Landmarki Mackeya i spór o niezmienne zasady
Dwadzieścia pięć landmarków, które Albert Mackey ogłosił w 1858 roku, było próbą zamknięcia w katalogu tego, czego wolnomularstwo nigdy wcześniej nie zdefiniowało, a ich porównanie z angielskimi zasadami uznawania lóż z 1929 roku pokazuje, że „niezmienne granice” zakonu są pojęciem historycznym i spornym.

Starożytna miedza
Słowo landmark oznaczało pierwotnie kamień graniczny, znak wyznaczający miedzę między polami. Czytelnicy Biblii Króla Jakuba znali je z przestróg Księgi Powtórzonego Prawa i Księgi Przysłów, by nie przesuwać dawnej granicy ustanowionej przez ojców. Do języka wolnomularskiego weszło już w pierwszych drukowanych regulaminach angielskiej Wielkiej Loży. W Konstytucjach Jamesa Andersona z 1723 roku, w części zawierającej ogólne przepisy, zastrzeżono, że Wielka Loża może zmieniać i uzupełniać regulaminy, pod warunkiem że dawne landmarki będą starannie zachowane.
Zastrzeżenie to było zarazem mocne i puste. Mocne, bo ustanawiało granicę, której nie wolno przekroczyć nawet najwyższej władzy zakonu. Puste, bo nigdzie nie wyjaśniono, co właściwie tę granicę tworzy. Przez ponad sto lat wolnomularze powoływali się na landmarki, gdy chcieli zaprotestować przeciw jakiejś innowacji, ale nikt nie przedstawił ich wiążącej listy. Pojęcie działało jak wyobrażenie wspólnej pamięci: wszyscy wiedzieli, że landmarki istnieją, i niemal nikt nie umiał ich wyliczyć.
Taki stan rzeczy był do zniesienia, dopóki zakon był niewielki i względnie jednorodny. W XIX wieku, gdy powstały dziesiątki niezależnych wielkich lóż, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie każdy stan miał własną, spory o to, co jest dopuszczalną zmianą, a co naruszeniem zasad, stały się codziennością. Potrzeba definicji rosła razem z liczbą jurysdykcji.
Amerykańska kultura prawna dodatkowo sprzyjała takiemu myśleniu. Kraj, który wywodził swoją tożsamość z pisanej konstytucji i przywykł do rozstrzygania sporów przez odwołanie do zasad pierwszych, szukał podobnego fundamentu także w życiu stowarzyszeń. Wolnomularze, wśród których nie brakowało prawników i sędziów, pytali naturalnie, jaka jest „ustawa zasadnicza” zakonu, którą nawet wielka loża musi szanować. Landmarki wydawały się odpowiednikiem takiej ustawy, tyle że nigdy nie spisanej.
Katalog doktora Mackeya
Albert Gallatin Mackey, lekarz z Charleston w Karolinie Południowej, był jednym z najpłodniejszych wolnomularskich pisarzy swojego stulecia. Pełnił funkcje sekretarza wielkiej loży swojego stanu i wysokiego dygnitarza Rytu Szkockiego, wydawał czasopisma, a później opracował obszerną encyklopedię wolnomularstwa. Interesowało go przede wszystkim prawo zakonne, które próbował uporządkować na wzór prawa cywilnego: z zasadami, precedensami i hierarchią norm.
W 1858 roku ogłosił listę dwudziestu pięciu landmarków, którą wkrótce włączył do podręcznika jurysprudencji wolnomularskiej. Lista zaczynała się od sposobów rozpoznania i podziału wolnomularstwa symbolicznego na trzy stopnie, obejmowała legendę trzeciego stopnia, prerogatywy wielkiego mistrza, w tym prawo do tworzenia wolnomularzy „na widok”, konieczność zbierania się w lożach, rządy mistrza i dwóch dozorców, obowiązek strzeżenia drzwi loży, prawo odwołania i prawo wizyty. Dalej szły kwalifikacje kandydata, wiara w Boga jako Wielkiego Architekta Wszechświata, wiara w przyszłe życie, obecność księgi prawa w loży, równość wszystkich braci, tajemnica i oparcie wiedzy spekulatywnej na sztuce operatywnej. Ostatni, dwudziesty piąty landmark głosił, że żadnego z poprzednich nie można zmienić.
