Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Laurence Dermott i Ahiman Rezon starożytnych

Ahiman Rezon z 1756 roku, księga konstytucji Wielkiej Loży Starożytnych ułożona przez irlandzkiego malarza pokojowego Laurence'a Dermotta, łączyła satyrę na „Nowożytnych” z obroną Królewskiego Łuku jako dopełnienia trzeciego stopnia i dała głos lożom rzemieślników, którzy uważali się za prawdziwych strażników dawnych zwyczajów.

„Ahiman Rezon” Laurence’a Dermotta, księga konstytucji Wielkiej Loży Starożytnych, wydanie z 1756 roku – domena publiczna
„Ahiman Rezon” Laurence’a Dermotta, księga konstytucji Wielkiej Loży Starożytnych, wydanie z 1756 roku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Irlandczyk w londyńskich tawernach

Laurence Dermott urodził się w Irlandii w 1720 roku i do wolnomularstwa wstąpił w Dublinie w 1740 roku. W ciągu kilku lat przeszedł przez urzędy w swojej loży, a w 1746 roku został jej mistrzem. Według jego własnej relacji w tym samym roku otrzymał w Dublinie stopień Królewskiego Łuku. Pod koniec lat czterdziestych przeniósł się do Londynu, gdzie pracował jako czeladnik malarski, a później dorobił się skromnego majątku jako kupiec winny. Nie był ani arystokratą, ani uczonym, lecz człowiekiem pracy z wyraźnym talentem organizacyjnym i ciętym piórem, który odnalazł się w świecie londyńskich tawern, gdzie zbierały się loże.

W Londynie zastał sytuację, która wielu przybyszom z Irlandii i Szkocji wydawała się niezadowalająca. Wielka Loża założona w 1717 roku rozrosła się, przyciągnęła arystokratów i ludzi zamożnych, ale zarazem dokonała w praktyce szeregu zmian, które bracia wychowani w innych tradycjach uważali za odstępstwa. Część lóż działających w stolicy nie uznawała jej zwierzchnictwa albo nigdy go nie przyjęła. Ich członkowie, w znacznej części Irlandczycy, rzemieślnicy, drobni kupcy i ludzie z niższych warstw społecznych, czuli się w lożach oficjalnych obco, a nieraz nie byli w nich mile widziani.

W 1751 roku przedstawiciele kilku takich lóż zebrali się w tawernie Turk's Head przy Greek Street w Soho i utworzyli nową Wielką Lożę. Nazwała ona siebie Wielką Lożą Anglii według dawnych ustaw, a jej członkowie zaczęli określać się jako „Starożytni”, przeciwstawiając się „Nowożytnym”, jak nazwali lożę z 1717 roku. Dermott został wielkim sekretarzem w 1752 roku i pełnił tę funkcję przez wiele lat, później był także zastępcą wielkiego mistrza. To on w największym stopniu ukształtował program, tożsamość i retorykę nowej organizacji.

Księga o tajemniczym tytule

W 1756 roku Dermott wydał księgę konstytucji Starożytnych pod tytułem Ahiman Rezon: or, a Help to a Brother. Nazwa od początku budziła zaciekawienie. Dermott nie wyjaśnił jej jednoznacznie, a późniejsi autorzy proponowali różne odczytania, zwykle z pozornie hebrajskich słów, oznaczające coś w rodzaju woli wybranych braci, pomocy dla brata albo tajemnic braci. Żadne z tych objaśnień nie jest pewne, a sam tytuł należy raczej rozumieć jako świadome odwołanie do biblijnej i salomońskiej atmosfery, w której Starożytni chcieli umieścić swoje bractwo.

Treść księgi odpowiadała w dużej mierze typowi konstytucji wolnomularskich. Zawierała obowiązki wolnomularza, przepisy dotyczące lóż i wielkiej loży, modlitwy na otwarcie i zamknięcie zebrań, zbiór pieśni oraz uwagi o zachowaniu w loży i poza nią. Wiele z tego materiału Dermott zaczerpnął z wcześniejszych druków, w tym z irlandzkich konstytucji, i otwarcie przejmował teksty, które uważał za zgodne z dawną tradycją. Nowością była natomiast przedmowa i fragmenty polemiczne, w których autor wyraził stanowisko Starożytnych wobec oficjalnej Wielkiej Loży.

