Andrzej Strug i literacki obraz masonerii
Andrzej Strug, pisarz socjalista i jeden z najbardziej znanych wolnomularzy II Rzeczypospolitej, nie uczynił loży bohaterką swoich powieści, lecz przeniósł jej ethos – inicjację, przysięgę, milczenie i braterstwo – na obraz rewolucyjnego podziemia, budując dyskretny, przemieszczony portret tajnego związku.

Pisarz z podziemia
Tadeusz Gałecki, który przyjął pseudonim Andrzej Strug, urodził się w 1871 roku w Lublinie i należał do pokolenia, dla którego konspiracja była nie tematem literackim, lecz doświadczeniem biograficznym. W młodości zetknął się z kółkami socjalistycznymi, został aresztowany przez władze rosyjskie, przeszedł przez więzienie i zesłanie. Później związał się z Polską Partią Socjalistyczną, uczestniczył w ruchu rewolucyjnym 1905 roku i w działalności, która wymagała życia pod fałszywym nazwiskiem, w ciągłym zagrożeniu aresztowaniem. Gdy wybuchła wojna światowa, wstąpił do Legionów. W odrodzonym państwie był pisarzem uznanym, przez pewien czas senatorem z ramienia PPS, a pod koniec życia jednym z ostrych krytyków obozu sanacyjnego, zwłaszcza po procesie brzeskim.
Wolnomularstwo pojawiło się w tej biografii jako naturalne przedłużenie wcześniejszych wyborów. Strug należał do środowiska lewicowej inteligencji, które w lożach międzywojennych widziało przestrzeń dla etyki świeckiej, tolerancji i wolności sumienia. Przyjęty do bractwa, szybko zyskał w nim pozycję i pełnił wysokie funkcje, a w pamięci kolejnych pokoleń braci zapisał się jako jedna z najważniejszych postaci polskiej masonerii tego okresu. Zmarł w grudniu 1937 roku w Warszawie, w przededniu końca obediencji, której był członkiem.
Pytanie o literacki obraz masonerii w jego twórczości jest więc pytaniem o to, jak człowiek należący do tajnego bractwa, a wcześniej do konspiracji politycznej, przedstawiał wspólnoty zamknięte w prozie przeznaczonej dla szerokiej publiczności.
Bractwo konspiratorów
Najsłynniejsze książki Struga powstały przed jego wejściem do loży. Cykl opowiadań Ludzie podziemni, wydany po rewolucji 1905 roku, i powieść Dzieje jednego pocisku przedstawiały życie członków socjalistycznej organizacji bojowej: ich codzienną samotność, dyscyplinę, lęk, poczucie misji i nieustanną gotowość na śmierć. Krytyka szybko dostrzegła, że Strug opisuje swoich bohaterów językiem bliskim hagiografii. Konspirator jest u niego kimś w rodzaju świeckiego zakonnika, który wyrzeka się życia osobistego, przyjmuje obcą tożsamość i poddaje się regule wyższej niż jego własne pragnienia.
W tej prozie łatwo odnaleźć struktury, które w kulturze europejskiej łączą się z tajnymi związkami w ogóle, a z wolnomularstwem w szczególności. Jest tu moment przyjęcia, które zmienia człowieka nieodwracalnie, jest przysięga i obowiązek milczenia, są stopnie wtajemniczenia w sprawy organizacji, jest wreszcie braterstwo ludzi, którzy często nie znają nawzajem swoich prawdziwych nazwisk, a jednak są gotowi oddać za siebie życie. Strug nie pisał o lożach, ale jego obraz podziemia ma w sobie coś z obrzędu: konspiracja jest u niego drogą przemiany wewnętrznej, a nie tylko techniką politycznej walki.
Nie należy jednak tego podobieństwa przeceniać. Bojówka partyjna i loża wolnomularska to instytucje o zupełnie odmiennych celach i metodach. Pierwsza prowadziła walkę zbrojną, druga zajmowała się pracą moralną i dyskusją, odrzucając przemoc. Strug sam doskonale znał tę różnicę. Wspólny był natomiast pewien typ doświadczenia: przynależność do wspólnoty, która wymaga dyskrecji i nadaje życiu członka sens wykraczający poza jego prywatne sprawy. To właśnie ten typ doświadczenia, a nie konkretna instytucja, jest prawdziwym tematem jego wczesnej prozy.
