Grande Loge Féminine de France i droga od adopcji do niezależności
Grande Loge Féminine de France powstała, gdy loże adopcyjne działające przy Wielkiej Loży Francji otrzymały po wojnie autonomię, a następnie zamieniły rytuał przeznaczony dla kobiet na Ryt Szkocki Dawny i Uznany, co uczyniło z nich pełnoprawną obediencję pracującą tym samym rytem co bracia.

Loże pod opieką braci
Na początku XX wieku francuskie kobiety, które chciały uczestniczyć w życiu lożowym, miały do wyboru dwie drogi. Mogły wstąpić do obediencji mieszanej, która od końca XIX wieku przyjmowała kobiety i mężczyzn na równych prawach, albo do lóż adopcyjnych, które Wielka Loża Francji, Grande Loge de France, powołała do życia w 1901 roku, wskrzeszając dawną francuską formę. O osiemnastowiecznych początkach tej formy mówi osobny esej; tutaj istotne jest tylko to, że w XX wieku loża adopcyjna oznaczała lożę kobiecą, która pracowała osobnym rytuałem i pozostawała pod zwierzchnictwem loży męskiej. Bracia z loży patronackiej uczestniczyli w posiedzeniach, a decyzje o przyjęciach i o życiu warsztatu nie należały w pełni do sióstr.
W okresie międzywojennym liczba takich lóż powoli rosła. Pracowały w Paryżu i w kilku miastach prowincjonalnych, gromadząc kobiety o zainteresowaniach intelektualnych, często związane z ruchami społecznymi, oświatowymi i pacyfistycznymi. Wewnątrz samych lóż narastało jednak przekonanie, że opieka braci przestała być ochroną, a stała się ograniczeniem. Siostry prowadziły już własne prace, wygłaszały referaty, organizowały działalność dobroczynną i miały coraz mniej powodów, by uzasadniać swoją zależność.
Wojna jako przerwa i jako próba
Klęska Francji w 1940 roku przerwała tę ewolucję w sposób gwałtowny. Rząd Vichy rozwiązał stowarzyszenia wolnomularskie, ogłosił listy członków lóż, a wielu braci i sióstr usunięto z urzędów publicznych i poddano represjom. Część z nich zaangażowała się w ruch oporu; inne przeżyły okupację w ukryciu albo na emigracji. Archiwa lóż zostały zajęte, świątynie zamknięte, a ciągłość pracy przerwana na kilka lat.
Po wyzwoleniu odbudowa nie polegała tylko na odzyskaniu pomieszczeń. Trzeba było odtworzyć listy członkiń, ustalić, kto zginął, kto wyjechał, a kto w latach okupacji zachował się w sposób, który wykluczał powrót do wspólnoty. Część dokumentów przepadła, a niektóre loże adopcyjne nie podjęły już pracy. Te, które przetrwały, wchodziły w nowy okres przerzedzone, ale zarazem bardziej zwarte, złożone z kobiet, które same zdecydowały o powrocie i nie traktowały członkostwa jako towarzyskiej formalności.
Wojenne doświadczenie zmieniło także sposób, w jaki siostry myślały o sobie. Kobiety, które w latach okupacji podejmowały ryzyko na równi z mężczyznami, trudno było po wyzwoleniu przekonać, że w życiu lożowym potrzebują męskiej kurateli. Zbiegło się to z przemianą polityczną w całym kraju: rozporządzenie z kwietnia 1944 roku przyznało Francuzkom prawo wyborcze, a w 1945 roku po raz pierwszy z niego skorzystały. Nie należy przypisywać masonerii roli, której nie odegrała w tej reformie, ale trudno nie zauważyć, że emancypacja w lożach i emancypacja obywatelska nastąpiły w tym samym kilkuletnim oknie.
Od Union Maçonnique Féminine do Grande Loge Féminine
Gdy po wyzwoleniu Wielka Loża Francji odbudowywała swoje struktury, stanęła przed pytaniem o przyszłość lóż adopcyjnych. W 1945 roku jej konwent podjął decyzję o przyznaniu im autonomii. Bracia nie chcieli zrezygnować z zasady, że ich obediencja pozostaje męska, ale nie chcieli też dłużej sprawować opieki nad lożami, które pragnęły się usamodzielnić. Rozwiązaniem było rozdzielenie: loże kobiece otrzymały prawo do samodzielnego istnienia, bez zerwania przyjaznych więzi.
