Loża Lautaro i spór o masońskie wyzwolenie Ameryki Łacińskiej
Loża Lautaro, łącząca w legendzie Mirandę, San Martína i O'Higginsa, była najpewniej tajnym stowarzyszeniem politycznym, które zapożyczyło od wolnomularstwa przysięgę, stopnie i dyscyplinę sekretu, a spór o jej masoński charakter pokazuje przede wszystkim, jak skąpe i stronnicze są zachowane źródła.

Imię wodza i obietnica milczenia
Nazwa stowarzyszenia sięga postaci, która z europejskim wolnomularstwem nie miała nic wspólnego. Lautaro był mapuskim wodzem z połowy XVI wieku, który poznał hiszpański sposób prowadzenia wojny jako jeniec i pachołek konkwistadora Pedra de Valdivii, a następnie obrócił tę wiedzę przeciw zdobywcom. Alonso de Ercilla uczynił go jednym z bohaterów eposu La Araucana, i właśnie przez literaturę imię to przeszło do wyobraźni kreolskich elit przełomu XVIII i XIX wieku. Wybór był wymowny: patronem związku ludzi wychowanych w hiszpańskich koszarach i akademiach został Indianin, który nauczył się od wroga, by go pokonać.
To, co wiadomo o samym związku, jest przede wszystkim opisem jego zasad. Członkowie składali przysięgę milczenia, przechodzili przez kolejne stopnie wtajemniczenia i zobowiązywali się do wzajemnej pomocy. Najbardziej uderzający jest jednak polityczny rdzeń regulaminu, który dziewiętnastowieczna historiografia argentyńska przekazała w formie zbliżonej do statutu. Brat wybrany na wysoki urząd państwowy nie miał podejmować ważnych decyzji bez porozumienia z lożą, miał popierać innych braci przy obsadzie stanowisk i nie wolno mu było ujawniać obrad nawet wobec najbliższych. Celem nadrzędnym była niepodległość Ameryki i ustanowienie w niej rządu opartego na konstytucji. Taki tekst trudno uznać za regułę zwykłej loży symbolicznej, w której polityka była, przynajmniej w deklaracjach, tematem zakazanym.
Miranda, Londyn i problem genealogii
Tradycja wywodzi Lautaro od Francisca de Mirandy, Wenezuelczyka, który po służbie w armii hiszpańskiej, udziale w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych i karierze generała rewolucyjnej Francji osiadł w Londynie i przez lata zabiegał o brytyjskie poparcie dla emancypacji kolonii. W jego domu przy Grafton Street bywali młodzi Amerykanie z różnych wicekrólestw, a wśród nich, według przekazu, Bernardo O'Higgins, syn irlandzkiego wicekróla Peru, który w ostatnich latach XVIII wieku kształcił się w Anglii. Z tymi spotkaniami łączy się nazwa Gran Reunión Americana, czyli Wielkie Zgromadzenie Amerykańskie, które miało być zalążkiem całej sieci późniejszych lóż.
Kłopot polega na tym, że istnienie takiej organizacji jako formalnego związku z obrzędami jest słabo udokumentowane. Obszerne archiwum Mirandy, znane jako Colombeia, poświadcza jego rozległe kontakty, plany i korespondencję, ale nie zawiera rytuałów ani list członków londyńskiego zgromadzenia. Opowieść o Mirandzie jako założycielu i wielkim mistrzu powstała w dużej mierze później, z relacji pamiętnikarzy i z pism autorów masońskich, którzy szukali dla ruchu niepodległościowego szacownego rodowodu. Badacz może więc stwierdzić z pewnością tyle, że wokół Mirandy istniał krąg kreolskich konspiratorów i że idea tajnej organizacji kontynentalnej była w tym kręgu żywa. Przejście od tego stwierdzenia do tezy o jednej loży ciągnącej się nieprzerwanie od Londynu po Andy jest już krokiem interpretacyjnym, nie faktem.
