Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Wolnomularstwo

Wielka Loża Irlandii i najstarsze protokoły dublińskie

Wielka Loża Irlandii, poświadczona po raz pierwszy w dublińskiej gazecie z czerwca 1725 roku, stworzyła system numerowanych patentów, który pozwolił lożom wędrować z pułkami armii brytyjskiej po całym imperium, i w ten sposób wniosła do globalizacji wolnomularstwa więcej, niż sugerowałaby jej skromna stołeczna metryka.

Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku
Stanisław August Poniatowski, portret z 1797 roku

Notatka prasowa jako akt założycielski

Historia wolnomularstwa zorganizowanego zaczyna się zwykle od Londynu i od roku 1717, kiedy według późniejszej relacji Jamesa Andersona cztery loże miały utworzyć wielką lożę w gospodzie „Pod Gęsią i Rusztem”. Irlandzki początek wygląda inaczej i pod pewnym względem jest lepiej udokumentowany. Najstarsze pewne świadectwo istnienia Wielkiej Loży Irlandii nie pochodzi z kroniki spisanej po latach, lecz z gazety wydanej kilka dni po wydarzeniu.

W numerze „Dublin Weekly Journal” z 26 czerwca 1725 roku ukazała się relacja z uroczystości w dniu świętego Jana Chrzciciela. Opisywała, jak wolnomularze z sześciu dublińskich lóż zebrali się w gmachu King’s Inns, przeszli w procesji, po czym przy obiedzie dokonali wyboru nowego wielkiego mistrza. Został nim Richard Parsons, hrabia Rosse, znany w Dublinie z ekscentrycznego trybu życia i późniejszych związków z towarzystwami hulaków. Relacja wymienia też zastępcę wielkiego mistrza i wielkich nadzorców, co oznacza, że w 1725 roku istniała już struktura z obsadą urzędów, a nie jedynie luźne zebranie lóż.

Tekst sugeruje ponadto, że wybór wielkiego mistrza nie był pierwszym tego rodzaju. Zgromadzenie zachowywało się jak instytucja o ustalonym porządku, z procesją i obsadą urzędów, co każe przypuszczać, że miało za sobą co najmniej kilka lat istnienia. Kiedy dokładnie wielka loża powstała, nie wiadomo. Rok 1725 jest datą pierwszej wzmianki, nie datą założenia, i historycy irlandzcy zachowują w tej sprawie należną ostrożność.

Ślady sprzed wielkiej loży

Wolnomularstwo istniało w Irlandii znacznie wcześniej niż jakakolwiek wielka loża. W 1688 roku w dublińskim Trinity College wygłoszono satyryczną mowę akademicką, w której pojawia się aluzja do wolnomularzy jako do znanego towarzystwa z własnymi zwyczajami. W archiwum tego samego kolegium zachował się rękopis z 1711 roku, zawierający katechizm masoński z pytaniami i odpowiedziami oraz opisem znaków rozpoznawczych. Należy on do najstarszych znanych tekstów tego rodzaju na Wyspach Brytyjskich i świadczy, że w Dublinie, a przynajmniej w kręgu ludzi związanych z uniwersytetem, praktykowano obrzędy, które później wejdą do rytuałów lóż spekulatywnych.

Poza Dublinem istniały inne ośrodki. W Cork, na południu wyspy, od 1726 roku działała Wielka Loża Munsteru, której protokoły zachowały się i dają wgląd w życie prowincjonalnego bractwa w pierwszej połowie stulecia. Po kilku latach jej odrębność wygasła, a loże munsterskie podporządkowały się Dublinowi. Ta wczesna wielość ośrodków pokazuje, że irlandzkie wolnomularstwo nie było prostą emanacją londyńskiej inicjatywy, lecz wyrastało z miejscowych lóż, które zorganizowały się na własnych warunkach.

Wyrazem tej samodzielności była także własna księga praw. W 1730 roku w Dublinie John Pennell wydał irlandzkie Konstytucje, będące w dużej mierze przeróbką londyńskiego tekstu Andersona z 1723 roku, ale dostosowane do miejscowych realiów i zawierające między innymi pieśni oraz uzupełnienia dotyczące irlandzkiej wielkiej loży. Zapożyczenie było oczywiste, lecz sam fakt wydania osobnego tomu świadczył, że Dublin nie uważał się za filię Londynu. Irlandzcy bracia przyjęli wspólny wzór, ale chcieli mieć własny egzemplarz, opatrzony własnym autorytetem.

