Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Goethe w loży Amalia w Weimarze

Goethe, przyjęty w 1780 roku do weimarskiej loży Amalia, widział w wolnomularstwie przede wszystkim szkołę etycznego kształtowania człowieka: jego masońskie wiersze, mowy i Towarzystwo Wieży z Wilhelma Meistra opisują lożę jako formę wychowania, a nie jako drabinę wysokich stopni prowadzącą do tajemnej wiedzy.

Klejnot weimarskiej loży Anna Amalia zu den drei Rosen, 1806 – domena publiczna
Klejnot weimarskiej loży Anna Amalia zu den drei Rosen, 1806 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Prośba skierowana do ministra

W lutym 1780 roku trzydziestoletni Johann Wolfgang Goethe, od kilku lat radca na dworze księcia Karola Augusta, zwrócił się listownie do Jakoba Friedricha von Fritscha, jednego z najwyższych urzędników księstwa i mistrza katedry weimarskiej loży, z prośbą o przyjęcie. Ton listu był rzeczowy. Goethe tłumaczył, że w podróżach i na dworze wielokrotnie stykał się z wolnomularzami, że chciałby być bliżej ludzi, których ceni, i że uczucie towarzyskiej obcości wobec bractwa jest dla niego jedynym powodem tej prośby. Nie pisał o pragnieniu tajemnicy ani o poszukiwaniu mądrości starożytnych.

Przyjęcie odbyło się 23 czerwca 1780 roku, w wigilię święta Jana Chrzciciela, tradycyjnego patrona lóż. Loża nosiła imię Amalia, na cześć księżnej wdowy Anny Amalii, matki panującego księcia i opiekunki weimarskiego dworu muz; w pełnej nazwie odwoływała się do trzech róż. W kolejnych latach Goethe otrzymał stopień czeladnika, a w marcu 1782 roku stopień mistrza. W tym samym okresie przyjęto do loży także Karola Augusta, co nadawało jej w małym księstwie szczególną rangę: był to krąg, w którym urzędnicy, oficerowie, uczeni i władca spotykali się w ramach innych niż hierarchia dworska.

Ta biografia ma jednak ostry zakręt. Weimarska loża należała do systemu Ścisłej Obserwy, który na początku lat osiemdziesiątych przeżywał głęboki kryzys zaufania do własnej templariuszowskiej legendy. W 1782 roku Amalia zawiesiła prace i przez ponad ćwierć wieku pozostawała uśpiona. Goethe i książę związali się w tym czasie na krótko z zakonem iluminatów, co świadczy raczej o ciekawości wobec reformatorskich projektów epoki niż o trwałej przynależności. Prawdziwie masońskie lata Goethego zaczęły się dopiero po 1808 roku, gdy loża została reaktywowana, a on sam był już autorem Fausta i patriarchą niemieckiej literatury.

Odnowienie loży i mowy żałobne

W październiku 1808 roku Amalia wznowiła prace, a Goethe należał do grona tych, którzy ją przywracali. Odnowiona loża działała w duchu zmian, które w niemieckim wolnomularstwie początku XIX wieku przywracały pierwszeństwo trzem stopniom symbolicznym i odsuwały na bok wielopiętrowe systemy rycerskie. Dla Goethego był to kierunek zgodny z jego własnym usposobieniem. Nie interesował go dostęp do coraz wyższych tajemnic, lecz to, co bractwo potrafi zrobić z człowiekiem w ramach najprostszych symboli: kamienia, węgielnicy, światła, braterskiego łańcucha.

Najważniejszym świadectwem tych lat jest mowa wygłoszona w loży 18 lutego 1813 roku ku pamięci Christopha Martina Wielanda, który zmarł w styczniu tego roku. Wieland wstąpił do loży bardzo późno, jako starzec, i Goethe uczynił z tego przemyślany wątek. Wspomina zmarłego jako człowieka, który całe życie praktykował cnoty bractwa, zanim formalnie do niego wszedł: umiarkowanie, tolerancję, życzliwą ironię wobec ludzkich słabości, wierność rozmowie. Wolnomularstwo okazuje się w tej mowie nie źródłem tych cnót, ale miejscem, w którym zostają one uznane i nazwane. Loża nie nadaje człowiekowi mądrości; rozpoznaje ją i wspiera.

