Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

John Robison i Proofs of a Conspiracy

Proofs of a Conspiracy szkockiego fizyka Johna Robisona, wydane w Edynburgu w 1797 roku niezależnie od dzieła Barruela, przeniosło niemiecki spór o tajne stowarzyszenia do świata anglojęzycznego, a za sprawą Jedidiaha Morse'a wywołało w Nowej Anglii polityczną panikę wokół rzekomych iluminatów.

Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku
Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku

Uczony z Edynburga

John Robison nie pasuje do obrazu autora teorii spiskowej. Urodzony w 1739 roku pod Glasgow, studiował na tamtejszym uniwersytecie i należał do kręgu szkockiego oświecenia: przyjaźnił się z Jamesem Wattem, interesował się mechaniką i astronomią, a jako młody człowiek służył w marynarce podczas wojny siedmioletniej i uczestniczył w wyprawie, która zakończyła się zdobyciem Quebecu. Na początku lat siedemdziesiątych pracował w Rosji przy kształceniu oficerów marynarki w Kronsztadzie, a w 1774 roku objął katedrę filozofii naturalnej na uniwersytecie w Edynburgu.

Był uczonym szanowanym. Pełnił funkcję sekretarza generalnego Royal Society of Edinburgh, pisał hasła z zakresu fizyki do trzeciego wydania Encyclopaedia Britannica, a jego wykłady z mechaniki, wydane później w opracowaniu, uchodziły za wartościowe. Od lat osiemdziesiątych cierpiał na przewlekłą, bolesną chorobę, która ograniczała jego aktywność i którą przeciwnicy później wykorzystywali, by podważyć jego równowagę umysłową.

Robison był także wolnomularzem. Został przyjęty do zakonu na kontynencie, w czasie swoich podróży, i odwiedzał loże w różnych krajach, choć z czasem zaprzestał aktywności. To doświadczenie miało dla niego znaczenie, bo pozwalało mu twierdzić, że pisze o wolnomularstwie jako ktoś, kto zna je od środka i potrafi odróżnić jego niewinną brytyjską postać od kontynentalnych wypaczeń.

Rozróżnienie to stanowiło oś całej jego argumentacji. W lożach brytyjskich widział stowarzyszenia towarzyskie i dobroczynne, w których bracia spotykali się przy stole, przestrzegali zakazu rozmów o polityce i religii i nie szukali tajemnic poza symboliką rzemiosła. Na kontynencie, zwłaszcza we Francji i w Niemczech, wolnomularstwo miało jego zdaniem ulec przemianie przez mnożenie wyższych stopni, które przyciągały ludzi żądnych sekretów i władzy. Taka diagnoza pozwalała mu ostrzegać przed spiskiem, nie oskarżając przy tym własnych braci.

Książka z niemieckich źródeł

Pełny tytuł książki zapowiadał jej program: Proofs of a Conspiracy against All the Religions and Governments of Europe, carried on in the Secret Meetings of Free Masons, Illuminati, and Reading Societies. Robison twierdził, że zainteresował się tematem, czytając niemieckie publikacje o wolnomularstwie i o sporach toczących się w lożach Rzeszy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Szukając informacji o rozmaitych systemach wyższych stopni, natrafił na materiały o organizacjach, które jego zdaniem wykorzystywały loże jako przykrywkę dla działalności wywrotowej.

Książka ukazała się w Edynburgu w 1797 roku i w ciągu roku miała kilka wydań. Robison pracował nad nią niezależnie od Barruela; francuskiego jezuitę przeczytał dopiero po zakończeniu własnego tekstu i w dopisku do kolejnego wydania z satysfakcją odnotował, że dwaj autorzy doszli do zbieżnych wniosków. Ta zbieżność była dla czytelników ważnym argumentem: skoro katolicki duchowny na emigracji i protestancki profesor fizyki niezależnie od siebie opisali ten sam spisek, to spisek musiał istnieć. Historycy zwracają jednak uwagę, że obaj korzystali w dużej mierze z tych samych niemieckich źródeł polemicznych, więc ich zgodność świadczy raczej o wspólnym materiale niż o niezależnym potwierdzeniu.

