Wpis Ashmole'a z Warrington i pierwsi masoni nieoperatywni
Notatka Eliasa Ashmole'a z 16 października 1646 roku o przyjęciu do wolnomularzy w Warrington, czytana razem z innymi XVII-wiecznymi wzmiankami o „accepted masons”, dowodzi obecności dżentelmenów w lożach na dziesięciolecia przed 1717 rokiem, ale milczy o jakimkolwiek ezoterycznym programie tych zgromadzeń.

Czwarta trzydzieści po południu
Wśród zapisków, które Elias Ashmole prowadził przez większą część życia, znajduje się krótka notatka, która stała się jednym z najczęściej cytowanych zdań w historiografii wolnomularstwa. Pod datą 16 października 1646 roku Ashmole odnotował, że o godzinie czwartej trzydzieści po południu został przyjęty do wolnomularzy w Warrington w hrabstwie Lancashire, razem z pułkownikiem Henrym Mainwaringiem z Kermincham w Cheshire. Następnie wymienił osoby obecne wówczas w loży: Richarda Penketa, który pełnił funkcję dozorcy, Jamesa Colliera, Richarda Sankeya, Henry'ego Littlera, Johna Ellama, Richarda Ellama i Hugh Brewera.
Notatka jest sucha i rzeczowa. Nie zawiera opisu obrzędu, nie mówi o symbolach, przysięgach ani o treściach przekazywanych nowo przyjętym. Precyzja godziny wynika z nawyku Ashmole'a, który notował dokładny czas wielu wydarzeń swojego życia, co miało związek z jego zainteresowaniami astrologicznymi. W dzienniku sąsiadują z nią wzmianki o chorobach, podróżach, procesach i sprawach rodzinnych. Dla samego autora przyjęcie do loży było jednym z wielu zdarzeń wartych zapamiętania, nie przełomem duchowym.
Okoliczności tej notatki są dobrze znane. Ashmole, urodzony w 1617 roku w Lichfield, był podczas wojny domowej rojalistą i służył w administracji wojskowej króla. Po upadku sprawy królewskiej w 1646 roku przebywał w Cheshire, w rodzinnych stronach swojej zmarłej pierwszej żony, Eleanor Mainwaring. Henry Mainwaring, przyjęty razem z nim, należał do tego samego rozgałęzionego rodu, a według badaczy w czasie wojny stał po stronie parlamentu. Jeśli tak było, wspólne przyjęcie do loży w kilka miesięcy po zakończeniu walk mówi coś o charakterze tych zgromadzeń: mogły one łączyć ludzi z przeciwnych obozów politycznych w ramach lokalnej, prowincjonalnej towarzyskości.
Kim byli ludzie z Warrington
Siedem nazwisk zapisanych przez Ashmole'a stało się przedmiotem uporczywych poszukiwań historyków. Pytanie było proste: czy członkowie loży w Warrington byli kamieniarzami, czy też, podobnie jak sam Ashmole, ludźmi spoza zawodu? Odpowiedź miała rozstrzygnąć, czy w połowie XVII wieku istniały w Anglii loże złożone w przeważającej mierze z nieoperatywnych członków, czy tylko loże rzemieślnicze, do których od czasu do czasu przyjmowano gości wyższego stanu.
Wyniki poszukiwań w lokalnych archiwach nie są jednoznaczne, ale wskazują, że przynajmniej część wymienionych osób należała do miejscowej szlachty lub zamożnych posiadaczy ziemskich, a nie do rzemiosła budowlanego. Niektórych nie udało się zidentyfikować z pewnością, bo nazwiska te powtarzały się w regionie w wielu rodzinach. Na tej podstawie wielu historyków uważa, że loża w Warrington nie była cechem kamieniarzy, lecz zgromadzeniem, w którym tradycja rzemieślnicza była już przede wszystkim formą, a nie treścią zawodową.
Ostrożność jest tu jednak konieczna. Notatka mówi o jednym zgromadzeniu w jednym dniu i nie pozwala ustalić, czy loża w Warrington istniała stale, czy została zwołana doraźnie w celu przyjęcia dwóch kandydatów. W angielskiej tradycji XVII wieku loża mogła oznaczać raczej zebranie niż trwałą instytucję. Nie wiemy też, skąd członkowie czerpali swoje prawo do przyjmowania nowych braci ani jakim tekstem się posługiwali, choć przypuszczalnie były to średniowieczne i nowożytne Old Charges, rękopiśmienne legendy i reguły rzemiosła, których kopie krążyły w Anglii w wielu wersjach.