Siostry utworzyły wtedy Union Maçonnique Féminine de France, czyli Kobiecą Unię Wolnomularską Francji. Nazwa była ostrożna. Słowo Union wskazywało na wspólnotę lóż, ale jeszcze nie ośmielało się mówić o wielkiej loży, a więc o pełnej obediencji z własną suwerennością. Przez kilka lat Unia budowała podstawy samodzielnej organizacji: konstytucję, regulaminy, zasady finansowania, procedury przyjęć i wyboru urzędniczek. W 1952 roku przyjęła nazwę Grande Loge Féminine de France, co oznaczało, że uznała się za równą rangą innym francuskim obediencjom.
Ta zmiana nazwy nie była czysto formalna. Wielka loża, w rozumieniu wolnomularskim, jest ciałem suwerennym, które samo nadaje patenty, samo ustala rytuał i samo decyduje o swojej tożsamości. Przyjmując ten tytuł, siostry stwierdziły, że ich organizacja nie jest już przedłużeniem żadnej obediencji męskiej, lecz samodzielnym podmiotem, który może wchodzić w relacje z innymi na zasadzie równości.
Lata 1945–1952 były zarazem okresem nauki rzemiosła administracyjnego. Siostry, które dotąd mogły liczyć na braci w sprawach patentów, korespondencji z innymi obediencjami czy prowadzenia skarbu, musiały same wypracować procedury i same za nie odpowiadać. Zgromadzenia Unii stały się miejscem sporów o kształt konstytucji, o zakres władzy wielkiej mistrzyni i o to, jak szybko należy zrywać z dawnymi zwyczajami. W tych dyskusjach kształtowała się kultura obediencji, w której decyzje zapadają w drodze głosowania lóż, a urzędy są kadencyjne i obieralne.
Porzucenie rytu adopcyjnego
Samodzielność organizacyjna pozostawiała jednak nierozstrzygniętą kwestię najważniejszą: jakim rytem pracować. Loże adopcyjne zachowały w XX wieku rytuał przeznaczony dla kobiet, z własną symboliką i własnymi legendami, zbudowany wokół postaci i scen odmiennych od tych, które znali bracia. Dla wielu sióstr ten rytuał był wartościowy i bliski, ale coraz większa ich część uważała go za ślad zależności, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistą równością. Skoro siostry chciały być pełnoprawnymi wolnomularkami, chciały też pracować tym samym rytem co bracia.
Proces przejścia trwał kilka lat i nie odbył się bez sporów. Część lóż broniła rytu adopcyjnego jako własnej, specyficznie kobiecej tradycji, inne domagały się jego porzucenia. Ostatecznie w drugiej połowie lat pięćdziesiątych obediencja przyjęła Ryt Szkocki Dawny i Uznany, Rite Écossais Ancien et Accepté, ten sam, którym pracowała Wielka Loża Francji. Siostry przejęły jego trzy stopnie symboliczne z legendą Hirama i budową świątyni, a z czasem także stopnie wyższe, dla których w latach siedemdziesiątych utworzono kobiecą Radę Najwyższą.
Wybór Rytu Szkockiego miał wymiar zarówno praktyczny, jak i symboliczny. Praktycznie zbliżał Wielką Lożę Kobiecą do obediencji, z której wyrosła, i ułatwiał kontakty z braćmi znającymi ten sam rytuał. Symbolicznie oznaczał, że kobieta przechodzi przez tę samą inicjację co mężczyzna, umiera i odradza się w tej samej legendzie i otrzymuje te same narzędzia. Ryt, który przez dwa stulecia był przypisany mężczyznom, stał się rytem obu płci, choć w odrębnych obediencjach.