Goethe pisał też krótkie utwory na uroczystości loży, okolicznościowe pieśni na przyjęcia, rocznice i pogrzeby. W zbiorowych wydaniach jego poezji zebrano je w osobnym dziale opatrzonym tytułem Loge. Nie należą do jego najwybitniejszych osiągnięć artystycznych, ale mają wartość dokumentu: pokazują, jak poeta rozumiał rytm życia bractwa, w którym każde zebranie było zarazem obrzędem i świętem przyjaźni. Pod koniec życia loża uczciła pięćdziesięciolecie jego przyjęcia, a w czerwcu 1830 roku Goethe odpowiedział na to okolicznościowym wierszem, wdzięcznym za pamięć braci.

Symbolum i wędrówka murarza

Spośród masońskich wierszy jeden zdobył samodzielną sławę. Symbolum, napisane około 1815 roku, otwiera zdanie, które zawiera całą goethańską interpretację bractwa: wędrowanie murarza podobne jest do życia, a jego dążenie podobne jest do działania ludzi na ziemi. Nie ma tu mowy o ukrytej wiedzy, o kamieniu filozoficznym ani o tajnych przełożonych. Masońska droga jest obrazem ludzkiego losu w ogóle – wysiłku podejmowanego w niepewności, w obliczu przyszłości, która „skrywa ból i szczęście”, i wobec przeszłości, z której patrzą zmarli.

Wiersz prowadzi czytelnika od ziemskiej wędrówki ku powadze grobów i ku głosom duchów oraz mistrzów, którzy wołają z wysoka. Ich wezwanie nie brzmi jednak jak obietnica objawienia. Brzmi jak przykazanie wytrwałości: nie zaniedbywać sił dobra, działać, a w końcu – jak głosi ostatni wers – „każemy wam mieć nadzieję”. Wolnomularstwo jest w tym ujęciu szkołą nadziei, która nie opiera się na wiedzy o przyszłości, ale na wierności zadaniu. Ta konstrukcja jest bliska późnemu Goethemu w ogóle: etyce czynu, w której czyn nie potrzebuje metafizycznej gwarancji, by mieć sens.

Thomas Carlyle, który przekładał i komentował Goethego dla czytelników brytyjskich, uczynił z Symbolum jedno z ulubionych wyznań wiary swojej epoki, a jego angielska wersja zaczęła krążyć niezależnie od masońskiego kontekstu. Ten los wiersza jest wymowny. Tekst napisany na potrzeby loży okazał się zrozumiały dla każdego, kto szukał świeckiej formy powagi, bo sam Goethe usunął z niego wszystko, co wymagałoby wtajemniczenia.

Wieża, list nauki i ceremonia, która wychowuje

Najdalej idącym przetworzeniem doświadczeń lożowych w twórczości Goethego jest Towarzystwo Wieży w Latach nauki Wilhelma Meistra, wydanych w latach 1795–1796. Już tytuł powieści mówi językiem cechów i lóż: Lehrjahre to lata terminowania, po których przychodzą lata wędrówki. Bohater, młody mieszczanin marzący o teatrze, przez całą powieść spotyka ludzi, którzy wydają się pojawiać przypadkiem, a w rzeczywistości należą do dyskretnego związku obserwującego jego rozwój. Należą do niego Abbé, Jarno, szlachcic Lothario i inni, a ich celem nie jest panowanie nad światem, lecz wychowanie człowieka do świadomego życia.

W siódmej księdze Wilhelm zostaje wprowadzony do wieży zamku Lotharia. Scena ma wszystkie rysy inicjacji: półmrok, zasłona, głosy dochodzące z ukrycia, postacie z przeszłości bohatera, które przemawiają do niego jak strażnicy progu. Na końcu Wilhelm otrzymuje Lehrbrief, list nauki, zbiór maksym zaczynających się od hipokratejskiego zdania, że sztuka jest długa, a życie krótkie. Dowiaduje się też, że w archiwum wieży przechowywane są zwoje opisujące drogi życiowe członków, wśród nich i jego własna. Ceremonia nie przekazuje mu żadnego sekretu. Oznajmia mu jedynie, że jego terminowanie się skończyło i że od teraz sam odpowiada za swoje życie.

