Pierre Bezuchow i masoneria w Wojnie i pokoju
W Wojnie i pokoju Tołstoj prowadzi Pierre'a Bezuchowa od spotkania z Bazdiejewem w Torżku przez obrzęd przyjęcia i gorliwość neofity do rozczarowania petersburską lożą, a ten literacki łuk okazuje się zaskakująco wiernym portretem rosyjskiego wolnomularstwa aleksandryjskiego z jego mistycyzmem, karierowiczostwem i niespełnionymi ambicjami społecznymi.

Starzec na stacji pocztowej
Pierre trafia do wolnomularstwa w chwili największej klęski. Po pojedynku z Dołochowem i zerwaniu z Heleną jedzie do Petersburga z poczuciem, że całe jego życie jest kłamstwem, a świat pozbawiony sensu. Na stacji w Torżku, czekając na konie, zostaje zagadnięty przez nieznajomego starszego pana, który zauważa na jego palcu pierścień z trupią główką. Jest to Osip Aleksiejewicz Bazdiejew, o którym Pierre słyszał jako o jednym z najsłynniejszych wolnomularzy i martynistów jeszcze z czasów Katarzyny.
Rozmowa, która następuje, należy do najważniejszych scen powieści. Pierre oznajmia, że nie wierzy w Boga, a Bazdiejew odpowiada spokojnie, że Pierre Go nie zna i dlatego jest nieszczęśliwy. Starzec nie wdaje się w dowody istnienia Boga, lecz mówi o oczyszczeniu siebie, o mądrości, której nie da się zdobyć samym rozumem, i o pracy wewnętrznej, która jest jedyną drogą do poznania. Pierre, przyzwyczajony do salonowych dyskusji, w których wolteriańska ironia zastępowała myślenie, zostaje poruszony tonem przekonania. Nie argumenty, lecz osoba rozmówcy otwiera w nim gotowość przemiany.
Tołstoj nie wymyślił Bazdiejewa z niczego. Za jego pierwowzór uważa się Josifa Aleksiejewicza Pozdiejewa, moskiewskiego różokrzyżowca, który w czasach Aleksandra I był jednym z autorytetów mistycznego nurtu w rosyjskich lożach. Pisarz, przygotowując powieść w latach sześćdziesiątych XIX wieku, korzystał z rękopisów masońskich przechowywanych w Muzeum Rumiancewskim w Moskwie, w tym z akt lóż, mów i zapisków duchowych. Znaczna część szczegółów obrzędowych i słownictwa w rozdziałach o Pierze pochodzi z tej lektury.
Obrzęd przyjęcia w Petersburgu
Kilka dni po przyjeździe do stolicy Pierre otrzymuje wizytę hrabiego Willarskiego, Polaka, z którym znał się przelotnie, a który przybywa jako wysłannik loży z propozycją przyjęcia. Następuje scena inicjacji, opisana przez Tołstoja z precyzją etnografa. Pierre zostaje zaprowadzony z zawiązanymi oczami do ciemnego pokoju, gdzie oczekuje na przybycie retora, brata wyznaczonego do przygotowania kandydata. Ten pyta go, czego szuka w zakonie, i wyjaśnia trzy główne cele wolnomularstwa: zachowanie i przekazanie potomności pewnej ważnej tajemnicy, która sięga najdawniejszych czasów, oczyszczenie i poprawę samych braci, i wreszcie poprawę całego rodzaju ludzkiego.
Retor wymienia też siedem cnót, odpowiadających siedmiu stopniom świątyni Salomona: dyskrecję, posłuszeństwo wyższym, dobre obyczaje, miłość do ludzkości, męstwo, hojność i miłość śmierci. Ta ostatnia budzi w Pierze zdziwienie, ale retor tłumaczy, że chodzi o gotowość porzucenia życia zewnętrznego dla prawdziwego. Pierre oddaje swój zegarek i pieniądze na znak wyrzeczenia się dóbr doczesnych, odsłania lewą pierś, zdejmuje jeden but i tak staje przed braćmi. Gdy zdjęto mu opaskę, widzi zebranych w fartuchach, z mieczami skierowanymi w jego pierś, a potem otrzymuje fartuch, kielnię i trzy pary rękawiczek. Jedna z nich jest przeznaczona dla kobiety, którą będzie najbardziej szanował. Pierre myśli wtedy z bólem o Helenie.
