Masoneria operatywna i rękopisy dawnych obowiązków
Dawne Obowiązki, czyli Old Charges, zachowały się w ponad stu odpisach i były nie tyle kroniką rzemiosła, ile tekstem użytkowym: przepisywanym, przerabianym i odczytywanym na głos przy przyjęciu, dopóki w XVIII wieku nie zamieniły się w druk i archiwum.

Rodzina rękopisów, nie jeden tekst
Pod nazwą Old Charges, czyli Dawnych Obowiązków, kryje się nie pojedyncze dzieło, lecz rodzina tekstów, które przez kilka stuleci krążyły wśród angielskich, a później także szkockich kamieniarzy. James Anderson nazywał je w 1723 roku „gotyckimi konstytucjami”, dzisiejsi badacze mówią po prostu o korpusie. Zestawienia sporządzane od XIX wieku liczą ponad sto odpisów, a w nowszych katalogach, takich jak opracowany przez kanadyjskiego historyka Wallace'a McLeoda, mowa jest o około stu trzydziestu wersjach, z których część znamy już tylko z późniejszych kopii albo ze wzmianek. Sama ta liczba jest świadectwem: tekst przepisywany tak często nie był zabytkiem przechowywanym w skrzyni, lecz przedmiotem w ciągłym użyciu.
Dwa najstarsze świadectwa stoją nieco z boku. Rymowany poemat z około 1390 roku zachował się w jednym egzemplarzu i niewiele wskazuje, by był szerzej znany, a prozatorski rękopis Cooke'a z pierwszej połowy XV wieku to uczona kompilacja, której historia rzemiosła stała się zrębem późniejszej tradycji; obu poświęcono osobne eseje. Tutaj ważniejsze jest to, co nastąpiło po nich. Po przerwie trwającej przeszło sto lat pojawiają się odpisy z drugiej połowy XVI wieku, z rękopisem nazywanym Grand Lodge No. 1, datowanym na 25 grudnia 1583 roku, a potem dziesiątki kopii z XVII i początku XVIII stulecia. Właściwy obieg Dawnych Obowiązków jest więc zjawiskiem nowożytnym, równoległym do reformacji, wojen domowych i narodzin angielskiej kultury antykwarycznej.
Pouczająca bywa także materialna postać tych tekstów. Wiele z nich to zwoje sklejane z kilku arkuszy pergaminu lub papieru, niekiedy dłuższe niż dwa metry; inne wpisano do ksiąg miejskich, prywatnych kodeksów albo protokołów lóż. Zwój nie służył do wygodnej lektury przy biurku. Był przedmiotem, który się rozwija, trzyma w dłoniach i czyta przed zgromadzeniem, a jego okazała forma przypominała, że chodzi o dokument wspólnoty, nie o czyjąś prywatną notatkę.
Stały porządek trzech części
Mimo licznych różnic odpisy zachowują zadziwiająco stały układ. Otwiera je modlitwa, zwykle do Trójcy Świętej, z prośbą o łaskę dla tych, którzy przystępują do rzemiosła. Następuje historia sztuki budowania: pochwała siedmiu sztuk wyzwolonych z geometrią na czele, opowieść o dzieciach Lamecha i kolumnach ocalałych z potopu, Euklides w Egipcie, budowa świątyni Salomona, wędrówka rzemiosła przez Francję i przybycie do Anglii, gdzie porządek nadaje mu król Athelstan, a zgromadzenie w Yorku zwołuje jego syn, nazywany w tekstach Edwinem. W wielu kopiach występują postaci nieznane Biblii, jak Naymus Grecus, który miał pracować przy świątyni i zanieść sztukę do Francji, a mistrz prac Salomona nosi zniekształcone imię w rodzaju Aynon czy Amon, nie zaś imię Hirama, które zrobi karierę dopiero w XVIII wieku.