Londyn, trzydzieści pięć lat później
Ashmole wrócił do sprawy wolnomularstwa w swoim dzienniku tylko raz, i to po bardzo długiej przerwie. Pod datą 10 marca 1682 roku zanotował, że otrzymał wezwanie do stawienia się na loży, która miała się odbyć następnego dnia w Masons' Hall w Londynie, siedzibie Kompanii Kamieniarzy. Pod datą 11 marca opisał samo zgromadzenie. Do bractwa przyjęto wtedy kilku nowych członków, wśród nich Sir Williama Wilsona i kapitana Richarda Borthwicka, a Ashmole zaznaczył, że był najstarszym stażem bratem wśród obecnych, ponieważ od jego przyjęcia minęło trzydzieści pięć lat.
Ten drugi wpis ma ogromne znaczenie, bo pokazuje, że w Londynie lat osiemdziesiątych XVII wieku istniało zgromadzenie zwane Acception, działające przy Kompanii Kamieniarzy, które przyjmowało zarówno członków kompanii, jak i ludzi z zewnątrz. Zapiski kompanii z wcześniejszych dziesięcioleci potwierdzają, że takie przyjęcia odbywały się co najmniej od lat trzydziestych XVII wieku, a opłaty pobierane od przyjmowanych były wyższe dla tych, którzy nie należeli do kompanii. Struktura ta pozwalała ludziom spoza zawodu uczestniczyć w życiu bractwa, nie stając się kamieniarzami.
Słownictwo tych źródeł zasługuje na osobną uwagę. Określenie accepted mason, przyjęty mason, oznaczało pierwotnie właśnie kogoś, kto został przyjęty do bractwa bez wykonywania zawodu, w odróżnieniu od członka, który wyuczył się rzemiosła. Pochodzenie słowa freemason jest bardziej sporne: jedni wywodzą je od freestone, drobnoziarnistego kamienia, z którego rzeźbiono detale, inni od wolności przysługującej członkom cechu lub od swobody przemieszczania się między budowami. Połączenie obu określeń w formułę free and accepted masons, która stała się później oficjalnym tytułem wielu wielkich lóż, zachowało w sobie ślad tej podwójnej tożsamości. Bractwo pamiętało o rzemieślnikach, od których wzięło nazwę, ale coraz bardziej składało się z ludzi, którzy kamienia nigdy nie obrabiali. W XVII wieku proporcje te były jeszcze płynne i zmieniały się w zależności od miejsca.
Najbardziej charakterystyczne jest jednak zakończenie notatki z 1682 roku. Ashmole odnotował, że po zgromadzeniu wszyscy udali się do tawerny Half Moon w Cheapside na wystawny obiad, przygotowany na koszt nowo przyjętych. Ten szczegół, tak typowy dla późniejszego wolnomularstwa, przypomina, że od samego początku jego istnienia zgromadzenia lóż łączyły obrzęd z biesiadą, a koszt przyjęcia obejmował także ucztę dla braci. Ashmole nie napisał ani słowa o treści zgromadzenia. Napisał natomiast, kto był obecny i gdzie zjedzono obiad.
Inne głosy z XVII wieku
Notatki Ashmole'a nie są odosobnione. W Szkocji obecność ludzi spoza zawodu w lożach jest poświadczona jeszcze wcześniej. W protokole loży w Edynburgu z czerwca 1600 roku pojawia się John Boswell z Auchinleck, ziemianin, który potwierdził zapis swoim znakiem. W maju 1641 roku w Newcastle, podczas okupacji miasta przez armię szkocką, członkowie loży edynburskiej przyjęli do swojego grona Sir Roberta Moraya, późniejszego współzałożyciela Towarzystwa Królewskiego. Księga loży w Aberdeen z 1670 roku pokazuje z kolei lożę, w której ludzie spoza rzemiosła stanowili większość. David Stevenson, badając te materiały, wysunął tezę, że to w Szkocji, a nie w Anglii, ukształtowały się instytucjonalne podstawy późniejszego wolnomularstwa.