Słabsze ogniwo genealogii stanowi również Kadyks. W czasie wojny z Napoleonem, gdy miasto było siedzibą oporu i obradującego w nim parlamentu, działali tam Amerykanie skupieni w stowarzyszeniu nazywanym niekiedy Sociedad de Caballeros Racionales. Z tym środowiskiem źródła wiążą José de San Martína, oficera urodzonego w Yapeyú nad Urugwajem, który ponad dwadzieścia lat służył w armii hiszpańskiej i walczył między innymi pod Bailén. Tam też miał zetknąć się z Carlosem Maríą de Alvearem i José Matíasem Zapiolą, z którymi później przypłynął do Ameryki.
Buenos Aires w roku 1812
Na pewniejszy grunt wkraczamy w marcu 1812 roku, kiedy brytyjska fregata George Canning przywiozła San Martína, Alveara i Zapiolę do Buenos Aires. W ciągu kilku miesięcy powstała tam organizacja, którą tradycja nazywa Lożą Lautaro, a jej członkowie szybko zyskali wpływ na życie polityczne. W październiku tego roku wojsko, w tym nowo sformowany przez San Martína pułk grenadierów konnych, poparło przewrót obalający Pierwszy Triumwirat; nowy rząd zwołał Zgromadzenie Roku XIII, które ogłosiło szereg aktów suwerenności, choć formalnej deklaracji niepodległości nie uchwaliło. Historycy są zasadniczo zgodni, że ludzie związani z lożą odegrali w tych wydarzeniach istotną rolę, różnią się natomiast w ocenie, czy loża była ośrodkiem decyzji, czy raczej miejscem uzgadniania stanowisk przez ludzi i tak już działających razem.
Wewnętrzne napięcia ujawniły się szybko. Alvear, ambitny i dobrze ustosunkowany, uczynił z organizacji narzędzie własnej kariery i na początku 1815 roku na krótko objął urząd najwyższego dyrektora. Jego upadek pociągnął za sobą osłabienie loży w Buenos Aires. San Martín tymczasem przeniósł punkt ciężkości na zachód, do Mendozy, gdzie w latach 1814–1817 przygotowywał Armię Andów. Przekazy mówią, że tam również działał związek o podobnej strukturze, a po przejściu Andów i zwycięstwie pod Chacabuco w lutym 1817 roku w Santiago utworzono tak zwaną Lożę Lautarińską, w której obok San Martína zasiadał Bernardo O'Higgins, nowy najwyższy dyrektor Chile.
Działalność chilijskiego ośrodka splata się z najciemniejszymi epizodami epoki. Opozycja wobec O'Higginsa oskarżała lożę o współodpowiedzialność za śmierć braci Carrera, straconych w Mendozie, oraz za zabójstwo Manuela Rodrígueza w 1818 roku. Bezpośrednich dowodów na decyzje podjęte w loży brak, a oskarżenia pochodzą głównie od przeciwników politycznych. Sam fakt, że je formułowano, świadczy jednak o tym, jak współcześni postrzegali organizację: nie jako bractwo filantropijne, lecz jako zamknięty krąg władzy.
Loża czy partia w masońskim przebraniu
Spór o naturę Lautaro ma długą historię i wyraźne zabarwienie ideowe. Historiografia masońska, zwłaszcza argentyńska i chilijska, traktowała ją jako lożę w pełnym sensie, a San Martína, O'Higginsa i Alveara jako braci, co pozwalało przedstawiać wolnomularstwo jako współtwórcę narodów. Autorzy katoliccy i część historyków zawodowych odpowiadali, że brak jakichkolwiek dowodów na przynależność Lautaro do uznanej obediencji, na posiadanie patentu, na pracę w trzech stopniach symbolicznych według znanego rytu. Hiszpański jezuita José Antonio Ferrer Benimeli, autor wielu prac o dziejach wolnomularstwa, należy do badaczy, którzy podkreślali tę różnicę i proponowali nazywać podobne związki stowarzyszeniami patriotycznymi o formach paramasońskich.
Rozstrzygnięcie utrudnia stan źródeł. Tajne organizacje z zasady nie prowadziły archiwów, które mogłyby trafić w niepowołane ręce. Znaczną część wiedzy zawdzięczamy Bartolomé Mitre, który w drugiej połowie XIX wieku napisał monumentalną historię San Martína i emancypacji Ameryki Południowej, opierając się częściowo na relacjach uczestników i dokumentach przekazanych przez ich rodziny. Mitre był zarazem politykiem i wolnomularzem, a jego dzieło miało budować narodowy panteon. Nie oznacza to, że jego materiał jest fałszywy, wymaga jednak lektury świadomej celu, któremu służył. Pamiętniki takich świadków jak Tomás Guido czy Gregorio Aráoz de La Madrid, cenne jako zapis wspomnień, powstawały z dystansu lat i w warunkach sporów o zasługi.
