Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Konstytucja 3 maja i spór o udział lóż

Spór o masoński rodowód Konstytucji 3 maja wymaga odróżnienia biografii jej twórców od działania lóż jako instytucji: to, że część autorów i zwolenników ustawy należała do bractwa, jest dobrze poświadczone, natomiast tezy o lożach jako sprawcy przewrotu pozostają bez dowodów źródłowych.

„Konstytucja 3 Maja 1791 roku”, obraz Jana Matejki, 1891 – domena publiczna
„Konstytucja 3 Maja 1791 roku”, obraz Jana Matejki, 1891 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Dwa mity o jednym dokumencie

Ustawa Rządowa uchwalona 3 maja 1791 roku należy do tych wydarzeń, wokół których narosło niezwykle wiele interpretacji. Jedna z nich, powracająca w różnych wariantach od końca osiemnastego wieku aż po współczesną publicystykę, głosi, że konstytucja była w istocie dziełem wolnomularzy. W wersji wrogiej masonerii ustawa miała być fragmentem ogólnoeuropejskiego planu, który przez rewolucję francuską prowadził do obalenia tronów i ołtarzy. W wersji życzliwej, chętnie powtarzanej przez autorów związanych z ruchem wolnomularskim, konstytucja była dowodem, że bractwo stało w pierwszym szeregu walki o naprawę Rzeczypospolitej.

Obie wersje, choć wartościują przeciwnie, mają wspólne założenie: traktują loże jako podmiot polityczny, zdolny do planowania i wykonywania przedsięwzięć tej skali. To założenie właśnie wymaga sprawdzenia. Historyk ma do czynienia z dwoma zupełnie różnymi typami twierdzeń. Pierwszy dotyczy ludzi: czy ten lub inny autor, zwolennik czy przeciwnik konstytucji był wolnomularzem. Drugi dotyczy instytucji: czy loże jako organizacje, przez swoje władze, uchwały i fundusze, przygotowały lub przeprowadziły zamach majowy.

Wiele nieporozumień w tej dyskusji bierze się z przechodzenia od pierwszego do drugiego typu bez uzasadnienia. Jeśli wykaże się, że autorzy ustawy chodzili do loży, łatwo przyjąć, że loża ich do tego popchnęła. Takie rozumowanie jest jednak równie zawodne jak twierdzenie, że konstytucja była dziełem Kościoła, bo jej twórcy chodzili na mszę, albo dziełem Teatru Narodowego, bo bywali na przedstawieniach.

Co wiemy o ludziach

Zacznijmy od faktów najmniej spornych. Stanisław August był członkiem bractwa od lat siedemdziesiątych. Ignacy Potocki był jednym z przywódców polskiej obediencji i współtwórcą jej ustawy z 1784 roku. Do lóż należało wielu ludzi, którzy w czasie Sejmu Czteroletniego popierali reformy, a także część tych, którzy w maju 1791 roku głosowali za ustawą. Wśród członków warsztatów warszawskich byli posłowie, urzędnicy, oficerowie i literaci związani ze stronnictwem patriotycznym.

Jednocześnie lista niepewności jest długa. Przynależność niektórych ważnych postaci obozu reform do lóż nie jest dobrze udokumentowana, a w przypadku kilku z nich badacze formułują sprzeczne opinie. Dotyczy to między innymi Hugona Kołłątaja, którego związki z wolnomularstwem bywają w literaturze raz przyjmowane, raz kwestionowane. Wiele list członków zachowało się fragmentarycznie, część dokumentów zaginęła, a niektóre informacje opierają się wyłącznie na późnych wspomnieniach, spisanych przez ludzi zainteresowanych przedstawieniem przeszłości w określonym świetle.

Trzeba też pamiętać, że do lóż należeli przedstawiciele wszystkich obozów. Członkami bractwa bywali ludzie, którzy konstytucji nie popierali, a nawet tacy, którzy później stanęli po stronie jej przeciwników. Jeśli loże miałyby być sprawcą konstytucji, trudno wyjaśnić, dlaczego wśród ich członków znajdowali się także jej wrogowie. Członkostwo w bractwie było w ostatnich dekadach osiemnastego wieku zjawiskiem powszechnym wśród elit, a samo w sobie niewiele mówi o poglądach politycznych.

