Ul i pracowitość w emblematyce amerykańskiej
Ul, objaśniany w amerykańskim podręczniku Thomasa Smitha Webba jako emblemat pracowitości i powielany na certyfikatach lóż, a potem przejęty przez mormonów jako herb Utah, przeszedł od symbolu wspólnej pracy braci do znaku republikańskiej etyki, w której próżniak jest trutniem, a dobrobyt owocem zbiorowego trudu.

Pszczoła wśród emblematów mistrza
W wolnomularstwie angloamerykańskim ul należy do grupy emblematów, które kandydat poznaje po przejściu trzeciego stopnia. Nie odgrywa roli w samym obrzędzie i nie wiąże się z żadną legendą, lecz pojawia się w wykładzie zamykającym, obok kotwicy i arki, klepsydry, kosy, miecza wskazującego nagie serce i oka, które widzi wszystko. Każdy z tych obrazów jest krótką lekcją moralną, a ich zestaw tworzy coś w rodzaju katechizmu cnót obywatela i chrześcijanina.
Ul wyróżnia się wśród nich tym, że jako jedyny mówi o społeczności. Klepsydra i kosa przypominają człowiekowi o jego śmierci, kotwica o nadziei, oko o sumieniu. Ul ukazuje natomiast wspólnotę, w której każdy członek wykonuje swoją część pracy, a wynik należy do wszystkich. W kulturze europejskiej obraz ten miał długą historię: od Wergiliusza, który w czwartej księdze Georgik opisał pszczoły jako wzór uporządkowanego państwa, przez średniowiecznych moralistów porównujących klasztor do ula, po wczesnonowożytne książki emblematów. Wolnomularstwo dziedziczyło tę tradycję, ale nadało jej szczególny akcent.
Webb i lekcja przeciw trutniom
Kanoniczne objaśnienie ula w praktyce amerykańskiej pochodzi z The Freemason’s Monitor, podręcznika wydanego przez Thomasa Smitha Webba w 1797 roku, który na długo stał się wzorem wykładów w lożach Stanów Zjednoczonych. Webb opierał się w dużej mierze na wcześniejszych angielskich wykładach Williama Prestona, ale sformułowania dotyczące ula w jego wersji zyskały w Ameryce status niemal liturgiczny i są powtarzane do dziś.
Według tego tekstu ul jest emblematem pracowitości i zaleca tę cnotę wszystkim stworzeniom, od najwyższego serafina w niebie po najniższe stworzenie w prochu ziemi. Uczy, że skoro przyszliśmy na świat jako istoty rozumne, powinniśmy być także pracowite, i nie spoczywać w zadowoleniu, gdy bliźni wokół nas cierpią niedostatek, a my możemy im ulżyć. Wykład kończy się zdaniem najostrzejszym: kto nie stara się przyczynić do wspólnego zasobu wiedzy i zrozumienia, może zostać uznany za trutnia w ulu natury, bezużytecznego członka społeczeństwa, niegodnego opieki braci.
Ta ostatnia formuła przesuwa akcent z pochwały na ostrzeżenie. Truteń, który nie zbiera miodu, jest w ulu tolerowany tylko do czasu; w języku wykładu oznacza człowieka, który korzysta ze wspólnoty, nic jej nie dając. Pracowitość nie jest tu więc jedynie zaletą osobistą, lecz obowiązkiem wobec innych. Ul nie uczy bogacenia się, lecz dokładania do wspólnego zasobu – i to zarówno materialnego, jak intelektualnego, bo Webb mówi wprost o wiedzy i zrozumieniu.
Uderza też kosmiczny zasięg pierwszego zdania. Odwołanie do serafina i do stworzenia w prochu ziemi przywołuje obraz wielkiego łańcucha bytów, bardzo żywy w myśli XVIII wieku, w którym każde stworzenie ma swoje miejsce i swoje zadanie w porządku ustanowionym przez Stwórcę. Pracowitość nie jest więc w tym ujęciu wymysłem ekonomii ani wymogiem rynku, lecz prawem całego stworzenia, od aniołów po owady. Człowiek, który się od niej uchyla, nie tylko zaniedbuje bliźnich, ale wypada ze swojego miejsca w hierarchii bytów. Ten teologiczny horyzont, łatwy do przeoczenia przy lekturze krótkiego wykładu, nadawał zwykłej cnocie mieszczańskiej rangę obowiązku religijnego.
