Andrzej Mokronowski i Wielka Loża Polska
Biografia generała Andrzeja Mokronowskiego, żołnierza francuskiej szkoły, dawnego przeciwnika, a potem szwagra i powiernika Stanisława Augusta, tłumaczy, dlaczego warszawskie loże jego czasów łączyły dworską lojalność z dążeniem do niezależności od obcych obediencji i stały się sprawą polityczną.
Żołnierz z francuskim rodowodem
Andrzej Mokronowski urodził się w 1713 roku w rodzinie szlacheckiej średniej zamożności, która nie mogła mu zapewnić ani wielkiej fortuny, ani pewnej kariery w kraju. Drogę otworzyła mu służba wojskowa za granicą. Przez długie lata był oficerem w armii francuskiej, uczestniczył w kampaniach wojny o sukcesję austriacką i wrócił do Rzeczypospolitej jako człowiek o wyrobionej reputacji, z doświadczeniem pola bitwy i z siecią znajomości na dworze wersalskim.
Francja nie była dla niego tylko miejscem pracy. Była szkołą obyczaju, języka i myślenia o państwie. W kręgu oficerów, z którymi służył, wolnomularstwo należało do zwyczajnych form życia towarzyskiego, a loże wojskowe towarzyszyły pułkom w marszach i kwaterach. Choć nie znamy dokładnej daty jego przyjęcia, wszystko wskazuje, że Mokronowski zetknął się z bractwem właśnie w tym środowisku, zanim jeszcze odegrał w nim rolę w kraju.
Po powrocie związał się z hetmanem Janem Klemensem Branickim i jego dworem w Białymstoku. Należał do stronnictwa, które w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych rywalizowało z Familią Czartoryskich. Był też wykorzystywany przez dyplomację francuską jako pośrednik i informator w polskich sprawach, co uczyniło z niego postać znaną w gabinetach Wersalu, lecz podejrzaną w oczach przeciwników. W 1764 roku, podczas bezkrólewia, popierał kandydaturę Branickiego przeciw Stanisławowi Poniatowskiemu i po klęsce swego stronnictwa musiał na pewien czas usunąć się z kraju.
Od przeciwnika do szwagra
Dalsze lata przyniosły zwrot, który jest kluczem do całej jego późniejszej działalności. Mokronowski od dawna był bliskim przyjacielem Izabeli Branickiej, żony hetmana i siostry nowego króla. Po śmierci Branickiego w 1771 roku poślubił ją w tajemnicy, wchodząc tym samym do rodziny Poniatowskich. Związek ten, choć nigdy nieogłoszony z pełną oficjalnością, był powszechnie znany i zmienił jego pozycję polityczną.
Dawny rywal króla stał się jego powinowatym, a z czasem jednym z ludzi, na których monarcha mógł liczyć w sytuacjach trudnych. Nie znaczy to, że Mokronowski był bezwarunkowym stronnikiem dworu. Zachował niezależność sądu, kontakty francuskie i pewien dystans do rosyjskiej protekcji, na której opierała się władza królewska. Jednak w latach siedemdziesiątych coraz wyraźniej występował jako mediator między obozem królewskim a środowiskami, które z królem nie sympatyzowały. Kiedy w 1776 roku zebrał się sejm konfederacki, właśnie jemu powierzono laskę marszałkowską, a w 1781 roku otrzymał województwo mazowieckie.
Ta biografia, z jej zakrętami i pojednaniami, odbija się w historii lóż. Wolnomularstwo warszawskie lat siedemdziesiątych było bowiem środowiskiem, w którym spotykali się ludzie różnych obozów, a jego przywódca potrzebował zaufania zarówno króla, jak i tych, którzy wobec króla zachowywali rezerwę. Mokronowski, z przeszłością opozycjonisty i teraźniejszością szwagra, nadawał się do tej roli jak mało kto.
Wielki mistrz w czasach rozbioru
Według przyjmowanej w literaturze chronologii Mokronowski stanął na czele polskiego wolnomularstwa w 1769 roku i pełnił funkcję wielkiego mistrza do 1781 roku. Był to czas wyjątkowo trudny. Konfederacja barska, wojna domowa, pierwszy rozbiór i upokarzający sejm rozbiorowy zmieniły Rzeczpospolitą w państwo, którego suwerenność stała się w znacznej mierze fikcją. Loże nie mogły pozostać obojętne wobec tych wydarzeń, choć ich statuty zabraniały prowadzenia sporów politycznych.
