Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Stopień Rycerza Różokrzyża w Rycie Szkockim

Osiemnasty stopień Rytu Szkockiego, z krzyżem, różą, pelikanem i odnalezionym słowem INRI, jest masońską recepcją symboliki różokrzyżowej powstałą we Francji połowy XVIII wieku, a jego dziewiętnastowieczne dzieje to spór o to, czy chrześcijańska opowieść o wierze, nadziei i miłości może stać się uniwersalną alegorią.

Klejnot Rycerza Różokrzyża XVIII stopnia z pelikanem karmiącym pisklęta, krzyżem i różą, lata 30.–40. XX wieku, Auckland Museum – CC BY 4.0
Klejnot Rycerza Różokrzyża XVIII stopnia z pelikanem karmiącym pisklęta, krzyżem i różą, lata 30.–40. XX wieku, Auckland Museum – CC BY 4.0 · Wikimedia Commons

Imię pożyczone od manifestów

Gdy w latach 1614–1616 ukazały się w Kassel i Strasburgu manifesty Bractwa Różanego Krzyża, rozpoczęła się w Europie trwająca stulecia gra wyobraźni wokół tajnej wspólnoty mędrców, której nikt nigdy nie zdołał wiarygodnie odnaleźć. Ta historia ma swój osobny bieg. W wolnomularstwie XVIII wieku nazwa różokrzyża pojawiła się jednak w zupełnie innym kontekście i z innym znaczeniem. Stopień Rycerza Różokrzyża, znany we Francji jako Chevalier Rose-Croix, a w pełniejszym brzmieniu jako Rycerz Orła i Pelikana, nie był przedłużeniem manifestów ani zapisem tajemnej nauki przekazanej przez niemieckich alchemików. Był obrzędem stworzonym w lożach, który przejął nazwę i kilka symboli, by nadać chrześcijańskiej opowieści o męce i zmartwychwstaniu formę inicjacji.

Stopień pojawia się w źródłach francuskich w latach sześćdziesiątych XVIII wieku. Najstarsze znane rytuały różnią się szczegółami, ale łączy je wspólna struktura: kandydat przechodzi od żałoby do radości, od ciemności do światła, od utraty słowa do jego odnalezienia. W 1786 roku Wielki Wschód Francji, porządkując rozproszone wysokie stopnie, uczynił z Różokrzyża najwyższy, siódmy stopień Rytu Francuskiego. W Rycie Szkockim, ogłoszonym w Charlestonie w 1801 roku, zajął on osiemnaste miejsce, a jego posiadacze zbierali się w kapitułach. Tak ukształtowała się jego podwójna obecność, która w XIX wieku miała stać się źródłem sporów.

Nie ma żadnego dokumentu, który łączyłby twórców tego stopnia z bractwem z manifestów. Teza o ciągłości, chętnie głoszona w XIX wieku przez autorów spragnionych starożytnych rodowodów, nie znajduje oparcia w źródłach. Stopień jest natomiast świadectwem czegoś innego i nie mniej ciekawego: tego, jak symbolika różokrzyżowa, odłączona od swojego pierwotnego kontekstu, stała się w XVIII wieku językiem dostępnym, który można było wypełnić treścią zgodną z potrzebami lóż.

Trzy komnaty i jedno słowo

Obrzęd osiemnastego stopnia, w jego klasycznej postaci, rozgrywa się w kilku komnatach. Pierwsza jest czarna lub pogrążona w półmroku. Kandydat dowiaduje się w niej, że słowo zostało utracone, że zasłona świątyni rozdarła się, że kolumny runęły, a ziemia okryła się ciemnością. Ta scena odpowiada godzinie śmierci Chrystusa opisanej w Ewangeliach, choć w wielu wersjach nie jest nazwana wprost; wystarcza ogólna aluzja, którą obecni rozumieli bez trudu. Na ścianach wiszą symbole żałoby, a narzędzia budowniczych leżą porzucone, jak gdyby praca nad świątynią straciła sens.

Następnie kandydat odbywa wędrówki, podczas których prowadzą go trzy cnoty teologalne: wiara, nadzieja i miłość. To one, a nie wiedza czy siła, pozwalają mu iść dalej, gdy słowo jest stracone. W tej sekwencji wyraża się chrześcijańska nauka św. Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian, w którym największa z cnót jest miłość. Rytuał zamienia ten tekst w drogę: cnoty nie są tematem kazania, lecz przewodnikami, z którymi trzeba przejść przez ciemność.