Trzecią część stanowią obowiązki, dzielone na ogólne, dotyczące każdego członka rzemiosła, i szczegółowe, skierowane do mistrzów i towarzyszy. Murarz ma być wierny Bogu i Kościołowi, lojalny wobec króla, uczciwy wobec pana, który go zatrudnia; nie może odbierać pracy innemu mistrzowi, przyjmować ucznia na krócej niż siedem lat, zdradzać spraw loży ani pożądać żony towarzysza. Na końcu umieszczano formułę przysięgi, którą kandydat potwierdzał wysłuchane pouczenia. Część odpisów zawiera ponadto osobne obowiązki ucznia, z zakazami hazardu i bywania w gospodach bez pozwolenia mistrza, bardzo podobne do ówczesnych regulaminów cechowych.
Trójdzielny układ ma swoją logikę. Modlitwa ustanawia ramę sakralną, historia nadaje rzemiosłu godność i uzasadnia jego przywileje, obowiązki przekładają tę godność na codzienne zachowanie. Kandydat nie słuchał więc najpierw legendy, a potem regulaminu, jak dwóch odrębnych tekstów; słuchał jednego wywodu, w którym przeszłość tłumaczyła, dlaczego teraźniejszość ma wyglądać właśnie tak.
Księga pod dłonią kandydata
Najcenniejszych wiadomości o sposobie używania Dawnych Obowiązków dostarczają łacińskie rubryki wplecione w tekst wielu odpisów. Mówią one, że jeden ze starszych ma trzymać księgę, a ten lub ci, którzy mają zostać przyjęci, kładą na niej ręce, po czym odczytuje się obowiązki. Przyjęcie było zatem aktem lektury. Tekst nie leżał w archiwum na wypadek sporu, lecz rozbrzmiewał przy każdym nowym członku, a dotykająca go dłoń czyniła z niego coś w rodzaju relikwii wspólnoty, na którą się przysięga.
Wynika z tego, że opowieść o Lamechu, Euklidesie i Athelstanie znali nie tylko nieliczni czytelnicy rękopisów, lecz wszyscy, którzy przeszli przyjęcie. Słuchali jej ludzie w większości nieznający łaciny, a często w ogóle niepiśmienni. Dla nich historia rzemiosła była częścią obrzędu, tak samo jak przysięga, i to właśnie obrzędowe użycie, a nie wartość kronikarska, zapewniło jej trwałość przez trzy stulecia.
Niektóre odpisy pozwalają zajrzeć głębiej. Rękopis z kolekcji harlejańskiej oznaczony numerem 2054, spisany około połowy XVII wieku ręką chesterskiego heraldyka Randle'a Holme'a, zawiera krótką formułę zobowiązania, w której mowa jest o „słowach i znakach” wolnego murarza, mających pozostać w tajemnicy przed wszystkimi poza mistrzami i towarzyszami. Tekst obowiązków tych słów nie ujawnia, ale potwierdza, że obok czytanej historii istniała warstwa ustna, przekazywana poza pismem. Jej szczegóły znamy dopiero z katechizmów z końca XVII wieku, które należą już do innej opowieści.
Kopista jako współautor
Porównanie odpisów pokazuje, że przepisywanie nie było mechaniczne. Kopiści skracali i rozszerzali historię, poprawiali imiona, których nie rozumieli, dopisywali nowe postaci, przestawiali kolejność obowiązków, a niekiedy dodawali całe nowe przepisy. W grupie rękopisów z drugiej połowy XVII wieku pojawiają się tak zwane nowe artykuły, przewidujące między innymi, że przyjęcie ma się odbywać w obecności co najmniej pięciu braci, a przyjętego należy zapisać w rejestrze. Widać w nich, jak tekst odpowiadał na potrzeby środowisk, w których obok kamieniarzy zasiadali już ludzie spoza zawodu.
Na podstawie takich różnic dziewiętnastowieczni badacze zaczęli porządkować korpus. Angielski historyk William James Hughan wydał w 1872 roku The Old Charges of British Freemasons, pierwszy systematyczny przegląd znanych odpisów. Niemiec Wilhelm Begemann zaproponował pod koniec stulecia podział na rodziny nazwane od reprezentatywnych rękopisów: rodzinę Grand Lodge, rodzinę Sloane, rodzinę Roberts i rodzinę Spencer, z dalszymi gałęziami. Klasyfikacja ta, uzupełniana i poprawiana, wciąż służy za punkt wyjścia, bo pokazuje, że tekst rozchodził się kilkoma liniami, z których każda miała własne nawyki redakcyjne.
