Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Augustin Barruel i teza o spisku rewolucji

Mémoires pour servir à l'histoire du jacobinisme Augustina Barruela, wydane w latach 1797–1798, nadały trwały kształt przekonaniu, że rewolucję francuską przygotował spisek filozofów, lóż i iluminatów, lecz metoda tej książki, oparta na wnioskowaniu z intencji i podobieństw, rozmija się z tym, co ustalili historycy.

Augustin Barruel (1741–1820), litografia Auguste’a Pidoux wydana w Paryżu przez A. Bobleta, 1825 – domena publiczna
Augustin Barruel (1741–1820), litografia Auguste’a Pidoux wydana w Paryżu przez A. Bobleta, 1825 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Jezuita na emigracji

Augustin Barruel urodził się w 1741 roku w Villeneuve-de-Berg w Vivarais i wstąpił do zakonu jezuitów, którego kasata w 1773 roku przerwała jego zakonną drogę, ale nie kapłańską. Był publicystą i polemistą, współpracował z pismami zwalczającymi filozofię oświeceniową, a w latach osiemdziesiątych wydał obszerne dzieło Les Helviennes, w którym w formie listów atakował materializm i deizm. W pierwszych latach rewolucji redagował pismo kościelne broniące duchowieństwa przed reformami Zgromadzenia Narodowego, a w 1792 roku, gdy sytuacja księży odmawiających przysięgi stała się groźna, uciekł do Anglii.

W Londynie, w środowisku emigracyjnym, napisał najpierw historię prześladowań duchowieństwa w czasie rewolucji, a następnie dzieło, które przyniosło mu europejską sławę. Cztery tomy Mémoires pour servir à l'histoire du jacobinisme ukazały się w latach 1797–1798 i niemal natychmiast zostały przełożone na angielski, a w kolejnych latach na wiele innych języków. Edmund Burke, który w Rozważaniach o rewolucji we Francji zwalczał rewolucję innymi środkami, przyjął pierwszy tom z wyrazami uznania.

Po zawarciu konkordatu Barruel wrócił do Francji, pogodził się z nowym porządkiem i został kanonikiem katedry Notre-Dame. Zmarł w Paryżu w 1820 roku. Jego książka przeżyła go jednak o ponad dwa stulecia i do dziś stanowi punkt wyjścia dla niezliczonych opowieści o tajnych sprawcach wielkich przewrotów.

Trzy spiski w jednym

Konstrukcja Pamiętników jest prosta i dlatego sugestywna. Barruel twierdził, że rewolucja nie była wybuchem spowodowanym kryzysem finansowym, niezadowoleniem społecznym czy słabością monarchii, lecz wynikiem trzech kolejnych i ze sobą splecionych sprzysiężeń. Pierwsze, które nazywał spiskiem sofistów bezbożności, prowadzili filozofowie przeciw ołtarzowi: Wolter, d'Alembert, Diderot i ich królewski protektor Fryderyk II, którzy mieli świadomie dążyć do zniszczenia chrześcijaństwa. Drugie, spisek sofistów buntu, wymierzone było w trony i miało swoje gniazdo w lożach wolnomularskich. Trzecie, najgłębsze, łączyło oba poprzednie w spisek przeciw wszelkiemu porządkowi społecznemu, a jego twórcami mieli być iluminaci, którzy według Barruela opanowali loże i przekształcili się w klub jakobinów.

Każdy tom omawiał jeden etap tej genealogii. Tom pierwszy dotyczył filozofów, tom drugi wolnomularstwa, tomy trzeci i czwarty iluminatów i ich rzekomego przejęcia rewolucji. W ten sposób złożony, wielowątkowy proces historyczny został sprowadzony do jednej linii przyczynowej, na której końcu stali jakobini jako wykonawcy planu ułożonego dziesiątki lat wcześniej.

Barruel nie był pierwszym, który tak myślał. Już w 1791 roku abbé Jean-Baptiste Le Franc ogłosił broszurę Le voile levé pour les curieux, w której przypisywał rewolucję wolnomularzom, a w 1796 roku Charles-Louis Cadet de Gassicourt wydał Le tombeau de Jacques Molay, opowieść o templariuszach mszczących się na monarchii przez wieki za pośrednictwem lóż. Barruel zebrał te wątki, uporządkował je, rozbudował o ogromny materiał cytatów i nadał im autorytet obszernego, pozornie naukowego wykładu.

