi się, że fartuch z jagnięcej skóry jest starszy niż złote runo i rzymski orzeł, a zarazem bardziej zaszczytny niż Order Podwiązki czy jakikolwiek inny order, jaki mogą nadać królowie. Retoryka jest wyraźnie wymierzona w świat arystokratycznych wyróżnień: bractwo, które gromadziło ludzi różnego stanu, uznawało za najwyższą godność coś, co nosił każdy prosty robotnik.
Wyjaśnienie znaczenia tego zaszczytu odwołuje się do baranka. Jagnięca skóra ma przypominać o niewinności, a jej biel – o czystości życia i postępowania, jakiej oczekuje się od brata. Dla czytelników Pisma symbol był w pełni czytelny. Baranek należał do najstarszych obrazów ofiary i czystości w Starym Testamencie, a w Nowym stał się imieniem samego Chrystusa. Wolnomularstwo nie przejmowało jednak wprost symboliki chrystologicznej, lecz mówiło o niewinności w sposób ogólny, dostępny dla ludzi różnych wyznań. Fartuch miał przypominać, że do loży wnosi się nie tylko zręczność, lecz przede wszystkim czyste serce.
Ten moralny sens uzupełniał rzemieślniczy, nie zastępując go. Biały fartuch jest wciąż strojem roboczym, a więc znakiem pracy. Brat, który go nosi, zobowiązuje się do pracy nad sobą tak, jak kamieniarz pracował nad blokiem kamienia. W klasycznych objaśnieniach połączenie obu sensów jest zupełnie świadome: niewinność nie jest stanem biernym, lecz czymś, co trzeba zachować w trudzie codziennych zajęć, a fartuch, chroniąc odzież przed brudem pracy, symbolicznie chroni przed nim duszę.
Późniejsi komentatorzy dobudowali do tego jeszcze jedną warstwę, opartą na kształcie samego przedmiotu. Gdy fartuch skrócił się i przybrał formę prostokąta z trójkątną klapą, zaczęto w nim widzieć połączenie kwadratu i trójkąta, a więc w języku spekulacji liczbowej – czterech żywiołów materii i trzech zasad ducha. Klapa opuszczona na prostokąt miała oznaczać ducha, który zstąpił w ciało, a klapa podniesiona, jak nosił ją uczeń w niektórych zwyczajach – ducha jeszcze nie w pełni zjednoczonego z pracą. Te odczytania pochodzą z XIX wieku i nie mają oparcia w pierwotnym rytuale, który o geometrii fartucha milczy. Pokazują jednak, jak silna była skłonność, by w każdym elemencie stroju szukać lekcji, i jak łatwo zwykły przedmiot roboczy stawał się w loży tekstem do czytania.
Gdy fartuch stał się obrazem
W drugiej połowie XVIII wieku, a zwłaszcza na jego przełomie z XIX, fartuchy przestały być jedynie białe. Pojawiły się egzemplarze z jedwabiu, satyny i delikatnej skóry, ręcznie malowane lub haftowane, a także fartuchy z drukowanymi rycinami, które następnie kolorowano. Na ich powierzchni mieściły się całe programy ikonograficzne: kolumny, schody, słońce i księżyc, oko opatrzności, cyrkiel i węgielnica, ul, klepsydra, kotwica, trzy świece, mozaikowa posadzka. Fartuch stawał się przenośnym obrazem loży, rodzajem miniaturowego tableau, które brat nosił na sobie.
Zjawisko było szczególnie żywe w Stanach Zjednoczonych i we Francji. W młodej republice amerykańskiej fartuchy malowali zarówno zawodowi artyści, jak i miejscowi rzemieślnicy, a w zbiorach muzeów masońskich zachowały się setki egzemplarzy o bardzo różnej jakości. Część z nich to dzieła sztuki ludowej, w których emblematy rozmieszczone są swobodnie i z naiwnym wdziękiem; inne mają charakter niemal akademicki, z perspektywą, cieniowaniem i staranną kompozycją. Wspólna jest im potrzeba, by ubiór loży mówił, a nie tylko oznaczał. Na niektórych egzemplarzach pojawiają się też elementy zupełnie świeckie, jak orzeł amerykański, gwiazdy symbolizujące stany czy alegorie Wolności, co pokazuje, że w Ameryce strój loży bywał zarazem deklaracją patriotyczną. Granica między ikonografią bractwa a ikonografią republiki była tam płynna, a fartuch mógł wyrażać obie lojalności naraz.
Ta potrzeba miała związek z kulturą emblematyczną epoki. Wolnomularstwo XVIII wieku przejęło z wcześniejszej tradycji książek emblematów przekonanie, że obraz z objaśnieniem uczy skuteczniej niż samo słowo. Ozdobny fartuch był więc zarazem przedmiotem dumy i pomocą w zapamiętywaniu: przypominał bratu o kolejnych naukach stopni, przez które przeszedł. W ówczesnych lożach nie istniały jeszcze ścisłe przepisy, które ujednolicałyby wygląd stroju, więc każdy mógł nosić to, na co było go stać i co odpowiadało jego upodobaniom.