Kryterium, którym posługiwał się Mackey, było proste w sformułowaniu. Landmark miał spełniać trzy warunki: istnieć od niepamiętnych czasów, być powszechny i być absolutnie niezmienny. Kłopot polegał na tym, że żadnego z tych warunków nie dało się rzetelnie sprawdzić. Wiele elementów listy nie miało wcale starożytnego pochodzenia; prerogatywy wielkiego mistrza nie mogły pochodzić sprzed powstania urzędu wielkiego mistrza w 1717 roku, a prawo wizyty czy prawo odwołania były wytworami praktyki organizacyjnej XVIII i XIX wieku.
Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie prawa wielkiego mistrza do tworzenia wolnomularzy „na widok”, czyli przyjmowania kandydata z pominięciem zwykłej procedury balotowania i oczekiwania. Mackey uznał je za starożytną prerogatywę, ale jego argumentacja opierała się na nielicznych precedensach z XVIII-wiecznej Anglii, interpretowanych bardzo szeroko. W wielu amerykańskich jurysdykcjach prawo to wywoływało sprzeciw, bo kłóciło się z zasadą, że o przyjęciu decyduje loża, a nie jeden dygnitarz. Wpisanie go do katalogu nienaruszalnych granic oznaczało w praktyce opowiedzenie się po jednej stronie bieżącego sporu ustrojowego.
Najbardziej problematyczny okazał się landmark dotyczący kandydata. W wersji Mackeya miał to być mężczyzna wolno urodzony, w dojrzałym wieku i bez fizycznych okaleczeń. Wymóg cielesnej nienaruszoności, wywodzony z praktyki dawnych cechów, które przyjmowały uczniów zdolnych do pracy fizycznej, prowadził w XIX-wiecznych Stanach Zjednoczonych do odrzucania kandydatów z powodu utraty palca czy oka, a po wojnie secesyjnej rodził bolesne pytania o weteranów. Wiele jurysdykcji z czasem złagodziło ten wymóg, co samo w sobie dowodziło, że „niezmienna” zasada podlega zmianie.
Recepcja i krytyka
Lista Mackeya odniosła ogromny sukces w tym sensie, że stała się punktem odniesienia. Niektóre amerykańskie wielkie loże przyjęły ją wprost do swoich konstytucji, inne ułożyły własne katalogi, dłuższe lub krótsze, a jeszcze inne świadomie zrezygnowały z jakiejkolwiek listy. W efekcie pojęcie, które miało być wyrazem powszechnej i niezmiennej tradycji, zaczęło się różnić w zależności od stanu: w jednym miejscu landmarków było kilka, w innym kilkadziesiąt.
Krytycy zwracali uwagę na metodologiczne słabości projektu. Najbardziej wpływowy z nich, prawnik Roscoe Pound, późniejszy dziekan wydziału prawa Uniwersytetu Harvarda, w wykładach o jurysprudencji wolnomularskiej z początku XX wieku przeprowadził rozbiór katalogu Mackeya i uznał, że tylko niewielka część jego punktów wytrzymuje próbę historyczną. Pound proponował ograniczyć landmarki do kilku zasad rzeczywiście obecnych w całej tradycji: wiary w Boga i w trwanie osoby po śmierci, księgi prawa, legendy trzeciego stopnia, tajemnicy, symboliki sztuki operatywnej i podstawowych warunków stawianych kandydatowi.
Krytyka ta nie była buntem przeciw tradycji, lecz próbą jej ocalenia przed przesadą. Jeśli wszystko jest landmarkiem, to nic nim nie jest, bo każda zmiana regulaminu staje się zdradą, a każdy spór o procedurę urasta do sporu o tożsamość zakonu. Pound i inni krytycy rozumieli, że lista zbyt szczegółowa paraliżuje rozwój instytucji i jednocześnie odbiera autorytet zasadom naprawdę fundamentalnym.
Angielskie zasady z 1929 roku
Zjednoczona Wielka Loża Anglii przez długi czas unikała definiowania landmarków. Gdy jednak w XX wieku coraz częściej stawała przed pytaniem, które zagraniczne wielkie loże uznać za regularne, przyjęła w 1929 roku dokument nazywany Basic Principles for Grand Lodge Recognition. Nie był to katalog starożytnych granic, lecz zestaw warunków, które musi spełniać obca jurysdykcja, by mogła utrzymywać stosunki z Londynem.