Najbardziej charakterystyczną cechą książki jest jej niemiecki horyzont. Robison opisywał spory wewnątrz niemieckiego wolnomularstwa, konflikty między systemami rytów, rywalizację o rzekome tajemnice templariuszy i różokrzyżowców, a wreszcie rozwój organizacji o celach jawnie oświeceniowych. Szczególną uwagę poświęcił tak zwanej Niemieckiej Unii, projektowi teologa Karla Friedricha Bahrdta z lat osiemdziesiątych, który zamierzał stworzyć sieć towarzystw czytelniczych szerzących racjonalistyczne poglądy. Dla Robisona było to ogniwo łączące tajne stowarzyszenia z szerszym ruchem kulturalnym, stąd w tytule książki obok lóż i iluminatów pojawiły się towarzystwa czytelnicze.

Wybór ten był znamienny. Towarzystwa czytelnicze, Lesegesellschaften, były w Niemczech końca XVIII wieku zjawiskiem powszechnym i w przeważającej mierze niewinnym: mieszczanie, urzędnicy i duchowni składali się na prenumeratę czasopism i zakup książek, spotykali się, by o nich rozmawiać, i tworzyli w ten sposób zaczątki opinii publicznej. W oczach Robisona sama ta forma życia umysłowego, w której ludzie wymieniali poglądy poza kontrolą Kościoła i państwa, stawała się podejrzana. Książka nieświadomie dokumentuje w ten sposób narodziny nowoczesnej sfery publicznej, opisując ją jako zagrożenie.

Perspektywa szkockiego oświecenia

Robison nie atakował oświecenia jako takiego. Był jego dzieckiem i nie zamierzał wyrzekać się nauki ani rozumu. Jego zarzut dotyczył tego, co uważał za wypaczenie: przekonania, że rozum może zastąpić religię jako podstawę moralności, a rewolucyjna przebudowa społeczeństwa jest drogą do szczęścia. Bronił chrześcijaństwa jako fundamentu porządku społecznego i brytyjskiej konstytucji jako wzoru rozsądnej wolności, a niemieckie i francuskie radykalizmy przedstawiał jako zagrożenie dla obu.

Taka perspektywa wyjaśnia, dlaczego książka Robisona różni się tonem od dzieła Barruela. Mniej w niej teologii, więcej obaw obywatelskich; zamiast obrony Kościoła katolickiego pojawia się obrona brytyjskiej równowagi między wolnością a porządkiem. Robison pisał w okresie, gdy Wielka Brytania toczyła wojnę z rewolucyjną Francją, a w samej Szkocji procesy reformatorów z lat dziewięćdziesiątych i obawy przed powstaniem tworzyły atmosferę podejrzliwości wobec wszelkich stowarzyszeń o celach politycznych.

Brytyjscy recenzenci przyjęli książkę różnie. Czasopisma konserwatywne chwaliły ją jako ostrzeżenie, pisma o nastawieniu wigowskim zarzucały autorowi łatwowierność i nieznajomość realiów niemieckich. Krytycy wskazywali, że Robison czytał po niemiecku z trudem, korzystał z materiałów polemicznych bez weryfikacji i często mylił różne organizacje. Sam autor przyznawał w późniejszych wydaniach, że popełnił pewne błędy faktograficzne, ale bronił zasadniczej tezy.

Iluminaci w Nowej Anglii

Najbardziej zaskakujące skutki książka wywołała po drugiej stronie Atlantyku. W 1798 roku Stany Zjednoczone znalazły się w stanie nieogłoszonej wojny morskiej z Francją, a afera korupcyjna z udziałem francuskich dyplomatów rozpaliła nastroje antyfrancuskie. Prezydent John Adams ogłosił dzień narodowego postu i modlitwy, a w kościołach Nowej Anglii wygłaszano kazania o zagrożeniach dla republiki.

Jedidiah Morse, kongregacjonalistyczny pastor z Charlestown w Massachusetts i autor popularnych podręczników geografii, w kazaniu wygłoszonym w maju 1798 roku odwołał się bezpośrednio do Robisona. Przedstawił czytelnikom tezę o międzynarodowym spisku, który zniszczył porządek we Francji i teraz zagraża Ameryce, przenosząc się przez tajne towarzystwa. W kolejnych kazaniach, wygłaszanych w następnych miesiącach, Morse rozwijał ten wątek, a wiosną 1799 roku ogłosił, że dysponuje listą członków loży w Portsmouth w Wirginii, założonej przez Francuzów i rzekomo powiązanej z ośrodkami rewolucyjnymi w Europie.