W tej scenie Tołstoj łączy powagę z lekką ironią. Pierre jest wzruszony, a zarazem narrator pozwala dostrzec drobne niezręczności: bracia, których Pierre rozpoznaje w półmroku jako znajomych z salonów, gesty przypominające teatr, mechaniczność niektórych formuł. Neofita nie widzi tego, bo chce wierzyć. Czytelnik widzi więcej i zaczyna przeczuwać, że gorliwość Pierre'a zderzy się z rzeczywistością. Warto zauważyć, że narrator nie ośmiesza samego obrzędu. Ironia dotyczy ludzi, nie symboli: śmiertelna powaga pytań o śmierć, o cnotę i o tajemnicę pozostaje nietknięta, a niezręczność rodzi się z tego, że wypowiadają je ludzie, którzy nazajutrz wrócą do kart, intryg i awansów. Ta dwoistość przygotowuje cały dalszy przebieg wątku.
Neofita w świecie
Po przyjęciu Pierre wyjeżdża do swoich majątków na południu Rosji, by wprowadzić w życie zasady, których się nauczył. Chce uwolnić chłopów, budować szkoły i szpitale, złagodzić pańszczyznę. Rządca, przebiegły i doświadczony, przytakuje mu we wszystkim, a jednocześnie organizuje uroczyste powitania przez chłopów, którzy dziękują za dobrodziejstwa, choć w praktyce ich położenie się nie zmienia, a nawet pogarsza. Pierre wraca przekonany, że dokonał wiele, i Tołstoj nie oszczędza mu tej iluzji. Scena ta jest jednym z najostrzejszych w powieści obrazów rozdźwięku między dobrą intencją a rzeczywistością pańszczyźnianej Rosji.
W drodze powrotnej Pierre odwiedza księcia Andrzeja w Boguczarowie. Andrzej, po Austerlitz i śmierci żony, żyje w zgorzknieniu i twierdzi, że jedyne, co ma sens, to unikać dwóch zół: wyrzutów sumienia i choroby. Pierre opowiada mu o wolnomularstwie, o Bogu, o życiu przyszłym i o obowiązku czynienia dobra. Rozmowa na promie, w zachodzącym słońcu, kiedy Pierre pyta, czy Andrzej wierzy w przyszłe życie, prowadzi księcia do pierwszego od Austerlitz spojrzenia w niebo. Tołstoj nie przedstawia tego jako nawrócenia na masonerię; Andrzej nigdy nie wstąpi do loży. Ale wiara Pierre'a, choć naiwna, otwiera w przyjacielu coś, co pozwoli mu żyć dalej.
Rozczarowanie i dziennik
W trzeciej części drugiego tomu Tołstoj pokazuje rozkład zapału. Pierre, który awansował w loży, zauważa, że wielu braci przyszło do wolnomularstwa dla znajomości i kariery. Wśród przyjętych jest Borys Drubiecki, młody oficer, który dzięki loży nawiązuje kontakty z wpływowymi osobami. Inni bracia są zainteresowani wyłącznie obrzędami, a jeszcze inni traktują zakon jak klub towarzyski. Pierre próbuje temu zaradzić i po podróży za granicę, gdzie stara się zgłębić wyższe tajemnice, wygłasza w petersburskiej loży mowę, w której wzywa do aktywnego działania na rzecz dobra ludzkości, do szerzenia prawdy i cnoty, a nawet do wpływania na władzę. Mowa wywołuje poruszenie, ale przeważa chłód, a wielki mistrz upomina go za zbyt śmiałe idee.
Rozczarowany Pierre jedzie do Moskwy, do Bazdiejewa, który przyjmuje go w swoim pokoju i mówi, że prawdziwą pracą jest praca nad samym sobą, a nie reformowanie świata. Odtąd Pierre prowadzi dziennik, w którym zapisuje swoje sny, upadki i postanowienia. Fragmenty tego dziennika, przytoczone w powieści, przypominają autentyczne zapiski rosyjskich wolnomularzy epoki, pełne alegorycznych snów, rachunku sumienia i walki z namiętnościami. Tołstoj odtwarza ich styl z zadziwiającą wiernością, a zarazem pokazuje, jak słabo te praktyki chronią Pierre'a przed powrotem do dawnych nawyków, do hulanek, obżarstwa i bezczynności.