Najstarsze zachowane księgi protokołów samej Wielkiej Loży Irlandii pochodzą dopiero z późniejszego okresu, a wcześniejsze lata trzeba odtwarzać z gazet, korespondencji, protokołów poszczególnych lóż i rejestrów wydanych patentów. Ta luka w dokumentacji jest typowa dla instytucji XVIII wieku i nie powinna dziwić. Uderza raczej to, jak wiele można odtworzyć z rozproszonych źródeł, a przede wszystkim z rejestru numerowanych patentów, który stał się najważniejszym narzędziem irlandzkiej wielkiej loży.

Patent jako przenośna legitymacja

Właśnie w kwestii patentów Irlandia wniosła coś istotnie nowego. Od początku lat 30. XVIII wieku Wielka Loża Irlandii wydawała lożom formalne dokumenty upoważniające je do pracy, opatrzone kolejnym numerem. Loża posiadała więc nie tylko nazwę i miejsce zebrań, ale również numer w rejestrze, który określał jej starszeństwo i pozycję. Patent był przedmiotem fizycznym: arkuszem z podpisami i pieczęcią, przechowywanym przez mistrza loży i okazywanym jako dowód prawowitości.

W Anglii przez pewien czas stosowano inne formy uznawania lóż, a dopiero z biegiem czasu upowszechniły się podobne dokumenty. Irlandzki system, prosty i jednoznaczny, miał zaletę, która okazała się decydująca: loża przestawała być przywiązana do konkretnej gospody czy miasta. Jej tożsamość zawierała się w patencie, a patent można było zabrać ze sobą. To właśnie uczyniło możliwym zjawisko, które zmieniło geografię wolnomularstwa.

Loże w taborach pułkowych

W 1732 roku Wielka Loża Irlandii wydała patent loży działającej w 1. Pułku Piechoty, znanym później jako The Royal Scots. Była to pierwsza znana loża wojskowa z formalnym upoważnieniem, przypisana nie do miejsca, lecz do jednostki. Kiedy pułk przemieszczał się, loża przemieszczała się razem z nim, a jej członkowie mogli prowadzić prace w koszarach, obozach i na kwaterach w każdym zakątku, do którego zaprowadziła ich służba.

Życie takiej loży miało swoje osobliwości. Skrzynia z patentem, regaliami i księgami podróżowała razem z bagażem pułku i mogła wpaść w ręce nieprzyjaciela. Tradycja wolnomularska zachowała kilka opowieści o zdobytych w bitwie skrzyniach lóż wojskowych, odsyłanych następnie ich właścicielom pod białą flagą przez dowódców strony przeciwnej, którzy sami byli wolnomularzami. Najbardziej znana dotyczy loży 46. Pułku Piechoty, działającej na patencie irlandzkim, której skrzynia miała zostać zwrócona z polecenia Jerzego Waszyngtona. Szczegóły takich opowieści trudno dziś zweryfikować, ale ich popularność dobrze pokazuje, jak rozumiano ponadnarodowy charakter bractwa: braterstwo loży miało obowiązywać nawet ponad linią frontu.

Za tym pierwszym patentem poszły dziesiątki kolejnych. W XVIII wieku liczne pułki armii brytyjskiej, wiele z nich stacjonujących w Irlandii, otrzymały patenty irlandzkie. Wojskowe loże objazdowe działały również z upoważnienia innych wielkich lóż, w tym angielskich i szkockiej, ale to Irlandia wydała ich zdecydowanie najwięcej i to irlandzkie numery widniały w regimentach walczących w Ameryce Północnej, w Indiach, na Karaibach i w Europie kontynentalnej.

Skutki były ogromne. Żołnierze i oficerowie, przyjmowani do lóż wojskowych, stykali się z ludnością cywilną w miejscach postoju i często przyczyniali się do zakładania lóż osiadłych. W wielu koloniach pierwsze lub jedne z pierwszych lóż powstały w bezpośrednim kontakcie z lożami pułkowymi. Najsłynniejszym przykładem jest przyjęcie Prince’a Halla i czternastu innych wolnych czarnoskórych mężczyzn w Bostonie w marcu 1775 roku. Inicjacji dokonała loża działająca przy 38. Pułku Piechoty na podstawie patentu irlandzkiego, co dało początek tradycji wolnomularstwa afroamerykańskiego, znanego później jako masoneria Prince Hall. Irlandzki dokument z Dublina stał się w ten sposób pośrednio fundamentem jednej z najważniejszych gałęzi amerykańskiego bractwa.

