Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Ryt York i królewski łuk

Nazwa Rytu York odwołuje się do legendarnego zgromadzenia budowniczych w Yorku, lecz system ten ukształtował się w Ameryce, a jego rdzeniem jest Królewski Łuk, osiemnastowieczny obrzęd o krypcie odkrytej pod ruinami świątyni i o odnalezionym imieniu Boga.

Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku
Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku

Miasto, którego ryt nie zna

W Stanach Zjednoczonych Rytem York, a niekiedy Rytem Amerykańskim, nazywa się zespół ciał, do których mistrz loży może wstąpić po ukończeniu trzech stopni symbolicznych: kapitułę Królewskiego Łuku, radę stopni kryptycznych i komandorię rycerzy templariuszy. Nazwa sugeruje starożytny obrządek z północnej Anglii. W rzeczywistości żaden z tych stopni nie powstał w Yorku, a sam system złożono w całość po drugiej stronie Atlantyku na przełomie XVIII i XIX wieku. Imię miasta jest tu znakiem prawomocności, a nie wskazaniem miejsca narodzin.

Prawomocność ta ma długą historię. Dawne Obowiązki angielskich kamieniarzy opowiadały, że w 926 roku książę Edwin, syn króla Athelstana, zwołał w Yorku wielkie zgromadzenie rzemiosła i nadał mu ustawy. Dla budowniczych York był więc miejscem, w którym ich sztuka otrzymała prawo. W XVIII wieku legenda ta zyskała nowe życie. Od 1725 roku działała w Yorku wielka loża tytułująca się wielką lożą całej Anglii, która po okresie uśpienia odrodziła się w 1761 roku i w 1780 roku ogłosiła zwierzchnictwo nad pięcioma stopniami, wśród nich Królewskim Łukiem i rycerstwem templariuszy. Jej wpływ był niewielki i wygasł w ostatniej dekadzie stulecia, ale samo istnienie takiego ośrodka podtrzymywało przekonanie, że w Yorku przechowuje się mularstwo starsze od londyńskiego.

Najskuteczniej imię Yorku rozpowszechnili jednak Starożytni, czyli wielka loża założona w Londynie w 1751 roku w sprzeciwie wobec wielkiej loży z 1717 roku. Jej spory z Nowożytnymi i rola jej sekretarza Laurence'a Dermotta to temat osobnego eseju. Dla dziejów nazwy ważne jest to, że Starożytni i ich naśladowcy chętnie określali się jako „starożytni masoni yorkscy”, a ich patenty wędrowały z pułkami i osadnikami do kolonii amerykańskich. Gdy po rewolucji amerykańscy wolnomularze porządkowali własne obediencje, przejęli tę etykietę razem z praktyką, w której Królewski Łuk był naturalnym dopełnieniem stopnia mistrza.

Pierwsze ślady Łuku

Królewski Łuk pojawia się w źródłach w latach czterdziestych XVIII wieku i od początku łączy się z Irlandią. W styczniu 1744 roku dublińska gazeta opisała procesję loży w Youghal z okazji dnia św. Jana, w której dwaj „znakomici masoni” nieśli łuk królewski. W tym samym roku Fifield Dassigny ogłosił w Dublinie rozprawę o upadku wolnomularstwa w Irlandii, w której wspominał o zgromadzeniu masonów Królewskiego Łuku w Yorku i o człowieku, który podawał się w Dublinie za mistrza tego stopnia i twierdził, że przywiózł go właśnie z Yorku. Dassigny dodawał, że stopień przysługuje tym, którzy przewodniczyli już loży. Najstarszy zachowany protokół nadania Królewskiego Łuku pochodzi z loży w Fredericksburgu w Wirginii i nosi datę 22 grudnia 1753 roku.

Z tych wzmianek nie da się odtworzyć dokładnej treści najwcześniejszego obrzędu. Widać w nich jednak dwie cechy, które przetrwały. Po pierwsze, stopień uchodził za wyższy od mistrzowskiego i zastrzeżony dla doświadczonych braci. Po drugie, od samego początku towarzyszyło mu odwołanie do Yorku jako do źródła autentycznej tradycji, co pozwalało przedstawiać go nie jako nowość, lecz jako odzyskaną część dawnego rzemiosła.