Ul na papierze i na ścianie
Prawdziwym nośnikiem emblematu w Ameryce przełomu XVIII i XIX wieku nie był jednak tekst, lecz obraz. Wolnomularz, który otrzymywał stopień mistrza, dostawał często certyfikat, czyli ozdobny dokument potwierdzający jego przynależność do loży. Certyfikaty te, rytowane na miedzi i odbijane w wielu egzemplarzach, przedstawiały całe zestawy emblematów, a ul z krążącymi wokół pszczołami należał do najczęściej powtarzanych motywów. Amerykańscy rytownicy, od mniej znanych rzemieślników po tak cenionych jak Amos Doolittle, przygotowywali takie płyty dla lóż w różnych stanach.
Szczególną rolę odegrała The True Masonic Chart, or Hieroglyphic Monitor Jeremy’ego Crossa z 1819 roku, ilustrowany odpowiednik podręcznika Webba, z rycinami Doolittle’a. Dzięki niemu emblematy trzeciego stopnia otrzymały ustalony, łatwo rozpoznawalny kształt, a ul w postaci słomianej kopuły na podstawie przeszedł na tablice lóż, fartuchy, dzbany, szkło, meble i nagrobki. W domach amerykańskich wolnomularzy XIX wieku ul spotykało się więc nie tylko w loży, lecz także na co dzień, jako ozdobę przypominającą o cnocie, którą bractwo uznało za fundament dobrego życia.
Warto zauważyć, że rozwój ten był specyficznie amerykański. Ul znano również w angielskich wykładach i na angielskich tablicach z XVIII wieku, ale po unii obu wielkich lóż w 1813 roku i ujednoliceniu obrzędów w Anglii emblemat stracił tam znaczenie, podczas gdy po drugiej stronie Atlantyku utrwalił się dzięki Webbowi i Crossowi. Ten sam obraz w jednej tradycji zbladł, w drugiej stał się powszechnie rozpoznawalny. Różnicę trudno wytłumaczyć wyłącznie historią rytuału; wiele wskazuje na to, że Amerykanie po prostu znaleźli w ulu wyraz czegoś, co było im szczególnie bliskie.
Ta wszechobecność miała swoje znaczenie. Emblemat, który przenika do kultury materialnej, przestaje być tajemnicą wtajemniczonych i staje się wspólną własnością społeczeństwa. Ul na dzbanku czy na wyszywance nie musiał być odczytywany jako znak masoński; wystarczało, że przypominał o pracowitości, a ta była cnotą, którą młoda republika uważała za swoją.
Republika pszczół, a nie bajka o pszczołach
Aby zrozumieć, dlaczego emblemat zyskał taką siłę akurat w Stanach Zjednoczonych, warto zestawić go z najsłynniejszym XVIII-wiecznym tekstem o ulu. W 1714 roku Bernard Mandeville wydał Bajkę o pszczołach, w której dowodził, że dobrobyt społeczeństwa wynika z prywatnych występków – próżności, chciwości, zamiłowania do luksusu – a ul, w którym wszystkie pszczoły stają się cnotliwe, popada w ubóstwo. Książka wywołała skandal i długą debatę o moralnych podstawach handlu.
Ul wolnomularski mówi coś odwrotnego. Wspólny dobrobyt nie jest w nim sumą egoizmów, lecz owocem pracy podjętej dla innych, a cnota nie jest przeszkodą, lecz warunkiem pomyślności. W tym sensie emblemat wpisywał się w republikańską etykę obywatelską, popularną w Ameryce czasów rewolucji i wczesnej republiki, która łączyła klasyczne wzory rzymskiej cnoty z protestanckim etosem pracy. Benjamin Franklin, sam wolnomularz i wielki mistrz Pensylwanii, umieścił pracowitość wśród trzynastu cnót opisanych w swojej autobiografii, a jego almanach powtarzał w setkach przysłów, że lenistwo prowadzi do nędzy.