Barruel przedstawiał się przy tym jako ktoś, kto zna wolnomularstwo z bliska. Według jego własnej relacji został kiedyś przyjęty do loży w sposób uproszczony, bez złożenia zobowiązania, i mógł obserwować obrzędy niższych stopni. Dla czytelników była to rękojmia wiarygodności, choć sam autor przyznawał, że prawdziwe sekrety miały się kryć wyżej, tam, dokąd nie dotarł. Wiedza o wyższych stopniach pochodziła więc w jego dziele głównie z lektur, w tym z drukowanych rytuałów i z polemik niemieckich, a nie z doświadczenia.

Metoda: intencja, podobieństwo, następstwo

Siła i słabość książki tkwią w jej metodzie. Barruel nie dysponował dowodami na to, że filozofowie, wolnomularze i jakobini działali według wspólnego planu. Miał natomiast trzy rodzaje argumentów, które powtarzał z wielką konsekwencją.

Pierwszy to argument z intencji. Barruel cytował obficie korespondencję Woltera, zwłaszcza jego wezwania do zmiażdżenia „bezecnej”, i uznawał je za dowód programu politycznego. W rzeczywistości była to retoryka antyklerykalna, wymierzona przeciw nietolerancji i władzy Kościoła, a nie plan obalenia monarchii, której Wolter był zresztą zwolennikiem w wersji oświeconej. Przeniesienie intencji z dziedziny religijnej polemiki na dziedzinę politycznego spisku było zabiegiem interpretacyjnym, a nie wnioskiem ze źródeł.

Drugi to argument z podobieństwa. Wolnomularze mówili o wolności i równości, rewolucjoniści także; loże miały tajne obrzędy i hierarchię, kluby rewolucyjne również się zbierały i miały swoje struktury. Barruel uznawał, że podobieństwo języka i form organizacyjnych dowodzi wspólnego pochodzenia i wspólnego celu. Tymczasem hasła wolności i równości były częścią ogólnego słownika epoki, obecnego w literaturze, w prasie, w salonach i akademiach, a nie wyłączną własnością lóż.

Trzeci to argument z następstwa. Skoro filozofowie pisali, a potem nastąpiła rewolucja, to filozofowie musieli ją przygotować; skoro w lożach dyskutowano o reformach, a potem reformy przybrały postać przewrotu, to loże musiały ten przewrót zaplanować. Jest to klasyczny błąd wnioskowania, który myli kolejność w czasie ze związkiem przyczynowym. U Barruela przybiera on formę szczególnie sugestywną, bo autor dysponował ogromną erudycją i potrafił zgromadzić setki cytatów pozornie potwierdzających tezę.

Godne uwagi jest też to, czego Barruel nie twierdził. Uniewinniał zwykłych członków lóż, którzy jego zdaniem nie znali prawdziwych celów organizacji, ukrytych w wyższych stopniach. Szczególnie starannie wyłączał wolnomularstwo angielskie, przedstawiając je jako niewinne stowarzyszenie towarzyskie. Taka konstrukcja była wygodna dla autora piszącego w Londynie, ale zarazem uodparniała tezę na krytykę: każdy przykład niewinnej loży można było uznać za dowód skuteczności ukrycia.

Odpowiedź historyków

Krytyka pojawiła się szybko. Jean-Joseph Mounier, jeden z przywódców pierwszej fazy rewolucji, a następnie emigrant, w 1801 roku wydał rozprawę o wpływie przypisywanym filozofom, wolnomularzom i iluminatom na rewolucję we Francji, w której przekonywał, że przyczyny przewrotu należy szukać w stanie finansów, w polityce dworu, w konflikcie stanów i w nastrojach społecznych, a nie w knowaniach tajnych związków. Mounier, który sam był świadkiem wydarzeń z wnętrza Zgromadzenia, wskazywał, jak wiele w nich było przypadku i improwizacji. Jego argument miał tym większą wagę, że nie pochodził od obrońcy jakobinów, lecz od umiarkowanego monarchisty, który sam musiał uciekać przed radykałami. Mounier nie bronił rewolucji, lecz rzetelności w jej opisie, i przypominał, że ludzie, którzy w 1789 roku żądali reform, nie mieli pojęcia, dokąd te żądania doprowadzą.

