Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Masonry Dissected Samuela Prichard i pierwsza wielka zdrada rytuału

Masonry Dissected Samuela Prichard, wydane w Londynie w 1730 roku, jako pierwsze drukiem przedstawiło trzy stopnie wolnomularskie, wywołało oburzenie Wielkiej Loży i podobno zmianę znaków rozpoznawczych, a paradoksalnie stało się podręcznikiem, który ujednolicił rytuał w lożach, przeciw którym został wymierzony.

Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku
Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku

Broszura za sześć pensów

Jesienią 1730 roku londyńskie księgarnie zaczęły sprzedawać niewielką broszurę o długim tytule, zapowiadającym „uniwersalny i prawdziwy opis” wolnomularstwa w jego trzech częściach. Autor przedstawiał się jako Samuel Prichard i twierdził, że był członkiem prawidłowo ustanowionej loży. Do tekstu dołączył oświadczenie złożone pod przysięgą przed urzędnikiem miejskim, że załączona kopia jest prawdziwa i wierna w każdym szczególe. O samym Prichardzie niemal nic nie wiadomo; poza tą publikacją nie zostawił w źródłach wyraźnego śladu, a niektórzy badacze przypuszczali nawet, że nazwisko mogło być przybrane.

Broszura nie była pierwszą próbą ujawnienia tajemnic bractwa. Już w latach dwudziestych w londyńskiej prasie i w drukach ulotnych ukazywały się katechizmy rzekomo pochodzące z lóż, a ciekawość opinii publicznej rosła wraz z modą na wolnomularstwo wśród ludzi zamożnych i utytułowanych. Te wcześniejsze teksty były jednak krótkie, fragmentaryczne i często mieszały autentyczne formuły z żartami. Masonry Dissected przewyższało je pod każdym względem: było obszerniejsze, uporządkowane i przedstawiało nie jeden, lecz trzy oddzielne stopnie, każdy w postaci długiego dialogu między pytającym a odpowiadającym.

Sukces wydawniczy był natychmiastowy. Tradycja mówi o trzech wydaniach w ciągu jedenastu dni, a tekst przedrukowywały również gazety. Kolejne edycje ukazywały się przez dziesięciolecia, a broszurę tłumaczono na inne języki. W historii wolnomularskiego piśmiennictwa trudno wskazać inny druk z tego okresu, który byłby tak szeroko czytany zarówno przez ciekawskich, jak i – co szybko stało się jasne – przez samych wolnomularzy.

Tło tego zainteresowania jest dobrze znane. Od założenia londyńskiej Wielkiej Loży w 1717 roku i ogłoszenia jej Konstytucji w 1723 roku bractwo szybko zyskiwało na prestiżu. Wielkimi mistrzami zostawali arystokraci, w lożach spotykali się członkowie Royal Society, lekarze, prawnicy i kupcy, a doroczne uczty i procesje przyciągały uwagę gazet. Jednocześnie bractwo stało się celem kpin: satyrycy przedstawiali je jako zgromadzenie pijaków odprawiających niedorzeczne ceremonie albo jako podejrzaną sektę o ukrytych celach. W takim klimacie każdy tekst obiecujący odsłonięcie tajemnic miał zapewnionych czytelników, a autor mógł liczyć zarówno na zysk, jak i na rozgłos.

Trzy stopnie w jednym dialogu

Najważniejszą treścią broszury jest układ, który przedstawia. Wcześniejsze katechizmy znały zasadniczo dwa poziomy członkostwa: przyjętego ucznia oraz towarzysza lub mistrza, przy czym te dwa ostatnie określenia bywały używane zamiennie. Masonry Dissected wyraźnie oddziela przyjętego ucznia, towarzysza rzemiosła i mistrza, przypisując każdemu stopniowi osobny katechizm, osobne znaki i osobne słowa. Był to najwcześniejszy drukowany dowód, że w londyńskich lożach przełomu lat dwudziestych i trzydziestych istniał już system trzystopniowy, który później stał się powszechnym fundamentem wolnomularstwa.

