Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

José Martí i kubańskie loże niepodległościowe

Kubańskie loże XIX wieku, od Bayamo i Puerto Príncipe po emigracyjne warsztaty Key West i Nowego Jorku, były przestrzenią, w której kreolscy plantatorzy, prawnicy i rzemieślnicy uczyli się mówić o ojczyźnie, a spór o przynależność José Martíego pokazuje, jak łatwo pamięć narodowa dopisuje bohaterom fartuch.

Fartuch i inne insygnia masońskie José Martí w Narodowej Świątyni Masońskiej Wielkiej Loży Kuby, 1955 – domena publiczna
Fartuch i inne insygnia masońskie José Martí w Narodowej Świątyni Masońskiej Wielkiej Loży Kuby, 1955 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Wyspa wierna i jej niewierni synowie

Kiedy na początku lat dwudziestych XIX wieku kontynentalne posiadłości Hiszpanii wybiły się na niepodległość, Kuba pozostała przy koronie. Złożyło się na to wiele przyczyn: obecność silnego garnizonu, prosperity plantacji cukrowych opartych na pracy niewolników oraz strach kreolskich właścicieli przed powtórzeniem rewolucji haitańskiej. Madryt nazywał wyspę siempre fiel, zawsze wierną. Wierność ta była jednak warunkowa, a w kolejnych dekadach rosło przekonanie, że kolonia płaci za nią zbyt wysoką cenę: wysokimi podatkami, wykluczeniem urodzonych na wyspie z najważniejszych urzędów i rządami kapitanów generalnych dysponujących niemal nieograniczoną władzą.

W takim świecie stowarzyszenia, które mogły zbierać się pod pozorem filantropii lub towarzyskości, nabierały szczególnej wagi. Wolnomularstwo istniało na Kubie od końca XVIII wieku, przenoszone przez francuskich uchodźców z Saint-Domingue, kupców i wojskowych, ale prawdziwie kreolski charakter zyskało dopiero około połowy XIX stulecia. W 1859 roku w Santiago de Cuba powstała Wielka Loża Kolumba, Gran Logia de Colón, która stała się trwałym ośrodkiem miejscowego rzemiosła. Trzy lata później Vicente Antonio de Castro, lekarz i działacz o wyraźnie separatystycznych przekonaniach, założył Wielki Wschód Kuby i Antyli. Obediencja ta, mniejsza i bardziej radykalna, była przez część historyków opisywana jako polityczne zaplecze przyszłego powstania, choć zakres jej wpływu bywa przeceniany w literaturze apologetycznej.

Bayamo, Manzanillo i Puerto Príncipe

Wschodnia część wyspy, uboższa i mniej zależna od wielkich plantacji niż okolice Hawany i Matanzas, stała się kolebką spisku, który doprowadził do wojny dziesięcioletniej. Wśród jego uczestników powtarzają się te same nazwiska: Carlos Manuel de Céspedes, adwokat i właściciel cukrowni La Demajagua pod Manzanillo, Francisco Vicente Aguilera, jeden z najbogatszych ziemian okręgu Bayamo, Pedro Figueredo, autor pieśni, która później stała się hymnem narodowym. Spotkania konspiratorów odbywały się w domach prywatnych, w kasynach i w lożach, a tradycja kubańskiego wolnomularstwa wymienia Céspedesa jako członka loży w Manzanillo, wskazując na to, że przyjęte w niej formy zaufania ułatwiały przygotowania.

Dziesiątego października 1868 roku Céspedes ogłosił w La Demajagua niepodległość Kuby i wyzwolił własnych niewolników, wzywając ich do wspólnej walki. Wydarzenie to, nazywane Okrzykiem z Yary, otworzyło dziesięcioletnią wojnę, która zakończyła się w 1878 roku pokojem w Zanjón bez osiągnięcia niepodległości. Kilka tygodni po wybuchu powstania przyłączyło się do niego Puerto Príncipe, dzisiejsze Camagüey. Tamtejsze środowisko, z Salvadorem Cisnerosem Betancourtem i młodym prawnikiem Ignaciem Agramonte, było związane z lożą Tínima, której nazwa nawiązywała do miejscowej rzeki i do indiańskiej przeszłości regionu.

