Shrinersi i orientalna maskarada amerykańskiej masonerii
Zakon Mistycznej Świątyni, wymyślony w Nowym Jorku na początku lat siedemdziesiątych XIX wieku przez lekarza Waltera Fleminga i aktora Williama Florence'a, był od początku zabawą w orientalny kostium, a jego prawdziwą treścią okazały się towarzyskość, parady i sieć bezpłatnych szpitali dla dzieci, nie ezoteryczne wtajemniczenie.

Stolik w Knickerbocker Cottage
W Nowym Jorku przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku grupa wolnomularzy spotykała się regularnie na obiadach w restauracji Knickerbocker Cottage przy Szóstej Alei. Byli wśród nich kupcy, urzędnicy, ludzie teatru i wolnych zawodów, którzy mieli za sobą długie godziny w lożach i kapitułach, z ich powagą, przysięgami i rozbudowanym ceremoniałem. W tym kręgu narodził się pomysł, który z perspektywy historii wolnomularstwa wydaje się niemal parodią wysokich stopni: stworzenie bractwa, w którym masoni mogliby się po prostu dobrze bawić.
Dwie postacie zapamiętano jako założycieli. Walter M. Fleming był lekarzem, który przeszedł przez wiele stopni Rytu Szkockiego i Rytu Yorku i dobrze znał ich obrzędowość. William J. Florence, właściwie Bernard Conlin, był popularnym aktorem komediowym, znanym z ról irlandzkich i z tournée po Europie i Ameryce. Według opowieści, która stała się częścią tradycji zakonu, Florence podczas podróży po Francji uczestniczył w przyjęciu wydanym przez arabskiego dyplomatę, zakończonym czymś w rodzaju inscenizowanej ceremonii przyjęcia do tajnego stowarzyszenia. Zachwycony orientalną scenerią, miał przywieźć ze sobą notatki i opis, które posłużyły Flemingowi do ułożenia rytuału.
Wiarygodności tej historii nie da się sprawdzić, a późniejsze wersje różnią się co do miejsca i szczegółów. Ma ona jednak dużą wartość jako autoportret zakonu. Shriners nie twierdzili, że przechowują tajemnicę starszą od piramid. Ich mit założycielski opowiadał o aktorze, który zobaczył efektowny spektakl i postanowił odtworzyć go w gronie przyjaciół. Teatr był tu nie tyle maską, ile treścią.
Mekka przy Szóstej Alei
Pierwsza świątynia nowego zakonu, nazwana Mecca, zebrała się w Nowym Jorku 26 września 1872 roku. Pełna nazwa organizacji, Ancient Arabic Order of the Nobles of the Mystic Shrine, brzmiała z umyślną przesadą, a jej angielski skrót bywał czytany jako anagram słów a Mason, co wolnomularze lubili przypominać. Członków nazywano szlachcicami, czyli nobles, przewodniczącego świątyni potentatem, a całość zakonu prowadziła później Imperialna Rada. Pozdrowienie zapożyczono z arabskiego, a symbolem stał się czerwony fez z czarnym chwostem, ozdobiony półksiężycem, bułatem i gwiazdą.
Legenda zakonu, spisana w rytuale, przypisywała mu pochodzenie z dawnego Wschodu, z Mekki i z kręgu rodziny Proroka, oraz wielowiekową historię wśród arabskich mędrców. Nikt nie traktował tej genealogii poważnie, a już na pewno nie sami założyciele. Była częścią kostiumu, podobnie jak bułaty i turbany. Fleming ułożył obrzęd przyjęcia tak, by przypominał wysokie stopnie, ale zarazem miał w sobie element żartu i próby, której nowy członek nie traktował zbyt serio. Tym, co odróżniało Shrinersów od innych zakonów, było przyzwolenie na śmiech w miejscu, gdzie loże wymagały powagi.
Początki były skromne. Przez pierwsze lata zakon rozwijał się powoli, a jego członkostwo liczono w dziesiątkach, potem w setkach osób. Przełom nastąpił w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, gdy świątynie zaczęły powstawać w kolejnych miastach Stanów Zjednoczonych i Kanady. Nazywano je po orientalnemu: Medinah, Al Koran, Kismet, Zuhrah, Aladdin. W dużych miastach budowano dla nich okazałe gmachy w stylu mauretańskim, z kopułami, łukami podkowiastymi i arabeskami, które do dziś są znaczącymi zabytkami amerykańskiej architektury.