Zasady te były krótkie. Wymagały regularności pochodzenia, czyli założenia wielkiej loży przez inną uznaną wielką lożę lub przez odpowiednią liczbę regularnych lóż. Wymagały wiary w Wielkiego Architekta Wszechświata i Jego objawioną wolę, składania zobowiązań na księdze świętego prawa lub w jej obecności, członkostwa wyłącznie mężczyzn i zakazu kontaktów z lożami mieszanymi, suwerennej władzy nad lożami trzech stopni, obecności trzech wielkich świateł podczas prac, zakazu dyskusji religijnych i politycznych w loży oraz ścisłego przestrzegania dawnych landmarków, zwyczajów i obyczajów.
Ostatni punkt jest wymowny. Nawet w dokumencie, który miał rozstrzygać praktyczne kwestie uznawania, angielska Wielka Loża nie wyliczyła landmarków, lecz odesłała do nich jak do czegoś znanego. Różnica w stosunku do Mackeya polega na tym, że jego lista miała opisywać istotę wolnomularstwa, a zasady z 1929 roku określały minimalny standard, który pozwala uznać inną organizację za część tej samej rodziny. Pierwsza była traktatem, druga normą dyplomatyczną.
Kontekst przyjęcia tych zasad był w dużej mierze praktyczny. Po pierwszej wojnie światowej w Europie i w innych częściach świata powstawały nowe wielkie loże, a stare się dzieliły, i angielska Wielka Loża potrzebowała jasnego kryterium, by odpowiadać na prośby o uznanie. Dokument z 1929 roku został później potwierdzony i rozwinięty w kolejnych oświadczeniach, między innymi w tekście o celach i relacjach zakonu z 1938 roku. Jego wpływ był ogromny, bo większość jurysdykcji pozostających w stosunkach z Londynem przyjęła podobne kryteria we własnych relacjach zagranicznych.
Regularność jako pojęcie relacyjne
Porównanie obu tekstów pozwala zrozumieć, czym w praktyce stało się pojęcie regularności. Nie jest to cecha, którą loża ma sama w sobie, lecz relacja, którą inne wielkie loże jej przyznają lub odmawiają. Regularność zależy od uznania, a uznanie od tego, czy dana jurysdykcja spełnia warunki postawione przez tych, którzy je przyznają. W tym sensie landmarki przestały być wyłącznie kwestią historii i stały się kwestią polityki międzynarodowej zakonu.
Najbardziej znanym przykładem tego mechanizmu jest decyzja Wielkiego Wschodu Francji z 1877 roku o zniesieniu obowiązku wiary w Boga, po której większość jurysdykcji anglosaskich zerwała z nim stosunki; to odrębny i szeroko opisany spór, który tu wystarczy przywołać jako ilustrację. W kategoriach Mackeya Francuzi naruszyli landmark dziewiętnasty, w kategoriach angielskich przestali spełniać warunek uznania. Rezultat był ten sam, ale uzasadnienia należały do dwóch różnych porządków myślenia.
Podobnie działa wymóg męskiego członkostwa. U Mackeya był częścią landmarku o kwalifikacjach kandydata, w zasadach angielskich warunkiem uznania połączonym z zakazem kontaktów z lożami mieszanymi. Dla wolnomularstwa kobiecego i mieszanego, które rozwinęło się od końca XIX wieku, oznaczało to trwałe pozostawanie poza obrębem regularności w rozumieniu anglosaskim, niezależnie od tego, jak wiernie zachowywało obrzędy i symbolikę. Spór o to, czy jest to zasada istotowa, czy historyczny zwyczaj, toczy się w obrębie samego zakonu do dziś.
Spór o landmarki nie został rozstrzygnięty i prawdopodobnie nie może zostać rozstrzygnięty, ponieważ dotyczy pytania, które każda tradycja zadaje sobie w okresach zmian: co w niej jest istotą, a co tylko historycznym ubiorem. Mackey odpowiedział wyliczeniem, Pound krytyką, Anglicy normą minimalną. Wszystkie trzy odpowiedzi łączy przekonanie, że jakaś granica istnieje, i wszystkie trzy pokazują, że jej przebieg ustalają ludzie, w konkretnym czasie i z konkretnymi celami. Biblijny kamień graniczny stoi więc w wolnomularstwie nie tyle tam, gdzie postawili go przodkowie, ile tam, gdzie każde pokolenie zgodzi się go rozpoznać.