Ostatnia komnata jest jasna, często czerwona. Tu kandydat otrzymuje odnalezione słowo, którym okazują się cztery litery INRI, umieszczone według Ewangelii nad głową ukrzyżowanego: Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum. Utracone słowo mistrzowskie, o którym mówią niższe stopnie, odnajduje się więc w napisie krzyża. W ten sposób opowieść o świątyni Salomona i zamordowanym Hiramie zostaje zamknięta przez opowieść ewangeliczną, a cała hierarchia stopni zyskuje kierunek prowadzący do chrześcijańskiego misterium.

Pelikan, róża i krzyż

Symbolika stopnia jest gęsta i świadomie tradycyjna. Pelikan karmiący pisklęta własną krwią to obraz znany średniowiecznym bestiariuszom, w których ptak ten oznaczał Chrystusa oddającego życie za ludzi. Orzeł, z którym bywa łączony, wskazuje na wzniesienie i odrodzenie. Krzyż z różą w środku, od którego stopień wziął nazwę, odczytywano w kapitułach na wiele sposobów: jako zjednoczenie cierpienia i miłości, jako znak zmartwychwstałego życia wyrastającego z męki, jako obraz duszy rozkwitającej na drzewie ofiary.

Ważną częścią praktyki kapituł były uczty obrzędowe. W Wielki Czwartek wolnomularze osiemnastego stopnia zbierali się na tak zwanej wieczerzy mistycznej, podczas której dzielili chleb i wino, a w niektórych tradycjach również baranka. Taki zwyczaj, przyjmowany powszechnie w XVIII wieku, nadawał stopniowi niemal liturgiczny charakter i zbliżał go do życia religijnego jego członków. Zarazem budził niepokój duchownych, którzy widzieli w nim naśladowanie sakramentów poza Kościołem.

Kolory stopnia powtarzały jego dramaturgię. Czerń pierwszej komnaty i czerwień ostatniej przenikały się w insygniach, które w wielu kapitułach łączyły barwy żałoby i chwały, a na klejnocie stopnia pojawiały się zwykle pelikan, krzyż i róża. Członek kapituły nosił więc na sobie skrót całej drogi, którą przeszedł: od śmierci do odrodzenia, od pustki do pełni. Taka oprawa była typowa dla XVIII-wiecznego wolnomularstwa, które chętnie wyrażało treść obrzędów w barwach i w przedmiotach, ale w przypadku Różokrzyża zyskiwała szczególną siłę, bo wizualny język stopnia był niemal bez reszty zaczerpnięty z ikonografii pasyjnej. Kto znał wnętrza kościołów w okresie Wielkiego Tygodnia, z ich zasłoniętymi krzyżami i gaszonymi świecami, rozpoznawał w kapitule znajomy porządek, przeniesiony z ołtarza do świątyni budowniczych.

Na marginesie oficjalnej interpretacji pojawiały się lektury hermetyczne. Litery INRI rozwijano czasem w formułę Igne Natura Renovatur Integra, „ogniem natura odnawia się cała”, która przenosiła znaczenie napisu z historii Zbawienia w język alchemiczny. Ta interpretacja, obecna w literaturze ezoterycznej, nie była częścią pierwotnego obrzędu i nie zastąpiła jego chrześcijańskiej treści, ale pokazuje, jak łatwo symbol różokrzyżowy przyciągał znaczenia z innych tradycji.

Spór o chrystianizm stopnia

W XIX wieku Różokrzyż stał się polem jednego z najważniejszych sporów w wolnomularstwie wysokich stopni. Pytanie brzmiało prosto, choć odpowiedź była trudna: czy stopień, który w swojej treści był wyraźnie chrześcijański, może być nadawany ludziom innych wyznań i niewierzącym? Wolnomularstwo symboliczne od czasu Konstytucji Andersona z 1723 roku przedstawiało się jako wspólnota ponad wyznaniami. Wysokie stopnie, w tym Różokrzyż, wprowadzały natomiast treść, której nie dało się pogodzić z tą otwartością bez jej przekształcenia.