W Anglii stopień zdobywał popularność w obu rywalizujących obediencjach, choć oficjalne stanowiska były odmienne. Starożytni uznawali go za część swojej praktyki, władze Nowożytnych odnosiły się do niego z dystansem, a mimo to w latach 1766–1767 grupa ich czołowych członków, z wielkim mistrzem lordem Blayneyem, utworzyła na mocy tak zwanej Karty Porozumienia odrębną Wielką Kapitułę. W ten sposób Łuk otrzymał własną organizację, własne zebrania i własną hierarchię urzędów, zanim jeszcze rozstrzygnięto, czy jest osobnym stopniem, czy ostatnią częścią trzeciego.

Krypta pod ruinami świątyni

Treść obrzędu wyrasta bezpośrednio z luki pozostawionej przez stopień mistrza. W legendzie Hirama zamordowany budowniczy zabiera do grobu prawdziwe słowo mistrzowskie, a bracia otrzymują jedynie słowo zastępcze. Królewski Łuk opowiada o jego odnalezieniu. W wersji przyjętej w Anglii i w Ameryce akcja przenosi się o kilka stuleci naprzód, do czasów powrotu z niewoli babilońskiej. Trzej przybysze zgłaszają się do pracy przy odbudowie świątyni, którą kierują Zorobabel, prorok Aggeusz i arcykapłan Jozue. Oczyszczając fundamenty, natrafiają na sklepienie, schodzą do ukrytej krypty i znajdują w niej imię Boga, przechowane od czasów pierwszej świątyni.

Irlandzka odmiana stopnia umieszcza tę samą opowieść w innym momencie dziejów biblijnych: przy naprawie świątyni za króla Jozjasza, kiedy według Drugiej Księgi Królewskiej odnaleziono w domu Pańskim zaginioną księgę Prawa. Różnica ta dobrze pokazuje logikę obrzędu. Chodzi w nim nie o konkretne wydarzenie, lecz o wzór: to, co zostało utracone wraz ze zniszczeniem lub zaniedbaniem świątyni, zostaje odzyskane przez tych, którzy podejmują trud odbudowy.

Sama nazwa stopnia odsyła do architektury sklepienia. Łuk trzyma się dzięki zwornikowi, a w wielu wersjach obrzędu dopiero poruszenie kamieni w szczycie sklepienia otwiera drogę do krypty, tak że odnalezienie słowa wymaga naruszenia budowli, która je chroniła. Motyw zwornika łączy Łuk ze stopniem znaku, w którym kamień odrzucony przez budujących okazuje się zwornikiem, i pomaga zrozumieć, dlaczego w Ameryce oba stopnie znalazły się w jednej kapitule. Obraz jest zarazem prosty i pojemny: tajemnica nie leży na powierzchni, lecz pod konstrukcją, którą trzeba najpierw zrozumieć, a potem otworzyć.

Odrębna jest także oprawa. Członkowie spotykają się w kapitule, a nie w loży, i nazywają się towarzyszami, a nie braćmi. Na czele stoją trzej pierwsi urzędnicy noszący imiona Zorobabela, Aggeusza i Jozuego, a znakiem stopnia jest potrójne tau, splecione z trzech liter w kształcie litery T. Imię odnalezione w krypcie przez długi czas przekazywano w formie złożonej, łączącej kilka określeń Boga w różnych językach. Ta właśnie forma stała się w XX wieku przedmiotem ostrej krytyki ze strony autorów chrześcijańskich, którzy widzieli w niej przejaw synkretyzmu, i w 1989 roku angielska Najwyższa Wielka Kapituła usunęła ją z rytuału.

Od kapituły do systemu

W Ameryce Królewski Łuk zadomowił się wcześnie, początkowo przy lożach, które nadawały go swoim członkom. Po uzyskaniu niepodległości kapituły zaczęły się usamodzielniać i łączyć w wielkie kapituły stanowe, a w latach 1797–1799 utworzyły ogólnokrajową Generalną Wielką Kapitułę. Główną postacią tego procesu był Thomas Smith Webb, autor popularnego podręcznika, który ujednolicił amerykańskie wykłady stopni; jego działalności poświęcono osobny esej. Kapituła amerykańska objęła nie tylko sam Łuk, lecz cały ciąg stopni przygotowawczych: mistrza znaku, przeszłego mistrza, nadawanego kandydatom, którzy nigdy loży nie przewodniczyli, oraz najdoskonalszego mistrza, sceniczne zwieńczenie budowy pierwszej świątyni.