Wreszcie najwęższy krąg, w którym przygotowano tekst ustawy, był bardzo mały. Konstytucję opracowano w tajemnicy w gronie kilku osób skupionych wokół króla, Ignacego Potockiego, Kołłątaja, marszałka sejmu Stanisława Małachowskiego i włoskiego sekretarza królewskiego Scipione Piattolego. Narady odbywały się w pokojach królewskich i w prywatnych mieszkaniach uczestników. Nie ma żadnego źródła, które wskazywałoby, że były to zebrania lożowe albo że uczestnicy działali na polecenie władz obediencji.

Gdzie szukano dowodów

Zwolennicy tezy o masońskim rodowodzie konstytucji przywołują zazwyczaj kilka rodzajów argumentów. Pierwszy to zbieżność osób, omówiona powyżej. Drugi to podobieństwo języka: ustawa mówi o wolności, o prawach człowieka, o dobru powszechnym, o porządku opartym na prawie, a więc o wartościach, które pojawiały się także w mowach lożowych. Trzeci to zbieżność dat i wydarzeń z rewolucją francuską, w której rzekomo masoneria miała odgrywać rolę kierowniczą.

Każdy z tych argumentów ma słabości. Podobieństwo języka dowodzi jedynie, że autorzy konstytucji i mówcy lożowi czerpali z tego samego zasobu myśli oświeceniowej, który był obecny również w literaturze, prasie, na uniwersytetach i w salonach. Nikt nie twierdzi, że konstytucja była dziełem prasy czy salonów tylko dlatego, że mówiła ich językiem. Teza o kierowniczej roli masonerii w rewolucji francuskiej została natomiast spopularyzowana głównie przez księdza Augustina Barruela w Pamiętnikach do historii jakobinizmu, wydawanych od 1797 roku, a współczesna historiografia rewolucji w przeważającej mierze ją odrzuca.

Poważniejszy problem polega na braku dokumentów instytucjonalnych. Gdyby Wielki Wschód Polski przygotowywał konstytucję, powinny zachować się jakieś ślady: uchwały, protokoły, korespondencja między lożami, wzmianki o funduszach przeznaczonych na ten cel. Tymczasem zachowane akta wolnomularskie z tego okresu mówią o sprawach wewnętrznych, przyjęciach, uroczystościach, dobroczynności, sporach obrzędowych. O konstytucji jako przedsięwzięciu bractwa milczą.

Można oczywiście odpowiedzieć, że brak dokumentów wynika z tajemnicy, a prawdziwe decyzje zapadały w sposób, który nie zostawia śladów. Taki argument ma jednak tę wadę, że nie da się go obalić żadnym świadectwem. Każdy brak dowodu staje się w nim dowodem ukrycia, co oznacza, że teza przestaje być hipotezą historyczną i zamienia się w przekonanie odporne na źródła. Historyk może taką postawę opisać, ale nie może jej przyjąć jako metody.

Krytyka historyków

Polska historiografia dwudziestego wieku poświęciła temu zagadnieniu wiele uwagi. Szczególne miejsce zajmuje tu Ludwik Hass, autor obszernych badań nad dziejami wolnomularstwa w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej, między innymi książki Sekta farmazonii warszawskiej, poświęconej pierwszemu stuleciu lóż w stolicy. Hass, choć nie był apologetą bractwa, konsekwentnie odróżniał udział wolnomularzy w życiu publicznym od działalności lóż jako takich. Podkreślał, że członkostwo było zjawiskiem towarzyskim i środowiskowym, a nie formą politycznej mobilizacji, i że na podstawie dostępnych źródeł nie da się wykazać, by obediencja jako instytucja kierowała procesem reform.

Stanowisko to podzielało wielu badaczy Sejmu Czteroletniego, którzy, analizując szczegółowo przebieg obrad i przygotowania zamachu majowego, nie znajdowali w nich śladów działania lóż. Pokazywali natomiast inne kanały organizacji obozu reform: nieformalne narady w domach przywódców, współpracę z królem, działanie publicystów, wpływ mieszczaństwa warszawskiego, mobilizację opinii publicznej przez prasę i broszury. Na tym tle rola lóż wydaje się w najlepszym razie pośrednia, polegająca na tym, że wcześniej ułatwiały wzajemne poznanie się ludzi, którzy później współpracowali.

