Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Unia Wielkich Lóż Anglii w 1813 roku

Unia Starożytnych i Nowożytnych, przygotowana przez Lożę Promulgacji, zawarta w artykułach z 25 listopada 1813 roku i ogłoszona 27 grudnia w Freemasons' Hall, była kompromisem dwóch synów Jerzego III, który ujednolicił angielskie loże, lecz nie usunął wszystkich różnic.

August Fryderyk, książę Sussex (1773–1843), portret Jamesa Lonsdale’a, 1820 – domena publiczna
August Fryderyk, książę Sussex (1773–1843), portret Jamesa Lonsdale’a, 1820 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Pół wieku rywalizacji

Przez sześćdziesiąt dwa lata w Anglii działały obok siebie dwie wielkie loże, z których każda uważała się za jedyną prawowitą. Starsza, założona według tradycji w 1717 roku, nazywana była przez przeciwników Nowożytnymi; młodsza, powstała w 1751 roku, przyjęła miano Starożytnych i zarzucała rywalce porzucenie dawnych zwyczajów. Program Starożytnych, ich księga konstytucji i polemiki ich sekretarza Laurence'a Dermotta zostały omówione w osobnym eseju. Tutaj interesuje nas koniec tej historii: to, jak dwie organizacje, przez dziesięciolecia nieuznające wzajemnie swoich członków, doszły do porozumienia i co właściwie w nim uzgodniły.

Różnice, które trzeba było przezwyciężyć, dotyczyły przede wszystkim praktyki. Obie strony inaczej układały słowa rozpoznawcze pierwszych dwóch stopni, inaczej obsadzały urzędy w loży, inaczej traktowały Królewski Łuk i ceremonię wprowadzenia mistrza na urząd. Starożytni utrzymywali przyjazne stosunki z wielkimi lożami Irlandii i Szkocji, które uznawały ich za reprezentację angielskiego wolnomularstwa, Nowożytni byli z tymi ośrodkami w chłodnych relacjach. Na przełomie stuleci podział ten był coraz bardziej kłopotliwy, bo te same miasta, a często te same rodziny, miały członków w obu obediencjach. Wolnomularz jednej strony, który chciał pracować w loży drugiej, bywał zmuszany do ponownego przyjęcia, jak gdyby wcześniej w ogóle nie przeszedł inicjacji, co dla wielu było upokarzającym absurdem.

Sprzyjała zbliżeniu również sytuacja polityczna. Ustawa o stowarzyszeniach nielegalnych z 1799 roku, uchwalona w czasie wojny z rewolucyjną Francją, zakazała zgromadzeń związanych przysięgą, a wolnomularze uzyskali w niej wyjątek dzięki wspólnym zabiegom przywódców obu wielkich lóż. Doświadczenie to pokazało, że wobec państwa liczy się wolnomularstwo jako całość, a nie spór o kolejność słów.

Loża Promulgacji

Pierwszy krok zrobili Nowożytni. W 1809 roku ich wielka loża uznała, że należy powrócić do dawnych znamion rzemiosła, i powołała specjalną Lożę Promulgacji, która w latach 1809–1811 miała ustalić i ogłosić właściwe formy pracy. Jej członkowie badali zwyczaje Starożytnych, porównywali je z własnymi i zalecali zmiany. W praktyce oznaczało to przyjęcie wielu rozwiązań dotąd uważanych za znak przeciwnika: przywrócenie tradycyjnej kolejności słów, wprowadzenie diakonów jako stałych urzędników loży i uznanie odrębnej ceremonii instalacji mistrza, której Starożytni przypisywali wielkie znaczenie.

Loża Promulgacji nie miała uprawnień do zawarcia unii, ale usunęła najważniejsze przeszkody praktyczne. Kiedy kończyła działalność, różnice między obrzędami obu obediencji były już na tyle małe, że rozmowa o połączeniu przestała być rozmową o kapitulacji jednej ze stron. Nowożytni zrobili więcej ustępstw w sprawach rytualnych, Starożytni mieli później ustąpić w sprawach organizacyjnych.