Fartuch Waszyngtona i legenda madame Lafayette
Najsłynniejszy z malowanych i haftowanych fartuchów łączy się z postacią Jerzego Waszyngtona. Tradycja masońska głosi, że markiz de Lafayette, odwiedzając Waszyngtona w Mount Vernon w 1784 roku, podarował mu jedwabny fartuch wyhaftowany własnoręcznie przez swoją żonę, Adrienne de Noailles. Haft przedstawia emblematy wolnomularskie w barwach narodowych Francji i Stanów Zjednoczonych, a fartuch, przekazany po śmierci Waszyngtona dalej, znajduje się dziś w zbiorach Wielkiej Loży Pensylwanii w Filadelfii.
Opowieść jest piękna i doskonale wpisuje się w mit francusko-amerykańskiej przyjaźni rewolucyjnej, ale jej szczegóły budzą wątpliwości. Brak współczesnych dokumentów potwierdzających, że haft wykonała osobiście markiza, a badacze zwracają uwagę, że tego rodzaju prace powstawały zwykle w profesjonalnych pracowniach lub w klasztorach słynących z haftu. Wiadomo też, że Waszyngton otrzymał co najmniej jeszcze jeden ozdobny fartuch francuskiego pochodzenia, przekazany mu w 1782 roku przez Elkanaha Watsona i jego wspólnika z Nantes, obecnie przechowywany przez lożę Alexandria-Washington nr 22 w Wirginii. Losy obu przedmiotów bywały w literaturze mylone, a przypisania przenoszone z jednego na drugi.
Dla historyka symbolu najważniejsze jest jednak nie to, kto trzymał igłę, lecz to, dlaczego legenda tak mocno przylgnęła do fartucha. Waszyngton był w amerykańskiej wyobraźni wzorem cnoty obywatelskiej, a fartuch jest w obrzędzie znakiem niewinności i czystości postępowania. Obraz pierwszego prezydenta w fartuchu, utrwalony na licznych rycinach XIX wieku i nawiązujący do jego udziału w położeniu kamienia węgielnego pod Kapitol w 1793 roku, łączył obie te idee. Opowieść o żonie Lafayette’a dodawała do nich jeszcze wątek osobistej czułości i wdzięczności narodów. Fartuch stał się relikwią republiki, a legenda – jej hagiografią.
Od swobody do regulaminu
Bogactwo XVIII-wiecznych fartuchów miało swój kres. Po zjednoczeniu dwóch wielkich lóż angielskich w 1813 roku Zjednoczona Wielka Loża Anglii stopniowo ustaliła jednolite wzory: biały fartuch ucznia bez ozdób, fartuch czeladnika z dwiema jasnoniebieskimi rozetami, fartuch mistrza z trzema rozetami i niebieską obwódką. Malowane jedwabie wyszły z użycia w lożach angielskich, a z czasem podobne ujednolicenie nastąpiło w wielu innych jurysdykcjach. W Stanach Zjednoczonych zachowała się większa różnorodność, ale i tam w ciągu XIX wieku prosty biały fartuch odzyskał pozycję podstawową.
Ten powrót do prostoty można odczytać jako powrót do pierwotnego sensu. Gdy fartuch stawał się coraz bardziej ozdobny, groziło, że zamieni się w kolejny znak statusu, właśnie taki, jakim loża przeciwstawiała swój skromny strój. Biel bez ozdób przypominała, że godność, o której mówi obrzęd ucznia, nie zależy od kunsztu haftu ani od zamożności noszącego. W wielu lożach do dziś zachowuje się zwyczaj, że brat zostaje pochowany w swoim pierwszym, białym fartuchu, co łączy początek i koniec jego drogi jednym przedmiotem.
Ubiór jako przypomnienie
Historia fartucha uczy, że symbol stroju żyje w napięciu między funkcją a znaczeniem. Na placu budowy fartuch był narzędziem ochrony. W loży stał się nośnikiem idei, a ta idea mogła wyrażać się zarówno przez surowość, jak i przez przepych. Malowane fartuchy XVIII wieku nie zdradzały pierwotnego sensu; próbowały go rozwinąć, umieszczając na nim całą naukę loży. Regulaminowe fartuchy XIX wieku nie zubożyły go z kolei; przywróciły mu prostotę, w której niewinność była najlepiej widoczna.
W obu przypadkach fartuch pozostaje jednak przedmiotem, który brat zakłada świadomie, przed wejściem do pracy, i zdejmuje, gdy praca się kończy. Ta powtarzalność gestu jest może najważniejszym jego przesłaniem. Niewinność nie jest dana raz na zawsze wraz z inicjacją, lecz musi być przywoływana przy każdym zebraniu, przy każdym przewiązaniu sznurków w pasie. Jagnięca skóra, która niegdyś chroniła kamieniarza przed odłamkami, chroni dziś przed czymś trudniejszym do uchwycenia: przed zapomnieniem, po co w ogóle wchodzi się do loży.
