Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Zakon Mopsów i katolicka odpowiedź na bullę 1738

Zakon Mopsów, powstały w niemieckojęzycznym świecie katolickim krótko po papieskim potępieniu masonerii, był stowarzyszeniem mieszanym, które zachowało towarzyski i rytualny charakter loży, zastąpiło przysięgę słowem honoru i wybrało psa za godło wierności, a jego pamiątką stały się porcelanowe figurki z Miśni.

Przyjęcie damy do Zakonu Mopsów, rycina z 1745 roku – domena publiczna
Przyjęcie damy do Zakonu Mopsów, rycina z 1745 roku – domena publiczna · Wikimedia Commons

Towarzystwo po wyroku

Wiosną 1738 roku papież Klemens XII potępił stowarzyszenia wolnomularskie i zakazał katolikom udziału w nich pod groźbą ekskomuniki. Treść tego dokumentu i jego późniejsze konsekwencje to temat osobnej opowieści. Tu ważne jest coś innego: w krajach Rzeszy, gdzie loże zaczęły powstawać dopiero w latach trzydziestych XVIII wieku, a wśród ich członków nie brakowało katolickich arystokratów i duchownych, wyrok postawił wielu ludzi wobec wyboru, którego nie chcieli dokonywać. Loża była dla nich nie tyle doktryną, ile formą życia towarzyskiego, przestrzenią przyjaźni ponad podziałami stanowymi i miejscem rytualnej zabawy. Rezygnacja z niej oznaczała utratę czegoś, co nie miało żadnego związku z herezją.

Według tradycji, utrwalonej w dziewiętnastowiecznych opracowaniach, odpowiedzią na ten dylemat był Zakon Mopsów, Mopsorden, założony w latach 1738–1740 w środowisku dworskim. Źródła z epoki są skąpe, a późniejsze relacje często przypisują założenie Klemensowi Augustowi Wittelsbachowi, arcybiskupowi i elektorowi Kolonii, który miał wcześniej należeć do loży i po bulli musiał z niej wystąpić. Tego przypisania nie da się udokumentować w sposób rozstrzygający i lepiej traktować je jako legendę założycielską, dobrze jednak oddającą charakter zjawiska: katolicki książę Kościoła, który nie chce wyrzec się towarzystwa, a jednocześnie nie może otwarcie sprzeciwić się papieżowi.

Pies zamiast kielni

Najbardziej uderzającą cechą zakonu było jego godło. Mops, wówczas modny pies salonowy, miał wyrażać wierność, przywiązanie i dyskrecję, cnoty, których od członków stowarzyszenia oczekiwano. Wybór był zarazem żartobliwy i przemyślany. Pies nie odwoływał się do żadnej tradycji budowlanej ani do świątyni Salomona, a więc nie mógł być uznany za symbol masoński w sensie, w jakim był nim cyrkiel lub węgielnica. Zarazem przywoływał tę samą wartość, którą lożowe przysięgi miały chronić: dochowanie sekretu i lojalność wobec braci.

W miejsce przysięgi, której składanie było jednym z zarzutów stawianych lożom, zakon wprowadził słowo honoru. Ta zmiana miała zasadnicze znaczenie z punktu widzenia katolickiej moralności. Potępienie wolnomularstwa opierało się w dużej mierze na podejrzliwości wobec tajnych przysiąg, składanych w okolicznościach nieznanych Kościołowi i zobowiązujących do milczenia nawet wobec spowiednika. Mopsy zachowały sekret, ale pozbawiły go sakralnej formy. Członek obiecywał dyskrecję jako szlachcic, nie zaś przed Bogiem i pod groźbą okrutnych kar.

Obrzęd w kostiumie żartu

Wiedza o rytuale zakonu pochodzi przede wszystkim z francuskiego druku L'Ordre des Francs-Maçons trahi et le secret des Mopses révélé, wydanego w Amsterdamie w 1745 roku i przypisywanego zwykle opatowi Gabrielowi-Louisowi Pérau. Jak każde ujawnienie, tekst ten należy czytać ostrożnie: autor chciał zarówno zaspokoić ciekawość czytelników, jak i ośmieszyć opisywane stowarzyszenia, a jego relacja może łączyć praktykę z literacką przesadą. Mimo to stanowi najważniejsze źródło, a jej szczegóły pozwalają zobaczyć, jak mopsy przekształcały lożowe wzory.

