Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Rudyard Kipling i loża matka w Lahaurze

Dla Rudyarda Kiplinga, przyjętego w 1886 roku do lahaurskiej loży Hope and Perseverance, wolnomularstwo było obrazem imperium idealnego, w którym hinduista, muzułmanin, Żyd i Anglik spotykają się jako równi bracia, a wiersz The Mother-Lodge i opowiadanie o Dravocie pokazują zarówno siłę, jak i granice tego marzenia.

Portret Rudyarda Kiplinga, John Collier, 1891 – domena publiczna
Portret Rudyarda Kiplinga, John Collier, 1891 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Dwudziestolatek w Pendżabie

Kipling wrócił do Indii jesienią 1882 roku jako szesnastolatek, po latach spędzonych w angielskich szkołach, i podjął pracę w redakcji Civil and Military Gazette w Lahaurze. Pendżab był wtedy prowincją od niedawna przyłączoną do brytyjskiego panowania, z garnizonami, liniami kolejowymi w budowie i administracją, która dopiero ustalała swoje zwyczaje. Młody dziennikarz pracował po kilkanaście godzin dziennie, redagując depesze, pisząc notatki i drukując pierwsze wiersze oraz opowiadania. Poznawał miasto nocą, w bazarach, klubach i koszarach, zbierając materiał, który miał zasilić jego twórczość przez całe życie.

W kwietniu 1886 roku, w wieku dwudziestu lat, został przyjęty do loży Hope and Perseverance nr 782, działającej w Lahaurze pod jurysdykcją Zjednoczonej Wielkiej Loży Anglii. Ponieważ nie osiągnął jeszcze wymaganego wieku, potrzebna była specjalna dyspensa. Wkrótce został sekretarzem warsztatu i pełnił tę funkcję przez kilka lat, co oznaczało prowadzenie protokołów, korespondencji i rachunków. W tym samym okresie przyjął także stopnie z kręgu Mark Masonry. Sam pisał później, że loża dała mu wgląd w świat ludzi, z którymi w zwykłym życiu kolonialnym nie miałby okazji się zbliżyć.

Czterech wyznań bracia

W autobiografii Something of Myself, wydanej pośmiertnie w 1937 roku, Kipling opisał swoją lożę zdaniami, które stały się jednym z najczęściej przytaczanych świadectw o kolonialnym wolnomularstwie. Wspominał, że należeli do niej bracia co najmniej czterech wyznań, że wprowadził go do pierwszego stopnia członek ruchu Brahmo Samaj, hinduista, do drugiego muzułmanin, a do trzeciego Anglik, a strażnikiem drzwi był indyjski Żyd. Zaznaczał też, że loża nie urządzała bankietów, bo część braci, związana przepisami kastowymi, nie mogła spożywać pokarmów nieprzygotowanych zgodnie z rytuałem.

Ta drobiazgowa pamięć nie jest przypadkowa. Kipling zwrócił uwagę na to, co w Indiach było rzeczywiście niezwykłe: na sytuację, w której ludzie różnych religii, kast i ras uczestniczą w jednym obrzędzie i wymieniają się rolami nauczyciela i ucznia. W kolonialnym społeczeństwie, rozdzielonym murem przepisów, obyczajów i uprzedzeń, loża tworzyła przestrzeń, w której hierarchia była na krótko zawieszona. Pisarz wyczuwał, że to zawieszenie ma charakter niemal sakralny, bo opiera się na wspólnym akcie przysięgi i na przekonaniu o istnieniu Wielkiego Budowniczego, którego każdy brat może rozumieć po swojemu.

Nie należy jednak przeceniać egalitaryzmu tej wspólnoty. Członkami lahaurskich lóż byli przede wszystkim ludzie wykształceni i zamożni: urzędnicy, kupcy, inżynierowie, oficerowie, a z ludności indyjskiej przedstawiciele elit, którzy mówili po angielsku i funkcjonowali w kolonialnych instytucjach. Loża łączyła ponad podziałami religijnymi, ale nie ponad podziałem między elitą a masami. Kipling to wiedział, choć rzadko o tym pisał.

