Fryderyk Wielki i masoneria w Prusach
Pruski następca tronu przyjęty potajemnie do bractwa w Brunszwiku w 1738 roku stał się jego hojnym protektorem, założycielem berlińskiej loży Zu den drei Weltkugeln, a potem monarchą coraz bardziej zdystansowanym; legenda, według której w 1786 roku ustanowił system trzydziestu trzech stopni, nie znajduje oparcia w źródłach.

Nocne przyjęcie w Brunszwiku
Latem 1738 roku dwudziestosześcioletni Fryderyk, następca tronu pruskiego, towarzyszył ojcu w podróży, która zawiodła ich do Brunszwiku. Król Fryderyk Wilhelm I, władca o żołnierskim usposobieniu i nieufności wobec wszystkiego, co pachniało francuską modą i wolnomyślicielstwem, nie mógł się dowiedzieć o tym, co miało nastąpić. Z Hamburga przybyła tymczasem dyskretnie niewielka delegacja tamtejszej loży, wśród której znajdował się młody Jakob Friedrich von Bielfeld, później autor wspomnień o pruskim dworze. W nocy z 14 na 15 sierpnia, w jednym z brunszwickich zajazdów, przyjęli następcę tronu do bractwa.
Zainteresowanie Fryderyka masonerią rozbudził wcześniej hrabia Albrecht Wolfgang zu Schaumburg-Lippe, który był wolnomularzem i w rozmowie z księciem miał przedstawić bractwo w świetle oświeceniowym: jako związek ludzi rozumnych, wolnych od przesądów, połączonych przyjaźnią ponad stanami. Dla młodego Fryderyka, który przeżył już okrutny konflikt z ojcem, nieudaną ucieczkę i egzekucję przyjaciela Hansa Hermanna von Katte, taka wizja miała urok szczególny. Była obietnicą wspólnoty opartej na wyborze, nie na dynastycznym przymusie.
Wiadomości o samym obrzędzie pochodzą głównie z późniejszych relacji, w tym z listów Bielfelda, które zredagowano z myślą o publiczności i które nie zawsze są wiarygodne w szczegółach. Sam fakt przyjęcia nie budzi jednak wątpliwości. Fryderyk nie uczynił z niego tajemnicy przed najbliższymi i po powrocie do Rheinsbergu, gdzie prowadził swój mały dwór filozofów i muzyków, skupił wokół siebie kilku braci. Prywatne prace lożowe w Rheinsbergu miały charakter towarzyski: łączyły rytuał z rozmową, muzyką i lekturą.
Król w fartuchu i nowa loża w Berlinie
W maju 1740 roku Fryderyk wstąpił na tron. Tajemnica przestała być potrzebna, a nowy król zaczął przez krótki czas publicznie występować jako wolnomularz. W czerwcu tego roku przewodniczył w Charlottenburgu pracom loży, podczas których przyjęto do bractwa między innymi jego brata, księcia Augusta Wilhelma, i kilku dworzan. Wydarzenie było wymowne: monarcha, który przed chwilą objął władzę absolutną, zasiadał w miejscu mistrza katedry wśród ludzi, którzy w loży mieli być jego braćmi.
We wrześniu 1740 roku w Berlinie założono lożę, która przyjęła francuską nazwę Aux trois globes, w niemieckim brzmieniu Zu den drei Weltkugeln. Inicjatorami byli ludzie z kręgu króla, a francuszczyzna nazwy odpowiadała językowi dworu, na którym rozmawiano o Wolterze, a nie o Lutrze. W 1744 roku loża przyjęła tytuł wielkiej loży macierzystej i zaczęła zakładać loże córki w innych miastach monarchii. Z czasem stała się jednym z trzech pruskich wielkich ośrodków wolnomularskich, a jej nazwa – Große National-Mutterloge Zu den drei Weltkugeln – przetrwała do XX wieku. Fryderyk pozostawał jej protektorem i przez długie lata był przedstawiany jako jej wielki mistrz, choć faktyczne kierowanie pracami powierzał innym.