Wokół kapituły narastały kolejne ciała. Rady stopni kryptycznych, z królewskim mistrzem i mistrzem wybranym, opowiadały o tym, jak Salomon, Hiram z Tyru i Hiram Abiff ukryli słowo w tajnej krypcie, a więc dopowiadały prehistorię tego, co w Królewskim Łuku zostaje odnalezione. Komandorie rycerzy templariuszy, zrzeszone od 1816 roku w Wielkim Obozie Stanów Zjednoczonych, nadawały porządki Czerwonego Krzyża, Malty i Świątyni i wymagały od kandydatów wyznania chrześcijańskiego. Tak powstała drabina, w której biblijna opowieść o budowie, zniszczeniu i odnalezieniu prowadzi ku rycerstwu chrześcijańskiemu.

Określenie Ryt York upowszechniło się dla tej całości dopiero w XIX wieku, zwłaszcza w zestawieniu z Rytem Szkockim, który oferował amerykańskim mistrzom alternatywną drogę przez stopnie wyższe. W praktyce ciała Rytu York nie mają jednego zwierzchnika: kapituły, rady i komandorie podlegają odrębnym wielkim organom, a łączy je raczej zwyczaj i wzajemne wymagania członkowskie niż wspólna konstytucja. Nazwa porządkuje więc wyobraźnię i rynek stowarzyszeniowy, lecz nie odpowiada jednej instytucji.

Pełnia mistrzostwa w dwóch wersjach

Najważniejsze pytanie, które Królewski Łuk postawił wolnomularstwu, dotyczyło granic stopnia mistrza. Jeżeli trzeci stopień kończy się utratą słowa, czy mistrz posiada pełnię rzemiosła, czy tylko jej obietnicę? Angielskie rozstrzygnięcie przyszło przy unii wielkich lóż: artykuły z 25 listopada 1813 roku orzekły, że czyste dawne wolnomularstwo składa się z trzech stopni, ucznia, czeladnika i mistrza, łącznie z najwyższym zakonem świętego Królewskiego Łuku, a w 1817 roku obie dotychczasowe kapituły połączyły się w Najwyższą Wielką Kapitułę. Formuła ta pozwalała uznać Łuk za dopełnienie trzeciego stopnia, nie czyniąc go czwartym.

Amerykańska droga była inna. Królewski Łuk stał się tam wprawdzie dopełnieniem mistrzostwa, ale zarazem pierwszym ogniwem rozbudowanego systemu, w którym po odnalezieniu słowa można iść dalej, ku krypcie Salomona i ku rycerskim porządkom. To, co w Anglii zamknięto kompromisową formułą, w Ameryce otwarto jako ścieżkę. Różnica ta wyjaśnia, dlaczego w Wielkiej Brytanii nie mówi się o Rycie York, choć praktykuje się tam te same lub bardzo podobne stopnie.

Pamięć zamiast rodowodu

Historia Rytu York jest więc historią dwóch zapożyczeń. Od Yorku wziął imię, które przez pośrednictwo Dawnych Obowiązków, yorkskiej wielkiej loży i patentów Starożytnych stało się synonimem autentyczności. Od Królewskiego Łuku wziął treść, która dopowiadała legendę Hirama i obiecywała odzyskanie tego, co mistrz utracił. Żadne z tych zapożyczeń nie dowodzi rzeczywistego rodowodu sięgającego średniowiecza, oba natomiast pokazują, jak skutecznie wolnomularstwo potrafiło budować tradycję z elementów różnego pochodzenia.

Duchowy sens obrzędu nie zależy przy tym od jego genealogii. Opowieść o ludziach, którzy wracają z wygnania, rozgrzebują gruz i pod fundamentami znajdują imię przechowane w ciemności, mówi o pracy odbudowy jako warunku poznania. Słowo nie spada z nieba ani nie zostaje wręczone przez mistrza; trzeba do niego zejść. Ten obraz, a nie nazwa angielskiego miasta, przesądził o tym, że Królewski Łuk stał się dla wielu wolnomularzy najważniejszym stopniem poza lożą symboliczną.