Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Karl Christian Friedrich Krause i najstarsze dokumenty sztuki

Karl Christian Friedrich Krause ogłosił w Die drei ältesten Kunsturkunden der Freimaurerbrüderschaft najdawniejsze znane mu dokumenty bractwa wraz z krytyką legend o jego pochodzeniu i zapłacił za to wykluczeniem z loży, lecz właśnie tym gestem zapoczątkował krytyczną historiografię wolnomularstwa.

Karl Christian Friedrich Krause, litografia H. Dragendorffa, 1843 – domena publiczna
Karl Christian Friedrich Krause, litografia H. Dragendorffa, 1843 – domena publiczna · Wikimedia Commons

Filozof, który chciał czytać dokumenty

Karl Christian Friedrich Krause (1781–1832) należał do pokolenia, które studiowało w Jenie u Fichtego i Schellinga i wyniosło z tych lat przekonanie, że filozofia musi objąć całość ludzkiego życia, od metafizyki po urządzenie społeczeństwa. Jego własny system, któremu nadał nazwę panenteizmu, mówił o świecie istniejącym w Bogu, choć nie tożsamym z nim; tu wystarczy zauważyć, że z tej metafizyki wyrastała u Krausego wizja ludzkości jako jednej, organicznie powiązanej wspólnoty, która ma stopniowo dojrzewać do pełni. Wolnomularstwo interesowało go właśnie jako instytucja, która mogła stać się narzędziem tego dojrzewania.

Do bractwa wstąpił w 1805 roku w Altenburgu, a niedługo potem, po przeprowadzce do Drezna, związał się z tamtejszym środowiskiem lożowym. Szybko okazało się, że nie jest bratem, który zadowala się obrzędem i towarzystwem. Chciał wiedzieć, skąd wolnomularstwo pochodzi, co naprawdę oznaczają jego symbole i na jakiej podstawie poszczególne systemy roszczą sobie prawo do posiadania jego prawdziwej tradycji. Pytania te prowadziły go nieuchronnie do dokumentów, a dokumenty do konfliktu z braćmi, którzy wiedzieli o nich niewiele i woleli nie wiedzieć więcej.

W 1809 roku ogłosił drukiem cykl wykładów lożowych poświęconych duchowemu sensowi podstawowych symboli wolnomularskich. Był to jeszcze tekst mieszczący się w granicach dopuszczalnych: interpretacja symboli, nie zaś ujawnianie ich obrzędowych kontekstów. Rok później Krause przekroczył tę granicę. Warto jednak zauważyć, że już te wykłady zdradzały jego zasadnicze przekonanie: symbol ma sens tylko wtedy, gdy da się go rozumnie wyłożyć, a jego wartość nie zależy od tego, jak bardzo jest ukryty. Od takiej postawy do pytania o rzeczywiste źródła obrzędów był już tylko krok.

Trzy dokumenty i ich komentarz

W 1810 roku w Dreźnie ukazało się dzieło, którego tytuł brzmi w przekładzie Trzy najstarsze dokumenty sztuki bractwa wolnomularskiego. W drugim, znacznie rozszerzonym wydaniu z lat 1819–1821 rozrosło się do kilku woluminów. Krause zebrał w nim teksty, które uważał za najdawniejsze świadectwa tradycji bractwa: tak zwaną konstytucję yorską, która miała pochodzić z czasów króla Athelstana i z roku 926, konstytucje Andersona z 1723 roku oraz najstarszy znany mu angielski tekst rytualny w formie pytań i odpowiedzi. Każdy z tych dokumentów opatrzył obszernym komentarzem, studiami porównawczymi i rozważaniami nad dziejami cechów budowlanych.

Wybór tych tekstów nie był przypadkowy. Krause uważał, że jeśli chce się zrozumieć wolnomularstwo, trzeba sięgnąć do jego najwcześniejszych zapisów, a nie do legend, które powstały później i które każdy system przystosowywał do własnych potrzeb. Konstytucja yorska miała dawać wgląd w organizację średniowiecznych budowniczych, konstytucje Andersona w moment narodzin spekulatywnego wolnomularstwa, a tekst rytualny w kształt najstarszego obrzędu. Razem tworzyły coś w rodzaju dokumentalnego fundamentu, na którym można było budować historię opartą na źródłach.