Zwyczaje, które podróżowały razem z patentami

Loże wojskowe niosły ze sobą nie tylko numer i dokument, lecz także praktykę rytualną. Wolnomularstwo irlandzkie w XVIII wieku przechowywało zwyczaje, które w Londynie po 1717 roku zostały zmienione lub zarzucone, i było przez to postrzegane jako bardziej przywiązane do dawnych form. Z Irlandii pochodzą też jedne z najwcześniejszych wzmianek o stopniu Royal Arch: w relacji z procesji w Youghal z 1743 roku mowa o łuku królewskim niesionym przez dwóch wybitnych masonów, a dubliński autor Fifield Dassigny w broszurze z 1744 roku wspominał o zgromadzeniu mistrzów Royal Arch w Dublinie.

Ta irlandzka wrażliwość na tradycję odegrała rolę w dziejach wolnomularstwa angielskiego. Gdy w 1751 roku w Londynie powstała konkurencyjna wielka loża, nazywana Starożytnymi, jej założycielami byli w znacznej części wolnomularze irlandzcy, którzy w londyńskich lożach nie odnajdywali znanych sobie obyczajów. Wielka Loża Irlandii uznała ich za prawowitą wielką lożę i utrzymywała z nimi braterskie stosunki. Szczegóły tego konfliktu i późniejszego pojednania należą już do historii angielskiej, ale bez irlandzkiego zaplecza Starożytni nie mieliby ani swojej siły, ani swojego przekonania o wierności dawnym formom.

Także wojskowe loże Starożytnych, a później zjednoczonego wolnomularstwa angielskiego, wzorowały się na irlandzkim modelu. W ten sposób model organizacji wypracowany w Dublinie stał się standardem dla całego wolnomularstwa podążającego za flagą imperium.

Skromna stolica wielkiego zasięgu

Na pierwszy rzut oka Irlandia XVIII wieku nie wydaje się miejscem, z którego mogłaby wyjść globalna instytucja. Była krajem podporządkowanym Londynowi, podzielonym religijnie i społecznie, z protestancką elitą rządzącą katolicką większością. Dublin był wprawdzie drugim miastem imperium, ale nie dorównywał Londynowi bogactwem ani znaczeniem politycznym. A jednak właśnie tam wypracowano rozwiązanie, które pozwoliło wolnomularstwu rozprzestrzenić się wraz z ekspansją brytyjskiej armii.

Klucz tkwił w połączeniu dwóch czynników. Pierwszym był prosty, przenośny dokument, który uniezależniał lożę od miejsca. Drugim była obecność w Irlandii licznych garnizonów, w których stacjonowały pułki przemieszczane później na wszystkie fronty imperium. Irlandzka wielka loża nie musiała planować ekspansji; wystarczyło, że wydawała patenty ludziom, którzy i tak mieli wyruszyć w drogę. Do tego dochodziła jeszcze emigracja cywilna: irlandzcy kupcy, rzemieślnicy i osadnicy, którzy w XVIII wieku masowo wyjeżdżali do kolonii amerykańskich, zabierali ze sobą znajomość lożowych zwyczajów i chętnie zakładali nowe warsztaty tam, gdzie się osiedlili. Wojsko i emigracja działały razem, a obie te drogi prowadziły z Irlandii na zewnątrz.

W tym sensie notatka z „Dublin Weekly Journal” z 1725 roku jest dokumentem skromnym, ale zapowiadającym rzeczy wielkie. Sześć lóż zebranych na obiedzie w King’s Inns nie mogło przewidzieć, że numerowane patenty wydawane przez ich następców trafią do Bostonu, Kalkuty i Gibraltaru. Irlandzkie wolnomularstwo pozostało liczebnie niewielkie w porównaniu z angielskim, ale to ono zbudowało drogi, którymi bractwo dotarło na krańce świata – i to w taborach armii, której celem nie było szerzenie żadnej filozofii, lecz utrzymanie imperium.