Republika potrzebowała obywateli, którzy nie oczekują przywilejów, lecz pracują, i którzy rozumieją, że ich praca służy wspólnocie. Ul dawał temu przekonaniu obraz. Nie było w nim króla w sensie politycznym – choć pszczoły mają matkę, wykład masoński w ogóle się nią nie zajmuje – lecz tylko zbiorowość pracowników, z których każdy wnosi swój udział. Wolnomularstwo, które w Ameryce przełomu wieków gromadziło wielu przywódców politycznych i zamożnych rzemieślników, nadało tej wizji szczególną powagę.
Deseret, czyli ul w Utah
Najbardziej niezwykłą karierę emblemat zrobił wśród mormonów. Józef Smith, założyciel Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, został przyjęty do wolnomularstwa w Nauvoo w stanie Illinois w 1842 roku, a wraz z nim wielu przywódców wspólnoty, w tym Brigham Young. Kontakt mormonów z bractwem był krótki i burzliwy, ale pozostawił wyraźne ślady w ich obrzędowości i symbolice, co do dziś jest przedmiotem dyskusji historyków.
Ul zajął w tej symbolice miejsce wyjątkowe. W Księdze Mormona pojawia się słowo „deseret”, objaśnione w tekście jako pszczoła miodna, którą lud Jereda miał zabrać ze sobą w wędrówce. Gdy mormoni po śmierci Smitha przenieśli się na zachód, nazwali swoje państwo, którego utworzenie proponowali w 1849 roku, Stanem Deseret. Nazwa nie została przyjęta przez Kongres, który utworzył Terytorium Utah, ale ul stał się trwałym znakiem regionu. Brigham Young nazwał swój dom w Salt Lake City Beehive House, a emblemat ula pojawił się na pieczęci stanu Utah, przyjętego do Unii w 1896 roku. W XX wieku hasłem stanowym oficjalnie ustanowiono słowo „Industry”, czyli pracowitość.
Historycy spierają się, w jakim stopniu mormoński ul wywodzi się z masonerii, a w jakim z własnej tradycji objawienia. Źródła pozwalają stwierdzić tylko tyle, że oba nurty się spotkały: biblijno-mormońska „deseret” i masoński emblemat pracowitości dały razem symbol wyjątkowo dobrze dopasowany do potrzeb wspólnoty, która musiała zbudować miasto na pustyni i przetrwać dzięki zbiorowej dyscyplinie. Kolonizacja doliny Wielkiego Jeziora Słonego wymagała dokładnie tej cnoty, którą wykład Webba wpajał mistrzom – pracy dla wspólnoty, w której nie ma miejsca dla trutni.
Cnota, która wyszła z loży
Losy ula pokazują, jak emblemat wolnomularski może przekroczyć granice bractwa i stać się częścią szerszej kultury politycznej. W loży był pouczeniem dla nowego mistrza, krótkim obrazem połączonym z jedną moralną lekcją. Na certyfikatach i przedmiotach codziennego użytku stał się dekoracją, która przypominała o wspólnej cnocie bez potrzeby odwoływania się do rytuału. W Utah zamienił się w herb państwa i hasło całej społeczności.
W każdej z tych postaci zachował jednak swoje jądro. Pracowitość, którą zaleca, nie jest indywidualnym sukcesem ani ascetycznym ćwiczeniem, lecz udziałem we wspólnym dobru. To właśnie odróżnia ją od późniejszych, bardziej indywidualistycznych wersji amerykańskiej etyki pracy, w których sukces mierzy się osobistym bogactwem. Ul mówi raczej, że wartość pszczoły polega na tym, co wniosła do ula, a ul jest silny, gdy żadna z pszczół nie uważa się za zwolnioną z pracy. W tym skromnym obrazie zawarła się cała republikańska ambicja wczesnych Stanów Zjednoczonych: społeczeństwo ludzi równych, które utrzymuje się nie dzięki przywilejom, lecz dzięki trudowi każdego z jego członków.