Kiedy dokładnie ten system powstał, pozostaje przedmiotem dyskusji. Niektóre wzmianki z lat dwudziestych wskazują, że stopień mistrza był wtedy jeszcze nowością, udzielaną rzadko i nie we wszystkich lożach. Prichard przedstawia go jako ustaloną część praktyki, co mogło być prawdą w jego otoczeniu, ale niekoniecznie wszędzie. Jego tekst trzeba więc czytać jako świadectwo jednego stanu przekazu, uchwyconego w określonym momencie, a nie jako opis jednolitego rytuału obowiązującego wszystkie loże Anglii.

Forma dialogu jest istotna. Pytania i odpowiedzi były od dawna sposobem przechowywania wiedzy w lożach, ale u Pricharda katechizm staje się dłuższy i bogatszy w symbolikę. Pojawiają się pytania o kształt loży, o jej ozdoby i meble, o światła, o kolumny, o stopnie schodów prowadzących do komnaty środkowej, o literę G, którą towarzysz rzekomo widział w świątyni. Część stopnia mistrza zawiera opowieść, której tu nie trzeba rozwijać, ale której obecność w druku miała olbrzymie znaczenie, bo po raz pierwszy ujawniała szerszej publiczności, że trzeci stopień ma własną legendę. Czytelnik otrzymywał nie tylko zestaw haseł, lecz zarys całego światopoglądu symbolicznego.

Gniew Wielkiej Loży

Reakcja oficjalnych władz bractwa była szybka. W grudniu 1730 roku na posiedzeniu Wielkiej Loży zastępca wielkiego mistrza zwrócił uwagę na broszurę wydaną niedawno przez niejakiego Pricharda, który twierdził, że został prawidłowo przyjęty, i oskarżył go o świadome złamanie przysięgi w celu zaszkodzenia rzemiosłu. Uznano publikację za oszczerczą i zalecono, by loże nie przyjmowały odwiedzających braci, których nie znają lub za których nikt nie poręczy. Był to pierwszy znany przypadek, gdy londyńska Wielka Loża formalnie zareagowała na ujawnienie swoich obrzędów.

W odpowiedzi ukazał się także druk zatytułowany A Defence of Masonry, który próbował przedstawić bractwo w korzystnym świetle, nie potwierdzając ani nie zaprzeczając treści broszury. Jego autorstwo przypisuje się zwykle Martinowi Clare'owi, choć dawniej łączono go także z Jamesem Andersonem, a tekst przedrukowano w drugim wydaniu Konstytucji z 1738 roku. Obrona była uczona i spokojna; zamiast potępiać autora, wskazywała, że nawet jeśli coś zostało ujawnione, to ani symbole, ani zwyczaje bractwa nie zawierają niczego niegodnego, a ich sens sięga starożytnych misteriów i szkół filozoficznych. Już tutaj widać mechanizm, który powtórzy się wiele razy: ujawnienie zmuszało bractwo do mówienia o sobie.

Najczęściej przywoływanym następstwem broszury jest jednak przekonanie, że Wielka Loża zmieniła znaki rozpoznawcze, by odróżnić prawdziwych braci od czytelników Pricharda. Według późniejszych relacji przestawiono słowa przypisane pierwszym dwóm stopniom. Dowody na ten temat są pośrednie i pochodzą głównie z polemik prowadzonych kilkadziesiąt lat później, kiedy przeciwnicy oficjalnej Wielkiej Loży oskarżali ją o samowolne innowacje. Nie wiadomo z pewnością, kiedy zmiana nastąpiła, czy była skutkiem jednej decyzji i czy rzeczywiście wynikała z publikacji Pricharda. Wiadomo natomiast, że w pamięci bractwa zakorzeniło się przekonanie, iż ujawnienie zmusiło je do modyfikacji własnych tajemnic.

Zdrada jako podręcznik

Najbardziej zaskakującym skutkiem broszury było to, że zaczęli z niej korzystać sami wolnomularze. W czasach, gdy rytuał przekazywano głównie ustnie, a loże były rozproszone i często słabo ze sobą powiązane, pamięć mistrzów prowadzących ceremonie była zawodna. Każda loża mogła mieć nieco inny tekst, inne formuły i inną kolejność pytań. Masonry Dissected dostarczało gotowego, drukowanego wzorca, który można było kupić za kilka pensów i przeczytać przed zebraniem. Dla brata, który chciał odświeżyć pamięć albo dla nowej loży bez doświadczonego przewodnika, była to pomoc nieoceniona.