Za tymi pracami stał w znacznej mierze Francis Rawdon-Hastings, hrabia Moira, który od 1790 roku faktycznie kierował wielką lożą Nowożytnych w imieniu księcia Walii. Moira utrzymywał dobre stosunki ze Szkotami, przez pewien czas pełnił nawet funkcję zastępcy wielkiego mistrza Szkocji, i rozumiał, że izolacja Nowożytnych wobec Edynburga i Dublina osłabia ich pozycję. To on przekonywał, że ustępstwa w obrzędzie są ceną, którą warto zapłacić za jedność. W 1813 roku wyjechał do Indii jako generalny gubernator i samego aktu unii nie doczekał w Londynie, ale jego wcześniejsza praca przygotowała grunt dla następców.

Dwaj synowie Jerzego III

Decydujące znaczenie miały jednak osoby. Wielkim mistrzem Nowożytnych był od 1790 roku książę Walii, od 1811 roku regent królestwa, który wiosną 1813 roku złożył urząd. Jego następcą został młodszy brat, August Fryderyk, książę Sussex, człowiek o szerokich zainteresowaniach naukowych i bibliofilskich, zwolennik pojednania. W grudniu tego samego roku na czele Starożytnych stanął inny syn króla, Edward, książę Kentu, który przejął urząd od księcia Atholl. Po raz pierwszy obie wielkie loże kierowane były przez braci, a to sprawiło, że negocjacje toczyły się w atmosferze rodzinnej, z autorytetem dworu w tle.

Równie ważna była decyzja, którą podjął książę Atholl. Szkocki arystokrata, który z przerwami kierował Starożytnymi od lat siedemdziesiątych XVIII wieku, ustąpił z urzędu właśnie po to, by rozmowy mogły się toczyć między partnerami równymi rangą. Dla Starożytnych, dumnych z rzemieślniczego rodowodu i przez dziesięciolecia traktowanych z góry przez arystokratycznych rywali, królewski syn na czele obediencji był zarazem nobilitacją i gwarancją, że nie zostaną po prostu wchłonięci. Zmiana ta, przeprowadzona w ciągu kilku tygodni, pokazuje, jak bardzo porozumienie zależało od starannie wyreżyserowanej symetrii.

Dwudziestego piątego listopada 1813 roku w pałacu Kensington obaj książęta wraz z pełnomocnikami podpisali artykuły unii. Dokument przewidywał połączenie obu wielkich lóż w jedną, ustalał zasady wyboru wielkiego mistrza, łączenia funduszy dobroczynnych i porządku pierwszeństwa lóż oraz zapowiadał powołanie loży, która miała uzgodnić jednolite obrzędy. Najczęściej cytowany jest artykuł drugi, orzekający, że czyste dawne wolnomularstwo składa się z trzech stopni, ucznia, czeladnika i mistrza, łącznie z najwyższym zakonem świętego Królewskiego Łuku.

Ta formuła była arcydziełem kompromisu. Starożytni otrzymali uznanie Łuku za część wolnomularstwa, Nowożytni utrzymali zasadę trzech stopni. Ten sam artykuł dopuszczał przy tym, by loże i kapituły zbierały się w stopniach zakonów rycerskich zgodnie z ich własnymi konstytucjami, co pozostawiało furtkę dla stopni wyższych bez włączania ich do systemu.

Dzień św. Jana Ewangelisty

Unię ogłoszono uroczyście 27 grudnia 1813 roku, w dzień św. Jana Ewangelisty, w Freemasons' Hall przy Great Queen Street. Delegaci obu wielkich lóż weszli do sali osobnymi pochodami i zajęli miejsca naprzemiennie, tak by żadna strona nie zyskała pierwszeństwa. Odczytano artykuły, a następnie książę Kentu zgłosił kandydaturę brata i książę Sussex został obrany pierwszym wielkim mistrzem Zjednoczonej Wielkiej Loży Anglii. Nawet nazwa była starannie wyważona: pełny tytuł, Zjednoczona Wielka Loża Dawnych Wolnomularzy Anglii, przejmował przymiotnik, o który Starożytni spierali się przez pół wieku, a zarazem nie wymieniał żadnej z dawnych obediencji, tak by nikt nie mógł powiedzieć, że jedna z nich wchłonęła drugą.