W Anglii obok Ashmole'a mamy kilka innych świadectw. Randle Holme III, heraldyk z Chester, w dziele The Academie of Armory wydanym w 1688 roku napisał, że jest członkiem stowarzyszenia zwanego wolnomularzami, a z Chester zachowała się lista osób należących do tamtejszej loży. Robert Plot w The Natural History of Staffordshire z 1686 roku opisał zwyczaj przyjmowania do stowarzyszenia wolnomularzy, do którego mieli należeć ludzie „najwyższej pozycji”, oraz tajne znaki, po których członkowie mieli się rozpoznawać. Plot traktował ten zwyczaj z wyraźnym sceptycyzmem, zwłaszcza legendę o starożytnym pochodzeniu bractwa. John Aubrey odnotował w 1691 roku, że w kościele św. Pawła ma się odbyć zgromadzenie bractwa przyjętych wolnomularzy, podczas którego Sir Christopher Wren ma zostać przyjęty na brata, choć brak innych dokumentów, które by to potwierdzały.
Wszystkie te wzmianki mają wspólną cechę. Mówią o przyjęciu, o członkostwie, o znakach rozpoznawczych i o legendzie pochodzenia, ale nie mówią nic o tym, by zgromadzenia te miały program filozoficzny, alchemiczny czy różokrzyżowy. Plot, który najdokładniej opisał zwyczaj, wspomina o legendzie zapisanej w pergaminowym zwoju, a więc o Old Charges, i o tajnych znakach. To dużo, jeśli chodzi o istnienie bractwa, ale niewiele, jeśli chodzi o jego rzekomą tajemną doktrynę.
Dżentelmeni bez doktryny
Dziennik Ashmole'a został wydany drukiem w 1717 roku, w tym samym roku, w którym cztery londyńskie loże utworzyły pierwszą Wielką Lożę. Ten zbieg dat jest przypadkowy, ale ułatwił późniejszym pokoleniom traktowanie notatki z Warrington jako prologu do nowożytnego wolnomularstwa. W XIX i XX wieku interpretowano ją na różne sposoby. Jedni widzieli w niej dowód na ciągłość między średniowiecznymi lożami kamieniarskimi a spekulatywnym wolnomularstwem. Inni, zwłaszcza autorzy zainteresowani ezoteryką, łączyli przyjęcie Ashmole'a z jego innymi zainteresowaniami i budowali na tej podstawie obraz lóż jako ukrytych szkół wiedzy tajemnej. Te zainteresowania stanowią odrębny temat i nie ma w dzienniku niczego, co wiązałoby je z lożą w Warrington.
Najostrożniejsza lektura źródeł prowadzi do wniosku zarazem skromniejszego i solidniejszego. W połowie XVII wieku w Anglii i Szkocji istniały loże lub zgromadzenia, do których przyjmowano ludzi spoza zawodu kamieniarskiego, czasem w znacznej liczbie. Członkostwo to miało formę obrzędową, wiązało się z legendą rzemiosła, z tajnymi znakami i z biesiadą. Przyciągało dżentelmenów różnych przekonań politycznych i religijnych, co w czasach wojny domowej mogło mieć szczególną wartość. Nie ma natomiast żadnego dowodu, że w tych zgromadzeniach przekazywano jakąkolwiek doktrynę ezoteryczną.
Z perspektywy historyka idei milczenie Ashmole'a jest równie wymowne jak sama notatka. Człowiek, który pilnie zapisywał wydarzenia swojego życia, nie uznał za stosowne opisać treści przyjęcia ani w 1646, ani w 1682 roku. Mógł być związany obowiązkiem tajemnicy, ale mógł też po prostu nie widzieć w tych zgromadzeniach niczego, co wymagałoby komentarza. W obu przypadkach jego dziennik pokazuje wolnomularstwo przed 1717 rokiem jako instytucję towarzyską o rzemieślniczym rodowodzie, do której wchodzili dżentelmeni, a nie jako szkołę wtajemniczenia. Duchowe i symboliczne znaczenia, które później przypisano lożom, rozwinęły się w następnym stuleciu i mają własną, osobną historię.