Taka praktyka była sprzeczna z przysięgą, która zakazywała zapisywania tajemnic, ale trudno było jej zapobiec. W kolejnych dekadach broszura stała się nieoficjalnym punktem odniesienia dla wielu lóż w Anglii, a także w koloniach, dokąd docierała w przedrukach. Historycy rytuału zauważają, że wiele sformułowań z tekstu Pricharda przetrwało w późniejszych obrzędach, nieraz w niemal niezmienionym brzmieniu. Oznacza to, że druk przeznaczony do obnażenia bractwa przyczynił się do utrwalenia i ujednolicenia jego praktyki w stopniu, którego nie osiągnęłyby żadne wewnętrzne zarządzenia.

Nie bez znaczenia było i to, że Wielka Loża nie wydawała wtedy żadnego oficjalnego tekstu rytuału. Konstytucje zawierały historię, obowiązki i przepisy organizacyjne, ale milczały o przebiegu ceremonii, bo ta z zasady nie mogła być spisana. Powstawała w ten sposób luka, którą wypełniał druk z zewnątrz. Mistrz loży w prowincjonalnym mieście, który chciał poprowadzić przyjęcie zgodnie ze zwyczajem stolicy, nie miał do kogo się zwrócić poza odwiedzającymi braćmi o niepewnej pamięci. Broszura Pricharda, choć potępiona, była jedynym dostępnym zapisem, który przynajmniej udawał kompletność. Jej autorytet wynikał więc nie z oficjalnego uznania, lecz z braku alternatywy.

Paradoks ten ma głębszy sens. Tradycja ustna jest elastyczna i lokalna; zmienia się wraz z ludźmi, którzy ją przechowują, i nie zna pojęcia oficjalnej wersji. Druk zamraża tekst, czyni go dostępnym i porównywalnym. Kiedy pojawia się wydrukowany katechizm, każdy może sprawdzić, czy jego loża mówi to samo co inne. Odstępstwa stają się widoczne, a jednolitość zaczyna wyglądać na wartość. Ujawnienie, zamiast niszczyć tajemnicę, przekształciło ją w standard. Bractwo nie straciło przez to swojego obrzędu; zyskało natomiast jego stały kształt, o który później można było się spierać.

Tajemnica, która przetrwała ujawnienie

Doświadczenie z 1730 roku pokazało też coś ważnego o naturze wolnomularskiej tajemnicy. Gdyby jej istotą była wyłącznie znajomość słów i znaków, publikacja Pricharda powinna była zakończyć istnienie bractwa jako stowarzyszenia sekretnego. Tymczasem loże rozwijały się nadal, a liczba członków rosła. Okazało się, że wartość członkostwa nie leżała w samych formułach, lecz w przeżyciu przyjęcia, w przynależności do wspólnoty i w udziale w obrzędzie odprawianym razem z innymi. Można przeczytać katechizm i nie przejść przez ceremonię; można znać hasło i nie być rozpoznanym jako brat przez nikogo, kto cię zna.

W tym sensie Masonry Dissected przyczyniło się do przesunięcia akcentów w samorozumieniu bractwa. Skoro tajemnica słów została wystawiona na sprzedaż, wolnomularze zaczęli coraz wyraźniej mówić o tajemnicy innego rodzaju: niewyrażalnej w słowach, dostępnej tylko przez doświadczenie, zakorzenionej w symbolach wymagających interpretacji. Już A Defence of Masonry wskazywała na ten kierunek. Dalsze dzieje spekulatywnego wolnomularstwa, z jego rosnącym naciskiem na moralny i duchowy sens obrzędów, można częściowo odczytać jako odpowiedź na to pierwsze wielkie ujawnienie.

Broszura Samuela Pricharda pozostaje dla historyka źródłem pierwszorzędnym, bo uchwyciła stan rytuału w momencie, gdy system trzech stopni dopiero się utrwalał. Dla samych wolnomularzy była przez długi czas symbolem zdrady, ale zarazem ukrytym narzędziem ciągłości. Jej losy dowodzą, że tradycja inicjacyjna nie żyje wyłącznie dzięki milczeniu; czasem przetrwanie zawdzięcza właśnie temu, kto złamał milczenie i utrwalił słowa, które bez tego mogłyby się rozproszyć w niepamięci.