Francuska droga emancypacji
Porównanie z innymi krajami pozwala zobaczyć, co w tej historii jest specyficznie francuskie. W Wielkiej Brytanii masoneria kobieca wyrosła z rozłamu w środowisku mieszanym i od razu przejęła ryt angielski. W Stanach Zjednoczonych zamiast kobiecej obediencji powstały organizacje towarzyszące, które nie miały ambicji bycia wolnomularstwem. We Francji droga prowadziła przez instytucję zależną, która stopniowo stawała się samodzielna: najpierw przez autonomię organizacyjną, potem przez zmianę nazwy, w końcu przez zmianę rytu.
Ta kolejność jest pouczająca. Siostry nie zaczęły od zerwania, lecz od negocjacji. Nie odeszły z gniewem, ale zostały, za zgodą braci, wypuszczone na własną drogę. Zachowały przyjazne relacje z Wielką Lożą Francji, a ta nigdy nie traktowała ich jako konkurencji. W ten sposób powstał model, w którym rozdział płci nie oznacza hierarchii, a dwie obediencje, męska i kobieca, pracujące tym samym rytem, uznają się nawzajem za równoległe gałęzie jednej tradycji.
Model ten nie był wolny od napięć. Krytycy z kręgu obediencji mieszanych pytali, czy kobiecy separatyzm nie powtarza w odwróconej postaci męskiej wyłączności, a zwolenniczki pełnej integracji uważały, że prawdziwa równość wymaga wspólnych lóż. Grande Loge Féminine de France konsekwentnie odpowiadała, że wybór pracy w gronie kobiet jest decyzją, a nie przymusem, i że daje siostrom przestrzeń, w której mogą same sprawować wszystkie urzędy i same interpretować tradycję, bez obawy, że męskie przyzwyczajenia zdominują ich pracę.
Odrębność miała też wymiar intelektualny. W lożach kobiecych tematy prac, czyli referatów przedstawianych podczas posiedzeń, obejmowały obok zagadnień symbolicznych także kwestie społeczne, które w powojennej Francji dotykały kobiet szczególnie mocno: prawo rodzinne, edukację dziewcząt, pracę zawodową, później także antykoncepcję i prawo do decydowania o macierzyństwie. Obediencja nie działała jak organizacja polityczna, ale jej członkinie przenosiły do życia publicznego nawyki krytycznej dyskusji wyniesione z loży.
Dziedzictwo i dalszy rozwój
W kolejnych dziesięcioleciach obediencja rozrosła się w jedną z największych kobiecych organizacji wolnomularskich na świecie, liczącą kilkanaście tysięcy członkiń. Oprócz Rytu Szkockiego dopuściła z czasem także inne ryty praktykowane we Francji, a jej loże powstały w wielu krajach, zwłaszcza w Europie, Afryce i obu Amerykach. Z jej inicjatywy lub przy jej wsparciu tworzono kobiece obediencje w innych państwach, które często przejmowały ten sam wzór: samodzielność organizacyjną połączoną z pracą rytem znanym z lóż męskich.
Historia lat 1945–1952 i późniejszej zmiany rytu jest więc czymś więcej niż epizodem w dziejach jednej organizacji. Pokazuje ona, że emancypacja w lożach mogła przebiegać nie przez rewolucję, lecz przez stopniowe przejmowanie odpowiedzialności, i że jej najważniejszym etapem nie było uzyskanie niezależności formalnej, lecz decyzja o tym, by pracować tym samym rytem co bracia. Dopiero wtedy siostry przestały być „adoptowane”, a zaczęły być po prostu wolnomularkami.
Warto przy tym zauważyć, że zmiana nie oznaczała odrzucenia całej przeszłości. Pamięć o lożach adopcyjnych przetrwała w obediencji jako część jej genealogii, a niektóre siostry z sentymentem wspominały rytuał, który przez dziesięciolecia ich kształtował. Ale francuska droga od adopcji do niezależności zakończyła się w momencie, w którym kobiety uznały, że ich miejsce w tradycji wolnomularskiej nie wymaga osobnego obrzędu, i że mogą stanąć na tej samej mozaikowej posadzce co mężczyźni, nie pytając już nikogo o pozwolenie.