Najciekawsze jest to, jak powieść ocenia tę ceremonię. W ósmej księdze członkowie Towarzystwa sami mówią o dawnych rytuałach wieży z wyraźnym dystansem, jako o pozostałości młodzieńczego zapału i zamiłowania do tajemniczości, które z czasem ustąpiły praktyczniejszym zadaniom. Goethe pozwala więc swoim bohaterom zrobić to, co sam zrobił w życiu: docenić obrzęd jako narzędzie wychowania, a zarazem nie przypisywać mu wartości samoistnej. Rytuał jest dobry, gdy pomaga człowiekowi przejść z jednego etapu życia w drugi, a staje się śmieszny, gdy obiecuje więcej, niż może dać. W tym ujęciu łatwo dostrzec echo zawieszenia weimarskiej loży i rozczarowań, które przyniosły w Niemczech systemy rycerskich stopni.

W Latach wędrówki Wilhelma Meistra motyw ten rozrasta się w wizję prowincji pedagogicznej, w której dzieci uczy się trzech rodzajów czci: dla tego, co nad nami, dla tego, co pod nami, i dla tego, co obok nas, a wszystkie trzy prowadzą do czci dla samego siebie. Gesty, którymi uczniowie wyrażają te postawy, są wymyślone przez Goethego, ale ich logika jest masońska w najlepszym sensie: znak ciała ma wychowywać wnętrze, a symbol ma stać się nawykiem moralnym.

Tajemnice, które nie zostały dokończone

Istnieje w twórczości Goethego jeszcze jeden tekst, który często przywołuje się obok loży, choć nie należy go z nią utożsamiać. W latach 1784–1785 pisał poemat Die Geheimnisse, Tajemnice, opowiadający o młodym zakonniku, który trafia do odciętego od świata klasztoru. Nad bramą widnieje krzyż oplatany różami, a w sali zgromadzeń zasiada dwunastu rycerzy, z których każdy, jak Goethe wyjaśniał po latach, miał reprezentować inną religię lub sposób myślenia, a nad nimi wszystkimi stoi postać mistrza Humanusa. Symbolika róży i krzyża nasuwa skojarzenia z różokrzyżowcami, a idea wspólnoty ponad wyznaniami – z oświeceniową myślą o bractwie.

Poemat pozostał fragmentem. Goethe porzucił go, a w 1816 roku opublikował krótkie objaśnienie zamiaru, w którym zarysował jego plan. Ten niedokończony projekt jest pouczający. Wizja ezoterycznego zakonu, który zbiera w sobie wszystkie formy pobożności, pociągała go, ale nie potrafił albo nie chciał jej doprowadzić do końca. Zamiast niej powstały Towarzystwo Wieży i prowincja pedagogiczna – wspólnoty ludzkie, praktyczne, nastawione na wychowanie, a nie na posiadanie tajemnicy.

Warto zauważyć, jak konsekwentnie Goethe przekłada w tych utworach język tajemnicy na język formacji. W Die Geheimnisse zakon jest zamknięty i niedostępny, w Latach nauki wieża otwiera się przed bohaterem, gdy ten dojrzał, a w Latach wędrówki wychowanie staje się już instytucją publiczną, prowincją, do której przyprowadza się dzieci. Kierunek tej drogi prowadzi od sekretu ku wspólnemu dobru. Nie jest to porzucenie symboliki, lecz jej przeniesienie: obrzęd, znak i stopień pozostają, ale służą temu, by człowiek nauczył się patrzeć na siebie i innych z czcią, a nie temu, by oddzielić wybranych od reszty świata.

Goethe był wolnomularzem przez ponad pół wieku i nie był nim nigdy w sposób fanatyczny. Ceniąc lożę za przyjaźń, powagę obrzędu i wspólną pracę nad charakterem, odnosił się z rezerwą do wszystkiego, co obiecywało wiedzę ponad miarę ludzkiego doświadczenia. Taka postawa nie jest letnią obojętnością. Jest konsekwentnym stanowiskiem człowieka, dla którego najwyższym stopniem wtajemniczenia był dojrzały czyn, a najgłębszą tajemnicą – sama zdolność do przemiany przez życie przeżyte uważnie.