Z perspektywy historyka wariant nie jest tu błędem, który trzeba usunąć, by dotrzeć do jednego pierwotnego brzmienia. Jest śladem konkretnej loży, konkretnego pisarza i konkretnej potrzeby. Dawne Obowiązki żyły dzięki temu, że każda wspólnota mogła je nieco przykroić do siebie, a zarazem wierzyć, że przechowuje ten sam starożytny tekst co wszystkie inne.
Od zwoju do druku
Pierwsze dziesięciolecia XVIII wieku zmieniły status tych rękopisów. Według Andersona George Payne, wielki mistrz londyńskiej wielkiej loży w 1718 roku, prosił braci o przynoszenie dawnych pism i zapisów, a antykwariusz William Stukeley zanotował, że w czerwcu 1721 roku Payne pokazał zgromadzeniu stary egzemplarz konstytucji przywieziony z zachodniej Anglii; część badaczy utożsamia go z rękopisem Cooke'a, choć nie jest to pewne. Anderson twierdził też, że w 1720 roku kilku skrupulatnych braci spaliło w prywatnych lożach cenne rękopisy, aby nie dostały się w obce ręce. Tej wiadomości nie da się sprawdzić, dobrze jednak oddaje napięcie chwili: dla jednych stare zwoje były dokumentami do zbadania, dla innych tajemnicą, którą lepiej zniszczyć, niż ujawnić.
W 1722 roku londyński drukarz J. Roberts wydał The Old Constitutions Belonging to the Ancient and Honourable Society of Free and Accepted Masons, pierwszy drukowany tekst Dawnych Obowiązków. Rok później ukazały się konstytucje Andersona, który przerobił dawną historię na rozbudowaną opowieść o architekturze i zastąpił stare obowiązki nowymi, napisanymi dla stowarzyszenia ludzi niezwiązanych z kamieniarstwem. Od tej chwili zwój przestał być tekstem odczytywanym przy przyjęciu. Przyjęcie zyskało nowy obrzęd, a stare rękopisy stały się zabytkami, które się przechowuje, kolekcjonuje i cytuje na dowód starożytności bractwa.
Filologia zamiast rodowodu
Paradoksalnie właśnie utrata funkcji obrzędowej ocaliła wiele odpisów. Trafiały do bibliotek i prywatnych zbiorów, przepisywali je antykwariusze, a w XIX wieku zaczęto je publikować. Rękopis znany jako Dowland ogłoszono w 1815 roku w „Gentleman's Magazine”, choć oryginał zaginął; w 1840 roku James Orchard Halliwell wydał poemat z biblioteki królewskiej, w 1861 roku Matthew Cooke rękopis nazwany odtąd jego nazwiskiem. Badacze skupieni od 1884 roku wokół londyńskiej loży Quatuor Coronati uczynili z tych tekstów podstawę historii pisanej z dokumentów, a nie z legend.
Taka lektura zmieniła sens samej opowieści. Dla kamieniarza z XVII wieku historia o Euklidesie i Athelstanie była prawdziwym rodowodem jego zawodu i powodem, by dotrzymywać obowiązków. Dla historyka jest świadectwem, jak wspólnota pracowników budowlanych wyobrażała sobie własną godność i jak przez trzy stulecia podtrzymywała ją praktyką przepisywania i głośnego czytania. Żadne z tych odczytań nie wymaga wiary w to, że dzieci Lamecha rzeczywiście zapisały geometrię na kolumnach.
Dawne Obowiązki nie są zatem dowodem nieprzerwanego przekazu tajemnej wiedzy od średniowiecznych budowniczych do nowoczesnych lóż. Są czymś skromniejszym i lepiej poświadczonym: tradycją tekstu, który przez kilkaset lat wypowiadano przy przyjmowaniu nowych ludzi do wspólnoty. Spekulatywne wolnomularstwo, tworząc własny obrzęd, wzięło z tej tradycji mniej szczegółów, niż sądzili dawni apologeci, a więcej nawyków: przekonanie, że przyjęcie wymaga opowieści o pochodzeniu, pouczenia o powinnościach i przysięgi złożonej na księgę.