Znaczenie tego okresu jest przede wszystkim polityczne i obyczajowe. Królewski patronat uczynił masonerię w Prusach instytucją szanowaną, której nie dotknęły prześladowania znane z państw katolickich po bulli Klemensa XII z 1738 roku. Pruskie loże mogły przyjmować protestantów, katolików i wolnomyślicieli, mieszczan i oficerów, a francuscy emigranci, hugenoci i cudzoziemscy uczeni znajdowali w nich drogę do życia stolicy. Masoneria pod opieką Fryderyka była jednym z narzędzi, którymi młode królestwo budowało swój wizerunek państwa tolerancji i rozumu.
Chłód monarchy
Ten entuzjazm nie trwał długo. Wojny śląskie, które wybuchły zaraz po wstąpieniu na tron, pochłonęły króla bez reszty, a po ich zakończeniu Fryderyk nie wrócił do aktywnego udziału w pracach lożowych. Zachował tytuł protektora, przyjmował hołdy od braci i nie przeszkadzał bractwu w rozwoju, ale przestał je traktować jako część własnego życia. Świadectwa z kolejnych dekad, w tym rozmowy i listy przytaczane przez jego otoczenie, wskazują raczej na rozbawienie niż na wrogość: król, który wierzył w rozum i nie znosił metafizycznych spekulacji, z ironią patrzył na rozrost ceremoniału i coraz wyższych stopni.
Powody tego dystansu nie są tajemnicze. Fryderyk był władcą absolutnym, który traktował państwo jako dzieło własnego rozumu i dyscypliny. Żadna korporacja, nawet przyjazna, nie mogła w tym porządku mieć znaczenia samodzielnego. Druga połowa XVIII wieku przyniosła ponadto w niemieckich lożach modę na systemy rycerskie, alchemiczne i teozoficzne, które obiecywały ukrytą wiedzę i odwoływały się do nieznanych przełożonych. Dla autora Antymachiawela i przyjaciela Woltera była to raczej odmiana przesądu niż droga oświecenia. Fryderyk nie zwalczał tych zjawisk, ale też nie dawał im swojego imienia.
Ironią historii jest to, że za panowania jego bratanka i następcy, Fryderyka Wilhelma II, w Berlinie wpływy zdobyli właśnie ludzie z kręgu złotych różokrzyżowców, tacy jak Johann Christoph von Wöllner i Johann Rudolf von Bischoffwerder. Ich mistyczno-pietystyczny program, połączony z polityką religijnej restrykcji, był niemal dokładnym przeciwieństwem fryderycjańskiej masonerii lat czterdziestych. Kontrast między obiema epokami pokazuje, że pod jednym szyldem mogły funkcjonować w Prusach zupełnie odmienne wyobrażenia o tym, czym jest bractwo.
Konstytucje, których nie podpisał
W czasach, gdy Fryderyk dawno już przestał bywać w loży, jego imię zaczęło żyć w masońskiej legendzie. Najtrwalszą jej postacią są tak zwane Wielkie Konstytucje z 1786 roku. Według tej tradycji król, jako zwierzchnik najwyższych stopni, miał 1 maja 1786 roku w Berlinie zatwierdzić statut, który rozbudował system wysokich stopni do trzydziestu trzech i powołał Rady Najwyższe jako ich władze. Dokument ten stał się fundamentem prawnym Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego, a imię Fryderyka miało nadawać mu królewski autorytet.
Trudności z tą tradycją są poważne i od dawna wskazywane przez historyków bractwa. Wiosną i latem 1786 roku Fryderyk był ciężko chory i przebywał w Sanssouci pod Poczdamem, gdzie spędził ostatnie miesiące życia; zmarł 17 sierpnia tego roku. Nie zachował się żaden oryginał podpisany jego ręką, a pruskie archiwa nie notują ani posiedzenia, na którym miałby uchwalić podobny akt, ani korespondencji, która by go zapowiadała. Żadne z berlińskich ciał masońskich, z którymi król był formalnie związany, nie wiedziało nic o jego rzekomej roli jako zwierzchnika systemu wysokich stopni. Pierwsze znane świadectwa istnienia Konstytucji pochodzą z przełomu XVIII i XIX wieku, z kręgu, który w 1801 roku powołał w Charlestonie w Karolinie Południowej Radę Najwyższą, a ich wersje językowe różnią się od siebie w istotnych szczegółach.