Późniejsze badania potwierdziły zasadniczy kierunek tej krytyki. Historycy francuskich lóż XVIII wieku pokazali, że wolnomularstwo było przed rewolucją ruchem społecznie bardzo zróżnicowanym, z dużym udziałem szlachty, oficerów, a nawet duchownych, i że jego członkowie znaleźli się po wszystkich stronach konfliktu. Wielu wolnomularzy zginęło podczas terroru, inni emigrowali, a działalność lóż w latach największego wzburzenia niemal zamarła. Wielki mistrz Wielkiego Wschodu, książę Orleanu, publicznie wyrzekł się wolnomularstwa w 1793 roku, na kilka miesięcy przed własną egzekucją.

Historycy idei, analizujący w XX wieku mit tajnych stowarzyszeń, uznali Pamiętniki za jego tekst założycielski. Wskazywali, że książka nie tyle opisuje rewolucję, ile tłumaczy ją w kategoriach zrozumiałych dla jej przeciwników: jeśli porządek, który uważano za naturalny i zgodny z wolą Bożą, mógł się zawalić, to tylko dlatego, że ktoś go świadomie podkopał. Teza o spisku przynosiła pocieszenie, bo przywracała sens wydarzeniom, które w przeciwnym razie wydawałyby się chaosem.

Kontekst emigracyjny jest tu niezwykle ważny. Tysiące francuskich duchownych i szlachciców, wygnanych z kraju, utraciło majątki, pozycję i poczucie, że świat, w którym żyli, był trwały. Książka, która wskazywała winnych z imienia i nazwiska, a zarazem uwalniała od odpowiedzialności dawną elitę, odpowiadała na ich potrzebę zrozumienia katastrofy. Nie trzeba było pytać o błędy dworu, o niesprawiedliwość systemu podatkowego czy o głód w miastach, skoro wszystko wyjaśniała jedna przyczyna, zewnętrzna i złowroga.

Inną drogą poszli badacze, którzy w lożach, akademiach i towarzystwach literackich widzieli ważne środowiska formowania opinii, tak zwane społeczności myśli. W tej perspektywie wolnomularstwo rzeczywiście miało udział w kulturze politycznej przedrewolucyjnej Francji, ale jako jedno z wielu miejsc, w których uczono się dyskusji, głosowania i równości w obrębie wspólnoty. Taki wpływ jest czymś zupełnie innym niż spisek: działał w sposób rozproszony, bez planu i bez przywództwa, i nie przesądzał, jakie poglądy przyjmą członkowie.

Długie życie książki

Pamiętniki wywarły wpływ daleko przekraczający ich czas. W XIX wieku stały się lekturą katolickich i konserwatywnych środowisk w całej Europie, a ich schemat – filozofowie, loże, tajni przywódcy – był powtarzany przy każdym kolejnym przewrocie. Z ich wątkami łączono później nowe motywy, w tym antysemickie; w 1806 roku Barruel otrzymał list podpisany nazwiskiem niejakiego Simoniniego, który przypisywał Żydom kierowanie całym spiskiem. Barruel nie włączył tej wersji do swojej książki, ale list krążył i w drugiej połowie stulecia został wydobyty przez autorów, którzy budowali bardziej złowrogie konstrukcje.

Popularności sprzyjała również forma wydawnicza. Obok czterech grubych tomów krążyły skróty, w tym wersja skrócona przygotowana przez samego autora, a przekłady pojawiały się w wielu krajach, często z przedmowami dostosowanymi do lokalnych sporów. Czytelnik, który nigdy nie zetknął się z pełnym wywodem, otrzymywał zwięzłe streszczenie tezy, pozbawione nawet tych zastrzeżeń i wyjątków, które Barruel w oryginale zachował. W ten sposób książka stawała się hasłem, a hasło łatwiej przenosiło się z pokolenia na pokolenie niż złożony argument.

Dzieje książki Barruela pokazują, jak powstaje i działa teoria spiskowa w swojej nowoczesnej postaci. Nie opiera się na fałszerstwie dokumentów, lecz na selekcji i interpretacji materiału prawdziwego: autentycznych listów, autentycznych obrzędów, autentycznych haseł. Jej moc wynika z tego, że łączy rozproszone fakty w jedną opowieść, w której nie ma miejsca na przypadek, sprzeczność i wieloznaczność. Właśnie dlatego jest odporna na krytykę, i właśnie dlatego zadaniem historyka jest przywracanie tej wieloznaczności, którą spiskowa narracja usuwa.