Wolnomularstwo pozostawia jednak w Pierze ślad, który ujawnia się w nieoczekiwany sposób. W roku 1812 jeden z braci pokazuje mu kabalistyczne wyliczenie, według którego imię cesarza Napoleona, zapisane w odpowiedniej formie, daje liczbę 666, liczbę bestii z Apokalipsy. Pierre, zafascynowany, próbuje znaleźć własne imię w tym samym rachunku i manipuluje pisownią, aż uzyska tę samą liczbę, przekonany, że to on jest przeznaczony do zabicia Napoleona. Ta scena, łącząca mistycyzm z groteską, jest najdobitniejszym komentarzem Tołstoja do ezoterycznych skłonności epoki.
Gdy wojska francuskie zbliżają się do Moskwy, Pierre ukrywa się w mieszkaniu zmarłego już Bazdiejewa, pod pretekstem porządkowania jego papierów. Siedzi nad rękopisami mistrza, nie mogąc się na nich skupić, w domu, w którym mieszka jeszcze obłąkany brat starca, Makar Aleksiejewicz. Ten ostatni, wymachując pistoletem, próbuje strzelić do francuskiego oficera, a Pierre ratuje Francuza i zaprzyjaźnia się z nim przy kolacji. Tołstoj umieszcza więc zamiar zabójstwa Napoleona, zrodzony z kabalistycznego rachunku, w scenerii pozostawionej przez nauczyciela, który zalecał przede wszystkim pokorę. Spuścizna loży staje się w tych rozdziałach dosłownie stosem papierów, których bohater nie potrafi przeczytać.
Fikcja wobec historii
Na ile obraz Tołstoja odpowiada rzeczywistości lóż z pierwszych lat panowania Aleksandra I? Po surowych ograniczeniach z końca XVIII wieku loże odrodziły się w Petersburgu i Moskwie, a car, choć nieufny, tolerował je i według niektórych przekazów sam interesował się ich działalnością. W 1810 roku władze wprowadziły formalny nadzór, a w kolejnych latach powstały wielkie loże, z których najważniejsze były Wielka Loża Dyrektorialna Włodzimierz i Wielka Loża Astrea. Członkami lóż byli arystokraci, oficerowie, urzędnicy i kupcy, a obok obrzędów ważne miejsce zajmowały w nich mistyka, lektura dzieł Jakuba Böhmego i Louis-Claude'a de Saint-Martina, a także działalność dobroczynna. Szczególnie wpływowy był Aleksandr Łabzin, założyciel petersburskiej loży Umierający Sfinks i wydawca czasopisma Sionskij Wiestnik, które w latach 1806 i 1817–1818 propagowało mistyczne chrześcijaństwo wewnętrzne, przekłady pism teozofów i ideę duchowego odrodzenia człowieka. Środowisko Łabzina przypominało bardziej krąg pobożnych poszukiwaczy niż organizację społeczną, i właśnie z takim typem pobożności styka się Pierre w rozmowach z Bazdiejewem.
Wiele szczegółów powieści znajduje potwierdzenie w źródłach. Siedem cnót, trzy cele zakonu, rękawiczki dla wybranej kobiety, retor przygotowujący kandydata należą do autentycznego repertuaru lóż epoki, opisanego w statutach i obrzędnikach. Prawdziwy był też konflikt między nurtem mistycznym, dążącym do pracy wewnętrznej, a nurtem praktycznym, który chciał wpływać na społeczeństwo. Ten drugi nurt w kolejnej dekadzie przyczynił się do powstania tajnych stowarzyszeń przyszłych dekabrystów, z których wielu przeszło wcześniej przez loże. W epilogu powieści Pierre, w 1820 roku, jest zaangażowany w podobne stowarzyszenie, a jego szwagier Mikołaj Rostow ostrzega go przed nim jako przed spiskiem przeciw władzy.
Tołstoj nie jest jednak historykiem i jego obraz ma wyraźną tendencję. Pisarz, który w późniejszych latach sformułował własne radykalne chrześcijaństwo bez Kościoła i obrzędów, już w Wojnie i pokoju pokazuje, że prawda nie przychodzi przez instytucje. Pierre odnajdzie sens życia nie w loży, lecz w niewoli francuskiej, dzięki prostemu chłopu Płatonowi Karatajewowi, który nie zna ani symboli, ani stopni, ale żyje w zgodzie ze światem. Wolnomularstwo jest dla Tołstoja etapem, nie celem; szczerym, ale niewystarczającym poszukiwaniem. W tym sensie rozdziały o lożach są zarówno świadectwem historycznym, jak i polemiką z wiarą, że zbawienie można zorganizować.