W 1876 roku powstała Imperialna Rada, która miała koordynować działalność świątyń w całym kraju, a Fleming został jej pierwszym imperialnym potentatem. Doroczne zjazdy, zwane sesjami imperialnymi, przyciągały tysiące uczestników i zamieniały miasta gospodarzy w sceny kolorowych pochodów, koncertów i bankietów. Prasa chętnie opisywała te zjazdy jako wielkie święta mieszczańskiej Ameryki, z mieszaniną podziwu i ironii. Reputacja zakonu jako bractwa hulaszczego, w którym nie żałowano trunków, utrzymywała się długo, także w latach prohibicji. W XX wieku członkostwo rosło szybko i w okresie szczytowym, przypadającym na drugą połowę stulecia, sięgało setek tysięcy, zbliżając się do miliona. Od lat osiemdziesiątych liczebność spadała, podobnie jak w całym amerykańskim wolnomularstwie, a w 2010 roku organizacja przyjęła nazwę Shriners International, podkreślając swój zasięg wykraczający poza Stany Zjednoczone.
Warunek wejścia
Shriners od początku byli zakonem wolnomularzy, ale nie dla wszystkich wolnomularzy. Kandydat musiał nie tylko być mistrzem w loży symbolicznej, lecz także osiągnąć szczyt jednego z dwóch wielkich systemów amerykańskich stopni dodatkowych: trzydziesty drugi stopień Rytu Szkockiego albo stopień Rycerza Templariusza w Rycie Yorku. Oznaczało to, że do Mistycznej Świątyni wchodzili ludzie, którzy przeszli już długą drogę wtajemniczeń, często kosztowną i czasochłonną. Shrine był dla nich czymś w rodzaju nagrody i odpoczynku.
Ten warunek miał paradoksalne skutki. Z jednej strony uczynił Shrinersów organizacją wyraźnie zależną od wysokich stopni i napędzał członkostwo w Rycie Szkockim i w Rycie Yorku, bo wielu mężczyzn przechodziło przez nie przede wszystkim po to, by móc nosić fez. Z drugiej strony Shrine nie wnosił do tych stopni żadnej nowej treści symbolicznej ani filozoficznej. Był ich towarzyskim dopełnieniem, nie dalszym etapem drogi. W 2000 roku wymóg został zniesiony i od tego czasu do zakonu może wstąpić każdy mistrz wolnomularz, co tylko potwierdziło, że jego tożsamość nie opierała się na wysokich stopniach, lecz na własnej działalności.
Szpitale zamiast tajemnic
Najważniejszy zwrot w dziejach zakonu nastąpił po pierwszej wojnie światowej. Na zjeździe Imperialnej Rady w Portland w stanie Oregon w 1920 roku przyjęto uchwałę o budowie szpitala dla dzieci kalekich, finansowanego przez członków. Inicjatywa, poparta przez imperialnego potentata Forresta Adaira, odpowiadała na realną potrzebę: w Ameryce lat dwudziestych tysiące dzieci cierpiały na skutki polio, wrodzonych wad narządu ruchu i urazów, a dostęp do leczenia ortopedycznego był dla wielu rodzin poza zasięgiem.
Pierwszy szpital otwarto w 1922 roku w Shreveport w Luizjanie. W kolejnych latach powstawały następne, a z czasem sieć objęła ponad dwadzieścia szpitali w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Od lat sześćdziesiątych szpitale specjalizowały się także w leczeniu oparzeń, później w urazach rdzenia kręgowego i w rozszczepach podniebienia. Zasadą było leczenie dzieci bez względu na możliwości finansowe rodzin, a przez dziesięciolecia bez obciążania ich jakimikolwiek kosztami. Sieć działa do dziś pod nazwą Shriners Children's.
Ten zwrot zmienił obraz zakonu. Shriners, kojarzeni wcześniej z hałaśliwymi zjazdami i ucztami, stali się w świadomości Amerykanów przede wszystkim organizacją charytatywną. Parady z miniaturowymi samochodami, orkiestrami i klaunami w fezach, które dawniej były zabawą członków, zaczęły służyć zbiórkom pieniędzy na szpitale. Cyrki organizowane przez świątynie, popularne w wielu miastach, łączyły rozrywkę z filantropią w sposób, który dobrze oddawał ducha zakonu.