Szczególnie wymowny jest słownik tej prozy. Strug opisuje konspirację językiem zaczerpniętym z religii: mówi o ofierze, o apostolstwie, o świętości sprawy, o męczeństwie i wierze, która nie potrzebuje dowodów. Jego bohaterowie przeżywają przyjęcie do organizacji jak nawrócenie, a zdradę jak upadek grzechu. Ten sakralny rejestr, zastosowany do ludzi w większości niewierzących, tworzy osobliwą świecką liturgię, w której miejsce Boga zajmuje idea wyzwolenia, a miejsce Kościoła wspólnota towarzyszy. Wolnomularstwo kontynentalne, z jego obrzędami pozbawionymi dogmatu, dawało podobnej wrażliwości naturalne schronienie: pozwalało zachować formę sakralną bez wyznaniowej treści.
Przemilczenie jako forma przedstawienia
Kiedy Strug był już wolnomularzem, jego twórczość nie przyniosła powieści o masonerii w dosłownym sensie. Nie stworzył polskiego odpowiednika Wojny i pokoju, w której Tołstoj przedstawia scenę przyjęcia Piotra Bezuchowa do loży, ani nie poświęcił bractwu osobnego utworu. To milczenie jest znaczące. Członek loży zobowiązany do dyskrecji nie mógł opisywać rytuału, który przysięgał zachować w tajemnicy, a w warunkach rosnącej wrogości wobec masonerii każde otwarte przedstawienie bractwa byłoby odczytywane jako manifestacja albo przyznanie się do winy.
Strug wybrał więc drogę, którą można nazwać przemieszczeniem. Zamiast pokazywać lożę, pokazywał ludzi, których postawa odpowiadała wolnomularskim ideałom: wierność przekonaniom, odpowiedzialność wobec wspólnoty, gotowość do służby bez nagrody, sprzeciw wobec przemocy władzy i fanatyzmu. W powieściach z lat dwudziestych i trzydziestych, takich jak Pokolenie Marka Świdy czy trylogia Żółty krzyż, bohaterami są ludzie stający wobec rozczarowania niepodległością, wojny i moralnego chaosu. Ich zmagania przebiegają według moralnej mapy, którą Strug dzielił z braćmi: liczy się sumienie jednostki i jej wierność ideałom wobec presji zbiorowej.
Na tle literatury europejskiej wybór ten wyróżnia się wyraźnie. Pisarze zachodni od XVIII wieku chętnie sięgali po motyw loży i wtajemniczenia: Goethe w Latach nauki Wilhelma Meistra stworzył tajemnicze Towarzystwo Wieży czuwające nad drogą bohatera, Schikaneder i Mozart w Czarodziejskim flecie przenieśli na scenę obraz prób i inicjacji, a Tołstoj uczynił z przyjęcia do loży jeden z etapów duchowych poszukiwań swego bohatera. W tych dziełach bractwo pojawia się jako widzialna instytucja, choć opisana z rozmaitym stopniem sympatii. Strug, w odróżnieniu od nich, pisał w kraju, w którym loża była przedmiotem politycznej nagonki, i tworzył w czasie, gdy sam do niej należał. Obie okoliczności nakazywały powściągliwość.
Taka strategia była zgodna z tradycją samego bractwa, które od XVIII wieku uczyło, że wolnomularz powinien być rozpoznawany po swoim postępowaniu, a nie po deklaracjach. Literatura stawała się wówczas nie miejscem opisu loży, lecz miejscem wcielenia jej etyki w postaci fikcyjne. Czytelnik nie musiał wiedzieć, że autor jest masonem, aby odebrać przesłanie o godności człowieka i wolności sumienia.
Wizje katastrofy i tajne siły
W twórczości Struga z drugiej połowy lat dwudziestych pojawia się nurt katastroficzny, najwyraźniejszy w powieści Klucz otchłani, wydanej w 1929 roku. Utwór ten, zaliczany przez historyków literatury do nurtu katastroficznego, snuje wizję kryzysu cywilizacji europejskiej, w którym zawodzą dotychczasowe instytucje i pewniki. Motyw ukrytych sił kształtujących bieg zdarzeń, tak chętnie wykorzystywany w ówczesnej publicystyce antymasońskiej, ma w całej prozie Struga inny wydźwięk niż w pamfletach: nie jest kluczem tłumaczącym wszelkie zło, lecz elementem złożonej rzeczywistości, w której ludzie dobrej woli i ludzie żądni władzy posługują się czasem tymi samymi metodami.