Ten polemiczny wymiar sprawił, że Ahiman Rezon stało się czymś więcej niż regulaminem. Była to księga tożsamości, w której mniejsza i uboższa organizacja tłumaczyła, dlaczego to ona, a nie jej bogatsza rywalka, zachowuje prawdziwe wolnomularstwo. Kolejne wydania, ukazujące się za życia Dermotta i po jego śmierci, rozwijały tę argumentację i dodawały nowe fragmenty. Księga została przyjęta przez wiele lóż poza Anglią, zwłaszcza w Ameryce, gdzie wielkie loże kilku stanów wydawały własne wersje pod tym samym tytułem.

Satyra na Nowożytnych

Najbardziej znany fragment przedmowy to żartobliwa opowieść o zamiarze napisania historii wolnomularstwa. Dermott przyznaje, że chciał pójść za przykładem innych autorów i przedstawić dzieje bractwa od początków świata, ale zabrakło mu wiedzy i cierpliwości. Opisuje, jak gromadził książki, jak zasnął nad nimi i jak we śnie spotkał tajemniczych przybyszów z Jerozolimy, którzy wyprowadzili go z błędu. Ta zabawna scena jest wymierzona w pretensjonalne historie bractwa, pełne legend o patriarchach i królach, jakie zawierały konstytucje oficjalnej Wielkiej Loży. Dermott daje do zrozumienia, że takie historie są zbędne, a prawdziwe wolnomularstwo tkwi w praktyce i obyczajach.

Ostrzejsza jest krytyka zmian wprowadzonych przez Nowożytnych. Dermott oskarżał ich o porzucenie dawnych sposobów rozpoznawania, o przestawienie słów pierwszych dwóch stopni, o zaniedbanie modlitw i świąt patronów bractwa, o skrócenie ceremonii i pozbawienie ich dawnego charakteru. Sugerował, że Nowożytni stali się raczej towarzystwem biesiadnym niż wspólnotą rzemiosła, a ich wyrafinowanie maskuje ignorancję. Wiele z tych zarzutów było przesadzonych lub trudnych do zweryfikowania, ale trafiały w realne różnice między praktyką obu organizacji.

Satyra Dermotta miała też ostrze społeczne. Nowożytni z dumą wskazywali na arystokratycznych wielkich mistrzów i na wykształcenie swoich członków. Dermott odwracał ten argument, twierdząc, że szlachetność wolnomularstwa nie zależy od stanu urodzenia, lecz od wierności tradycji. Rzemieślnik, który zna dawne zwyczaje, jest w jego ujęciu prawdziwszym bratem niż lord, który przyjmuje urząd dla prestiżu, a o obrzędach wie niewiele. Taka argumentacja dawała godność ludziom, którzy w lożach oficjalnych byliby co najwyżej tolerowani.

Styl tej polemiki zasługuje na uwagę sam w sobie. Dermott pisał językiem żywym, ironicznym, chętnie sięgającym po anegdotę i przesadę, daleko odbiegającym od uroczystej prozy oficjalnych dokumentów bractwa. Jego teksty czyta się jak pamflety z epoki, w której londyńska prasa żyła sporami politycznymi i literackimi, a ośmieszenie przeciwnika uchodziło za skuteczniejsze od uczonej refutacji. Ta umiejętność sprawiła, że spór Starożytnych z Nowożytnymi zyskał rozgłos wykraczający poza same loże. Czytelnik, który nie znał subtelności rytuału, mógł przynajmniej zrozumieć, że w bractwie toczy się walka o prawdziwe dziedzictwo, i opowiedzieć się po którejś stronie.

Królewski Łuk jako serce rzemiosła

Kluczowym punktem programu Starożytnych było uznanie Królewskiego Łuku za integralną część wolnomularstwa. Ten obrzęd, który pojawia się w źródłach w latach czterdziestych XVIII wieku, opowiada o odnalezieniu zaginionego słowa podczas odbudowy świątyni po powrocie z niewoli babilońskiej. Dla Starożytnych był on dopełnieniem trzeciego stopnia: tym, co pozwala zrozumieć utratę, o której mówi ceremonia mistrzowska. Dermott pisał o nim z wielkim przekonaniem, określając go jako korzeń, serce i rdzeń wolnomularstwa, i wiele zrobił dla jego rozpowszechnienia.

Oficjalna Wielka Loża traktowała Królewski Łuk z rezerwą, a niektórzy jej przedstawiciele odnosili się do niego wręcz lekceważąco, choć wielu jej członków praktykowało go w osobnych kapitułach. Spór o ten obrzęd był więc nie tylko sporem o liturgię, lecz o samą definicję wolnomularstwa: czy kończy się ono na trzech stopniach, czy też wymaga dopełnienia, bez którego mistrz pozostaje człowiekiem, któremu coś odebrano. Starożytni wybrali drugą odpowiedź i uczynili z niej element swojej odrębności.