Morse nie był odosobniony. Timothy Dwight, rektor Yale College, w kazaniu wygłoszonym czwartego lipca 1798 roku ostrzegał przed zgubnymi skutkami filozofii, która zniszczyła Francję, i również przywoływał tezę o spisku. Federaliści, partia rządząca, wykorzystywali te nastroje w walce z republikanami Thomasa Jeffersona, którego przedstawiano jako sympatyka Francji i wroga religii. Ten sam rok przyniósł ustawy o cudzoziemcach i o działalności wywrotowej, które ograniczały swobody polityczne, a podejrzliwość wobec francuskich imigrantów i ich stowarzyszeń przenikała życie publiczne.

Wrażliwość pastorów nowoangielskich na takie ostrzeżenia miała też źródło w ich własnym położeniu. W Massachusetts i Connecticut Kościół kongregacjonalistyczny cieszył się jeszcze wsparciem prawa i podatków, a jego duchowni stanowili elitę, która czuła się odpowiedzialna za moralny porządek republiki. Rosnąca liczba baptystów, metodystów i deistów, a także sympatie dla rewolucyjnej Francji wśród części obywateli, wydawały się im zapowiedzią upadku tego porządku. Książka Robisona dostarczała wyjaśnienia, które przenosiło przyczynę zmian z wnętrza społeczeństwa na zewnątrz, na tajemniczych agentów zza oceanu.

Zmierzch paniki

Panika nie trwała długo. Republikanie wyśmiewali Morse'a, a jego lista z Portsmouth okazała się zbiorem nazwisk zwyczajnych imigrantów, w dużej mierze uchodźców z Saint-Domingue, którzy założyli lożę dla siebie i nie mieli związków z żadnym spiskiem. Christoph Daniel Ebeling, hamburski uczony i znawca Ameryki, w listach do amerykańskich korespondentów wskazywał na błędy Robisona i na to, że opisywane przez niego organizacje dawno przestały istnieć. Wolnomularze amerykańscy, w tym wielu wpływowych federalistów, protestowali przeciw łączeniu ich bractwa z rewolucyjną Francją.

Wśród krytyków Morse'a wyróżniał się William Bentley, pastor z Salem, wolnomularz i człowiek o rozległej wiedzy, który utrzymywał kontakty z niemieckimi uczonymi i czytał niemieckie źródła w oryginale. To za jego pośrednictwem dotarły do Ameryki uwagi Ebelinga, a Bentley sam publicznie wskazywał na nieścisłości w relacji Robisona. Spór między dwoma pastorami z Massachusetts był w istocie sporem o to, czy obcą kontrowersję należy przyjmować na wiarę, czy sprawdzać w źródłach.

Znamienny jest głos George'a Washingtona. Gdy w 1798 roku pewien pastor przesłał mu książkę Robisona, Washington odpowiedział, że słyszał o planach iluminatów, ale nie wierzy, by loże w Stanach Zjednoczonych były nimi skażone; dodał zarazem, że nie wątpi, iż doktryny jakobińskie znalazły w kraju zwolenników. Ta ostrożna odpowiedź oddzielała to, co było politycznym niepokojem epoki, od tego, co było niesprawdzonym oskarżeniem pod adresem konkretnej instytucji.

Wybory 1800 roku, wygrane przez Jeffersona, zakończyły ten epizod jako czynnik polityczny. Iluminaci zniknęli z kazań i gazet, a Morse poświęcił się innym sporom, przede wszystkim walce z unitarianizmem w Harvardzie. Historycy, którzy w XX wieku badali epizod nowoangielski, ukazali go jako przykład tego, jak lęki wywołane konfliktem międzynarodowym i polaryzacją partyjną szukają ucieleśnienia w obcym, tajemniczym przeciwniku.

Robison zmarł w 1805 roku, ceniony jako fizyk i zapamiętany jako autor książki, której nie sposób pogodzić z jego naukowym dorobkiem. Jego rola w dziejach idei polegała jednak nie na oryginalności, lecz na pośrednictwie. Przełożył hermetyczny, pełen lokalnych odniesień spór niemieckich lóż i publicystów na język zrozumiały dla czytelnika brytyjskiego i amerykańskiego, a w ten sposób nadał mu zasięg, którego nigdy wcześniej nie miał. Od tego momentu słowo „iluminat” stało się częścią anglojęzycznego słownika politycznej podejrzliwości.