Pieśń żołnierza o loży matce

Najpełniejszy literacki wyraz tego doświadczenia przynosi wiersz The Mother-Lodge, włączony do tomu The Seven Seas z 1896 roku. Mówi w nim prosty żołnierz, który wspomina swoją pierwszą lożę gdzieś w Indiach, posługując się gwarą londyńskiego ludu, z połykanymi głoskami i potocznymi zwrotami. Wymienia braci jednego po drugim: zawiadowcę stacji, pracownika kolei, ludzi z intendentury i z więzienia, sierżanta, który dwukrotnie był mistrzem katedry, a obok nich Parsa ze sklepu z towarami europejskimi, hinduskiego księgowego, Żyda z Adenu, kreślarza muzułmanina z biura pomiarów, bengalskiego babu, Sikha i katolika z warsztatów. Ta wyliczanka jest zarazem portretem kolonialnego społeczeństwa w miniaturze.

Rdzeń wiersza zawiera się w zestawieniu dwóch światów. Na zewnątrz, mówi żołnierz, rozlegają się okrzyki „Sergeant! Sir! Salute! Salaam!”, a więc cała drabina zależności wojskowych i kolonialnych. Wewnątrz pada tylko słowo „Brother”, brat, i nikomu nie przynosi to szkody. Bracia spotykają się „upon the Level” i rozstają „on the Square”, na poziomie i na węgielnicy, zgodnie z formułą, którą wolnomularze rozumieją jako wyraz równości i uczciwości. Prosty żołnierz nie zna filozofii lóż, ale zna ich prawdę: że przez kilka godzin w miesiącu był traktowany jak człowiek równy innym.

Kipling nie idealizuje przy tym warunków. Loża była uboga, z nędznymi regaliami, w starym i pustym budynku. A jednak, jak zapewnia żołnierz, bracia znali „the Ancient Landmarks” i przestrzegali ich co do włosa. Pojęcie starożytnych granic, wywodzone z angielskiej tradycji konstytucji wolnomularskich, oznacza zespół zasad, których żadna loża nie może zmienić, a które czynią ją częścią jednego bractwa. W ustach prostego człowieka staje się ono wyznaniem dumy: można nie mieć złota ani jedwabiu, ale nie wolno zgubić prawa. Właśnie ta wierność formie, a nie bogactwo czy prestiż, nadawała ubogiemu warsztatowi godność równą londyńskim świątyniom. Bracia nie urządzali bankietów, aby nie złamać czyjejś kasty, i rozmawiali przy fajce o religiach, które każdy z nich wyznawał, porównując swoich bogów. Wiersz kończy się tęsknotą, refrenem, w którym żołnierz pragnie jeszcze raz zobaczyć lożę matkę, zanim umrze. W tej tęsknocie jest coś więcej niż nostalgia za młodością: jest pamięć o jedynym miejscu, gdzie imperium spełniało swoją obietnicę.

Mistrz Mark w Kafiristanie

Zupełnie inny ton ma opowiadanie The Man Who Would Be King, czyli Człowiek, który chciał być królem, opublikowane w 1888 roku w jednym z tomików wydawanych dla podróżnych na indyjskich kolejach. Narrator, dziennikarz z redakcji przypominającej tę, w której pracował Kipling, spotyka w pociągu włóczęgę, Peachey'ego Carnehana, i rozpoznaje w nim brata. Na tej podstawie zgadza się przekazać wiadomość jego towarzyszowi, Danielowi Dravotowi. Dwaj awanturnicy, byli żołnierze, zawierają umowę, że wyruszą do Kafiristanu, krainy w górach Hindukuszu, i zostaną tam królami.

Już ten początek zawiera masońską lekcję. Narrator nie ufa Carnehanowi, uważa go za podejrzanego wędrowca, a jednak spełnia jego prośbę, bo obowiązuje go powinność wobec brata w potrzebie. Dla Kiplinga był to najbardziej praktyczny wymiar bractwa: sieć zobowiązań rozciągnięta nad całymi Indiami, w której nieznajomy z pociągu, z restauracji dworcowej czy z koszar mógł liczyć na pomoc dzięki kilku słowom i znakowi. Taka sieć miała w kolonii znaczenie realne, bo ludzie przenoszeni z jednej stacji do drugiej często nie mieli żadnych innych więzi.