Komentarze Krausego były równie ważne jak same teksty. Analizował w nich słownictwo, porównywał wersje, wskazywał na sprzeczności i anachronizmy w legendach krążących po lożach. Odrzucał przekonanie, że wolnomularstwo pochodzi od templariuszy, od starożytnych misteriów egipskich czy od jakiejkolwiek tajnej szkoły mędrców. Jego zdaniem było ono przekształceniem średniowiecznych bractw budowniczych, które w Anglii, w określonych warunkach społecznych, otworzyły się dla ludzi spoza rzemiosła i przyjęły nowy, symboliczny charakter. Ta teza, dziś w ogólnych zarysach przyjmowana przez historyków, w jego czasach brzmiała jak zuchwała redukcja. Odbierała bractwu aurę pradawnej mądrości i stawiała w jej miejsce kamieniarzy, ich zwyczaje, ich zasady przyjmowania uczniów i ich obowiązki wobec mistrza. Krause nie uważał jednak, że w ten sposób odziera wolnomularstwo z godności. Przeciwnie, sądził, że rzemieślnicza genealogia jest uczciwsza i bardziej pouczająca, ponieważ pokazuje, jak z praktyki pracy wyrosła symbolika moralna, którą każdy może zrozumieć bez wiary w cudowne przekazy.

Ujawnienie jako przewinienie

Publikacja wywołała burzę. Dla braci przyzwyczajonych do tego, że rytuał jest tajemnicą, którą przekazuje się ustnie i chroni przysięgą, druk tekstów obrzędowych, nawet dawnych i historycznych, był zdradą. Fakt, że te same treści krążyły od dawna w drukach ujawniających, nie zmieniał sprawy: co innego, gdy rytuał ujawnia przeciwnik bractwa, a co innego, gdy robi to brat, który zna jego znaczenie i nadaje mu autorytet swoją interpretacją.

Jeszcze bardziej drażliwa była krytyka legend. Wiele systemów wysokich stopni opierało swoje roszczenia na opowieściach o starożytnym lub rycerskim pochodzeniu, a ich członkowie płacili niemałe sumy za dostęp do „prawdziwych” tajemnic. Krause swoją analizą podważał te opowieści i tym samym prawowitość całych struktur. Jego książka była nie tylko aktem historiografii, ale i aktem politycznym w obrębie bractwa.

Reakcja przyszła szybko. Krause został wykluczony z loży, a w konflikt z braćmi popadli także ci, którzy go poparli, wśród nich Friedrich Moßdorf, drezdeński wolnomularz i autor prac o historii bractwa. Wykluczenie było dla Krausego bolesne, ponieważ nie uważał się za wroga wolnomularstwa, lecz za jego reformatora. Do końca życia twierdził, że działał w interesie bractwa, ujawniając prawdę o jego pochodzeniu i otwierając drogę do jego odnowy. Konflikt ciążył mu także w życiu zawodowym. Kariera akademicka Krausego toczyła się z trudem, długo pozostawał bez stałej katedry, a pod koniec życia, po pobycie w Getyndze, przeniósł się do Monachium, gdzie zmarł w 1832 roku. Nie da się przypisać tych niepowodzeń wyłącznie sprawie lożowej, ale opinia człowieka, który zdradził tajemnice bractwa, z pewnością nie ułatwiała mu zdobycia protektorów.

Odnowa przez prawdę

Motywy Krausego były bowiem nie tylko poznawcze. Jego badania historyczne służyły programowi reformy, który rozwinął w dziele Das Urbild der Menschheit z 1811 roku i w późniejszych pismach. Uważał, że wolnomularstwo, oczyszczone z fałszywych legend i zbędnych tajemnic, mogłoby stać się zaczątkiem „związku ludzkości”, Menschheitbund, wspólnoty obejmującej wszystkich ludzi dobrej woli i dążącej do harmonijnego rozwoju rodzaju ludzkiego. Aby to było możliwe, bractwo musiało najpierw poznać swoją rzeczywistą historię i porzucić iluzje, które zamykały je w sporach o pierwszeństwo.