Orientalizm z przymrużeniem oka
Orientalna oprawa Shrinersów wpisuje się w szerszy nurt amerykańskiej kultury XIX wieku. Wystawy światowe, popularne podróżopisy, malarstwo orientalistyczne i moda na mauretańskie wnętrza tworzyły obraz Wschodu jako krainy egzotyki, przepychu i zabawy. Amerykańskie zakony braterskie, których w ostatnich dziesięcioleciach stulecia powstało kilkaset, chętnie korzystały z tego repertuaru. Shriners byli najbardziej znanym, ale nie jedynym przykładem: podobne pomysły pojawiały się w innych bractwach, które nadawały swoim zebraniom egzotyczne nazwy i kostiumy.
Warto zauważyć, że ten Wschód nie miał nic wspólnego z rzeczywistym islamem ani z kulturą arabską. Fez był nakryciem głowy kojarzonym raczej z Imperium Osmańskim i z Afryką Północną niż z Mekką, a arabskie słowa w rytuale służyły głównie efektowi brzmieniowemu. Orientalizm Shrinersów był kostiumem teatralnym, przyjmowanym z pełną świadomością jego umowności. Różnił się w tym od orientalizmu rytów egipskich czy okultystycznych, które traktowały Wschód jako rzeczywiste źródło ukrytej mądrości.
Kostium ten miał też swoją stronę społeczną. Afroamerykańscy wolnomularze z obediencji Prince Hall, wykluczeni z białych lóż, utworzyli w 1893 roku własny zakon o podobnej nazwie i podobnej oprawie. Biała organizacja próbowała zakazać im używania nazwy i insygniów, a spór trafił do sądów. W 1929 roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych rozstrzygnął go na korzyść czarnych Shrinersów. Fez i bułat, które miały być zabawą, stały się w ten sposób przedmiotem walki o równe prawo do braterstwa.
Druga twarz amerykańskiej loży
Historia Shrinersów pokazuje stronę wolnomularstwa, o której historycy ezoteryki mówią rzadko. Amerykańskie loże XIX i XX wieku były nie tylko szkołami symboliki i moralności, lecz także instytucjami towarzyskimi, sieciami wzajemnej pomocy i miejscami, w których mężczyźni z klasy średniej budowali przyjaźnie, reputację i kontakty. Shrine był najczystszym wyrazem tej drugiej funkcji. Nie obiecywał wtajemniczenia w tajemnice wszechświata, lecz przyjemność wspólnego czasu i satysfakcję z dobrych uczynków. Obrzęd przyjęcia, choć zachowywał formę wtajemniczenia, pełnił funkcję zbliżoną do studenckiego otrzęsin: miał nowego członka rozbawić, trochę przestraszyć i połączyć z grupą wspólnym przeżyciem, a nie przekazać mu wiedzę o ukrytym porządku rzeczy. Nikt nie oczekiwał, że po wyjściu ze świątyni spojrzy na świat inaczej niż przed wejściem.
Nie ma powodu, by uważać to za zubożenie. Wolnomularstwo od początku łączyło powagę z biesiadą: już w XVIII-wiecznym Londynie loże zbierały się w tawernach, a ich protokoły pełne są wzmianek o toastach i ucztach. Shriners rozwinęli tę stronę do granic możliwości, oddzielając ją od obrzędów, które pozostały w lożach i kapitułach. Ich fez stał się symbolem amerykańskiego wolnomularstwa w kulturze masowej, rozpoznawalnym znacznie lepiej niż fartuch czy cyrkiel.
Dla historyka idei Shriners są więc ważnym przypomnieniem, że orientalna sceneria nie zawsze oznacza ezoterykę. Tam, gdzie twórcy rytów egipskich szukali pradawnej mądrości, Fleming i Florence szukali dobrego spektaklu i przyjaznego grona. To, że ich zakon stał się jedną z największych organizacji dobroczynnych w Ameryce Północnej, świadczy o tym, że mieszczańska towarzyskość, nawet przebrana w egzotyczny kostium, potrafiła wytworzyć instytucje o trwałej i całkiem nieteatralnej wartości.
