Patent Étienne'a Morina i Ryt Doskonałości
Patent wystawiony w Paryżu w 1761 roku kupcowi z Bordeaux, Étienne'owi Morinowi, uruchomił transatlantycki obieg wysokich stopni: przez Saint-Domingue i Jamajkę do Albany i Charlestonu, gdzie dwudziestopięciostopniowy system zwany Rytem Doskonałości stał się materiałem, z którego wyrósł później Ryt Szkocki.

Kupiec z Bordeaux i jego papier
Historia wolnomularstwa wysokich stopni lubi zaczynać się od legend: od rycerzy krzyżowych, od szkockich mnichów, od tajnych kapituł, które miały przechowywać zaginione słowo. Dzieje Rytu Doskonałości zaczynają się inaczej – od dokumentu urzędowego, wystawionego przez paryskie władze masońskie człowiekowi, który zarabiał na życie handlem z koloniami. Étienne Morin, urodzony najpewniej około 1717 roku, był kupcem związanym z Bordeaux, portem żyjącym z cukru, kawy i indygo przywożonych z Antyli. Jego biografia zawiera wiele luk, ale pewne jest, że w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XVIII wieku działał w lożach bordoskich, w których pracowano nad tak zwanymi stopniami szkockimi, czyli obrzędami dobudowywanymi ponad trzy stopnie rzemieślnicze: ucznia, czeladnika i mistrza.
Bordeaux było w tym czasie jednym z ważniejszych ośrodków takich eksperymentów. Wielkie miasto portowe, otwarte na kupców z Anglii, Irlandii i Holandii, miało gęstą sieć lóż, a w nich ludzi, którzy podróżowali, przywozili cudze rytuały i wymieniali je jak towar. Stopnie „szkockie” nie miały w zasadzie nic wspólnego ze Szkocją; nazwa była raczej znakiem prestiżu i obietnicą głębszego wtajemniczenia niż wskazaniem źródła. W latach pięćdziesiątych liczba takich stopni rosła szybko, a ich porządek bywał w każdym mieście inny.
W tę sytuację wpisuje się dokument z 27 sierpnia 1761 roku. Tego dnia w Paryżu wystawiono Morinowi patent, który upoważniał go do zakładania lóż i szerzenia „doskonałego i wzniosłego” wolnomularstwa we wszystkich częściach świata, a szczególnie w Ameryce, dokąd się wybierał. Pod dokumentem miały się znaleźć podpisy dostojników Wielkiej Loży Francji, w tym Chaillona de Jonville'a, zastępcy wielkiego mistrza hrabiego Clermont, oraz członków gremium wysokich stopni, określanego jako Rada Cesarzy Wschodu i Zachodu. Oryginał nie zachował się; tekst znamy z późniejszych odpisów, zwłaszcza z rękopisów sporządzonych w kręgu następców Morina. To samo w sobie każe czytać patent ostrożnie, bo kopie przekazywane w środowisku, które z dokumentu czerpało swoją legitymację, mogły być poprawiane.
Co właściwie nadawał patent
Wbrew późniejszej tradycji patent nie powoływał żadnego rytu o ustalonej liczbie stopni. Nadawał osobie, nie systemowi. Morin otrzymał tytuł wielkiego inspektora i prawo do mianowania zastępców, czyli władzę, która w praktyce okazała się ważniejsza niż sam materiał obrzędowy. Mógł nadawać stopnie, ustanawiać ciała, które je przechowywały, i przekazywać dalej swoje uprawnienia. W świecie, w którym wysokie stopnie krążyły chaotycznie, taki dokument tworzył coś na kształt linii sukcesji: kto chciał dowieść prawowitości swego stopnia, mógł wskazać łańcuch nadań wiodący przez Morina do Paryża.
Ten moment administracyjny zasługuje na uwagę historyka idei bardziej niż treść poszczególnych obrzędów. W wolnomularstwie XVIII wieku legitymacja była zarazem sprawą duchową i biurową. Rytuał mówił o świętym słowie i o świątyni Salomona, ale prawo do jego odprawiania zależało od pieczęci, podpisów i zapisów w protokołach. Morin, kupiec przyzwyczajony do weksli i listów przewozowych, rozumiał tę logikę doskonale. Jego patent działał jak dokument handlowy, który pozwalał eksportować towar o kontrolowanym pochodzeniu.