Rozwiązania przyjmowane w różnych krajach rozeszły się wyraźnie. W Anglii Rada Najwyższa, utworzona w 1845 roku, zachowała chrześcijański charakter osiemnastego stopnia i do dziś wymaga od kandydatów wyznania wiary w Trójcę Świętą. Ryt w tej jurysdykcji ma charakter wyraźnie chrześcijański, a Różokrzyż jest w nim punktem centralnym. We Francji i w Belgii, gdzie wolnomularstwo w drugiej połowie stulecia coraz silniej wiązało się z racjonalizmem i z polityką świecką, część obediencji przerabiała rytuały wysokich stopni w duchu humanistycznym. Odnalezione słowo interpretowano tam jako zasadę odrodzenia natury, postępu ludzkości czy triumfu rozumu nad ciemnotą.

W Stanach Zjednoczonych zasadniczą rolę odegrał Albert Pike, który przepracował rytuały Jurysdykcji Południowej. Jego wersja Różokrzyża zachowuje chrześcijańską opowieść, ale przedstawia ją jako jedną z wielu form wyrazu uniwersalnej prawdy. Komentarz w Morals and Dogma z 1871 roku czyta stopień jako naukę o miłości, która jest wspólna wszystkim religiom, a postać Chrystusa jako nauczyciela tej miłości, którego każdy może rozumieć według własnego sumienia. Krytycy uważali, że takie rozwiązanie rozmywa sens obrzędu, zwolennicy, że ratuje jego wartość moralną bez wykluczania ludzi innych wyznań.

Recepcja, nie dziedzictwo

Trzeba wyraźnie oddzielić dwie rzeczy, które w literaturze popularnej zlewają się często w jedno. Pierwsza to ruch różokrzyżowy XVII wieku, z jego manifestami, polemikami i kręgiem uczonych, którzy na nie odpowiadali. Druga to masoński stopień Rycerza Różokrzyża, powstały ponad sto lat później we Francji. Łączy je nazwa i niektóre symbole, przede wszystkim róża i krzyż, ale nie ciągłość organizacyjna ani doktrynalna. Ten drugi jest recepcją pierwszego, czyli twórczym przejęciem znaku, który był już wtedy częścią wspólnego repertuaru europejskiej kultury ezoterycznej.

Recepcja ta ma jednak własną logikę. Twórcy stopnia nie potrzebowali alchemicznych laboratoriów ani tajnych listów do Bractwa. Potrzebowali symbolu, który połączy budowlaną legendę lóż z chrześcijańską nadzieją zmartwychwstania. Róża na krzyżu nadawała się do tego doskonale: była dość tajemnicza, by sugerować głębię, i dość czytelna, by każdy chrześcijanin rozpoznał w niej obraz męki przemienionej w życie. Nazwa różokrzyża dodawała aurę starożytnej mądrości, nie narzucając żadnej konkretnej doktryny.

Z tego punktu widzenia osiemnasty stopień jest jednym z najlepszych przykładów sposobu, w jaki wolnomularstwo tworzyło swój symboliczny świat. Nie przekazywało tajemnicy otrzymanej z przeszłości, lecz łączyło znaki różnego pochodzenia w nowe opowieści, dostosowane do potrzeb i przekonań ludzi, którzy je odprawiali. Spory XIX wieku pokazują, że te opowieści nie były neutralne. Decyzja o tym, czy słowo odnalezione w ostatniej komnacie jest imieniem Chrystusa, czy alegorią rozumu, była decyzją o tożsamości całej wspólnoty.

Słowo odnalezione w krzyżu

Duchowy sens stopnia leży w jego dramaturgii przejścia. Utrata słowa w pierwszej komnacie nie jest tylko fabułą; wyraża doświadczenie człowieka, któremu dotychczasowe narzędzia, wiedza i porządek przestają wystarczać. Wędrówka z cnotami teologalnymi pokazuje, że w takiej sytuacji jedyną drogą jest zaufanie, oczekiwanie i miłość, a nie sprawność. Odnalezienie słowa w krzyżu mówi, że to, co wydawało się klęską, kryje w sobie odpowiedź.

Taka dramaturgia nie wymaga legendarnych rodowodów, by mieć znaczenie. Jest bliższa chrześcijańskiej pobożności pasyjnej niż hermetycznej alchemii, nawet jeśli obie tradycje mogą się w niej spotykać. Historyk, który bada osiemnasty stopień, widzi w nim więc nie tajemny przekaz różokrzyżowców, lecz osiemnastowieczną próbę zbudowania liturgii wtajemniczenia z materiałów, które kultura europejska miała pod ręką. Próba ta okazała się na tyle udana, że przetrwała do dziś, w wielu wersjach i interpretacjach, wciąż zadając pytanie o to, jakie słowo zostało w niej odnalezione.