Ta sama troska o równowagę przesądziła o sprawie pozornie drobnej, a w rzeczywistości drażliwej: numeracji lóż. Ponieważ obie strony rościły sobie prawo do starszeństwa, o tym, która loża otrzyma pierwszy numer, rozstrzygnął los. Wypadł na Lożę Wielkiego Mistrza Starożytnych, a drugi numer przypadł Lodge of Antiquity, jednej z dawnych lóż Nowożytnych. Pozostałe warsztaty ułożono naprzemiennie według dat ich patentów. Rozwiązanie to sprawiło, że w spisie lóż obie tradycje przeplatają się do dziś.

Co zjednoczono, a czego nie

Uzgodnienie obrzędów powierzono Loży Pojednania, która w latach 1813–1816 przygotowała i demonstrowała ujednolicone ceremonie. Wielka loża zatwierdziła je w 1816 roku, ale nie ogłosiła drukiem, a nauka odbywała się ustnie w lożach instrukcyjnych i doskonalenia, z których jedna dała początek praktyce omówionej w eseju o Rytuale Emulacyjnym. Nowe konstytucje, wydane w 1815 roku, uporządkowały administrację i utworzyły stałe organy zarządzające. Połączono także fundusze dobroczynne i instytucje, które obie strony zbudowały w czasie rywalizacji. Nowożytni od 1788 roku utrzymywali w Londynie szkołę dla córek ubogich wolnomularzy, założoną z inicjatywy Bartholomewa Ruspiniego, Starożytni od 1798 roku prowadzili podobną instytucję dla synów. Po unii obie stały się wspólną troską zjednoczonej obediencji, a dobroczynność, dotąd jeden z pól konkurencji, zamieniła się w jedno z najtrwalszych spoiw nowej organizacji. W 1817 roku dwie dotychczasowe kapituły Królewskiego Łuku zjednoczyły się w Najwyższą Wielką Kapitułę.

Wiele zostało jednak poza unią. Stopień znaku, praktykowany w części lóż obu obediencji, nie znalazł miejsca w formule artykułu drugiego i przez kilka dziesięcioleci pozostawał bez zwierzchnictwa. Wielkie loże Irlandii i Szkocji uznały zjednoczoną obediencję i w 1814 roku uzgodniły z nią wspólne zasady, ale zachowały własne zwyczaje. Książę Sussex, sprawujący urząd aż do śmierci w 1843 roku, wykorzystywał swój autorytet, by nadać angielskiemu wolnomularstwu charakter bardziej ponadwyznaniowy, usuwając z obrzędów część odniesień chrześcijańskich i niechętnie patrząc na stopnie rycerskie. Unia była więc także początkiem nowej polityki, a nie tylko zamknięciem starego sporu.

Rozłam w Wigan i granice jedności

Nie wszyscy dawni Starożytni pogodzili się z nowym porządkiem. W Lancashire, gdzie ich tradycja była silna, narastało niezadowolenie z centralizacji, z podziału funduszy i z ograniczania lokalnych zwyczajów. Po sporach zakończonych wykluczeniem kilku lóż z Liverpoolu ich członkowie utworzyli w 1823 roku w Wigan odrębną wielką lożę, powołującą się na dawne konstytucje Starożytnych. Organizacja ta nigdy nie była liczna, ale przetrwała zaskakująco długo; ostatnia jej loża powróciła do Zjednoczonej Wielkiej Loży dopiero w 1913 roku, w setną rocznicę unii.

Epizod z Wigan przypomina, że jedność ogłoszona w Freemasons' Hall była przede wszystkim jednością instytucji, a nie natychmiastowym ujednoliceniem doświadczenia setek lóż. W wielu miejscowościach jeszcze długo po 1813 roku zachowywano dawne zwroty, układ urzędów i obyczaje stołowe, a różnice między regionami bywały większe niż różnice między dawnymi obediencjami. Unia stworzyła ramy, w których te różnice mogły stopniowo słabnąć, ale nie zlikwidowała ich jednym aktem.

Z perspektywy historyka idei najciekawsze jest to, jak zakończył się spór o autentyczność. Obie strony przez pół wieku twierdziły, że przechowują dawne wolnomularstwo, a przeciwnik je wypaczył. Unia nie rozstrzygnęła, kto miał rację; zastąpiła to pytanie formułą, którą każda strona mogła odczytać jako swoje zwycięstwo. Tradycja, o którą się spierano, okazała się w ostatecznym rachunku przedmiotem negocjacji, a jej dawność czymś, co ustala się wspólną uchwałą, a nie odkrywa w źródłach.