Kandydat, według tej relacji, był wprowadzany z zasłoniętymi oczami i z obrożą na szyi, prowadzony na smyczy, przy czym zgromadzeni mieli wydawać dźwięki naśladujące szczekanie. Musiał okazać wierność i posłuszeństwo, a w punkcie kulminacyjnym obrzędu, jak głosi przekaz, miał ucałować tylną część figurki mopsa, co miało świadczyć o całkowitym oddaniu zakonowi. Ten ostatni element wywoływał najwięcej rozbawienia i najwięcej oburzenia, a w późniejszej literaturze stał się emblematem całego zjawiska. Po przyjęciu zdejmowano kandydatowi opaskę i wprowadzano go w krąg członków, którzy następnie oddawali się wspólnej uczcie, rozmowie i zabawie.

Struktura obrzędu jest wyraźnie zbudowana na wzór lożowej inicjacji: wprowadzenie w ciemności, próba, zobowiązanie, światło, przyjęcie do wspólnoty. Mopsy nie wymyśliły więc nowej formy rytualnej, lecz przeniosły istniejącą do innego rejestru, w którym powaga ustępowała miejsca żartowi, a symbolika budowlana psiej. Ta zmiana tonu pozwalała twierdzić, że chodzi o zabawę towarzyską, a nie o stowarzyszenie religijne czy polityczne, i że z tego powodu wyrok papieski zakonu nie dotyczy.

Kobiety w kręgu mopsów

Inną cechą, która odróżniała zakon od lóż, było przyjmowanie kobiet. Mopsy były stowarzyszeniem mieszanym, w którym damy miały nie tylko prawo członkostwa, ale i udział w zarządzie. Na czele stała para: wielki mistrz i wielka mistrzyni, sprawujący urząd wspólnie lub, według niektórych relacji, na przemian. Kobiety uczestniczyły w obrzędach, ucztach i zebraniach na równi z mężczyznami, a sama ich obecność była dla zewnętrznych obserwatorów jednym z najbardziej frapujących elementów zakonu.

Udział kobiet miał podwójną funkcję. Z jednej strony pozwalał zakonowi stać się miejscem życia dworskiego w pełnym sensie, a nie tylko męskim klubem. Z drugiej osłabiał podejrzenia, które towarzyszyły lożom. Stowarzyszenie, w którym zasiadały damy, trudno było przedstawiać jako tajny spisek zagrażający Kościołowi i państwu. Obecność kobiet działała jak gwarancja niewinności, a przynajmniej jak argument, że chodzi o towarzystwo, a nie o sektę.

Trzeba jednak zachować proporcje. Udział kobiet w zakonie mopsów nie był programem emancypacyjnym i nie wynikał z przekonań o równości płci. Odpowiadał raczej wzorom dworskiej kultury, w której damy uczestniczyły w zabawach, balach i maskaradach, a towarzystwo mieszane było normą życia salonowego. Mopsy przeniosły tę normę do świata rytuału, który w lożach był zarezerwowany dla mężczyzn.

Porcelana z Miśni

Największą trwałość zakon uzyskał nie w historii stowarzyszeń, lecz w historii sztuki. W miśnieńskiej manufakturze porcelany, pierwszej w Europie, która opanowała produkcję twardej porcelany, w latach czterdziestych XVIII wieku powstała seria figurek przedstawiających mopsy oraz damy i kawalerów z psami na kolanach lub u stóp. Szczególne miejsce zajmują modele Johanna Joachima Kändlera, głównego modelarza manufaktury, który kształtował psy z wyjątkową obserwacją natury, z charakterystycznymi pyskami, obrożami i dzwonkami. Figurki te trafiały na stoły podczas uczt i deserów, gdzie porcelanowe grupy pełniły rolę dekoracji, prezentu i tematu rozmowy. W kulturze, w której przedmiot zbytku mówił o guście i przynależności właściciela, mops z Miśni mógł być dyskretnym znakiem dla wtajemniczonych, a dla pozostałych gości po prostu modnym bibelotem.