W kwietniu 1869 roku w Guáimaro zebrało się zgromadzenie, które uchwaliło pierwszą konstytucję republiki w broni. Wybrano na nim Céspedesa na prezydenta, a w tekście znalazły się zasady trójpodziału władzy, wolności sumienia i zniesienia niewolnictwa, choć ta ostatnia w praktyce była wprowadzana stopniowo i z oporami. Historycy masońscy chętnie wskazują, że duża część deputowanych należała do lóż. Teza ta ma podstawę w poświadczonych biografiach, ale warto pamiętać, że loże skupiały w tym czasie znaczną część wykształconej elity wschodniej Kuby. Statystyczna nadreprezentacja braci w zgromadzeniu świadczy więc w równym stopniu o socjologii lóż, co o ich politycznej strategii.

Język ojczyzny w świątyni

Co właściwie loża dawała kreolskim patriotom? Po pierwsze, miejsce, w którym ludzie różnego pochodzenia mogli traktować się jak równi. W społeczeństwie podzielonym ściśle według koloru skóry i statusu prawnego nie było to oczywiste, a kubańskie loże, choć dalekie od pełnej równości, przyjmowały także wolnych ludzi kolorowych, rzemieślników i drobnych kupców. Po drugie, loża była szkołą obywatelską. Bracia głosowali, wybierali urzędników, przemawiali i prowadzili protokoły, ćwicząc procedury, których kolonialny ustrój nie przewidywał dla mieszkańców wyspy. Po trzecie, rytuał dostarczał słownika, w którym dało się mówić o niewoli i wyzwoleniu, ciemności i świetle, budowie i świątyni, nie wymieniając wprost Hiszpanii.

Ten słownik przenikał do kultury politycznej i niekiedy bywa nadinterpretowany. Kubańska flaga, zaprojektowana w 1849 roku w kręgu Narcisa Lópeza, z trójkątem, gwiazdą i trzema pasami, bywa odczytywana jako zestaw symboli masońskich. Taka lektura jest możliwa, a López i jego otoczenie mieli kontakty z lożami, lecz nie zachowały się świadectwa, które pozwalałyby uznać ją za pewną. Lepiej mówić o wspólnym repertuarze znaków epoki, z którego korzystały zarówno loże, jak i ruchy republikańskie w obu Amerykach.

Władze kolonialne nie miały złudzeń co do politycznego potencjału lóż. W okresach napięcia warsztaty zamykano, ich członków aresztowano lub deportowano, a wolontariusze, czyli miejskie oddziały proszpańskiej milicji, traktowali braci jako potencjalnych zdrajców. Zarazem po pokoju w Zanjón część lóż, zwłaszcza w Hawanie, działała legalnie i skupiała ludzi o poglądach autonomistycznych lub nawet lojalnych wobec korony. Kubańskie wolnomularstwo nie było więc jednolitym ruchem niepodległościowym, lecz środowiskiem, w którym separatyści, autonomiści i umiarkowani liberałowie spotykali się i spierali.

Martí: świadectwa i ich brak

José Martí urodził się w Hawanie w 1853 roku w rodzinie hiszpańskich imigrantów. Jako szesnastolatek został aresztowany za list, w którym wraz z przyjacielem zarzucał koledze zdradę sprawy kubańskiej, skazany na ciężkie roboty w kamieniołomach San Lázaro, a w 1871 roku deportowany do Hiszpanii. W Madrycie i Saragossie studiował prawo i filozofię, wydał broszurę El presidio político en Cuba, opisującą okrucieństwo więzienia, i wszedł w środowisko hiszpańskich republikanów. Właśnie w tym okresie, według tradycji przekazywanej przez kubańskie wolnomularstwo, miał zostać przyjęty do loży w Madrycie, razem ze swoim przyjacielem Fermínem Valdésem Domínguezem.

Na tym tle zaczyna się spór. Zwolennicy członkostwa Martíego powołują się na wspomnienia osób z jego otoczenia, na obecność licznych wolnomularzy wśród jego najbliższych współpracowników i na pozytywne wzmianki o lożach w jego publicystyce. Sceptycy zwracają uwagę, że nie odnaleziono dokumentów przyjęcia ani dyplomu, że relacje świadków pojawiły się w większości po jego śmierci, kiedy Martí był już otoczony kultem narodowym, i że w jego obszernej korespondencji wolnomularstwo nie zajmuje miejsca, jakiego można by oczekiwać u zaangażowanego brata. Część badaczy proponuje stanowisko pośrednie: Martí mógł zostać przyjęty w młodości, ale nie uczestniczył później regularnie w pracach lóż, a jego związki z nimi miały charakter głównie osobowy.