W tej perspektywie publikacja dokumentów była krokiem koniecznym. Tajemnica, rozumiana jako ukrywanie tekstów, służyła według Krausego nie ochronie prawdy, lecz ochronie fałszywych roszczeń. Prawdziwy sens wolnomularstwa nie mógł zostać zniszczony przez ujawnienie dokumentów, bo nie leżał w nich, lecz w duchu, który miały one wyrażać. Krause był w tym bliski Fichtemu, swojemu nauczycielowi, choć poszedł dalej, uznając, że bractwo powinno nie tylko kształcić człowieka, ale też stać się zalążkiem przyszłej organizacji całej ludzkości.

Krytyka, która też się myliła

Ocena dzieła Krausego z perspektywy późniejszych badań musi uwzględnić jego słabości. Najważniejsza dotyczy konstytucji yorskiej. Krause otrzymał jej tekst od Johanna Augusta Schneidera z Altenburga, który twierdził, że przetłumaczył go z łacińskiej wersji starego dokumentu. Oryginału nigdy nie odnaleziono, a późniejsi historycy uznali tekst za wysoce wątpliwy, prawdopodobnie późny i nieautentyczny jako zapis z X wieku. Krause, który tak ostro krytykował legendy innych, sam przyjął dokument, który nie wytrzymał próby krytyki.

Ta ironia nie unieważnia jednak jego zasługi. Krause nie dysponował narzędziami, które historycy rozwinęli w ciągu następnego stulecia: archiwami cechów, systematycznymi badaniami rękopisów, porównawczą wiedzą o średniowiecznych bractwach. Pracował z tym, co miał, i robił to metodą, która była na swój czas nowatorska. Jego błąd był błędem badacza, który ufa źródłu, a nie błędem twórcy legend, który wymyśla przeszłość dla własnych celów. Można nawet powiedzieć, że historia konstytucji yorskiej sama potwierdza słuszność jego metody: to właśnie konsekwentne stosowanie krytyki źródeł, której domagał się Krause, pozwoliło późniejszym badaczom wykazać słabość dokumentu, na którym on sam polegał. Krytyczna historiografia okazała się zdolna do skorygowania własnego założyciela, a to jest najlepszy dowód, że była czymś więcej niż jego prywatnym poglądem.

Ważniejsze od poszczególnych ustaleń było samo założenie, że historia wolnomularstwa jest przedmiotem badań, a nie objawienia. Krause przyjął, że roszczenia do starożytnego pochodzenia trzeba weryfikować dokumentami, że legendy należy odróżniać od faktów, a teksty trzeba porównywać i krytycznie oceniać. To założenie stało się podstawą całej późniejszej historiografii bractwa.

W XIX wieku krytyczna historiografia wolnomularstwa rozwinęła się w Niemczech i w Anglii. Joseph Gabriel Findel, którego Geschichte der Freimaurerei ukazała się w 1861 roku, kontynuował linię krytyki legend i budował historię bractwa na dokumentach. W Anglii tak zwana szkoła autentyczna, związana z badaczami takimi jak William James Hughan i Robert Freke Gould, systematycznie badała rękopisy Starych Obowiązków i akta lóż, odrzucając fantastyczne genealogie. Ci historycy nie zawsze powoływali się na Krausego, ale poruszali się po ścieżce, którą on jako jeden z pierwszych wytyczył.

Myśl Krausego miała też dalsze życie poza wolnomularstwem. W Hiszpanii, za sprawą Juliána Sanza del Río, jego filozofia stała się w połowie XIX wieku podstawą wpływowego ruchu intelektualnego, zwanego krausizmem, który kształtował hiszpańską myśl liberalną i reformy oświatowe. To jednak osobna historia, związana z jego systemem filozoficznym, a nie z badaniami nad lożą.

W dziejach wolnomularstwa Krause pozostaje postacią graniczną. Został wykluczony przez bractwo, któremu chciał służyć, za to, że powiedział mu prawdę o jego przeszłości, a przynajmniej to, co za prawdę uważał. Jego Kunsturkunden są dziś raczej zabytkiem niż podręcznikiem, ale gest, który za nimi stał, okazał się trwały. Od Krausego zaczyna się przekonanie, że wolnomularstwo może przetrwać spotkanie z własną historią, i że prawda o jego pochodzeniu, nawet jeśli skromniejsza od legend, jest lepszym fundamentem niż najpiękniejsza fikcja.