Część tych figurek tradycyjnie łączy się z zakonem mopsów, zwłaszcza grupy przedstawiające pary w strojach dworskich z psem jako centralnym motywem, niekiedy z dodatkami nawiązującymi do symboliki lożowej. Nie każda figurka mopsa była jednak wyrazem przynależności do zakonu. Moda na te psy była w ówczesnych kręgach arystokratycznych powszechna, a wiele figurek powstało po prostu jako ozdoby dla miłośników zwierząt. Rozróżnienie między przedmiotem stowarzyszeniowym a dekoracyjnym jest często niemożliwe i historycy sztuki zachowują w tej kwestii ostrożność.

Mimo tej niepewności porcelanowe mopsy stały się czymś w rodzaju godła zakonu w pamięci kulturowej. Przetrwały w kolekcjach muzealnych i prywatnych, podczas gdy zakon zniknął, a jego dokumenty w większości przepadły. To paradoks typowy dla zjawisk towarzyskich: sztuka, która miała towarzystwu służyć, okazała się trwalsza niż samo towarzystwo.

Obejście czy kapitulacja

Pytanie o znaczenie zakonu mopsów można postawić w dwóch kierunkach. Czy był on sposobem obejścia papieskiego potępienia, czy raczej formą kapitulacji, w której katolicy rezygnowali z masonerii, zachowując jedynie jej towarzyską skorupę? Odpowiedź zależy od tego, co uznamy za istotę wolnomularstwa.

Jeśli istotą loży jest legenda Hirama, symbolika budowlana i struktura stopni, mopsy zrezygnowały z niej całkowicie i trudno je uznać za masonerię w jakimkolwiek sensie. Jeśli jednak istotą jest rytualnie ustanowiona wspólnota, przekraczająca podziały stanowe, chroniona sekretem i wyrażająca się w braterskim, a tu także siostrzanym, życiu towarzyskim, mopsy zachowały ją niemal w całości. Zmieniły symbole, ton i formę zobowiązania, ale nie zmieniły zasadniczej funkcji. Stąd określenie „paramasoński”, które najlepiej oddaje ich charakter: stowarzyszenie obok masonerii, zbudowane na jej wzorach, ale pozbawione jej treści doktrynalnej.

W tym sensie zakon był obejściem, a nie kapitulacją. Jego członkowie znaleźli formę, która pozwalała im zachować to, co w loży ceniono najbardziej, a zarazem twierdzić, że nie należą do potępionego stowarzyszenia. Ta strategia była możliwa tylko w świecie, w którym granica między masonerią a zabawą dworską była płynna, a sam zakon, przez swój żartobliwy kostium, mógł się przed Kościołem bronić tym, że nie traktuje siebie poważnie.

Zakon nie przetrwał długo. W drugiej połowie XVIII wieku zniknął z pola widzenia, wyparty przez rozwój samych lóż, które mimo potępień kwitły w krajach niemieckich, oraz przez nowe formy życia towarzyskiego. Jego krótkie istnienie pozostaje jednak cennym świadectwem tego, jak ludzie XVIII wieku negocjowali między lojalnością wobec Kościoła a potrzebą wspólnoty, której Kościół nie potrafił im zapewnić. Mops na porcelanowym cokole, z obrożą i dzwoneczkiem, jest pamiątką tej negocjacji: przedmiotem jednocześnie uroczym i dwuznacznym, ironicznym i wiernym.

Warto wreszcie zapytać, dlaczego właśnie świat niemieckojęzyczny wydał tę formę. Rzesza była mozaiką państw katolickich i protestanckich, w których bulla miała różną moc prawną i różny oddźwięk. W państwach protestanckich loże mogły rozwijać się bez przeszkód ze strony Rzymu, a nawet pod opieką władców, jak w Prusach. W państwach katolickich, zwłaszcza w kościelnych elektoratach, ich członkowie musieli liczyć się z presją duchowieństwa i z autorytetem papieża.

Zakon mopsów był produktem tej sytuacji. Odpowiadał na potrzebę katolickich elit, które chciały uczestniczyć w modnej kulturze towarzyskiej epoki, ale nie mogły sobie pozwolić na otwarty konflikt z Kościołem. Jego kostium, symbolika i rytuał były dopasowane do tego celu z precyzją, która świadczy o dobrym rozumieniu zarówno lożowych form, jak i kościelnych zarzutów. Dlatego mopsy, choć wydają się ciekawostką z marginesu historii, mówią o XVIII wieku więcej niż niejeden poważny traktat: o elastyczności dworskiej kultury, o granicach władzy kościelnej i o pomysłowości, z jaką ludzie bronili swoich przyjaźni.