Stosunki Morina z Paryżem nie pozostały zresztą bezchmurne. Wielka Loża Francji przeżywała w latach sześćdziesiątych ostre spory wewnętrzne, a zachowane dokumenty sugerują, że władze paryskie próbowały później ograniczyć lub cofnąć jego uprawnienia. Do kolonii takie decyzje docierały jednak z opóźnieniem i bez siły egzekucyjnej. Oddalenie od centrum, które dla Paryża było kłopotem, dla Morina stało się przestrzenią swobody.
Morze, niewola i Saint-Domingue
Podróż, do której przygotowywał go patent, przypadła na czas wojny siedmioletniej. Według relacji przekazywanej w kręgu jego następców statek, którym płynął w 1762 roku, został przechwycony przez Brytyjczyków, a sam Morin trafił na pewien czas do Anglii. Miał tam spotykać się z tamtejszymi wolnomularzami, co tłumaczyłoby niektóre angielskie elementy późniejszych rytuałów, choć szczegóły tego epizodu znamy wyłącznie z przekazów pośrednich. Na początku 1763 roku dotarł wreszcie do Saint-Domingue, francuskiej kolonii na zachodniej części Hispanioli, i zamieszkał w Cap-Français.
Karaiby XVIII wieku były światem plantacji i niewolniczej pracy, ale także przestrzenią intensywnej towarzyskości białych kupców, oficerów i urzędników. Loże pełniły tam rolę klubów, sieci kredytu i miejsc wymiany informacji. Stopnie wyższe niż mistrzowski dawały w takim środowisku coś więcej niż satysfakcję duchową: stanowiły wyróżnienie w hierarchii społeczności kolonialnej, w której prestiż był walutą równie ważną jak pieniądz. Nie trzeba tego rozumieć cynicznie, by dostrzec, że ekspansja Morina trafiła na grunt przygotowany potrzebami towarzyskimi.
Najważniejszym krokiem tego okresu było mianowanie zastępcy. Henry Andrew Francken, urodzony w Holandii, osiadły na Jamajce, w Kingston, urzędnik kolonialny i wolnomularz, otrzymał od Morina uprawnienia zastępcy wielkiego inspektora. Brytyjska Jamajka i francuskie Saint-Domingue, choć należące do wrogich imperiów, pozostawały ze sobą w gęstym kontakcie handlowym, a Morin sam ostatecznie przeniósł się na Jamajkę. Zmarł w Kingston w 1771 roku. Jego przedsięwzięcie przetrwało go dzięki temu, że zdążył przekazać władzę ludziom posługującym się angielskim.
Dwadzieścia pięć stopni na papierze
To Francken jest właściwie autorem tego, co nazywamy dziś Rytem Doskonałości, choć sam termin jest późniejszą etykietą historyków. Zachowały się jego rękopisy z rytuałami, z których najstarszy datowany jest na 1771 rok, a kolejne na lata osiemdziesiąte. Zawierają one serię dwudziestu pięciu stopni, ułożonych w porządek wznoszący się od trzech stopni rzemieślniczych aż po najwyższy, nazwany Wzniosłym Księciem Królewskiej Tajemnicy. Od tego ostatniego tytułu cały system bywał nazywany Zakonem Królewskiej Tajemnicy. Sam Francken i jego współcześni nie myśleli o nim jako o „rycie” w nowoczesnym sensie; była to raczej uporządkowana kolekcja obrzędów, którą przechowywano i nadawano pod jednym zwierzchnictwem.
Treść tych stopni stanowi przegląd francuskiej wyobraźni masońskiej połowy stulecia. Pojawiają się w nich obrzędy wybrańców mszczących śmierć mistrza Hirama, stopnie odnalezienia świętego słowa w podziemnym sklepieniu, rycerskie ceremonie związane z odbudową świątyni po niewoli babilońskiej, wreszcie stopnie o rycerskiej i krucjatowej scenerii. Ich spoistość jest umowna. Każdy stopień był kiedyś osobnym wynalazkiem jakiejś loży, a dopiero ich zestawienie w hierarchię nadało im pozór jednej opowieści, prowadzącej od budowy świątyni przez jej zniszczenie do ponownego odnalezienia utraconego słowa.
Z kręgiem Morina wiąże się też dokument znany jako Konstytucje i Regulaminy z 1762 roku, rzekomo uchwalone w Bordeaux i w Paryżu. Badacze, zwłaszcza Alain Bernheim, wskazywali, że tekst ten nosi ślady redakcji kolonialnej i najpewniej powstał w otoczeniu samego Morina, by porządkować jego władzę nad stopniami. Nie musi to oznaczać zwykłego fałszerstwa; w ówczesnym wolnomularstwie fikcyjne datowanie i przypisywanie regulacji odległym autorytetom było powszechnym sposobem nadawania im powagi. Dla historyka jest to jednak przypomnienie, że „starożytność” wysokich stopni produkowano na bieżąco, często w portowych kantorach.