Ta postawa jest ciekawa właśnie dlatego, że wyszła spod pióra człowieka, który znał tajne związki od środka. Strug nie idealizował konspiracji jako takiej. Wiedział, że dyskrecja może służyć zarówno wysokim celom, jak i manipulacji, że wspólnota zamknięta może wychowywać, ale może też deprawować. W jego prozie nie ma więc ani propagandowego obrazu bractwa jako zgromadzenia mędrców, ani paranoicznego obrazu spisku. Jest natomiast refleksja nad ceną, jaką człowiek płaci za przynależność do wspólnoty, która wymaga od niego zrzeczenia się części wolności w imię wolności wyższej.
Trzeba przy tym pamiętać, że lektura twórczości Struga przez pryzmat masonerii jest interpretacją, a nie odczytaniem jawnych deklaracji autora. Pisarz nie zostawił komentarzy, które wiązałyby jego powieści z pracą w loży, a historycy literatury opisują je przede wszystkim w kontekście socjalizmu, legionowego mitu i rozczarowań niepodległości. Wątek wolnomularski stanowi jedną z możliwych warstw znaczeniowych, uprawnioną przez biografię, ale nie wyczerpującą sensu tych książek.
Pisarz wobec legendy
Odbiór Struga w latach trzydziestych pokazuje, jak trudna była pozycja wolnomularza w ówczesnej kulturze. Przeciwnicy masonerii chętnie wskazywali go jako przykład wpływów lóż w literaturze i życiu publicznym, a jego krytyka sanacji czy obrona więźniów politycznych bywała przedstawiana jako realizacja tajnych dyrektyw. W rzeczywistości postawa Struga wynikała z jego wieloletnich przekonań socjalistycznych i demokratycznych, które ukształtowały się na długo przed wstąpieniem do bractwa. Masoneria nie stworzyła jego poglądów, lecz była jednym z miejsc, w których mógł je wyrażać i dzielić z innymi.
Po 1945 roku obraz Struga przeszedł kolejną przemianę. Władze komunistyczne chętnie przypominały go jako pisarza socjalistycznego i krytyka sanacji, ale pomijały jego przynależność do bractwa, które w nowym ustroju również nie miało prawa bytu. Dopiero badania historyków wolnomularstwa przywróciły tę część jego biografii do obiegu, pozwalając zobaczyć w nim nie tylko autora prozy rewolucyjnej, lecz także człowieka szukającego wspólnoty moralnej poza partią i Kościołem.
Ironia losu sprawiła, że Strug zmarł w momencie, gdy kampania przeciw lożom osiągała szczyt. Jego pogrzeb, który zgromadził przedstawicieli lewicy, środowisk literackich i dawnych towarzyszy z konspiracji, był zarazem pożegnaniem pewnego typu inteligenta: człowieka, dla którego przynależność do tajnej wspólnoty, czy to partyjnej, czy wolnomularskiej, była wyrazem odpowiedzialności, a nie sposobem zdobywania władzy.
Literacki obraz masonerii w twórczości Struga jest więc obrazem paradoksalnym. Nie ma w nim lóż, fartuchów i rytuałów, a jednak jest w nim to, co według samych wolnomularzy stanowi istotę bractwa: praca nad charakterem, wierność sumieniu, braterstwo ponad podziałami. Pisarz należący do tajnego związku przedstawił go nie przez opis, lecz przez etos, nie przez ujawnienie, lecz przez milczenie. To rozwiązanie, zrodzone z obowiązku dyskrecji i z trudnych warunków epoki, okazało się trwalsze niż jakakolwiek powieść z kluczem. Czytelnik, który dziś sięga po Ludzi podziemnych czy Żółty krzyż, nie znajdzie w nich wykładu o masonerii, ale znajdzie świadectwo moralnej wyobraźni, którą Strug dzielił ze swoimi braćmi.