Obrona Królewskiego Łuku miała u Dermotta także wymiar religijny. Ceremonia, nasycona symboliką biblijną, odnosiła się do imienia Bożego, do świątyni i do odnowienia wiary po czasie wygnania. W porównaniu z oświeceniowym, nieco zdystansowanym językiem konstytucji Nowożytnych, wolnomularstwo Starożytnych było bardziej nabożne, bardziej przywiązane do modlitw i świąt, bliższe religijności przeciętnego wiernego. Nie było to wolnomularstwo deistycznych intelektualistów, lecz pobożnych rzemieślników, którzy w lożach szukali zarówno braterstwa, jak i poczucia uczestnictwa w świętej historii.

Społeczność Starożytnych

Profil społeczny lóż Starożytnych odróżniał je wyraźnie od rywali. Spotykali się w mniejszych tawernach, płacili niższe składki, a wśród ich członków przeważali rzemieślnicy, sklepikarze, czeladnicy i ludzie wykonujący zawody, które dawały skromne dochody. Bardzo silny był element irlandzki, ale do lóż należeli także Szkoci i Anglicy. Organizacja szybko nawiązała stosunki z wielkimi lożami Irlandii i Szkocji, które uznały ją za prawowitą reprezentantkę angielskiego wolnomularstwa, co znacznie wzmocniło jej pozycję wobec Nowożytnych.

Ważnym kanałem rozwoju były loże wojskowe. Starożytni chętnie wydawali patenty lożom działającym przy pułkach armii brytyjskiej, które przemieszczały się wraz z oddziałami po koloniach i zakładały loże w kolejnych miejscach. W ten sposób ich odmiana wolnomularstwa trafiła do Ameryki Północnej, na Karaiby, do Indii i innych części imperium. W wielu miejscach, zwłaszcza w Ameryce, tradycja Starożytnych okazała się trwalsza od tradycji Nowożytnych, a księga Dermotta stała się podstawowym tekstem dla tamtejszych braci.

Loże Starożytnych pełniły też funkcje, które dziś nazwalibyśmy pomocą wzajemną. Dla czeladnika, który przybył do Londynu z Dublina czy Belfastu, przynależność do loży oznaczała krąg znajomych, możliwość znalezienia pracy, wsparcie w chorobie i przyzwoity pogrzeb. Dermott przywiązywał dużą wagę do funduszu dobroczynnego i do porządnego prowadzenia rachunków, a zachowane księgi organizacji pokazują, jak drobiazgowo pilnowano jej spraw. Braterstwo w tym środowisku nie było wyłącznie ideą moralną; było siecią realnych zobowiązań, które pozwalały ludziom bez majątku przetrwać w wielkim mieście.

W 1771 roku wielkim mistrzem Starożytnych został książę Atholl, a jego ród sprawował tę funkcję przez kolejne dziesięciolecia. Od tego nazwiska organizację nazywano czasem „masonerią Atholl”. Obecność arystokraty na czele nie zmieniła jednak charakteru lóż, a Dermott, jako zastępca wielkiego mistrza, pozostał faktycznym przywódcą aż do późnych lat swojego życia. Zmarł w 1791 roku, nie doczekawszy połączenia obu wielkich lóż, które nastąpiło dwie dekady później.

Dziedzictwo polemisty

Laurence Dermott bywa przedstawiany jako zręczny agitator, który z drobnych różnic stworzył wielki spór. Jest w tym trochę prawdy: jego polemika była jednostronna, a historyczne argumenty często wątpliwe. Ale jego zasługi są niezaprzeczalne. Dał głos tym, którzy w oficjalnej organizacji nie mieli miejsca, stworzył dla nich instytucję z jasną tożsamością i nadał wolnomularstwu formę, w której pobożność, przywiązanie do tradycji i braterstwo ludzi skromnego stanu stały się wartościami, a nie słabościami.

Ahiman Rezon pozostaje świadectwem tej formy. Pokazuje, że wolnomularstwo XVIII wieku nie było jednolitym zjawiskiem oświeceniowym, lecz polem napięć między różnymi wizjami tego samego bractwa. Satyra Dermotta, jego obrona Królewskiego Łuku i jego przekonanie o wyższości „dawnych” zwyczajów nad „nowymi” wpłynęły na kształt angielskiego i amerykańskiego wolnomularstwa w stopniu nieporównanie większym, niż mogłoby to wynikać ze skromnej pozycji społecznej autora. Malarz pokojowy z Dublina okazał się jednym z najskuteczniejszych architektów tradycji, którą przedstawiał jako odwieczną.