W tych warunkach znaczenie miała osoba wielkiego mistrza. Mokronowski nie był ani filozofem, ani mistykiem. Nie zostawił traktatów o symbolice stopni ani mów o naturze światła. Był wojskowym i politykiem, który rozumiał loże przede wszystkim jako sieć ludzi, zdolnych zachować zaufanie w czasach rozpadu. Pod jego kierunkiem warsztaty warszawskie stały się miejscem, w którym arystokracja, urzędnicy i oficerowie mogli rozmawiać bez obecności tych, przed którymi trzeba było się pilnować.
Jednocześnie Mokronowski musiał chronić bractwo przed podejrzeniem, że służy jednemu ze stronnictw. Konfederaci barscy i ich zwolennicy patrzyli na loże podejrzliwie, a część duchowieństwa przypominała papieskie potępienia. Wielki mistrz, który niegdyś był bliski środowisku przeciwnemu królowi, mógł przekonywać nieufnych, że bractwo nie jest narzędziem dworu. Zarazem jako powinowaty monarchy mógł zapewnić lożom przychylność tronu.
Warto zauważyć, jak bardzo w tych latach zmienił się skład warsztatów w porównaniu z pierwszymi, czysto dworskimi lożami połowy stulecia. Obok magnatów i ich krewnych zaczęli w nich zasiadać urzędnicy nowych instytucji, oficerowie gwardii i korpusu kadetów, lekarze, bankierzy, a także liczni cudzoziemcy osiadli w stolicy: Sasi, Francuzi, Włosi. Loża stawała się miejscem, w którym stołeczna elita różnego pochodzenia uczyła się wspólnego języka obyczaju. Wielki mistrz, który sam przez lata żył w obcym środowisku, dobrze rozumiał znaczenie tej mieszanki i nie traktował cudzoziemców jako intruzów.
Pojawiała się też kwestia języka prac. Obrzędy i dokumenty sporządzano przeważnie po francusku, czasem po niemiecku, a polszczyzna dopiero torowała sobie drogę do rytuału. Spór o język nie był sprawą estetyczną. Dotyczył pytania, czy loże w Warszawie są oddziałem kosmopolitycznej republiki braci, czy też mają stać się instytucją wyrastającą z polskiej wspólnoty. Za kadencji Mokronowskiego odpowiedź nie była jeszcze przesądzona, ale ciężar powoli przesuwał się w stronę drugiej możliwości.
Król w kręgu braci
Najważniejszym aspektem stosunków Mokronowskiego z dworem był udział samego Stanisława Augusta w życiu wolnomularskim. Według przekazów król został przyjęty do bractwa w 1777 roku w ceremonii, o której wiedziało niewielu. Był to krok o dużym znaczeniu symbolicznym: monarcha stawał się bratem ludzi, z których wielu było jego poddanymi i urzędnikami, a niektórzy krytykami jego polityki.
Dla wielkiego mistrza oznaczało to zarówno sukces, jak i komplikację. Obecność króla podnosiła prestiż lóż i chroniła je przed atakami. Zarazem jednak wiązała bractwo z osobą monarchy, któremu wielu zarzucało uległość wobec Rosji. Mokronowski musiał więc równoważyć dwie tendencje: utrzymać przychylność dworu i nie dopuścić, by loże stały się przedłużeniem królewskiego gabinetu.
Trzeba też pamiętać, jak wyglądało życie warszawskich lóż w tych latach. Działały w nich warsztaty pracujące w różnych obrządkach, część z nich związana była z obcymi obediencjami, przede wszystkim niemieckimi systemami Ścisłej Obserwy, inne z francuskimi wzorami. Spory o obrządek, o wyższe stopnie i o prawowitość patentów należały do codzienności. W takim środowisku król-brat był czynnikiem jednoczącym, a wielki mistrz, który miał jego zaufanie, mógł próbować porządkować ten wielobarwny świat.