Ostrożność historyków dotyczy także odwrotnego kierunku. Odrzucenie tezy o masońskim sprawstwie nie oznacza zaprzeczenia, że loże miały jakiekolwiek znaczenie. Były jednym ze środowisk, w których kształtowała się kultura polityczna elit, jednym z miejsc, gdzie ćwiczono procedury i krzewiono ideały oświeceniowe. Ich wpływ był jednak rozproszony, pośredni i niemożliwy do oddzielenia od wielu innych czynników.

Znamienne jest także to, co stało się po uchwaleniu ustawy. Gdy jej zwolennicy postanowili zorganizować się do obrony nowego porządku, nie sięgnęli po strukturę lóż, lecz utworzyli jawny klub polityczny, Zgromadzenie Przyjaciół Konstytucji Rządowej, z własnym regulaminem, listą członków i publicznymi deklaracjami. Gdyby obóz reform traktował loże jako swoje narzędzie, trudno byłoby zrozumieć potrzebę zakładania odrębnej organizacji. Wybór formy klubowej, wzorowanej raczej na doświadczeniach francuskich i angielskich stowarzyszeń politycznych niż na warsztatach, sugeruje, że przywódcy patriotów dobrze rozróżniali przestrzeń bractwa od przestrzeni polityki.

Warto wreszcie zauważyć, że oskarżenia o obce, spiskowe pochodzenie reform pojawiły się już w propagandzie ich przeciwników w latach 1791–1792. Konstytucję nazywano jakobińską i demokratyczną, a jej autorów przedstawiano jako naśladowców paryskich rewolucjonistów. Motyw masoński wplatał się w ten repertuar jako jeden z elementów ogólniejszej retoryki, której celem była delegitymizacja zmian, a nie rzetelne ustalenie ich genezy.

Instytucja a biografia

Najważniejszą lekcją tej debaty jest rozróżnienie między instytucją a biografią. Wolnomularstwo osiemnastego wieku było siecią stowarzyszeń o określonej strukturze, z władzami, regulaminami, zebraniami i dokumentacją. Członkowie tej sieci byli jednocześnie posłami, urzędnikami, wojskowymi, właścicielami ziemskimi, mężami, ojcami, wiernymi Kościoła, czytelnikami książek. Każda z tych ról wpływała na ich decyzje, a historyk nie może arbitralnie wybrać jednej i uznać ją za decydującą.

Gdy mówimy, że konstytucję uchwalili w znacznej części ludzie związani z lożami, mówimy prawdę o ich biografiach. Gdy mówimy, że uchwaliły ją loże, przypisujemy instytucji działanie, którego źródła nie potwierdzają. Pierwsze zdanie ma wartość opisową, drugie jest hipotezą, która dotąd nie znalazła udokumentowania. Można ją oczywiście formułować, ale uczciwość wymaga, by przedstawiać ją jako niesprawdzone przypuszczenie, a nie jako ustalony fakt.

Ta sama ostrożność dotyczy także sympatyków bractwa. Kiedy autorzy wolnomularscy z dumą wymieniają twórców konstytucji jako swych braci, mówią prawdę o pewnych osobach, ale sugerują coś więcej, niż mogą udowodnić. Pamięć instytucji ma naturalną skłonność do przypisywania sobie zasług swoich członków, podobnie jak przeciwnicy instytucji mają skłonność do obarczania jej winą za ich czyny.

Dlaczego mit przetrwał

Pozostaje pytanie, dlaczego teza o masońskim pochodzeniu konstytucji okazała się tak trwała. Odpowiedź leży w potrzebach, jakie zaspokaja. Dla krytyków Oświecenia stanowi wygodne wyjaśnienie tego, że reformy przyniosły kolejną wojnę i rozbiory: skoro dzieło było obce w duchu, to i jego klęska była nieunikniona. Dla zwolenników bractwa jest źródłem legitymizacji i dumy, wiążącym ich tradycję z jednym z najjaśniejszych momentów polskiej historii.

Obie potrzeby są zrozumiałe, ale żadna nie jest argumentem historycznym. Konstytucja 3 maja była dziełem konkretnych ludzi, działających w konkretnych okolicznościach politycznych, z wykorzystaniem wielu środowisk i kanałów wpływu. Loże były jednym z tych środowisk, ale nie jedynym i, sądząc po dostępnych źródłach, nie najważniejszym. Wyważenie dowodów prowadzi do wniosku skromniejszego niż oba mity: wolnomularstwo było częścią świata, z którego konstytucja wyrosła, a nie jej autorem.