Najrozsądniejsze wydaje się rozróżnienie dwóch pytań. Pierwsze dotyczy form: czy Lautaro posługiwała się obrzędem przyjęcia, przysięgą, stopniami, symbolicznymi imionami i ideą braterstwa, jakie Amerykanie poznali w europejskich lożach? Na to pytanie odpowiedź jest z dużym prawdopodobieństwem twierdząca, bo tylko te formy pozwalały zbudować dyscyplinę konspiracji w świecie, w którym brakowało partii politycznych. Drugie pytanie brzmi: czy była ogniwem regularnego wolnomularstwa, podporządkowanym któremuś z wielkich wschodów i jego konstytucjom? Tu źródła milczą, a regulamin nakazujący braciom podporządkowanie decyzji państwowych woli loży raczej oddala ją od wolnomularstwa, niż do niego przybliża.
Osobną kwestią jest przynależność masońska poszczególnych postaci. W przypadku San Martína opinie są podzielone: jedni widzą w Kadyksie miejsce jego inicjacji w regularnej loży, inni przypominają, że jedyne pewne świadectwa dotyczą stowarzyszeń o celach politycznych. Podobnie jest z O'Higginsem. Pewne jest natomiast, że późniejsze wielkie loże Argentyny i Chile przyjęły obu bohaterów do swojej tradycji i że ta recepcja sama stała się faktem historycznym, kształtując pamięć o niepodległości w XIX i XX wieku.
Granice jednej tajemnicy
Masońska legenda niepodległości ma tendencję do rozrastania się. W jej najszerszej wersji jedna sieć lóż, rozciągnięta od Londynu przez Kadyks po Caracas, Buenos Aires, Santiago i Limę, miała zaplanować i przeprowadzić wyzwolenie całego kontynentu. Wersja ta nie wytrzymuje zetknięcia z materiałem. Niepodległość hiszpańskiej Ameryki była procesem rozłożonym na kilkanaście lat, wielowątkowym i często sprzecznym w sobie: wywołał go kryzys monarchii po 1808 roku, napędzały go rywalizacje miast i regionów, interesy kupców, opór i współudział ludności indiańskiej oraz Afroamerykanów, a także wojna domowa między samymi Amerykanami. Ani Simón Bolívar, ani wodzowie powstań meksykańskich nie byli częścią struktury Lautaro, a Meksyk wybił się na niepodległość drogą zupełnie odmienną.
To, co Lautaro rzeczywiście ukazuje, jest skromniejsze, ale historycznie ciekawsze. W pokoleniu oficerów i prawników, którzy dorastali w imperium bez legalnej sfery politycznej, loża stanowiła jedyny znany model organizacji ludzi połączonych przysięgą, tajemnicą i wspólnym celem. Kreole przyswoili ten model w Europie i przenieśli go za ocean, dostosowując do potrzeb wojny i rządzenia. Z wolnomularstwa wzięli język braterstwa, rytm wtajemniczenia i etykę milczenia; porzucili zaś jego apolityczność i ideał pracy nad sobą jako celu samego w sobie.
Dla historyka idei taka hybryda jest świadectwem, jak formy symboliczne wędrują między porządkami. Obrzęd wymyślony dla moralnego doskonalenia mógł posłużyć za szkielet spisku, a spisek mógł z kolei pożyczyć od obrzędu powagę i poczucie uczestnictwa w czymś większym niż doraźna kalkulacja. Niepewność źródeł nie jest w tym wypadku przeszkodą do pokonania, lecz częścią przedmiotu badań: Lautaro istnieje dla nas głównie w zapisach ludzi, którzy już po fakcie decydowali, czym miała być. Uczciwa odpowiedź na pytanie o jej masoński charakter brzmi więc, że była czymś na pograniczu, a każda pewniejsza odpowiedź mówi więcej o tym, kto jej udziela, niż o samej loży.