Ku narodowej obediencji
Kierunek, w jakim zmierzały warszawskie loże za kadencji Mokronowskiego, można określić jednym słowem: emancypacja. Polskie warsztaty przez dziesięciolecia zależały od obcych wielkich lóż, przede wszystkim berlińskich i drezdeńskich, a ich hierarchia stopni, pieczęcie i dyplomy wywodziły się z zagranicy. Po pierwszym rozbiorze ta zależność nabrała nowego znaczenia. Związek z pruskimi obediencjami nie był już tylko kwestią rytuału, ale też podporządkowania instytucjom państwa, które właśnie zabrało Rzeczypospolitej Pomorze i Warmię.
W tym kontekście dążenie do własnej, narodowej obediencji było wyrazem tego samego pragnienia suwerenności, które w polityce przybierało postać reform Rady Nieustającej czy pracy Komisji Edukacji Narodowej. Mokronowski nie doprowadził tego procesu do końca. Pod koniec jego kadencji, w latach 1780–1781, polskie loże podjęły jednak kroki ku uniezależnieniu się od pruskiego zwierzchnictwa i ku utworzeniu organizacji, która byłaby polską wielką lożą w pełnym znaczeniu tego słowa. Zwieńczeniem tej drogi stało się powołanie Wielkiego Wschodu Polski w 1784 roku, już pod innym przywództwem.
Rola Mokronowskiego polegała na przygotowaniu gruntu. Jako człowiek o francuskim wykształceniu i sympatiach był naturalnym przeciwnikiem pruskiej dominacji w życiu lóż. Jako polityk znający realia Rzeczypospolitej rozumiał, że bractwo podporządkowane obcym centrom nie może służyć sprawie narodowej. Jako szwagier króla mógł liczyć na to, że dwór nie będzie przeszkadzał. Wszystkie te elementy jego biografii składały się w spójną politykę.
Nie należy przy tym przeceniać jego osobistej sprawczości. Źródła pozwalają odtworzyć ogólny kierunek przemian, ale rzadko pokazują, kto konkretnie przeforsował daną decyzję na zebraniu czy w korespondencji z zagranicznymi lożami. Część inicjatyw wychodziła od młodszych braci, bardziej zaangażowanych w sprawy rytualne niż stary generał. Rola wielkiego mistrza polegała w dużej mierze na udzielaniu osłony i autorytetu, bez których żadna reforma obediencji nie mogłaby się powieść.
Biografia jako klucz do instytucji
Historia lóż osiemnastego wieku bywa pisana jako historia rytów, patentów i obediencji, w której ludzie występują jedynie jako nazwiska na listach. Przypadek Mokronowskiego pokazuje, jak wiele traci się przy takim podejściu. Kierunek, w jakim zmierzało warszawskie wolnomularstwo w latach 1769–1781, był w dużej mierze funkcją osobistej pozycji wielkiego mistrza: jego wojskowej przeszłości, francuskich powiązań, opozycyjnej młodości i rodzinnego pojednania z dworem.
Loże jego czasów były polityczne nie w tym sensie, że prowadziły spiski czy uchwalały programy, ale w tym, że stanowiły przestrzeń, w której budowano zaufanie między ludźmi wpływowymi. W państwie, w którym instytucje publiczne były słabe, a obce ambasady potężne, taka przestrzeń miała ogromną wartość. Mokronowski rozumiał to lepiej niż ktokolwiek inny, ponieważ sam przez całe życie przechodził między obozami i wiedział, ile znaczy możliwość rozmowy poza oficjalnymi kanałami.
Zmarł w 1784 roku, w tym samym, w którym powstał Wielki Wschód Polski. Zbieg dat jest przypadkowy, ale wymowny. Odchodził człowiek, którego kadencja przygotowała narodową obediencję, a w miejsce jego pokolenia, ukształtowanego przez francuskie obozy wojskowe i dwory magnackie, wchodziło pokolenie reformatorów, wychowanych już w epoce Komisji Edukacji Narodowej i przygotowujących się do wielkiej batalii o naprawę państwa. Biografia Mokronowskiego zamyka więc pewien rozdział: czas, gdy wolnomularstwo warszawskie było przede wszystkim sprawą lojalności osobistych, a dopiero zaczynało stawać się sprawą narodu.