Ten spór ma swój ciężar właśnie dlatego, że Martí stał się w XX wieku figurą zbiorczą, do której przyznawali się katolicy i ateiści, liberałowie i rewolucjoniści. Uznanie go za wolnomularza było dla lóż sposobem na zakorzenienie w narodowym panteonie, odrzucenie zaś pozwalało innym środowiskom przedstawiać go jako myśliciela ponad organizacjami. Uczciwa historiografia musi więc oddzielić to, co poświadczone, od tego, co wynika z potrzeb pamięci.

Pewniejszy jest kontekst, w którym Martí budował swoje dzieło polityczne w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Na emigracji w Nowym Jorku, Tampie i Key West, wśród robotników fabryk cygar i kubańskich kupców, istniały liczne kluby patriotyczne, a obok nich loże skupiające wychodźców. Gdy w 1892 roku Martí powołał Kubańską Partię Rewolucyjną, jej podstawą stały się właśnie te kluby, a wielu ich członków i przewodniczących było wolnomularzami. Partia przejęła z kultury stowarzyszeniowej zasady składek, wybieralności i dyscypliny, lecz sama była organizacją jawną, z programem i z przywódcą, który publicznie przemawiał do emigrantów.

Najbardziej znane z tych wystąpień, mowa wygłoszona w Tampie w listopadzie 1891 roku, przeszła do historii pod hasłem con todos y para el bien de todos, ze wszystkimi i dla dobra wszystkich. Martí rysował w nim obraz republiki, w której nie będzie podziału na białych i czarnych, panów i sługi, a wspólnota obywateli zastąpi wspólnotę krwi i majątku. Słuchacz z lóż mógł w tym programie rozpoznać echo masońskich deklaracji o równości braci i o budowie świątyni ludzkości. Nie dowodzi to, że Martí czerpał z rytuału, bo podobny język był wspólny całemu dziewiętnastowiecznemu republikanizmowi, ale wyjaśnia, dlaczego emigracyjni wolnomularze tak łatwo uznali jego przywództwo za swoje.

Między świątynią a polem bitwy

Wojna, którą Martí przygotował, wybuchła w lutym 1895 roku. On sam zginął już 19 maja tego roku pod Dos Ríos, w jednym z pierwszych starć po wylądowaniu na wyspie. Jego towarzyszami w przywództwie byli Máximo Gómez, Dominikanin, weteran wojny dziesięcioletniej, oraz Antonio Maceo, generał z Santiago, którego przynależność do loży jest w literaturze przyjmowana powszechniej niż przynależność Martíego. Obaj symbolizowali ciągłość między pokoleniem Céspedesa a pokoleniem, które w 1898 roku, po interwencji Stanów Zjednoczonych, doczekało się końca panowania Hiszpanii, choć niepodległość okazała się ograniczona przez amerykańską kuratelę.

Patrząc na całe stulecie, trudno uznać kubańskie wolnomularstwo za siłę, która spowodowała niepodległość. Raczej było ono jednym ze środowisk, w których formowało się kreolskie poczucie odrębności, obok uniwersytetu, prasy, kasyn i emigracyjnych klubów. Różniło się od nich tym, że łączyło rytuał z obietnicą równości i tajemnicą, a więc dawało przeżycie wspólnoty silniejsze niż zwykłe zrzeszenie. W lożach Bayamo i Puerto Príncipe ziemianin i rzemieślnik stawali przed tym samym ołtarzem przysięgi, a w lożach Key West robotnik od cygar mógł przewodniczyć warsztatowi, w którym zasiadał jego pracodawca. Dla ludzi, którym kolonia odmawiała głosu, było to doświadczenie bezpośrednio polityczne.

Pytanie o Martíego pozostaje otwarte i prawdopodobnie takim pozostanie, dopóki nie odnajdą się dokumenty madryckiej loży. Nie trzeba go rozstrzygać, by zrozumieć, że świat, w którym działał, był w znacznym stopniu światem lóż: ich ludzi, ich sieci i ich retoryki. Martí mówił językiem, który bracia rozpoznawali jako swój, i budował organizację na fundamencie, który częściowo położyli oni. To wystarcza, by mówić o masońskich środowiskach Kuby jako o jednym z laboratoriów kubańskiego patriotyzmu, bez przypisywania im roli, której źródła nie potwierdzają.