Masońska wiedza okazuje się ich najskuteczniejszą bronią. Kapłani miejscowego plemienia rozpoznają w znakach, których używa Dravot, swój własny tajemny obrzęd, a w kamieniu ołtarza widnieje znak mistrza, ten sam, który Dravot nosi na fartuchu. Dravot zostaje uznany za boga, syna Aleksandra Wielkiego, i zakłada lożę, przyjmując wodzów do kolejnych stopni. Carnehan ostrzega, że to sprzeczne z prawem, bo nie mają do tego żadnego upoważnienia. Dravot nie słucha. Jego upadek następuje, gdy postanawia się ożenić: przerażona dziewczyna gryzie go do krwi, a krew dowodzi, że nie jest bogiem. Lud się buntuje, Dravot ginie na moście nad przepaścią, a Carnehan, ukrzyżowany i cudem ocalały, wraca do narratora z głową króla w worku.

Opowiadanie można czytać jako przypowieść o imperializmie, o pysze białego człowieka, który przekonuje siebie, że wiedza i znaki dają mu prawo do władzy nad obcymi. Masońskie elementy są w nim jednak czymś więcej niż egzotyczną dekoracją. Dravot zaczyna od użycia wspólnego obrzędu jako narzędzia porozumienia, a kończy na przekroczeniu jego granic. Wolnomularstwo w opowiadaniu jest uniwersalnym językiem, który pozwala ludziom z różnych końców świata rozpoznać się jako bracia. Kiedy Dravot używa go, by wynieść się ponad braci, a nie żyć z nimi na poziomie, popełnia grzech, który obraca się przeciw niemu.

Imperium, które miało być lożą

Między wierszem a opowiadaniem rozciąga się cała ambiwalencja Kiplinga. W The Mother-Lodge loża jest miejscem, gdzie imperium ukazuje swoją najlepszą twarz: zbiorowością ludzi różnych ras i wyznań, połączonych wspólnym prawem i wzajemnym szacunkiem. W Człowieku, który chciał być królem ta sama wspólnota zostaje nadużyta przez ludzi, którzy biorą jej znaki za tytuł do władzy. Kipling nie rozstrzyga tego napięcia. Pozostaje pisarzem, który głosił misję cywilizacyjną Brytanii, a zarazem widział, jak łatwo ta misja przemienia się w pychę.

Masońskie motywy przewijają się także w innych jego utworach. W powieści Kim, wydanej w 1901 roku, tytułowy bohater nosi w amulecie dokumenty swojego ojca, irlandzkiego żołnierza i wolnomularza, a jego tożsamość zostaje ostatecznie potwierdzona dzięki nim i dzięki proroctwu o czerwonym byku na zielonym polu, godle pułku ojca. Po pierwszej wojnie światowej Kipling napisał cykl opowiadań o fikcyjnej loży Faith and Works nr 5837 w Londynie, otwierając go tekstem In the Interests of the Brethren z 1918 roku. W tej loży spotykają się żołnierze wracający z frontu, ranni, zszokowani, osieroceni, a obrzęd staje się dla nich formą terapii i powrotu do wspólnoty. Kipling, który w 1915 roku stracił pod Loos jedynego syna, wiedział, o czym pisze.

Dla Kiplinga loża nie była więc doktryną mistyczną ani tajną organizacją polityczną. Była obrazem społeczeństwa, w którym ludzie różnych kultur mogą spotkać się na zasadzie równości, nie tracąc własnej tożsamości. Hinduista pozostawał hinduistą, muzułmanin muzułmaninem, a jednak przez czas obrzędu wszyscy stawali się braćmi. W tym ideale tkwiło jednak założenie, że wspólnota jest możliwa tylko w ramach imperialnego porządku, pod jego prawami i za zgodą jego władców. Loża w Lahaurze była lustrem, w którym imperium mogło zobaczyć siebie takim, jakim chciało być, a nie takim, jakim było na zewnątrz jej drzwi. Kipling patrzył w to lustro z czułością, ale jego najlepsze teksty pokazują, że wiedział, gdzie kończy się odbicie.