Od Albany do Charlestonu
Francken nie ograniczył się do Jamajki. W 1767 roku przybył do Nowego Jorku i w grudniu tego roku założył w Albany Lożę Doskonałości, ciało, które przechowywało stopnie od czwartego do czternastego. Albany było wówczas niewielkim, ale ważnym miastem pogranicza, związanym z handlem futrami i z brytyjską administracją wojskową. Loża ta działała z przerwami, a jej zapisy stanowią jedno z najstarszych świadectw obecności systemu Morina w kontynentalnej Ameryce Północnej. Francken nadawał też uprawnienia dalszym zastępcom, wśród nich Mosesowi Michaelowi Haysowi, kupcowi z Nowego Jorku i Newport.
Właśnie przez ludzi takich jak Hays system rozprzestrzenił się na południe. Kupcy pochodzenia żydowskiego, sefardyjskiego i aszkenazyjskiego, odegrali w tym etapie zauważalną rolę, co wynikało z ich obecności w sieciach handlu atlantyckiego i z otwartości wielu lóż kolonialnych na różne wyznania. Isaac Da Costa, mianowany przez Haysa zastępcą inspektora, założył w 1783 roku w Charlestonie w Karolinie Południowej Wzniosłą Wielką Lożę Doskonałości. Charleston, bogate miasto plantatorów i kupców, z silną obecnością kultury francuskiej, stał się w ciągu następnych lat głównym ośrodkiem wysokich stopni w Stanach Zjednoczonych.
Rozproszenie władzy, które umożliwiło tę ekspansję, rodziło jednak chaos. Patent Morina pozwalał mianować inspektorów, a ci mianowali kolejnych, często bez wzajemnej kontroli. Pod koniec stulecia w Ameryce i na Karaibach działało wielu ludzi z tytułami inspektorów, a ich uprawnienia się nakładały. Gdy w 1801 roku grupa wolnomularzy w Charlestonie, wśród nich John Mitchell i Frederick Dalcho, powołała Radę Najwyższą, uzasadniano to także potrzebą uporządkowania tej sytuacji. Nowe ciało ogłosiło rozbudowany system stopni, oparty na Konstytucjach przypisywanych Fryderykowi Wielkiemu, ale zbudowany w ogromnej mierze z materiału, który przypłynął z Morinem i Franckenem.
Rodowód zamiast legendy
Droga od Bordeaux do Charlestonu pokazuje, jak w praktyce powstawała tradycja, która później chętnie przedstawiała się jako starożytna. Nie była to emanacja tajnej mądrości ani przekaz zachowany w zamkniętym zakonie, lecz ciąg nadań, odpisów i redakcji, dokonywanych przez kupców, urzędników i oficerów poruszających się po szlakach imperiów. Patent z 1761 roku jest w tej historii dokumentem kluczowym właśnie dlatego, że niczego nie wymyśla. Upoważnia, uprawomocnia i otwiera drogę, którą potem wypełnią inni.
Nie odbiera to wysokim stopniom ich duchowego sensu. Obrzędy zebrane przez Franckena opowiadają o utracie i odnalezieniu słowa, o zemście przezwyciężonej przez sprawiedliwość, o świątyni zburzonej i odbudowanej, a więc o motywach, które dla uczestników mogły być rzeczywistą szkołą moralnej i symbolicznej wyobraźni. Historia ich przekazu przypomina jednak, że ten sens powstawał w konkretnych miejscach i w konkretnych interesach. Mistyka świątyni Salomona podróżowała w ładowniach statków, obok cukru i kawy.
Ryt Doskonałości nie przetrwał jako samodzielny system. Został wchłonięty, przetworzony i przemianowany, a jego najwyższy stopień zszedł z wierzchołka hierarchii. Pozostał jednak jako warstwa geologiczna, którą historyk odsłania pod późniejszą budowlą. Kto czyta rękopisy Franckena, widzi w nich chwilę, w której francuska wyobraźnia masońska, przetłumaczona na angielski i przeniesiona przez ocean, zaczęła żyć własnym życiem w Nowym Świecie, z dala od paryskich sporów i od pieczęci, która ją pierwotnie uprawomocniła.