Podobną drogą krążyły wcześniej teksty nazywane Konstytucjami z 1762 roku, także łączone z Berlinem i z imieniem pruskiego władcy. Wszystko wskazuje, że w obu przypadkach mamy do czynienia z popularnym w XVIII wieku zabiegiem legitymizacyjnym: nowo tworzony system wysokich stopni potrzebował źródła władzy, a najlepiej nadawał się do tego monarcha, który rzeczywiście był wolnomularzem, cieszył się sławą filozofa i nie żył już, by zaprzeczyć. Uznanie tych dokumentów za apokryficzne nie przesądza o wartości samego rytu, który rozwijał się dalej własną drogą; przesądza jedynie, że Fryderyk nie był jego prawodawcą.
Między faktem a portretem
Gdy oddzielić legendę od źródeł, z masońskiej biografii Fryderyka pozostaje obraz mniej efektowny, ale bardziej przekonujący. Był młodym człowiekiem, który w bractwie szukał przyjaźni i powietrza wolności, gdy żył pod ojcowskim nadzorem. Był monarchą, który przez kilka lat swoim autorytetem otworzył masonerii drogę w Prusach i pozwolił jej stać się instytucją publicznie szanowaną. Był wreszcie starzejącym się królem, który zachował dobrą wolę, lecz stracił zainteresowanie, i który z rezerwą obserwował, jak bractwo wypełnia się obrzędami, których nie rozumiał i nie chciał rozumieć.
Wolnomularska pamięć wolała jednak portret odwrotny: króla filozofa jako patrona tajemnic, prawodawcę najwyższych stopni, ostatnie ogniwo między oświeceniem a ezoteryczną sukcesją. Taki portret jest świadectwem potrzeb samej tradycji, która chętnie przypisywała sobie wielkich protektorów i dawała im role, jakich nigdy nie odgrywali. Badanie relacji między Fryderykiem a masonerią pozostaje dlatego dobrym ćwiczeniem w krytyce źródeł. Uczy, że fakt przyjęcia do loży i fakt założenia wielkiej loży macierzystej są pewne, a podpis pod Konstytucjami z 1786 roku należy do historii wyobraźni, nie do historii prawa.
Trwałym skutkiem fryderycjańskiego patronatu okazała się natomiast pozycja prawna bractwa w państwie pruskim. Gdy w 1798 roku, w atmosferze lęku przed rewolucyjnymi spiskami, Prusy wydały edykt przeciw tajnym związkom, z ogólnego zakazu wyłączono trzy berlińskie wielkie loże, a wśród nich założoną za czasów Fryderyka Zu den drei Weltkugeln. Państwo uznało w ten sposób, że loże działające pod jego okiem nie są sprzysiężeniami, lecz korporacjami lojalnymi wobec tronu. Ten model, w którym wolnomularstwo cieszy się tolerancją w zamian za jawność struktur i dyskretną kontrolę władzy, był w gruncie rzeczy przedłużeniem układu ustalonego w latach czterdziestych: król chronił bractwo, a bractwo nie wtrącało się do spraw króla.
Pruskie loże przez cały XIX wiek pielęgnowały pamięć Fryderyka jako swego pierwszego protektora, a jego portrety wisiały w salach zebrań obok symboli rzemiosła. Kult ten miał wymiar patriotyczny bardziej niż ezoteryczny i łączył się z dynastyczną lojalnością wobec Hohenzollernów, z których kilku kolejnych również przyjęło rolę protektorów bractwa.
Sam Fryderyk zostawił po sobie pisma polityczne, historyczne i filozoficzne, w których bractwo właściwie nie występuje. To milczenie jest może najwymowniejszym dokumentem. Dla władcy, który całe życie pisał o państwie, wojnie i obowiązku, loża była epizodem młodości i elementem polityki tolerancji, a nie kluczem do zrozumienia świata.
